AUTOR: ZOFIA PANEK
Natalia Korczakowska jest uznaną reżyserką teatralną, a od 2016 roku pełni funkcję dyrektor artystycznej STUDIO teatrgalerii w Warszawie, gdzie we wrześniu zeszłego roku odbyła się premiera jej głośnego spektaklu AlphaGo_Lee. Teoria Poświęcenia. Sztuka wzięła na warsztat kultowy pojedynek mistrza gry Go, Lee Sedola, z programem AlphaGo stworzonym przez Google DeepMind. W rozmowie z nami reżyserka odsłania kulisy pracy nad tą sztuką, mówi o wykorzystaniu AI w teatrze oraz o przyszłości sceny w erze nowych technologii.
Zofia Panek: Od wygranej AlphaGo z Lee Sedolem mija w tym roku 10 lat, co było symbolicznym momentem, ale czy realnie coś on zmienił? Czy dzisiaj już żyjemy w świecie, w którym AI pokonało człowieka?
Natalia Korczakowska: To było wydarzenie, w którym wielu ekspertów widzi początek samoistnej sztucznej inteligencji – program zaczął się sam uczyć, stał się autonomiczny. Dla znawców przedmiotu to jest jakiś rodzaj mitu współczesnego. Dla mnie ta historia jest soczewką, która pozwala zobaczyć system operacyjny współczesnego świata. Jest pretekstem do tego, żeby zastanowić się głębiej nad sytuacją, w której jesteśmy jako cywilizacja. Szukałam historii, która pozwoli mi obnażyć mechanizmy władzy ukryte pod całym szeroko pojętym rynkiem sztucznej inteligencji. Ta historia jest do tego idealna. Wybrałam ją również ze względu na samą grę Go, którą odkryłam przy okazji jako starożytną formę sztuki. Sama jestem artystką, więc to zderzenie artysty z maszyną, sztuczną inteligencją, przeżyłam bardzo osobiście.
Głęboko przejmujące było dla mnie to, jak pojechałam do Seulu w listopadzie 2024 roku i dowiedziałam się, że Lee Sedol powiedział w wystąpieniu na Uniwersytecie Narodowym po dziesięciu latach od przegranej, że sztuczna inteligencja zniszczyła grę Go jako formę sztuki. Lee grał w Go od piątego roku życia. Dla niego to nie był sport mentalny, tylko sztuka, która powstaje pomiędzy dwoma graczami na pustej planszy w oparciu o ludzką kreatywność i intuicję. Dlatego poświęcił jej życie. Natomiast od momentu, kiedy sztuczna inteligencja zaczęła bezwzględnie wygrywać z człowiekiem, gracze uczą się pierwszych 50 ruchów na pamięć. Ta gra po prostu została po 4000 lat zniszczona. Była aktywną, żywą formą sztuki, która opisywała dużo więcej niż tylko zabawę w zdobywanie terytorium na planszy. Była otwartą formą, która może opisać geopolitykę i wiele innych rzeczy. Jak patrzę na narzędzia generatywne, to mam poczucie, że podobny los może czekać inne dziedziny sztuki, więc chciałam się temu przyjrzeć.
Połączenie AI ze sztuką wzbudza wiele kontrowersji. Dlaczego więc zdecydowała się pani na to połączenie?
Mnie przede wszystkim zaniepokoiło to narzędzie. W teatrze można brać takie narzędzia z rzeczywistości i przez proces zabawy rozbrajać je. Proces zabawy jest bardzo istotny. Włoski filozof Giorgio Agamben mówi o zabawie jako narzędziu filozoficznym. W jednym ze swoich esejów pisze o tym, że jak kot się bawi szmatką, to nie po to, żeby uwierzyć, że to jest prawdziwa mysz, ale po to, żeby sprawdzić, o co chodzi z tym polowaniem. Tym właśnie jest dla mnie teatr.
W swoich najwspanialszych okresach, u swoich źródeł, w czasach greckiej tragedii, służył do tego, żeby społeczeństwo wspólnie przyglądało się mechanizmom, które działają w rzeczywistości. W sztuce Sofoklesa Ajas jest na przykład zbadane zjawisko egzekucji wizerunku bohatera. Ja zobaczyłam je również w tym meczu, w dużo bardziej perwersyjnej formie, bo Lee reprezentuje tu całą ludzkość. Czyli, krótko mówiąc, w ogóle my, jako ludzkość, w ramach tego spektaklu PR, zorganizowanego przez Google DeepMind w hotelu Four Seasons w Seulu, zostajemy w jakiś symboliczny sposób zdegradowani. Ogłasza się nam w ramach precyzyjnie skonstruowanego spektaklu, że powinniśmy oddać teraz pierwszeństwo sztucznej inteligencji, bo nasza nie jest już wystarczająco dobra, żeby rozstrzygać o przyszłości świata. Artyści mają to do siebie, że jak się zajmują jakimś tematem, to też go próbują używać, testować. To nie jest o tym, że chcę osiągnąć jakiś bardzo wyrafinowany efekt szybko i bezboleśnie, tylko o tym, że, używając tego narzędzia, poznaję je. Sztuka jako taka dla mnie jeszcze nie bardzo wie, co zrobić z tymi narzędziami.
Często mówi pani o sztucznej inteligencji jako o narzędziu, nowej formie organizacji ludzi. Czy AI nadal pozostaje tylko narzędziem, jeśli zaczyna wpływać na treść?
Mówiąc o nowej formie organizacji ludzi, porównywałam AI do języka, który był podobnym wynalazkiem. Język przeniósł nas jako cywilizację od malunków w grotach do greckiej tragedii. Więc jeżeli sztuczną inteligencję uznać za podobny rodzaj wynalazku, to może on być początkiem podobnej przemiany. Jest to trudne w tej chwili jeszcze do oszacowania, szczególnie, że to narzędzie staje się autonomiczne. Sztuczna inteligencja może potencjalnie sama tworzyć siebie. Jaki rodzaj sztuki z tego wyniknie? Ja jestem przekonana, że sztuczna inteligencja nie może sama tworzyć sztuki.
No tak, bo…
Nie ma wymiaru tragicznego.
W takim razie czy jest coś, w czym rzeczywiście sztuka robiona przez AI może być lepsza od sztuki ludzkiej?
Sztuczna inteligencja nie może tworzyć sztuki. Sztuka jest czymś głęboko ludzkim i jest związana, w moim przekonaniu, z wymiarem tragicznym człowieka, z jego świadomością, której sztuczna inteligencja nie ma. Sztuka jest związana z wielkim zdziwieniem rzeczywistością, w której kluczową sprawą jest to, że jesteśmy istotami śmiertelnymi. W dużej mierze tworzymy sztukę, żeby to przepracować. Sztuczna inteligencja może tworzyć idealne imitacje sztuki. Przeważnie, tak jak w przypadku gry Go, kończy się to wymieraniem gatunku i jest duże prawdopodobieństwo, że sztuczna inteligencja bardzo wiele gatunków sztuki po prostu zakończy. Ale to są tylko gatunki, narzędzia, formy.
Czyli nie martwi się pani o artystów, którzy zaczną używać sztucznej inteligencji, programów, jak na przykład Fabula, i że to pozbawi ich w pewien sposób możliwości kształtowania swojej wrażliwości i warsztatu?
Fabula jest programem opartym o zasady służące do manipulowania ludzkimi emocjami – szereg algorytmów, które obliczają w każdym momencie potencjalną reakcję widza. W teatrze jest nurt stworzony przez Stanisławskiego, gdzie aktorstwo opiera się utożsamieniu się z postacią, gdzie tworzy się iluzje rzeczywistości, która ma służyć do manipulowania emocjami widzów. Żeby widz uwierzył w to, że aktor jest graną przez siebie postacią, a to, co tworzy, jest rzeczywistością, a nie kreacją. Tego typu „sztuka” jest przedłużeniem cieni na ścianie jaskini platońskiej. Czyli tworzeniem iluzji, reprezentacji rzeczywistości. W moim przekonaniu to nie ma nic wspólnego ze sztuką.
Sztuka opiera się na formie otwartej, a nie na formie zamkniętej, do której tworzenia powstał program Fabula. Do tego jest on oparty o Large Language Model, który ma w sobie wpisaną cenzurę. Rozumiem to, dlatego że – wiadomo – odpowiedzialność korporacji za potencjalne wyniki promptowania jest bardzo duża. Oni trochę nie mają wyboru, muszą tę cenzurę wprowadzać. Ale to powoduje, że kartka papieru, na której ja zaczynam pisać, używając tego programu, już zawiera w sobie cenzurę, która jest zagrożeniem dla sztuki. Moim zdaniem sztuka w tej sytuacji będzie musiała się w jakiś sposób wymyślić na nowo, co się w historii sztuki zdarzało. W malarstwie był na przykład był okres realizmu, w ramach którego tworzył Caravaggio, który musiał trzymać się określonych zasad. Wynalezienie fotografii spowodowało, że malarstwo się uwolniło od tworzenia iluzji rzeczywistości i stało się bardziej abstrakcyjne. Wielka rewolucja przemysłowa sprawiła, że narodził się taki gość jak Duchamp, który wstawił pisuar do muzeum i powiedział: „to jest teraz sztuka”. Sztuka zmienia swoją postać.
Czy właśnie to użycie sztucznej inteligencji nie zmieni nas też jako artystów? Czy nie oddamy części naszego procesu sztucznej inteligencji?
To zależy. Największym zagrożeniem z tym związanym jest to, że możemy stracić potrzebę obcowania ze sztuką. Tak szybko będziemy karmieni tym, co sprawia nam przyjemność, że potrzeba głębokiego przeżycia czegokolwiek po prostu zaniknie. Sztuczna inteligencja może zmienić sposób funkcjonowania naszego umysłu na tyle, że sztuka po prostu przestanie nam być potrzebna. I taki scenariusz jest zapisany chociażby w Nowym wspaniałym świecie Huxleya.
Nawiązując do Huxleya, czy myśli pani, że rzeczywiście teatr się przerodzi w tzw. koncerty sensoryczne, czy może powstanie jakaś odrębna, zupełnie nowa forma?
Mi się wydaje, że będzie jedno i drugie. Mam wielką wiarę w to, że artyści znajdą sposób na tworzenie sztuki, który pozwoli jej przetrwać. Przykładowo Studio współpracuje z Damiańskim, który stworzył dla naszej Galerii oryginalną pracę. Na początku nazywał ją „Non Internet Cafe”. Wystawił obiekt, bardzo wizualnie mocny, blokujący sygnał. Wchodzisz w jego zasięg działania i twój telefon znika z sieci – krótko mówiąc, nie można już kraść twoich danych. Ale okazało się, że to jest nielegalne w Polsce. Jego praca obnażyła słabość polskiej demokracji. W związku z tym nazwał ją „Non Non Internet Cafe”. Może to być przykład nowej sztuki.
Może Bitcoin to forma sztuki przyszłości? To jest moja ulubiona fantazja ostatnio. Jest doskonale piękny, według klasycznej definicji. Oparty na koncepcji, do której nie można nic dodać i nic z niej ująć, bo się zapadnie, przestanie działać, plus jego siła rażenia jest tak wielka i tak przemienia ludzi, którzy w niego inwestują, że zdaje się działać jak dzieło sztuki? Chodzi o to, żeby się otworzyć na myślenie o tym, że sztuczna inteligencja może nas, artystów, wypchnąć poza orbitę tego, co jest nam znane, czym do tej pory potrafiliśmy się posługiwać. Druga rzecz jest taka, że w teatrze technologia, chociażby elektryczność, od zawsze pełni kluczową rolę. To jeden z pierwszych reflektorów postawionych na scenie zainspirował Bertolda Brechta do stworzenia “efektu obcości”, który zakończył epokę Stanisławskiego i tworzenia iluzji, reprezentacji rzeczywistości. Aktor mógł złapać dystans do granej postaci, jak do czegoś “obcego”, a co za tym idzie bawić się nią i używać jej do komunikacji z widzami. Ja nie wierzę w takie myślenie, że teatr przetrwa jako miejsce, gdzie ludzie będą mogli się odciąć od technologii i spotykać, żeby głęboko przeżywać swoją wyjątkowość jako gatunek ludzki. Bo to jest tworzenie rezerwatu.
W sztuce AlphaGo_Lee pojawia się też – dzięki uprzejmości Centrum Nauki Kopernik – robotka Ameca, która ma możliwość naśladowania mimiki i ma też mózg „zasilany” AI, który umożliwia rozmowę z nią. Czy pani zdaniem to jest kierunek przyszłości teatru?
Ameca reklamowała sztukę, nie gra w przedstawieniu, nie została zaproszona do obsady. Widziałam ostatnio popisowe choreografie robotów w relacji z chińskiego teatru i czuję, że to jest za proste. Teatr polega właśnie na tym, że ludzie rozmawiają z ludźmi. Tak jak w grze Go jest dwóch graczy, którzy tworzą grę na pustej planszy, tak w teatrze są widzowie i aktorzy, którzy tworzą coś, co powstaje między nimi. To jest ten moment magiczny – przychodzisz, jest pusta scena, nie ma nic, nagle coś się zaczyna i cały świat powstaje na twoich oczach, a potem znika. Teatr jest tu i teraz, przez ludzi dla ludzi. Jedni go dosłownie tworzą, a drudzy współtworzą, obserwując. Z fizyki kwantowej wiemy, że akt obserwowania powoduje, że coś powstaje. Między performerami i widzami powstaje sztuka teatru. Zastąpienie jednej części robotami jest podobnym rodzajem degradacji jak zastąpienie sztuczną inteligencją gracza Go. Nie sądzę, żeby to był sposób na to, żeby teatr przetrwał szaleństwo technologiczne, w którym żyjemy.
W jakiś sposób było to dla mnie intuicyjne, żeby wykorzystać sztuczną inteligencję przy pisaniu tej sztuki, skoro AlphaGo_Lee opisuje pojedynek między AI a człowiekiem. Jak dokładnie jej pani użyła?
Nie pisałam tej sztuki ze znaczącym użyciem AI, poza finałowym monologiem jednej z bohaterek. To był eksperyment polegający na zaproszeniu AI do stworzenia strumienia świadomości jednej z postaci, dziennikarki Cassidy, inspirowanej luźno Hanną Arendt.
Cassidy opuszcza Seul po czwartej grze z pięciu, dezerteruje, czeka na odprawę na lotnisku i w jej głowie kiełkuje nowa definicja zła. Tech-prorocy nam obwieszczają, że jesteśmy już w epoce Nowacenu, w której sztuczna inteligencja dominuje na Ziemi. W związku z tym podjęłam próbę stworzenia z modelem Gemini nowej definicji zła, właściwej dla tych nowych czasów. „Nakarmiłam” go tekstami Arendt, Społeczeństwem Spektaklu Deborda, Legendą o Wielkim Inkwizytorze z Braci Karamazow, itd. I, było to, w moim przekonaniu, bardzo rozwijające użycie sztucznej inteligencji, którego efektem jest definicja zła jako wydajności (efficiency). Ale nie ma ono nic wspólnego z tym, że AI za ciebie pisze sztukę.
Myślę, że to odbiega od powszechnego wyobrażenia wykorzystania sztucznej inteligencji w scenopisarstwie i działania programów takich jak Fabula.
Ja Fabuli nie wykorzystywałam do tego tekstu, bo okazało się, że biurokracja w DeepMind jest tak czasochłonna, że skończyłam pracę nad swoją sztuką zanim dostałam osobisty dostęp do programu. Fabula pisała alternatywne wersje scen z mojej sztuki, ale żadna z nich nie weszła do scenariusza. W trakcie próby otwartej w Battersea Arts Centre w Londynie Piotr Mirowski z DeepMind generował je, ponieważ mieliśmy taką wizję, że w pewnym momencie spektaklu widz dostrzega alternatywne możliwości rozwoju danej sceny, stworzone przez AI. Ale na tym etapie rozwoju programu to, co program wyprodukował, wymagało więcej pracy ode mnie, niż samodzielne pisanie. Fabula i podobne programy, które miałam okazję testować później, przypomina wlewanie benzyny do elektrycznego samochodu. Teatr zmienia się tak szybko jak rzeczywistość. Jak karmisz model podręcznikami do pisania dramatów z początku XX wieku, to tworzone z nim dramaty są oderwane od rzeczywistości.
Czy w takim razie zamierza pani ponownie korzystać ze sztucznej inteligencji w procesie twórczym?
Na pewno będę jej używać do sprawdzenia pisowni. Jak również przy skrótach, niezależnie od tematu kolejnej sztuki. To są takie higieniczne zabiegi przy pracy. Trudno mi powiedzieć czy do czegoś więcej. Jeszcze za wcześnie dla mnie na taką deklarację.
Rozumiem. Czyli na dzień dzisiejszy raczej się pani nie boi o to, że AI panią zastąpi? To jest taki popularny temat dzisiaj.
Dopóki ludzie będą potrzebować sztuki, to nie sądzę. To, że bardzo wielu ludzi będzie w stanie zadowolić się jej imitacją, jest realnym zagrożeniem. Według statystyk Anthropic sztuka jest jedną z tych dziedzin, w których jest duże zagrożenie utraty pracy. Ale nikt nam, artystom, nie obiecywał, że nasze obecne narzędzia będą wieczne. Może trzeba będzie szukać zupełnie nowych form. Te statystyki są oparte na powierzchownym rozumieniu sztuk. Jak patrzę, jak montuje Milenia Fiedler, kultowa, polska montażystka filmowa, nie sądzę, żeby sztuczna inteligencja mogła ją łatwo zastąpić.
Oparte na sztucznej inteligencji narzędzia do tworzenia filmów stają się coraz lepsze. To może skończyć się źle dla przemysłu filmowego i ludzi w nim zatrudnionych obecnie, ale z drugiej strony to co średnie zostanie skompromitowane, bo będzie łatwe do skopiowania dla byle maszyny. Wejście AI na rynek sztuk wizualnych może go oczyścić. Jak organizm oczyszcza się z martwych komórek, to pozwala na jego odrodzenie. Chcę w to wierzyć i być tego częścią. Myślę, że AI nie stworzy sztuki, ale może podważyć sens niektórych jej gatunków. Można płakać z tego powodu, a można z tego skorzystać. Pilną sprawą jest wymyślenie sztuki na nowo.

