Tekst: Tomasz Dwojak
Po tym, jak Rudolf Höss otrzymał w 1940 r. nominację na stanowisko komendanta obozu Auschwitz, zamieszkał z rodziną w willi położonej tuż przy nowym miejscu pracy. Hössowie postanowili wyremontować posiadłość tak, aby oddawała prestiż stanowiska komendanta i aby móc w niej bez wstydu przyjmować tak znamienitych gości, jak np. szef SS Heinrich Himmler. Dzięki materiałom, które udało się Hössowi zorganizować w pracy, dom wyposażony był bardzo bogato, wręcz luksusowo. Hössowie mieli na swój użytek także piękny ogród. W ciepłe miesiące jego wszechobecna zieleń przełamywała szarość otaczających posesję betonowych ścian. Ich dzieci bardzo lubiły biegać po ogrodzie i przypatrywać się pracującym tam więźniom. Pewnego razu poprosiły zatrudnioną przez rodziców krawcową o uszycie opasek, które nosili osadzeni. Najstarszy syn, Klaus, otrzymał opaskę capo, a pozostałe dzieci – kolorowe trójkąty.
Hössowie chętnie korzystali z okolicznych malowniczych terenów, często chodzili odpoczywać nad rzekę. Komendant oddawał się również swojej największej pasji – jeździe konnej, do której chciał zachęcić syna Klausa. Pani Höss bardzo ceniła sobie nowe mieszkanie. Tak bardzo, że nawet gdy jej męża po kilku latach przeniesiono tymczasowo na inne stanowisko, postanowiła pozostać z dziećmi w willi w Oświęcimiu. W nowym domu Hössom niczego nie brakowało, choć niewątpliwie problematyczną kwestią był nieprzyjemny zapach, który wydobywał się z oddalonego o około 150 metrów od domu krematorium.
Moralność
W niedawno opublikowanej książce Ostateczne rozwiązania. Ludobójcy i ich dzieło Konstanty Gebert zadaje dość przewrotne pytanie: czy ludobójca może być człowiekiem moralnym?
Według autora nie mniej ważna od specyfiki losów ofiar jest specyfika intencji sprawców. Gebert twierdzi, że typową motywacją do ludobójstwa nie jest przyjemność odczuwana z dręczenia i zabijania, lecz nakaz moralny budowy lepszego społeczeństwa, dla którego trzeba być gotowym na rozmaite poświęcenia.
Przekładając to stwierdzenie na nazistowską propagandę: idealne społeczeństwo to społeczeństwo czyste rasowo, poświęceniem natomiast miało się okazać przeprowadzenie Zagłady.
Sam Höss stwierdził w spisanej w czasie pobytu w krakowskim więzieniu autobiografii (do jej szczerości można mieć oczywiście poważne zastrzeżenia), że osobiście nigdy nie nienawidził Żydów. Uważał ich jedynie za wrogów narodu. Tym którzy mieli wątpliwości co do zasadności morderstw na żydowskich kobietach i dzieciach tłumaczył, że taka jest wola Hitlera i wskazywał, że konieczne jest wymordowanie wszystkich Żydów, aby wyzwolić Niemcy od największego wroga. Höss wspominał również, że traktował antysemickie tezy Hitlera i innych ideologów nazizmu tak, jak katolicy dogmaty Kościoła. Po prostu była to prawda niepodlegająca zakwestionowaniu; nie miałem co do tego wątpliwości.
Niemieccy ustawodawcy przełożyli wolę Führera na przepisy i stworzyli system prawny, który zapewniał morderczym działaniom pozory legalności. A jak często tłumaczą się ludobójcy – przykładny obywatel powinien działać zgodnie z prawem, wykonywać rozkazy i realizować obowiązki, jakie na niego nakłada państwo. Nawet jeśli tym obowiązkiem jest ludobójstwo.
W czasie swojego procesu, Adolf Eichmann, jeden z koordynatorów ostatecznego rozwiązania, opowiedział m.in. o motywacjach, jakie nim kierowały, gdy przyczyniał się do realizacji nazistowskiej polityki. Zaskakująco dla wszystkich stwierdził, że przez całe życie kierował się filozofią Immanuela Kanta – interpretując ją w dość pokrętny sposób, jak wskazuje Hannah Arendt, autorka słynnej książki Eichmann w Jerozolimie. Filozofka opisuje, że jego wypaczona interpretacja odpowiada temu, co sam nazwał kantyzmem „do domowego użytku dla maluczkich”. W owej wersji do użytku domowego, z całego Kanta zostaje jedynie postulat, by człowiek uczynił coś więcej niż podporządkował się prawu; by wykroczył poza sam tylko wymóg posłuszeństwa i utożsamił własną wolę z zasadą tkwiącą u podstaw prawa ze źródłem, z którego prawo wypływa. W filozofii Kanta źródłem tym był rozum praktyczny; w eichmannowskim kantyzmie do użytku domowego była nim wola Führera.
Wstręt
Sam proces ludobójstwa często jest nawet odbierany przez sprawców jako coś skrajnie niekomfortowego. O degenerującym psychicznie wpływie uczestnictwa w realizacji ostatecznego rozwiązania pisał m.in. Christopher Browning w książce Zwykli ludzie. Amerykański historyk przybliża w niej losy 101. Policyjnego Batalionu Rezerwy. Oddział ten składał się głównie z mężczyzn w średnim wieku, często już żonatych i z dziećmi, których uznano za zbyt starych na służbę w armii i skierowano ich do policji porządkowej.
Po przybyciu do okupowanego terytorium Polski, ku swojemu zaskoczeniu, otrzymali oni zadanie przeprowadzenia obławy na żydowskich mieszkańców Józefowa. Mężczyzn w wieku produkcyjnym mieli odseparować i skierować do obozu. Pozostałe osoby – zamordować. Amerykański historyk szacuje, że spośród członków oddziału, których wyznaczono do dokonywania egzekucji, około 10-20% uchylało się od przydzielonego zadania. Browning podkreśla jednak, że jako główną motywację wskazywali nie względy etyczne, a fizyczny wstręt i psychiczną słabość – większość rezygnowała już w trakcie mordowania. Intrygująca jest tu postać dowódcy grupy – majora Wilhelma Trappa, który według zeznań jednego z policjantów nie obserwował egzekucji dokonywanych w lesie, gdyż rzekomo nie mógł znieść ich widoku. Podczas porannej odprawy starał się jednak racjonalizować dokonywane morderstwa. Miał powiedzieć członkom oddziału, aby pamiętali, gdy będą rozstrzeliwać żydowskie kobiety i dzieci, że wiele niemieckich kobiet i dzieci straciło życie w bombardowaniach dokonywanych przez wroga.
We wspomnianej już wcześniej autobiografii Rudolf Höss pisał, że pierwsze próby gazowania przeprowadzone w Auschwitz wpłynęły na niego uspokajająco. Ten sposób masowego uśmiercania nie tylko okazał się bardzo efektywny, lecz także mniej krwawy. Dodatkowo utrzymywał ofiary w nieświadomości czekającego ich losu. Höss wspomina, że gdy otrzymał zadanie przeprowadzenia masowych morderstw obawiał się, że trzeba będzie ich dokonywać poprzez rozstrzeliwania. Komendant wskazywał, że wielu żołnierzy udział w dotychczasowych zbrodniach doprowadzał do szaleństwa. Większość regularnie upijała się, niektórzy odbierali życie w końcu także sobie. Höss poczuł ulgę: teraz byłem spokojny, że rzezie ominą nas wszystkich [sic] i że ofiarom można będzie do ostatniej chwili oszczędzić cierpień.
O psychologicznych konsekwencjach realizacji ostatecznego rozwiązania wspominał także Heinrich Himmler w tajnej przemowie wygłoszonej do esesmanów w Poznaniu w październiku 1943 r. Himmler wskazywał, że niemieckie społeczeństwo powinno być wdzięczne za dokonywane ludobójstwa i współczuć ich sprawcom, zamiast je kwestionować i argumentować, że wśród mordowanych Żydów zdarzają się też przyzwoite osoby. Szef SS powiedział podwładnym: większość z was jednak wie, co znaczy, gdy na stosie leży 100 ciał, gdy leży ich 500 albo 1000. Znieść coś takiego, a jednocześnie, pomijając wyjątki pochodzące z ludzkiej słabości, pozostać przyzwoitym, to sprawiło, że jesteśmy twardzi.
Logika
Tak zwane Przemówienia poznańskie to również jeden z najbardziej reprezentatywnych tekstów dla nazistowskiej ideologii. Jak wskazuje Konstanty Gebert, nigdzie indziej ludobójcza logika nie została wyłożona z tak porażającą precyzją.
Himmler jako uzasadnienie zbrodni wskazywał jej prewencyjny charakter – Niemcy powinni zabić Żydów, zanim Żydzi zabiją Niemców. Ludobójstwo przedstawiał jako samoobronę konieczną. Jest to jeden z częściej przywoływanych przez ludobójców argumentów. Samo istnienie przedstawicieli wrogiej grupy opisują jako zagrożenie egzystencjalne, tym bardziej gdy już dokonują mordów. Wtedy, zgodnie z ludobójczą logiką, należy doprowadzić je do końca z uwagi na domniemaną nieuchronną zemstę ze strony tych, którym się uda przeżyć. Szef SS podkreślał również, że wyeliminowanie wszystkich Żydów literalnie oznacza zagładę wszystkich, bez wyjątku. Dotyczyło to także tych przyzwoitych. Zgodnie z ludobójczą logiką śmierć Żydów nie musiała nawet przynosić dodatkowych korzyści, jak to miało miejsce chociażby w przypadku przymusowych robotników, którzy harowali, aby niemiecka machina wojenna mogła sprawnie funkcjonować. Należało również zamordować tych przyzwoitych, uważanych za wartościowych obywateli. Jak parafrazuje Gebert: sam fakt, że Żydzi, którzy żyć mogli, już nie żyją, jest korzyścią wystarczającą.
Apatia
W trakcie procesów w Norymberdze, podczas których Rudolf Höss zeznawał w charakterze świadka, odbył on kilka rozmów z Gustavem Gilbertem – więziennym psychologiem. W wydanych później wspomnieniach Amerykanin wskazywał, że Höss opowiadał o swoich zbrodniach w sposób bardzo rzeczowy i obojętny. Według Gilberta, były komendant Auschwitz sprawiał wrażenie osoby, która jest sprawna intelektualnie, ale jednocześnie schizoidalnie obojętna, niewrażliwa i pozbawiona empatii. Psycholog stwierdził, że Höss miał w sobie zbyt dużo apatii, by odczuwać wyrzuty sumienia. Perspektywa powieszenia też niespecjalnie go martwiła.
W trakcie przesłuchania przez sędziów Höss szczegółowo i chłodno opisywał szczegóły działania zarządzanego przez niego obozu. Liczbę ofiar które zagazowano w Auschwitz oszacował na co najmniej 2,5 mln. Jak pisał później Gilbert, otwartość, z jaką Höss opowiadał o swoich zbrodniach, głęboko zszokowała nawet oskarżonych w Norymberdze nazistów. Hans Frank, gubernator okupowanych ziem polskich, miał w trakcie przerwy obiadowej przyznać psychologowi, że składanie zeznań przez Hössa było według niego dnem całego procesu. Usłyszeć człowieka, który mówi, że zamordował z zimną krwią 2,5 mln osób – to jest coś, o czym ludzie będą opowiadać przez tysiąc lat.
W czasie indywidualnej rozmowy Gilbert zadał byłemu komendantowi obozu kilka, jak sam określił, naiwnych pytań dotyczących procesu eksterminacji. Zapytał z niedowierzaniem, jak technicznie możliwe było zamordowanie 2,5 mln osób. „Technicznie”? – odpowiedział Höss. To nie było tak trudne. Eksterminacja nawet większej liczby osób nie byłaby trudna. Psycholog zapytał się również ilu osób można było się pozbyć w ciągu godziny. Komendant zasugerował, że cały proces powinien raczej rozpatrywać w cyklach 24-godzinnych i że w takim okresie możliwa była eksterminacja 10 tys. ludzi. Höss dodał, że samo zabijanie zabierało najmniej czasu. Mogłeś pozbyć się 2 tys. osób w pół godziny, to spalanie [ciał] było tym, co zajmowało cały czas. Zabijanie określił jako proste; nie potrzebowałeś nawet strażników żeby ich zaprowadzić do komór; po prostu wchodzili spodziewając się, że wezmą prysznic, a my zamiast wody wpuszczaliśmy trujący gaz. Całość szła bardzo szybko.
Korporacja
W książce Nowoczesność i Zagłada Zygmunt Bauman argumentuje, że przeprowadzone przez niemieckich nazistów ludobójstwo nie było bynajmniej antytezą nowoczesnej cywilizacji, a jedynie odsłoniło jej inne oblicze. Filozof cytuje Christophera Browninga, który wskazywał: masowe morderstwo dokonane przez nazistów na europejskich Żydach było nie tylko technologicznym osiągnięciem społeczeństwa przemysłowego, ale także organizacyjnym osiągnięciem społeczeństwa biurokratycznego.
Czasami Auschwitz metaforycznie określane jest jako „fabryka śmierci”. I rzeczywiście, uderzające jest to, jak kategorie typowe dla nowoczesnej gospodarki takie jak wydajność, optymalizacja, planowanie czy podział pracy zostały zastosowane do zorganizowania zbrodni.
Rozbudowana sieć kolejowa sprawnie przywoziła kolejne ofiary, doświadczeni inżynierowie projektowali krematoria, w zakładach chemicznych na przemysłową skalę produkowano śmiercionośny Cyklon B, a samo gazowanie nadzorowali lekarze.
Obserwując sceny z filmu Strefa interesów, podczas których nazistowscy oficjele omawiają techniczną stronę masowych morderstw, nie sposób odnieść wrażenia, że rozmowy te wyglądają jak corporate meetingi, podczas których omawia się targety i sposoby ich realizacji. Jak pisał amerykański historyk Henry Feingold: [Auschwitz] był także prozaiczną kontynuacją nowoczesnego systemu przemysłowego. Nie wytwarzał dóbr materialnych, ponieważ surowcem były tam istnienia ludzkie, a docelowym produktem śmierć.
W swojej autobiografii Rudolf Höss wspomina, że od samego początku zdawał sobie sprawę z ogromu ciężkiej pracy wszystkich – od komendanta aż do ostatniego więźnia – potrzebnej, aby uczynić Auschwitz użytecznym. W związku z tym uznał, że sam powinien dawać dobry przykład współpracownikom. Wstawał o wczesnych porach, tak jak zwykli esesmani, i pracował do późnego wieczora.
Gdy później został inspektorem i oceniał działanie innych obozów, irytował się na ich niegospodarność, a sposób organizacji pracy przymusowej oceniał jako skrajnie nieefektywny. W autobiografii pisał, że jego zdaniem bardziej wydajne byłoby pozostawienie przy życiu jedynie najbardziej zdrowych i silnych Żydów, których należało dodatkowo porządnie odżywiać. Według Hössa do pracy przymusowej kierowano zbyt dużo osób (w domyśle – lepiej byłoby ich od razu zagazować), które do tego się nie nadawały, a ich obecność jedynie obciążała obozy, zabierała przestrzeń oraz pożywienie.
Biurokracja
Wśród historyków Zagłady występują dwie rozbieżne interpretacje – intencjonalistyczna i funkcjonalistyczna. Zgodnie z pierwszą wymordowanie Żydów było od początku celem nazistów, którzy tylko czekali na odpowiednią okazję. W drugiej, która jest bliższa Baumanowi czy Browningowi, rozwiązanie kwestii żydowskiej postrzega się jako ideologiczny imperatyw o niesprecyzowanym początkowo sposobie realizacji, które dopiero później zyskało formę Zagłady.
Po przejęciu władzy naziści postawili przed aparatem państwowym zadanie pozbycia się wszystkich Żydów. Niemiecka biurokracja zabrała się do realizacji tego celu jak do każdego innego, tzn. stosując kryteria wydajności i opłacalności. Jak pisze Bauman: jeśli pominąć moralną ohydę zakładanego celu (…), przedsięwzięcie to nie różniło się w sensie formalnym (a więc jedynym, który daje się wyrazić w języku biurokracji) od wszelkich innych zorganizowanych działań, zaprojektowanych, monitorowanych i nadzorowanych przez „zwykłe” sekcje administracyjne i gospodarcze.
Początkowo za najbardziej optymalne rozwiązanie uznano masową emigrację. Uchwalono antysemickie prawa, które ograniczały swobody osób uznawanych za Żydów i pośrednio zachęcały do opuszczenia kraju. Wraz z rozpoczęciem wojny i stopniowym rozszerzaniem strefy wpływów nazistowskich Niemiec o kolejne terytoria i kolejnych żydowskich obywateli deportacja wszystkich stawała się coraz trudniejsza. Odizolowanie Żydów gdzieś na podbitym terytorium – rozważano np. Polskę albo Madagaskar – byłoby z kolei zbyt kosztowne i obciążające dla administracji. Zważając na to uznano, że najpraktyczniejszym sposobem na uczynienie kontrolowanych terenów Judenfrei (wolnymi od Żydów) będzie masowe morderstwo.
Bauman wskazuje, że najbardziej wstrząsający wniosek, jaki płynie z analizy „krętej drogi do Auschwitz”, głosi, że — ostatecznie — wybór fizycznej eksterminacji jako właściwego sposobu realizacji zadania Entfernung był efektem rutynowych biurokratycznych procedur: dostosowania środków do celów, zrównoważenia budżetu, zastosowania uniwersalnych reguł działania. Przy realizacji ostatecznego rozwiązania objawiły się również typowe przypadłości biurokracji, które zapewniają jej przetrwanie, takie jak skłonność do mnożenia nowych inicjatyw, rozszerzenia i wzbogacania celów. Szczególnie śmiercionośna okazała się tendencja do tracenia z oczu pierwotnego celu i skupiania uwagi na środkach, które same zamieniają się w cele. Niemieccy naziści kontynuowali ludobójstwa nawet, gdy radziecka armia była już kilka kilometrów obok, i kiedy niewątpliwie bardziej racjonalne byłoby np. skierowanie pociągów do wożenia zaopatrzenia dla armii, a nie Żydów do obozów.
Filozof wskazuje, że o skali ludobójstwa zadecydowało przecięcie dwóch wynalazków nowoczesności. Z jednej strony rozbudowanej biurokracji, która dostarczyła narzędzi organizacyjnych, a także ułatwiała sprawcom odczuwanie dystansu poprzez sprowadzanie ofiar do liczb w tabelkach i opisywanie zbrodniczego procesu poprzez eufemistyczną nowomowę. Z drugiej, wspomnianym wcześniej, pragnieniem stworzenia idealnego społeczeństwa poprzez intensywną zmianę jego struktury.
Niemieckie wychowanie
Kilka lat po zakończeniu wojny zespół psychologów pod kierownictwem Theodora Adorno przygotował publikację zatytułowaną Osobowość autorytarna. W książce zaprezentowano hipotezę o istnieniu typu osobowości, która charakteryzuje się silną skłonnością do ulegania autorytetom, a poza tym także m.in. bezwzględnością wobec słabszych oraz odbiegających od przyjętej normy. Osoby o takich cechach mają zdecydowanie częściej popierać ugrupowania faszystowskie. Twórcy publikacji upatrywali przyczyny występowania osobowości autorytarnej przede wszystkim w surowym wychowaniu, wymuszającym uległość i podporządkowanie.
Mechanizm ten w udramatyzowanej wersji przedstawił Michael Haneke w filmie Biała wstążka. Austriak umieścił akcję swojego dzieła w niemieckiej wiosce na przełomie lat 1913-1914. Filmowi towarzyszy sugestia, że oglądani bohaterowie staną się wkrótce gorliwymi zwolennikami nazizmu (choć warto dodać, że sam reżyser podkreślał w wywiadach ponadnarodowy i uniwersalny przekaz filmu). W Białej wstążce Haneke pokazuje obraz systemowej opresji jakiej poddawani są mieszkańcy, a w szczególności dzieci. Każde wykroczenie jest surowo karane i poddane ostracyzmowi. Ich wychowanie polega głównie na dyscyplinowaniu i tłumieniu popędów. Jak wskazuje Magdalena Zolkos, w filmie kluczową funckję w opresji wioski pełnią instytucje, takie jak Kościół protestancki, inspirowany wojskową organizacją system edukacji czy patriarchalna rodzina.
Podobne wątki (nie pozbawione oczywiście elementu autokreacji) można odnaleźć również w autobiografii komendanta Auschwitz. Höss wspomina, że od najmłodszych lat uczył się dyscypliny i posłuszeństwa. Ojciec wychowywał mnie według surowych zasad wojskowych – wspomina. Höss dodaje: szczególny nacisk kładziono stale na to, że mam niezwłocznie spełniać wszelkie życzenia czy polecenia rodziców, nauczycieli, księży itd., wszystkich osób dorosłych, nie wyłączając służby, i że od tego nic mnie nie powinno powstrzymać. Co oni mówią, jest zawsze słuszne.
Höss wspominał o swoim dzieciństwie także Gustave’owi Gilbertowi. Swojego ojca określił jako bigota, rygorystę i fanatyka. Dodaje, że był karany modlitwą za każdy drobiazg. Mój ojciec był kimś w rodzaju istoty wyższej, do której nigdy nie mogłem się zbliżyć, a więc z powrotem zagłębiłem się w sobie – i nie mogłem wyrazić siebie wobec innych. Uważam, że to bigoteryjne wychowanie jest odpowiedzialne za to, że stałem się tak zamknięty w sobie. Moja matka również żyła w cieniu tej fanatycznej dewocji.
Wielu nazistów twierdziło, że osoby innej narodowości nie są zdolne do zrozumienia, jak silnie lojalność i skłonność do wykonywania rozkazów bez ich kwestionowania były wryte w niemiecką tożsamość. Powszechne było również przekonanie, że zostali skrzywdzeni podwójnie. Najpierw przez dowódców, którzy rozkazywali im dopuszczać się okropieństw wobec innych osób. Później przez alianckie sądy, które karały ich za to, że te rozkazy wykonywali.
Konformizm
W książce Zwykli ludzie Christopher Browning przytacza, wydawać by się mogło, dość zaskakującą sytuację. Zgodnie z zeznaniami niektórych członków 101. Policyjnego Batalionu Rezerwy ich dowódca – major Trapp dał im wybór. W czasie porannej odprawy przed pierwszym aktem ludobójstwa popełnionym przez swoją jednostkę miał powiedzieć, że jeżeli ktoś nie czuje się na siłach, żeby wykonać przydzielone zadanie, to może zrezygnować. Po chwili jeden z mężczyzn wystąpił z szeregu. Jego poddowódca zaczął go strofować, jednak major Trapp wziął go w obronę. Ostatecznie zrezygnowało 10-12 innych policjantów. Reszta, która nie opuściła szeregu, tj. około 500 osób, została skierowana do dokonywania morderstw. Dlaczego była to tak znaczna część?
Browning wskazuje przede wszystkim na presję grupy. Wielu nie chciało zostać uznanym za zbyt słabych i tchórzliwych. Tłumaczyli sobie, że nie należało zostawiać z przydzielonym zadaniem innych kolegów. Ktoś musiał je wykonać. Podważenie rozkazów było nie do pomyślenia. Dodatkowo, rezygnacja wymagała podjęcia działania, skupienia na sobie wzroku reszty towarzyszy broni. Wymagała rzeczywistej odwagi.
Autor książki Zwykli ludzie w swojej pracy przywołał słynny eksperyment Stanleya Milgrama, w którym psycholog badał posłuszeństwo wobec autorytetów. Zainspirowany pracą zespołu Theodora Adorno postanowił porównać powszechność występowania tzw. osobowości autorytarnej wśród zwykłych Amerykanów i Niemców, spodziewając się znalezienia empirycznego dowodu na nadreprezentację autorytarnych tendencji u tych drugich.
Zebranym ochotnikom powiedział, że wezmą udział w badaniu efektu kar na zapamiętywanie. W przypadku błędnych odpowiedzi mieli aplikować przepytywanej osobie elektrowstrząsy. W czasie doświadczenia okazało się, że większość osób – 65% – była skłonna zastosować najsilniejszy możliwy ładunek pod wpływem nakazów od osoby odgrywającej rolę eksperymentatora. I to mimo panicznych próśb, krzyków, a na koniec ciszy ze strony ofiary – również aktora, który umiejętnie udawał, że otrzymywane wstrząsy są prawdziwe. Wynik pierwszego, amerykańskiego doświadczenia na tyle zszokował psychologa, że zrezygnował z przeprowadzenia kolejnego w Niemczech.
Konkluzji wynikających z eksperymentu Milgrama nie można oczywiście zastosować w pełni do wyjaśnienia Zagłady. Zasiewa on jednak bardzo niekomfortową myśl o tym jak łatwo pod wpływem (nie)odpowiednich okoliczności można stać się zbrodniarzem.
Do wszystkiego można się przyzwyczaić, choć nie zawsze warto
Christopher Browning zauważa, że członkowie 101. Policyjnego Batalionu szczegółowo zapamiętali jedynie pierwszy akt ludobójstwa, jakiego dokonali w Józefowie. Następne zlewały im się i nie potrafili ich rozróżnić. Przyzwyczaili się do zabijania.
Podobne wrażenie można odnieść przy seansie Strefy interesów. Höss wraz z rodziną zdaje się wieść całkiem zwyczajne życie. To, że obok codziennie mordowane są tysiące osób, jest czymś oczywistym, czymś, do czego już się przyzwyczaili. Tylko czasami dopada ich refleksja na temat skali zbrodni, w jakiej biorą udział.
Poznanie genezy niemieckiego nazizmu pozwala zrozumieć, dlaczego tak wiele osób bez większych protestów zaadaptowało się do nowej rzeczywistości i dlaczego w Auschwitz i innych miejscach doszło do tak tragicznych wydarzeń. Podobnie jest z biografią Rudolfa Hössa, zresztą dość przygnębiającą, także jeśli chodzi o jego dzieciństwo.
Wspomniany kontekst ustępuje jednak bezprecedensowemu okrucieństwu, milionom tragicznych biografii i moralnej degeneracji, jaką przyniósł światu nazizm. Nie należy mylić tłumaczenia z usprawiedliwianiem. Człowiek posiada wolną wolę, a miarą jej siły jest choćby krytyczne spojrzenie na pozornie oczywiste założenia. Poznanie mechanizmów działania systemów faszystowskich i dostrzeżenie własnych słabości może ułatwić codzienną obronę przed autorytaryzmem. Choć ostatnimi czasy niewątpliwie bywa trudno o taki optymizm.

