Autor: Weronika Wodarczyk
207 lat temu Mary Shelley wydała swoją najgłośniejszą powieść gotycką – Frankenstein, inaczej Współczesny Prometeusz. W ten sposób nakreśliła formę gatunku, jakim jest science fiction, a jednocześnie opowiedziała historię, która przez następne stulecia doczeka się kolejnych adaptacji filmowych, aż nareszcie w 2025 roku Guillermo del Toro zabłyśnie w kinach, odsłaniając własną, świeżą reinterpretację fabuły, obsadzając między innymi w rolach głównych gwiazdy współczesnego świata filmu, a więc Oscara Isaaca, Mię Goth i Jacoba Elordiego.
Czy film ten zyskał rozgłos ze względu na tematykę, czy może większość widowni stanowili fani Jacoba? Na to pytanie niestety nie potrafię odpowiedzieć – natomiast wszyscy zapewne widzieliśmy ten jeden kultowy edit do piosenki Never Be Like You ze scenami z Saltburn.
Nowe oblicze Elżbiety
Książkowa bohaterka niewiele ma wspólnego z odważną, stawiającą granice dziewczyną ukazaną na ekranie. W powieści przedstawiona jest jako łagodna, delikatna, wiecznie uśmiechnięta panienka, która z perspektywy Wiktora pojawia się w rodzinie jako należny mu podarek. Sam wypowiada się o przyszywanej siostrze jako o swojej własności, istnieje ona aby wprowadzać radość w każdy zakątek domu, natomiast jego rolą jest opieka nad nią.
Wpierw jest adoptowana przez rodziców bohatera, jednak po śmierci matki rodzi się w nim uczucie do dziewczyny, dyktowane w dużym stopniu podobieństwem do rodzicielki. Ostatecznie dwójka ta staje się małżeństwem.
Mia Goth odgrywa zaś postać pełną głębi, której pasja do nauki, choć mniej obsesyjna i destrukcyjna niż Wiktora, przejawia się poprzez zainteresowanie życiem istot najmniejszych, a więc insektów. Pełni ona również zupełnie inną rolę w fabule: nie jest siostrą oraz żoną Wiktora, a narzeczoną jego brata – Williama. Prezentuje światopogląd przeciwny mężczyźnie. Pierwsze wyobrażenie głównego bohatera o dziewczynie pokrywa się z książkowym; spodziewa się on łagodnej osobowości, natomiast już podczas pierwszej interakcji ujawnia się stanowcza natura Elżbiety. Wypowiada się na temat wojen, władzy i śmierci.
Honor, country, valor. These surely are worthwhile elevated ideas by themselves (…) And nevertheless, men are dying for them. In a decidedly un-elevated way, face down in the mud, choking on blood, screaming in pain. (…) Men that were fed, cleaned and nursed and schooled into this world by their mothers, only to fall on a battlefield far away, far from those that provoke these tragedies.
(tłum. własne: Honor, ojczyzna, męstwo. To z pewnością wartościowe, wzniosłe idee same w sobie […] A jednak, ludzie umierają za nie. W sposób zdecydowanie niewzniosły, z twarzą w błocie, krztusząc się krwią, krzycząc z bólu. […] Ci którzy byli karmieni, myci, zaopiekowani i wykształceni w tym świecie przez własne matki, tylko po to, by polec na polu bitwy daleko stąd, z dala od tych, którzy wywołują te tragedie)
Komentarz ten jest pacyfistycznym dodatkiem ze strony reżysera i prawdopodobnie dygresją mającą odnosić się również do współczesności. Jednocześnie jest wyrazem buntu bohaterki wobec porządku świata zarządzanego we współczesnych jej czasach przez mężczyzn. W rozmowie z Wiktorem podkreśla ona również wartość wolności w podejmowaniu decyzji i trwania przy nich; przebija się tutaj feministyczna dusza samej Mary Shelley. Być może przedstawienie w ten sposób postaci kobiecej było hołdem wobec samej autorki.
Interesująca jest również więź, jaka nawiązuje się między nią a istotą. Bohaterka ma do niej stosunek matczyny, z cierpliwością i ciepłem próbuje się komunikować. Przyciąga ją niewinność i czystość duszy. W rozmowie z Wiktorem toczy ona nawet dygresje na temat grzechu pierworodnego, stwierdzając, że kreatura jest od niego wolna.
Rozgrzeszenie monstrum?
Obraz kreatury drastycznie różni się w przedstawieniu z 2025 od swojego pierwowzoru. W filmie zdaje się on być wybielony, jego charakterystyka skłania się raczej ku obrazowi ofiary niż oprawcy, kiedy w książce sytuacja jest raczej dwojaka. Czytelnik postawiony jest przed oceną postaci skomplikowanej, która z jednej strony dokonuje mordu i toczy krwawą zemstę, z drugiej – jest jedynie porzuconą przez stwórcę istotą, porównującą swój los do losu anioła upadłego, odrzuconego przez Boga. W filmie Kreatura zabija przeważnie w akcie samoobrony, zaś to Wiktor na sumieniu ma śmierć niewinnych osób. W uniesieniu i w imię ambicji spycha przyjaciela w przepaść, desperacko usiłuje zniszczyć swoją kreację, obracając zamek w popiół, w którym jest więziona i kierowany nienawiścią i gniewem pragnie ją postrzelić, zaś zadaje śmiertelny strzał Elżbiecie. Szczególnie w tej konkretnej scenie wyłania się bezpośrednia ocena bohaterów.
Kreatura ukazana jest jako godna i troskliwa, zaś na temat naukowca padają stanowcze słowa. William nazywa go potworem. Należy podkreślić, że książkowa Elżbieta umarła z rąk kreatury, role zostały więc tutaj zupełnie odwrócone.
Wyrok dokonany
W porównaniu do oryginału, film nie miał litości dla naukowca. Wielokrotnie jest on krytykowany przez bohaterów za brak moralności. Wyodrębnione zostały wszystkie jego ułomności. Ukazany jest jako obłąkaniec przepełniony nienawiścią, kierujący się samolubnym pragnieniem udowodnienia swojego geniuszu i stworzenia życia, który nie chce ponieść odpowiedzialności za swoje czyny. Wbrew treści książki nie porzuca on od razu swojego dzieła, a torturuje je fizycznie i psychicznie, obrzuca taką samą nienawiścią, jaką obarczał go własny ojciec.
Korzenie przełomowego eksperymentu
Według filmu pasja do nauki miała swoje początki podczas nauk pod nadzorem despotycznego ojca, natomiast prawdziwe pragnienie stworzenia życia zrodziło się wraz ze śmiercią matki. W książce natomiast mężczyzna wywodzi się ze szczęśliwej rodziny, w której ojciec to troskliwy opiekun niezwiązany w żaden sposób z medycyną. Śmierć matki owszem odbija się na jego psychice, lecz motywacją poczynań jest jedynie obsesja na punkcie eksperymentów.
Serce w szufladzie
Mary Shelley była postacią intrygującą. W filmie odczuć można elementy buntu, zamiłowania do tego, co mroczne i odrażające, oraz sama atmosfera nasączona jest zagadkowością i grozą. Podobnie pisarka prowadziła życie przepełnione tajemnicą. Tak jak filmowa bohaterka potrafiła kochać w sposób nietypowy. Poznała swojego ukochanego, podczas gdy miał on jeszcze żonę. Spotykali się przy grobie matki. Dla Mary Shelley miejsce to miało szczególną wartość i często tam bywała, istnieje nawet pogłoska o tym, że straciła tam dziewictwo. Wraz z Percym zdecydowali się na wspólną ucieczkę, co wywołało niepokój rodzin. Dwójka ta ostatecznie się pobrała. Po śmierci męża Mary przechowywała jego serce w szufladzie owinięte w poemat.
Zakończenie, a może początek – w skromnych kątach Lorda Byrona
Pod koniec filmu, gdy obraz wygasa, pojawia się słynny cytat:
And thus the heart will break,
Lord Byron
Yet brokenly live on
(tłum. własne: I tak serce pęknie, / Lecz złamane trwać będzie)
Autor tych słów jest nieprzypadkowy. To właśnie w domu wynajmowanego przez wspomnianego poetę podczas lata 1816 narodziła się tragiczna historia naukowca-filozofa. Wszystko to zawdzięczamy ponurej szwajcarskiej pogodzie. Grupa przyjaciół spędziła 3 dni nad tworzeniem opowieści i dzieleniem się ich treścią w wąskim gronie, aby kreatywnie spędzić w czterech ścianach czas. Dzięki tej z pozoru błahej inicjatywie dziś motyw naukowca bawiącego się w Boga-stworzyciela jest powszechnie znany. Na przykład Psie serce Michała Bułhakowa stanowi raczej nieco groteskowe ukazanie zagadnienia. Profesor Preobrażeński wszczepia przysadkę mózgową psu, kreując istotę podobną ludzkiej, lecz eksponującą jedynie wady człowieczeństwa. Kreatura Frankensteina według ekranizacji jest więc nieśmiertelna, taka też prawdopodobnie pozostanie już na zawsze w kulturze.

