Złoty sedes, puste ramy i włoski mafioso. O przestępczym świecie sztuki

Sposób na robotnika, na policjanta, czy na studenta ASP, czyli przegląd sprawdzonych i niesprawdzonych metod kradzieży dzieł sztuki.

Złoty sedes, puste ramy i włoski mafioso. O przestępczym świecie sztuki

Sposób na robotnika, na policjanta, czy na studenta ASP, czyli przegląd sprawdzonych i niesprawdzonych metod kradzieży dzieł sztuki.

Autor: Anna NiEstoruk

Ostatnie wydarzenia z paryskiego Luwru wstrząsnęły światem sztuki oraz stały się skarbnicą nowych memów i żartów w internecie. Wystarczyło tylko 7 minut, aby nadszarpnąć reputację jednego z największych muzeów na świecie. Kradzieży dokonali przebrani za robotników złodzieje za pomocą podnośnika na ciężarówce. Do gmachu Galerie d’Apollon dostali się przez okno balkonowe. Zabrano dziewięć klejnotów z kolekcji królowych i cesarzowych francuskich. Na szczęście korona cesarzowej Eugenii, żony Napoleona III, została znaleziona niedaleko Luwru, upuszczona przez uciekających na skuterach „pseudorobotników”. Jednak nie jest to pierwszy raz, kiedy ukradziono coś z Luwru.

Au Louvre

Przypomnijmy sobie pamiętny sierpień 1911 roku. Zniknięcie Giocondy. Chaos. Szok. Niedowierzanie. Szał w prasie. Reprodukcje Mona Lisy pojawiały się we wszystkich paryskich gazetach, co więce –j z czasem również w zagranicznych czasopismach. Cały świat śledził relacje z kradzieży i późniejszy powrót obrazu do Luwru. Obraz, choć ceniony wśród historyków sztuki, nie był za bardzo rozpoznawalny wśród publiczności przed kradzieżą. Wydarzenie doprowadziło do masowej reprodukcji wizerunku dzieła i do pewnej komercjalizacji, która trwa do dziś. Kto jednak ukradł obraz? Był to zwykły pracownik Luwru, Vincenzo Peruggia. W 1913 roku skontaktował się z antykwariuszem Alfredem Geri. W liście przyznał się do posiadania skradzionego obrazu podyktowanego chęcią zwrócenia arcydzieła do Włoch, rodzimego kraju Leonarda da Vinci. Podczas przesłuchania Peruggia zeznał, że nieszczególnie planował kradzież, jednak zauważył, że obraz nie jest szczególnie chroniony (brzmi znajomo?), więc postanowił działać. W niedzielę ukrył się w muzeum, a rankiem kolejnego dnia wyniósł obraz, po czym schował go w walizce pod łóżkiem. Przez dwa lata Giaconda koczowała w ukryciu – aż do wyjazdu Peruggia do Włoch. Po odkryciu Mona Lisy zorganizowano dwutygodniowe tournée po Włoszech. 30 grudnia 1913 powróciła do Luwru już znacznie lepiej strzeżona.

Metoda na policjanta

Jednak jak mógł przebiec napad z kradzieżą wielu obrazów? Niestety, stało się to w muzeum Isabelli Stewart Gartner w Bostonie, a co więcej – śledztwo trwa do dziś… 

18 marca 1990 roku, koło pierwszej w nocy, dwóch mężczyzn przebranych za policjantów przybyło do muzeum w sprawie wezwania zakłócenia porządku. Ochroniarz złamał procedury i wpuścił przebranych złodziei przez wejście dla pracowników. „Policjanci” skrępowali, po czym zamknęli dwóch strażników w piwnicy muzeum. Złodzieje mieli sporo czasu na wybór dzieł i kosztowności. Nie spieszyli się. Buszowali po salach muzealnych półtorej godziny, zanim wycięli z ram wybrane dzieła. Skradziono 13 dzieł sztuki, których łączna wartość jest szacowana na ponad 500 milionów dolarów. Zabrano szkice Edgara Degasa, obrazy Édouarda Maneta, Rembrandta van Rijna, Johannesa Vermeera, Govaerta Flincka, chiński brązowy puchar typu gu z około 1200–1100 r. p.n.e. i orła wieńczącego napoleoński sztandar. Do dziś na ścianach muzeum wiszą puste ramy po skradzionych dziełach, któe czekają na ich powrót.

Netflix – serial oryginalny…

Oto kolejna historia, która moim skromnym zdaniem jest idealnym scenariuszem na serial. Akcja rozegrała się w 2002 roku w Muzeum Vincenta van Gogha w Amsterdamie. Spoiler – złodzieje zostali schwytani, a dzieła odzyskane! Cała akcja trwała 3 minuty 40 sekund. W grudniową noc Octave Durham oraz Henk Bieslijn w kominiarkach i czapkach z daszkiem – jak na profesjonalnych włamywaczy przystało – dokonali włamania do muzeum przez rozbite młotkiem okno. Weszli tam po drabinie, wskoczyli do sali galerii i zabrali dwa najbliższe dzieła z wczesnego okresu twórczości Van Gogha. Przywiązali się do lin, jednak podczas zjeżdżania w dół, Durham uderzył mocno o ziemię, uszkadzając róg jednego z obrazów – Widok na morze w Scheveningen. Podczas upadku z jego głowy spadła czapka. Po udanej ucieczce włamywacze szukali kupca, jednak sprzedaż skradzionych dzieł okazała się bardzo trudna – nie można nimi przecież legalnie handlować, a podziemny rynek jest niebezpieczny. Ostatecznie obrazy zostały sprzedane w 2003 roku Raffaelowi Imperialemu, bossowi mafii Camorra z klanu Amato-Pagano.

Pieniądze uzyskane ze sprzedaży pozwoliły włamywaczom w ciągu sześciu tygodni na życie ponad stan. Ich ekstrawagancki styl życia zwrócił uwagę policji, która obserwowała i podsłuchiwała złodziei przez dłuższy czas. Bieslijn został aresztowany i skazany na cztery lata więzienia. Kiedy policjanci przyszli do mieszkania Durhama, ten uciekł, wspinając się po ścianie budynku – z tego powodu dostał przezwisko „Małpa”. Ostatecznie złapano go w grudniu w hiszpańskim kurorcie, jego DNA pasowało do materiału genetycznego pozyskanego z czapki znalezionej w muzeum. Dostał cztery i pół roku więzienia. Wyszedł na wolność w 2006 roku, ale później ponownie trafił za kratki za nieudany napad na bank. Został też zobowiązany do zapłaty muzeum 350 000 euro odszkodowania, choć oddał mniej niż jedną piątą tej kwoty. Ostatecznie odsiedział trzy lata i został zwolniony, nigdy nie ujawniając miejsca przechowywania obrazów. W 2013 roku skontaktował się z Muzeum Van Gogha, oferując pomoc w odnalezieniu dzieł, lecz rozmowy szybko zakończono, gdy muzeum dowiedziało się, że złodziej domaga się zapłaty i sugeruje odkupienie obrazów.

Tymczasem włoska policja zaczęła śledztwo przeciwko klanowi Amato-Pagano, związanemu z handlem kokainą. Imperiale, który kupił obrazy, w latach 2013–2014 uciekł do Dubaju, by uniknąć ekstradycji. W styczniu 2016 roku włoscy prokuratorzy aresztowali kilku członków klanu. W trakcie przesłuchań dowiedzieli się o dwóch obrazach Van Gogha znajdujących niedaleko Neapolu, w posiadłości należącej wcześniej do Imperialego. Przeszukano dom i zabezpieczono majątek o wartości około 20 milionów dolarów. Obrazy znaleziono ukryte w tajnej wnęce w ścianie. Dzieła wróciły do Amsterdamu po czym wystawiono je od marca do maja 2017 roku, bez ram, z widocznymi uszkodzeniami. Później poddano je konserwacji. W podobnym czasie ukazał się film dokumentalny Stealing Van Gogh, skupiający się na postaci Durhama. Po latach zaprzeczania złodziej przyznał się do winy, lecz nie miało to już skutków prawnych, bo odsiedział wyrok. Chwalił się kradzieżą i innymi przestępstwami. Muzeum słusznie oburzyło się, że jego postać w film jest gloryfikowana mimo braku skruchy za popełniane czyny.

To rzadka historia z happy endem, a zarazem jedno z niewielu przestępstw z listy dziesięciu największych kradzieży sztuki FBI, które zostało rozwiązane. Około 90% tego typu spraw nigdy nie zostaje wyjaśnionych, więc odzyskanie dzieł – i to w stosunkowo dobrym stanie – jest czymś niezwykłym.

Kradzież z miłości?

Oczywiście mamy również rodzime historie – kradzież jedynego w Polsce obrazu autorstwa Claude’a Moneta Plaża w Pourville w 2000 roku z Muzeum Narodowego w Poznaniu. Złodziej wyciął obraz z ramy i wstawił w jego miejsce falsyfikat. Po dwóch dniach pracownicy zwrócili uwagę na dziwny stan obrazu, który zaczął się odklejać. Istniało kilka wersji śledczych – jedną z nich był student ASP, który przebywał kilka dni wcześniej w muzeum, by wykonać szkice dzieł. Pracownicy sprawdzili jego dane, które okazały się oczywiście fałszywe. Dokonano portretu pamięciowego mężczyzny oraz pobrano odciski linii papilarnych. Ale sprawa utknęła w martwym punkcie. Brak sprawcy i brak obrazu. Dopiero po 10 latach, natrafiono na trop – były nim niezapłacone alimenty. W 2006 roku do policyjnych kartotek trafiły odciski Roberta Z., jednak dopiero w 2010 roku odkryto identyczność odcisków z ramy i tych „alimenciarza”. Zatrzymano złodzieja oraz odnaleziono dzieło ukryte za podwójną ścianką szafy w dobrym stanie. Proces był szybki. Skazano go na trzy lata i grzywnę 28 tysięcy złotych na pokrycie kosztów konserwacji. Wyrok był łagodny z powodu motywu. Robert Z. nie zamierzał sprzedać dzieła, ani go wywieźć z kraju. Zrobił to z powodu miłości oraz fascynacji obrazem. Ukradł go dla własnego użytku i podziwiania dzieła w samotności. Jak dokonał kradzieży? Wyczekiwał cierpliwie momentu, kiedy pani pilnująca sali muzealnej się oddali – nasłuchiwał stukotu obcasów. Wówczas Robert Z. podchodził do obrazu i stopniowo go wycinał. Wykonanie kopii zlecił w Krakowie malarzowi za 300 złotych. Robert Z. po roku wyroku został zwolniony warunkowo. Po kradzieży muzeum zmieniło zabezpieczenia oraz zainstalowało monitoring. Pracownice muzeum odpowiedzialne za pilnowanie sal mają zakaz noszenia butów, które hałasują.

Złota gorączka

Ciekawym włamaniem jest kradzież 18-karatowego złotego sedesu z Blenheim Palac, rodzinnej siedzibie Churchillów. Złoty sedes, w pełni funkcjonujący, to dzieło włoskiego artysty Maurizio Cattelana pt. Ameryka. Obiekt jest wyobrażeniem amerykańskiego snu, pędu za bogactwem. W 2016 r. toaletę zainstalowano wMuzeum Guggenheima w Nowym Jorku, a w kolejce do skorzystania z dzieła ustawiało się 100 tys. osób. Ostatecznie sedes przeniesiono do Pałacu Blenheim, gdzie po dwóch dniach dokonano kradzieży. Jak podaje prokuratura, tuż przed świtem 14 września 2019 roku grupa pięciu mężczyzn staranowała dwoma skradzionymi pojazdami bramę prowadzącą do pałacu. Następnie włamali się przez okno do budynku, wyrwali 98-kilogramowy sedes ze ściany i uciekli. Akcja trwała niecałe 5 minut. Jak przypuszczają śledczy, sedes został przetopiony na mniejsze sztabki złota. W lutym tego roku zatrzymano cztery osoby zaangażowane w kradzież.

Oczywiście jest więcej historii dotyczących kradzieży dzieł sztuki. W 2004 roku w Muzeum Edvarda Muncha w Oslo skradziono dwa dzieła tego artysty. Odbyło się to w biały dzień przy zwiedzających! Obrazy zostały odnalezione dwa lata później. W 1986 roku w National Gallery of Ireland irlandzki gangster skradł Portret Hrabiego Oxfordu autorstwa Vermeera. Leonardo Notarbartolo dokonał największej kradzieży diamentów w dzielnicy diamentowej w Belgii w 2003 roku. Napad był planowany przez dwa lata, skradziono diamenty, srebro, złoto i biżuterię o łącznej wartości ponad 100 milionów dolarów. Większość skradzionych bogactw do tej pory nie została odnaleziona. Kradzieże dzieł sztuki to interesujący temat do czytania jednak bolesny problem dla instytucji kultury oraz kwestii dziedzictwa narodowego. Każda kradzież to nie tylko strata materialna, ale przede wszystkim ubytek w globalnym dziedzictwie, którego nie da się zastąpić. Jednak wraz  z ulepszaniem technologii i nowymi metodami ochrony dzieł, zwiększa się kreatywność złodziei. Co więcej stają się inspiracją dla twórców książek i filmów. Przywołajmy netflixowski serial na podstawie francuskiej serii o Arsène’ie Lupinie albo przykład kultowego filmu Juliusza Machulskiego Vinci.