Tekst: Benedykt Chromiński
Instytut Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego co roku organizuje specjalne objazdy w ramach konwersatorium, w których studenci badają istotne aspekty kulturowe danego rejonu Polski. Po kujawskich lasach i włocławskich fajansach przyszedł czas na miejsce, z którym najbardziej się utożsamiam – Konstancin-Jeziornę. Podczas tego objazdu ważnym stało się dla mnie przedstawienie całej gminy w jak najszerszym zakresie, ponieważ jest to miejsce, w którym wychowałem się i tam ukształtowała się moja tożsamość.
Jako wieloletni mieszkaniec Konstancina-Jeziorny czuję się upoważniony, by móc podzielić jego miejską strukturę na trzy części. Objazd kulturoznawczy UW tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że różnice tych rejonów są wyraźne. Mimo to, zachodzi między nimi symbioza, która do dzisiaj definiuje tę podwarszawską miejscowość jako przestrzeń wieloznaczną. Nie jest to teraz tylko i wyłącznie ośrodek wypoczynkowo-rekreacyjny z zamysłu hrabiego Skórzewskiego. Przez ponad 150 lat Konstancin-Jeziorna powiększał się o kolejne wsie – zmieniały się wówczas jego ludność i infrastruktura. Po dwudziestu latach XXI w. przestrzeń ta nadal intryguje warszawiaków i zachęca ich do dalszej eksploracji. Od razu chciałem też przeprosić czytelnika za przytłaczającą liczbę nazw własnych, które znajdą się w tym artykule. Jest to tylko i wyłącznie świadectwo troski o przybliżenie kulturowej tożsamości Konstancina, która warta jest bliższego poznania.
Konstancin: Skolimów i Park Zdrojowy
Był rok 1898, kiedy w wyniku otwarcia testamentu hrabiny Konstancji z rodu Polulickich rozparcelowane zostały dobra ziemskie, docelowo pod posiadłości XIX-wiecznych elit warszawskich. Za rozplanowanie przestrzeni pod późniejsze uzdrowisko odpowiadał hrabia Witold Skórzewski, który – na cześć swojej matki – rejony wsi Skolimów, Wierzbno i Królewska Góra nazwał Konstancinem. Od czasu powstania koncepcji podwarszawskiego zacisza nastąpił wykup równych rozmiarem parceli (powyżej 250 działek) pod wille i pensjonaty dwupiętrowe. Konstancin od początku posiadał również kolejkę wilanowską, która idealnie komunikowała południe Warszawy z Mokotowem. Przy (nieistniejącym już) dworcu kolejowym Konstancin, odwiedzających witał Park Zdrojowy z kortami tenisowymi, pensjonatami i kasynem. Dzisiejszy park nie przypomina już okolic z tamtych lat. Drewniane kasyno zostało rozebrane – tak samo jak i dworzec.
Cały Konstancin dwudziestolecia międzywojennego miał restrykcyjny regulamin, w którym widniał zakaz przybywania do uzdrowiska w godzinach nocnych. Zainstalowano również szlabany, które służyły monitorowaniu tego, kto wjeżdża na teren osiedla. Wszyscy handlarze i włóczędzy byli wypraszani i kierowani na objazd, przez co Konstancin stawał się jeszcze bardziej atrakcyjny dla elit. Ten okres można uznać za lata największej świetności Konstancina. W uzdrowisku zamieszkali m.in. Stefan Żeromski, Leopold Buczkowski oraz wielu znanych przemysłowców i arystokratów.
Wojna i lata 50. były dla Konstancina okresem regresji. Wiele willi posłużyło jako tymczasowe schronienie dla mieszkańców i osieroconych dzieci po powstaniu warszawskim. Skolimów w tych czasach stał się również tajnym strzeżonym osiedlem dla najwyższych rangą polityków Polski Ludowej. Rejon Królewskiej Góry został ogrodzony i był patrolowany. Na komunistycznym osiedlu mieszkali m.in. Bolesław Bierut czy Konstanty Rokossowski. Pierwsza informacja o rządowych willach w Konstancinie dotarła do opinii publicznej dopiero przez Józefa Światłę w czasach postalinowskiej odwilży. Konstancin wrócił do łask w 1965 r., kiedy pod tamtejszym parkiem odkryto złoża solanki. Wtedy również powstał szpital ortopedyczny Stocer i centrum rehabilitacji. W 1979 r. uruchomiono tężnię solankową, która uczyniła uzdrowisko jeszcze bardziej atrakcyjnym dla warszawiaków.
Sama okolica pierwotnego Konstancina wraca dziś do swoich XIX-wiecznych kanonów piękna okresu belle époque. Wille są wykupywane i odnawiane przez znane osobistości świata sztuki, polityki i biznesu. Stare komunalne włości gminy ponownie odzyskują blask, który jednak często nie oddaje już charakteru pierwowzoru. Wysokie płoty zasłaniają wygląd willi, nie tylko podkreślając prawo własności właściciela, lecz także stając się nową cechą wizualną budynków. Aby jednak nie powtórzył się scenariusz zakopiański (gdzie dom rodziny Witkiewiczów przejął i ogrodził jeden z milionerów), gmina Konstancin-Jeziorna stara się samodzielnie odnawiać niektóre posiadłości i oddawać je pod instytucje miejskie. Tak się stało w przypadku centrum kulturalnego Hugonówka w Parku Zdrojowym, willi Gryf czy willi Kamilin.
Północna część Skolimowa najmniej oddaje charakter dzielnicy. Powojenny Konstancin był bardzo przeludniony, przez co w latach 50. zdecydowano się zbudować osiedle Grapa, oznaczające „skarpa” w staropolszczyźnie. Dzięki temu problem mieszkalnictwa w prosty sposób został rozwiązany. Dziś wielu mieszkańcom bloki pośród skolimowskich willi wydają się krajobrazowym nietaktem – jednak wtedy kwestia braku mieszkań komunalnych i ukrycie pobliskiej dzielnicy elit komunistycznych była dla władzy ważnym aspektem w procesie tworzenia planu urbanistycznego. Osiedle Grapa leży na trójstyku wszystkich części gminy. Razem z przepływającą obok rzeką Jeziorką i centrum handlowym Stara Papiernia jest to niewątpliwie centrum całego uzdrowiska.
Jeziorna, Klarysew i Bielawa
Odcinek między Powsinem, znajdującym się w granicach warszawskiej dzielnicy Wilanów,
a Jeziorką zajmują trzy dawne wsie: Bielawa, Klarysew i Jeziorna. Ostatnia z nich posiada w swoich granicach Dom Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie, który swoją potoczną nazwę bierze od pierwotnych siedzib tej instytucji, które kiedyś znajdowały się za rzeką, w samym Konstancinie. Teraz kompleks znajduje się w rejonie potocznie nazywanym Jeziorną Królewską, przy ulicy Kazimierza Pułaskiego, która łączy uzdrowisko z Piasecznem. Przy tej samej trasie, bliżej centrum Konstancina znajduje się nowy ratusz, który architektonicznie wyróżnia się na tle pobliskich budynków nowoczesnością swojej fasady. Na terenie Jeziorny znajdują się również przyrzeczne bagna, które nie są bezpośrednio częścią Parku Zdrojowego. Sam Konstancin z Jeziorną spaja ze sobą most przy centrum handlowym Stara Papiernia oraz tama na Jeziorce. Pobliskie rondo im. Jana Pawła II jest trójstykiem podzielonych przeze mnie części gminy.
Wracając do przedstawienia północy Konstancina: Miron Białoszewski, po przejściu zawału serca, w swoim pamiętniku opisywał Jeziornę jako wyraźnie biedną. Pozostała w tych rejonach zabudowa żydowska, która po wojnie opustoszała i zmizerniała. Odróżnia się od niej dopiero pobliski Klarysew, sytuujący się na północ od Jeziorny, znany ze swoich podwarszawskich domów elit, które obejmują m.in. willę Emaus czy dzisiejszą willę prezydencką, która kiedyś była posiadłością Edwarda Gierka. Klarysew w kilku miejscach przypomina Skolimów, ponieważ tak samo jak on posiadał stację wilanowskiej kolejki, malownicze ulice czy park. Teren ten jednak, przez infrastrukturę tranzytową, utracił swój uzdrowiskowy charakter. Z jednej strony, Klarysew i Jeziornę dzielą tory kolejowe do elektrociepłowni Siekierki, z drugiej strony główna ulica Warszawska stanowi najszybszą trasę do wschodniego Piaseczna, Góry Kalwarii czy Skolimowa.
Za Klarysewem występuje ciekawa sprzeczność, która osobliwie wpływa na okolicę. Otóż część dawnej wsi Bielawa znajduje się w Warszawie, a część w Konstancinie. Za przykład posłuży nam teren osiedla Konstancja, który pozostaje razem ze Szkołą Amerykańską w gminie Konstancin-Jeziorna. Natomiast gdy się wróci na pobliską ulicę Borową – idąc w głąb uzdrowiska i skręcając do Ogrodu Botanicznego, znajdziemy się już w warszawskim Powsinie. Zwykły obserwator nie zauważy różnicy. Formalnie natomiast, podział Bielawy osobliwie wpływa na przestrzeń ze względu na uzdrowiskowe rozporządzenia zakazujące wznoszenia wysokich budynków w okolicy. Restauracja znanej sieci fast food właśnie z tego powodu musiała usunąć swój wysoki słup z logo w kształcie litery „M”, który łamał zasady ustawy krajobrazowej gminy Konstancin-Jeziorna.
Wyżej wspomniana ulica Warszawska, która dla wielu mieszkańców stolicy jest jedyną drogą do domu po pracy, z biegiem czasu staje się coraz bardziej nieadekwatna wobec potrzeb transportowych mieszkańców dawnych trzech wsi. Jednak projekt budowy obwodnicy Konstancina-Jeziorny jest trudny do zrealizowania. Od zachodu znajduje się Las Kabacki, a od wschodu nadwiślańskie wsie, których mieszkańcy specjalnie uciekli przed zgiełkiem miasta. Gdyby obwodnica jednak powstała, Bielawa, Klarysew i Jeziorna zyskałyby na takim rozwiązaniu, stając się kolejną przestrzenią do tworzenia uzdrowiskowego zacisza.
Mirków, Obory i nadwiślańskie wsie
Po południowej stronie Jeziorki, na wschód od powstałego Konstancina, znajdowała się papiernia, w której pod koniec XVIII w. wydrukowano papier, na którym spoczął oryginalny tekst Konstytucji 3 maja. Późniejszy jej rozwój związany jest z Edwardem Natansonem, który w 1888 r. przeniósł swoje zakłady papiernicze z miasteczka Mirków (dzisiejsze woj. łódzkie) do Jeziorny. By pracownicy mogli poczuć przywiązanie do nowego miejsca pracy, ten rejon industrialny zaczęto nazywać „Mirkowem” i tak pozostało do dziś.
Zabudowa osiedla w wyjątkowy sposób skomponowała się z gminą. Wyraźnie kontrastuje ona z willami w Skolimowie, a jednocześnie spaja się z pobliskim osiedlem Grapa. Środowisko mieszkańców Konstancina, w odróżnieniu do Nałęczowa, Sopotu czy Krynicy Zdrój, staje się bardziej różnorodne klasowo, tworząc pod Warszawą swoją własną małą enklawę. Mirków do rejonów południowego brzegu Jeziorki wpisał wyraźny charakter miejskości końca XIX w. Dlatego „konstanciński Nikiszowiec” coraz bardziej będzie zyskiwał na rewitalizacji kompleksu papierniczego. Z czasem ta upadła dzielnica fabryczna z jej mieszkańcami zamieni się w nową łódzką Manufakturę z deweloperskim kompleksem usługowym. Musi jednak być to nadzorowanie przez gminę, która nadal powinna zachować swój uzdrowiskowy charakter.
Na południe od mirkowskiego kościoła św. Józefa znajduje się rezerwat, a za nim posiadłość rodziny Potulickich w Oborach. To właśnie posiadłości tej rodziny zostały rozparcelowane pod powstanie Konstancina. Dzisiaj Obory, jako obrzeża gminy, zmieniły swój charakter. Dworek barokowy Potulickich przeszedł w prywatne ręce i nie pełni już funkcji Domu Pracy Twórczej Związku Literatów Polskich. W czasach PRL-u był często odwiedzany przez najsłynniejszych polskich pisarzy, w tym Jarosława Iwaszkiewicza, Mirona Białoszewskiego, Julię Hartwig czy Józefa Hena.
Blisko pałacu znajduje się stara oborska cegielnia, która odpowiadała za produkcję budulca pod uzdrowiskowe wille z XIX w. W okolicy powstały też bloki komunalne dla pracowników PGR-ów, przez co dawne włości rodziny Potulickich zmieniły swój charakter i zamieszkane są teraz przez niezamożną część mieszkańców.
Za Mirkowem i Oborami znajdują się m.in. Habdzin, Opacz i Gassy – nadwiślańskie wsie osiedlane na przełomie XVl i XVII w. przez ludność Olędrów. Tereny te nie są już tak zalesione jak Skolimów. Obejmują natomiast więcej gruntów podmokłych z ujściem Jeziorki do Wisły, łąkami i polami uprawnymi. Co roku w Gassach odbywa się również festiwal, na którym kultywuje się tradycyjne flisowanie po Wiśle.
Konstancin dzisiaj
Moje z pewnością turystyczne obserwacje tłumaczyć mogę często rozbieżnym postrzeganiem Konstancina w polskiej kulturze. Stolica luksusu i bogactwa miesza się z okolicami biedy, których mieszkańcy wraz z likwidacją fabryk i PGR-ów stracili perspektywy godnego życia. Kiedyś nazwałem moją gminę „małymi Indiami”. Jest to niewątpliwie mocne określenie, ale dużo w nim prawdy. Najlepiej przedstawia to blokowisko na osiedlu Grapa, znajdujące się wśród wielkich willi z początków XX w. Obok wyjeżdżającego z posesji Bentleya przechodzi przez jezdnię staruszka z emeryturą wysokości najniższej krajowej za lata ciężkiej pracy. Na pobliskim orliku chłopcy z Mirkowa grają w piłkę. Niefortunnie wykopują ją na działkę jednego z najbogatszych Polaków w kraju. Tej piłki już raczej nie odzyskają. Wysoki płot dzielący dzieci od skolimowskiej willi pozostaje przeszkodą nie do przejścia.

