Tekst: Michał Wrzosek
Za nami wybory do Europarlamentu. Historycznie „cieszyły” się najniższą frekwencją. Czy zapowiadało się pod tym kątem na zmianę? Czy nastąpiła? Czy polscy studenci również podtrzymali złą passę, czy nastąpiła mobilizacja podobna do tej 15 października?
24 maja 2024 r. Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich wystosowała apel do studentów o udział w minionych już wyborach do Parlamentu Europejskiego. Przypomniała w nim, że członkostwo w Unii Europejskiej jest nie tylko przywilejem, ale też wiążą się z nim pewne zobowiązania. Określiła uczestnictwo w wyborach nie tylko obowiązkiem, ale też świadectwem uznania wspólnych europejskich wartości – poszanowania godności człowieka, wolności, demokracji, równości, praworządności i praw człowieka. KRASP zauważyła w swoim dokumencie, że wybory, które odbyły się w niedzielę 9 czerwca, mogły stać się prawdziwym świętem europejskiej demokracji. Wyraziła również życzenie, by wybrane osoby przyczyniły się m.in. do zwiększenia roli edukacji i nauki w kształtowaniu polityk publicznych. Przyszłość Europy jest w naszych rękach – zakończył w imieniu Prezydium apel prof. dr hab. inż. Arkadiusz Mężyk, Przewodniczący KRASP i Rektor Politechniki Śląskiej.
W poprzednich wyborach do Europarlamentu, frekwencja w Polsce wyniosła 45,68 proc. uprawnionych do głosowania, nieco poniżej średniej dla całej UE (50,66 proc.; dla porównania, w Belgii, gdzie głosowanie jest obowiązkowe, dosięgła 88,47 proc., a na Słowacji 22,74 proc.). Była ona rekordowa, niemal dwa razy wyższa od poprzedniej (23,8 proc. w 2014 r.). Choć brak statystyk dla Polski, w całej Unii Europejskiej w 2019 r. w wyborach wzięło udział 42 proc. najmłodszych wyborców (16/18-24), co jest najsłabszym wynikiem spośród grup wiekowych. Nieco lepiej wyglądała sytuacja w przypadku grupy opisywanej jako student, składająca się z osób wciąż pobierających edukację – zagłosowało 51 proc. z nich. W obu przypadkach mieliśmy do czynienia ze wzrostem o 14 p.p. w stosunku do tych samych wyborów w 2014 r.
Niemal 69-procentowa frekwencja wśród najmłodszych wyborców (18-29 lat) w ostatnich wyborach do Sejmu i Senatu zastanawia do dziś. Czy niemal 50-procentowy wzrost frekwencji wśród nich był jedynie anomalią, czy początkiem zmiany trendu, dowiemy się na pewno z czasem. Ku pierwszemu scenariuszowi zdają się skłaniać wyniki wyborów samorządowych, które odbyły się w kwietniu bieżącego roku. Wzięło w nich udział jedynie 38,6 proc. uprawnionych do głosowania osób w wieku 18-29 lat. Podobny (39,5 proc.) jest odsetek młodych wyborców, którzy deklarowali oddanie na pewno głosu w wyborach wg. sondażu IBRiS dla Wydarzeń Polsatu z 22 maja 2024 r. Również ogólna frekwencja w tym samym sondażu była zapowiadana na wyraźnie wyższą zarówno od tej w wyborach do Europarlamentu w 2019 r., jak i tej w niedawnych wyborach samorządowych (55,5 proc.). Bardziej optymistyczny był sondaż Eurobarometru, według którego w wyborach 9 czerwca miało wziąć udział 69 proc. młodych Polaków. Ważnym kontekstem jest ich stosunek do UE – aż 23 proc. osób w wieku 18-24 i 18 proc. 25-29-latków (w stosunku do 12,5 proc. w całej populacji) w sondażu Opinia24 na zlecenie TOK FM określiło się jako przeciwnicy członkostwa w Unii.
Czy studenci poszli w niedzielę do urn? Jak się okazało, niekoniecznie. Według badania late poll, jedynie nieco ponad co czwarta (26,5 proc.) osoba w wieku od 18 do 29 lat oddała głos. Całościowa frekwencja również nie była wysoka, choć zbliżyła się do tej pięć lat temu – zagłosowało 40,65 proc. uprawnionych Polaków (a zatem nieco więcej, niż sugerowała late poll, która wykazała wynik 40,2 proc.). Choć ciężko na tej podstawie wyciągać daleko idące wnioski. Pewne jest natomiast, że łatwiejsza procedura zmiany miejsca głosowania i mniejsza lokalność, niż w przypadku wyborów samorządowych, nie pomogły. Również tym razem studenci nie zagłosowali w wyborach.


