Jak randkuje Gen Z?

Prawie co druga Zetka często zmaga się z samotnością. Nawet żadne magiczne patyki z Obsesji im nie pomagają. Sięgają więc po aplikacje randkowe.

AUTOR: Zofia oleksiak

Aplikacje randkowe opierają się na ocenie dodanych zdjęć oraz krótkich opisów profilu. To stosunkowo mało, żeby głębiej poznać osobę. Badania pokazują jednak, że aż 79% przedstawicieli generacji Z jest już zmęczona poznawaniem ludzi online. 

Jako Magiel” zorganizowaliśmy studencki speed dating. Sama nazwa wskazuje – zapisy otwarte były dla wszystkich studentów warszawskich uczelni. Slogan brzmiał zmęczeni swipe’owaniem?”. W dwa dni zgłosiło się ponad 120 osób. 

Liczba chętnych pokazuje, że zapotrzebowanie jest naprawdę duże. 

SOCIAL MEDIA KREUJĄ IDEALNE RELACJE

Problemem nie jest nawiązywanie kontaktu przez internet. To wychodzi Zetkom zazwyczaj naturalnie. Prawdziwa trudność pojawia się przy przekształcaniu zwykłej znajomości w głębszą relację. 

Teraz tekst może zabrzmieć jak stwierdzenie typowego boomera – wszystko przez ten internet”. Tyle, że w tym wypadku trochę tak jest. Social media kreują idealne życie, idealnych ludzi i idealne związki. 

Najbardziej krzywdzące są chyba fora dyskusyjne, na których większość rad” brzmi za każdym razem tak samo: zerwij, nie marnuj czasu”. Niektóre sytuacje rzeczywiście mogą być patologiczne i niezdrowe, ale nie zawsze to są dobre rady. Życie nie jest czarno-białe, a w relacjach najważniejsza jest rozmowa, o czym internauci chyba zapominają. W większości przypadków istnieje sporo opcji porad innych niż po prostu zerwij”. Internauci znacząco wpływają na życie innych. Najczęściej anonimowo. 

Takie porady pojawiają się też na TikToku w postaci trendów, historii, a nawet… krótkich rozkładów kart tarota. Im więcej takich treści, tym większą papkę z mózgu robi nam algorytm. W ten sposób niektórzy zostali mocno zniechęceni do randkowania.

Do iluzji idealnego związku w dużej mierze przyczyniają się influencerzy. Wspólne sesje zdjęciowe, posty, relacje, wywiady. Wiadomo, że w social mediach pokazuje się tylko dobre momenty. Nikt nie doda publikacji pokłóciliśmy się”. Dopiero przy zerwaniach wyciągane są i udostępniane publicznie różne brudy. W czasie trwania związku wszystko jest super, aż nagle znikają wszystkie wspólne zdjęcia. 

Zaznaczę, że to nie jest wina tych ludzi. Nie trzeba przecież wszystkim dzielić się w internecie. Prywatność w dzisiejszych czasach już i tak leży i kwiczy. 

POTRZEBA BYCIA KOCHANYM

Film Obsesja zadebiutował w maju 2026 roku. Szybko został okrzyknięty jednym z najgłośniejszych i najbardziej zaskakujących horrorów tego roku. Trochę się nie dziwię – historia jest wstrząsająca i bardzo ważna.

Główny bohater Bear kupuje Wierzbę Jednego Życzenia” w nadziei, że jego przyjaciółka Nikki będzie go kochać najmocniej na świecie. Jak można się domyślić, zaklęcie zadziałało, ale przyniosło ze sobą dramatyczne konsekwencje.

Mimo magicznej otoczki całej fabuły, pojawiły się głosy osób utożsamiających się z sytuacją. Okazuje się, że do obsesji na punkcie drugiego człowieka wcale niepotrzebne są żadne czarodziejskie patyki.

Chodzi tutaj o chorobliwe pragnienie bycia kochanym i zauważonym. Często nawet nie o konkretną osobę, a samo uczucie romansu. Bear w pewnym momencie zdaje sobie sprawę, że zmanipulował Nikki, która przestała być sobą. Mimo tego brnie w sytuację, kierując się wyłącznie swoimi samolubnymi pragnieniami. 

Nikki przepada w fałszywej miłości. Kompletnie porzuca swoje dotychczasowe życie. Odchodzi od zdrowych zmysłów i robi rzeczy, których normalnie” nigdy zapewne by nie zrobiła. Horror wyciąga zachowanie obsesyjnie zakochanej osoby poza granice jakiejkolwiek przyzwoitości. W rzeczywistości pewnie oglądałaby czytania tarota na TikToku albo wpisywałaby różne wiadomości do Beara, który wszedł w związek nie z miłości, a z pragnienia bycia kochanym.

Nie trzeba dużo szukać. Zetki tak bardzo chcą miłości i bliskości, że są w stanie zrobić wszystko… nawet założyć Tindera.

POWIERZCHOWNOŚĆ RELACJI

Na aplikacjach randkowych jest chyba największa powierzchowność relacji. To, czy w ogóle będziemy mieli szansę poznać daną osobę, zależy od zdjęć, krótkiego opisu i algorytmów. 

Swipe’owanie” stało się zabawą. Czymś, co robi się w toalecie. Młodzi użytkownicy nawet niekoniecznie liczą na znalezienie w ten sposób drugiej połówki. Powoli staje się to sposobem na zabicie czasu. Obniżają też swoje standardy. Dają lajki komuś, kto w rzeczywistości raczej by ich nie zainteresował lub rozmyślają się po dodaniu do par. 

Przyjrzałam się problemowi na jednej z grup dyskusyjnych na Facebooku.

– Ludzie nie czują się zobowiązani do angażowania się w rozmowę. Dużo osób znajdujących się na tych aplikacjach ma wiele problemów z samym sobą. Najlepsze, co można zrobić, to odinstalować te aplikacje. To przykre, ale zacznijmy rozmawiać z ludźmi w realu to nie będzie potrzebna aplikacja – pisze użytkownik cytrynkowy_potwór_769.

– Jak byłem singlem lata temu, to leciałem w prawo wszystkie profile. A potem jak ktoś się odezwał, to dopiero wchodziła selekcja – komentuje Paweł (imię zmienione).

Przez podobne sytuacje rodzi się wiele nieporozumień i frustracji. Połączone osoby mogą w ogóle do siebie nie napisać i nie nawiązywać żadnego kontaktu. Może to iść też w drugą stronę – czyli zjawiska zwanego love bombingiem.

UZALEŻNIAJĄCA NIESTABILNOŚĆ

Love bombing jest intensywnym zasypywaniem miłością, uwagą i romantycznymi gestami: wysyłaniem kwiatów do pracy, planowaniem wspólnych aktywności i wyjazdów. Jeśli love bomberom uda się złapać zaangażowanie drugiej osoby, może dochodzić do groteskowych sytuacji, takich jak zaręczyny po kilku tygodniach znajomości.

Love bomberzy zazwyczaj mają w sobie mnóstwo intensywnych emocji, które w ten sposób uwalniają. Po pewnym czasie je wyczerpują i czują się zmęczeni, przytłoczeni lub znudzeni. Love bombing trwa krótko, przechodząc często do kompletnego ghostingu, czyli po prostu nagłego zniknięcia i braku kontaktu. 

Jak to wpływa na ofiary? Przede wszystkim, mogą czuć później niechęć i mieć problemy z zaufaniem w nowych relacjach. Nabawiają się lęku przed odrzuceniem. Love bombing pomieszany z ghostingiem niszczą psychikę. Wywołują emocjonalny rollercoaster. Jednego dnia ofiary słyszą, że są czyimś marzeniem, a następnego nie mogą dobić się do drugiej osoby. Zaburza to poczucie stabilności. Czas pozbierania się po takiej intensywnej relacji jest indywidualny, może trwać nawet miesiące czy lata. 

Aplikacje randkowe znacznie ułatwiają stosowanie love bombingu. Nawet trochę go wywołują. Mentalność użytkowników podpowiada, że trzeba się jak najszybciej i jak najbardziej wyróżnić na tle innych par. To dlatego wielu z nich nawet nieświadomie może zasypywać atencją i miłością. Ci, którzy mają mało par, są bardziej podatni na takie działania i szybciej się angażują emocjonalnie. Podobna sytuacja ma się z ghostingiem – przecież żeby skończyć z kimś internetowy kontakt, wystarczy go wyciszyć, zablokować lub usunąć z listy par.

GDZIE POZNAJEMY LUDZI?

Jedno z amerykańskich badań wykazało, że prawie 90% ankietowanej generacji Z preferuje poznawanie się na żywo. Może to być wynik pandemii i długotrwałej izolacji, która zdecydowanie wpłynęła na życie towarzyskie. Zetki były wtedy w wieku szkolnym lub dopiero rozpoczynały studia. Wszystkie znajomości w dużej mierze przenosiły się do internetu. Trwało to na tyle długo, że ludzie mieli dość. Obecnie aplikacje randkowe stanowią często tylko dodatek do codziennych aktywności. 

Pozostałe 10% ankietowanych najbardziej komfortowo czuje się nawiązując znajomości na internetowych grupach dyskusyjnych, w grach lub społecznościach. Głównie używają do tego Facebooka, Discorda i X (dawniej Twittera). Powstały też specjalne aplikacje do planowania wspólnych aktywności. 

Natomiast te 90% próbuje różnych rozwiązań. W większości wolą poznawanie ludzi przez wspólnych znajomych – przykładowo na domówce. Zapisują się do grup i organizacji związanych z ich zainteresowaniami. Łatwiej im nawiązać więź opartą na wspólnym hobby. 

Wiele znajomości zaczyna się też w pracy, szkole czy na studiach. Natomiast im człowiek jest starszy, tym ma mniejszą chęć i potrzeby nawiązywania nowych kontaktów. Tyczy się to także osób w stałych relacjach partnerskich i ma związek z poczuciem stabilności, która daje poczucie komfortu psychicznego. Może wystąpić nawet niechęć do tworzenia przyjaźni od nowa. Ludzie zaczynają się izolować w swoim świecie, zamykając się w bańce znajomości. I niekoniecznie chcą z niej wychodzić. 

NIE SPOTKALIŚMY SIĘ PRZEZ TRZY LATA

Internetowe relacje przyzwyczajają nas do konkretnych sposobów komunikacji. 

Niektórzy nigdy nie spotykają się w rzeczywistości, mimo że relacja może trwać latami. Często dzieje się tak przez odległość – online można poznać osoby z całego świata. Ważnym powodem jest też przyzwyczajenie, które ciężko złamać. Wiadomo, inaczej rozmawia się na żywo, a inaczej pisze na czacie. 

Komunikacja na czacie daje większą pewność siebie, nie widzi się emocji drugiej strony, co niektórym bardzo pasuje, zwłaszcza przy poważnych rozmowach. 

Poza tym, ludzie boją się rozczarowania, że w rzeczywistości rozmowa będzie szła gorzej niż online, a wtedy cała relacja upadnie. Takie zjawisko widać też na aplikacjach randkowych. Kontakt opiera się na wymianie wiadomości i para nigdy nie spotyka się na randce, do której przecież z założenia powinno się dążyć.

ZMĘCZENI SWIPOWANIEM?

Jako Magiel” zorganizowaliśmy studencki speed dating. Posta o zapisach wrzuciliśmy tylko na kilka grupek na Facebooku, więc nie była to jakaś duża promocja. A jednak – w dwa dni zgłosiło się ponad 120 osób. Chcieli poznać drugą połówkę właśnie na żywo. 

Po zakończeniu wydarzenia każdy uczestnik dostał formularz, w którym mógł napisać, kto mu się spodobał. Jeśli druga osoba odwzajemniła w ankiecie jego głos, wtedy wysyłałam im do siebie kontakty. Takich par wyszło około 20. Zaznaczę, że ostatecznie na speed dating przyszło 80 osób.

Dostaliśmy wiele wiadomości i zapytań, czy będzie druga edycja. To tylko utwierdziło nas w przekonaniu, że zapotrzebowanie na takie wydarzenia jest naprawdę duże.

SAMOTNOŚĆ JEST WYBOREM?

Skoro jest tyle możliwości na nawiązanie nowych kontaktów, pojawia się pytanie, czy samotność jest świadomym wyborem.

Tylko, że niekoniecznie odpowiedź jest taka prosta. Samotność zależy od wielu indywidualnych czynników, takich jak chociażby zdrowie psychiczne. Osobom z zaburzeniami afektywnymi (np. depresją), fobią społeczną, zaburzeniami lękowymi dużo trudniej nawiązać relację, niż osobom zdrowym. 

Dochodzi też miejsce zamieszkania. W mniejszych miejscowościach jest mniej możliwych aktywności, co za tym idzie – mniej okazji na spotkanie w ramach rozwijania wspólnych zainteresowań. Wtedy krąg znajomych zamyka się raczej na osoby z sąsiedztwa oraz szkoły czy pracy. 

Niektórzy są z różnych powodów (lub ich braku) wykluczani ze swoich społeczności. Hejt w szkołach, w internecie, mobbingowe środowisko w pracy. Wszystko składa się na izolację i poczucie samotności. 

A więc czy na pewno jest to w pełni świadomy wybór?