W 1995 r. w Czechach nakładem Ivo Železnego ukazała się ślicznie wydana książka pod dwujęzycznym tytułem Ἀστροναυτιλία / Hvězdoplavba. Imię i nazwisko autora także widniało na okładce w dwóch formach; na górze jako Jan Křesadlo, na dole – jako Ἰωάννης Πυρεῖα. Ówcześni bywalcy czeskich księgarń prawdopodobnie nie zdawali sobie sprawy z tego, że na ich półki zawitał pierwszy od czasów starożytnych pełnoprawny epos napisany starogreckim heksametrem daktylicznym. Epos, który do dzisiaj nie doczekał się pełnego tłumaczenia na żaden inny język.
Τοῖσι μὲν δὴ τῶν Αἰγυπτίων ἱροί εἰσι οἱ κροκόδειλοι, τοῖσι δὲ οὔ, ἀλλʼ ἅτε πολεμίους περιέπουσι (Dla niektórych z Egipcjan krokodyle są święte, dla innych zaś nie, i ci traktują je niczym wrogów)1 – ten krótki wyimek z Herodota był jednym z pierwszych fragmentów w języku starogreckim, z jakim miałem styczność ponad dwa lata temu, kiedy zacząłem uczyć się tego języka. Jednakże dopiero w sierpniu bieżącego roku zdołałem na zaledwie tydzień odwiedzić Egipt, tak wyczerpująco opisywany w II księdze Dziejów, i z żalem muszę stwierdzić, że nie widziałem tam ani jednego krokodyla. Było tak nie tylko dlatego, że populacja tych gadów w wodach Nilu nieustannie maleje, nie tylko dlatego, że te zbiorowiska, które się ostały, zostały zamknięte w południowej części rzeki przez Wielką Tamę Asuańską, ale przede wszystkim ponieważ większość tego tygodnia spędziłem w wielkiej, odgrodzonej wysokim murem enklawie turystycznej. Enklawie z równo przystrzyżonymi trawnikami, wypucowanymi kamiennymi ścieżkami i uginającymi się od jedzenia szwedzkimi stołami, na których moją uwagę przykuła sporadycznie pojawiająca się baranina, mięso nieco bardziej popularne w południowej Europie i w krajach arabskich niż u nas, na Zachodzie. Mięso to zainteresowało mnie nie tylko ze względu na jego silny posmak – a mam do niego szczególną słabość – ale dlatego, że było ono wyjątkowo tematycznie związane z tłumaczeniem, jakie wykonywałem w tamtym tygodniu.
Choć zwyczaje, które opisywał Herodot w swoim dziele, dawno odeszły w zapomnienie, paradoksalnie nie byłem myślą daleko od języka, którym mówił Halikarnejczyk. Bowiem siedem dni mojego pobytu w wakacyjnej mekce Niemców i Czechów w średnim wieku, zamiast oddawać się słodkiej beztrosce, spędziłem z nosem w pokaźnym stosie kartek, pochłonięty peanami na cześć Muz Helikońskich, przepastnego kosmosu oraz uniwersalnego obserwatora pod postacią owcy – wszystko to tłumacząc ze starogreckiego heksametru pierwszą pieśń Astronautilii, wspomnianego wyżej eposu czeskiego pisarza Jana Křesadly.
Epigon czeskiej postmoderny?
Każdy kawałek baraniny ma swój początek w rękach rzeźnika. Po łacinie nosił on miano carnifex. Słowo to jest złożeniem dwóch wyrazu caro (mięso) i sufiksu -fex, który pochodzi od facio (tworzyć, robić)2. Na podobnej zasadzie utworzony został rzeczownik artifex – artysta. Choć współcześnie co najmniej nieintuicyjnym byłoby przyrównać pracę rzeźnika do procesu twórczego artysty, ta mała ciekawostka etymologiczna mimo wszystko zachęca do podważenia utartych kategorii, którymi porządkujemy rzeczywistość.
***
Jan Křesadlo, a właściwie Václav Jaroslav Karel Pinkava, był czeskim poetą, prozaikiem, psychologiem i polihistorem. Jego tajemniczość i ekscentryczność zaznacza się już przy wybranym pseudonimie artystycznym, ponieważ Křesadlo (czyli „krzesiwo” po czesku) to tylko jeden przykład z wielu (spośród innych można wymienić: J. K. Klement, Jake Rolands, Juraj Hron czy Kamil Troud). „Křesadlo” stało się jednak jego najbardziej rozpoznawalnym pseudonimem. Jego wybór wytłumaczył sam autor na spotkaniu w klubie literackim Viola w 1992 r.:
Zostałem tym Křesadlem, ponieważ moja żona bała się, że jej krewni ucierpią, jeśli zostanę pisarzem emigracyjnym. Musiałem więc wybrać jakieś, jakby to powiedzieć, „pen name”, pseudonim literacki. (…) Miałem kiedyś pacjenta na ulicy Apolinářskiej, który był swego rodzaju archiwistą badającym stare skrypty muzyczne. Pewnego dnia przyniósł mi faksymile jakiegoś śpiewnika, chyba z Klatovych, a w nim, na marginesach, były obrazki mniej więcej z XVI wieku z takimi miniaturami członków miejscowego bractwa literackiego i były tam tylko te dwie małe postacie w togach, a obok jednej było napisane „Martin Cantor Jaromirzský prowadzi chór, Jan Křesadlo Klatowský mu pomaga” i bardzo zainteresowało mnie imię Jan Křesadlo, ponieważ ja też wtedy śpiewałem. (..) I jeszcze dodam, że zawsze lubiłem te nazwiska, które są rodzaju nijakiego, to jest fascynujące. Jest na przykład profesor Vočadlo, był profesorem języka angielskiego, teraz jest, jak myślę, że w „Dobrym wojaku Švejku”, jest sierżant sztabowy Nasáklo (…) i tak dalej…
Urodził się w 1926 r. w dosyć zamożnej rodzinie. Już w bardzo młodym wieku ujawniał niepospolite zdolności intelektualne – pod czujnym okiem Anny Slováčkovy, jego nauczycielki starożytnej Greki, przyswoił ten język naprawdę szybko. Chciał dalej szlifować swoje zdolności, wstąpił więc na Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Karola w Pradze. Jego studia przerwał jednak zamach stanu z 1948 r. i przejęcie władzy przez Komunistyczną Partię Czechosłowacji, w następstwie którego wyrzucono go z uczelni3. Niedługo potem udało mu się jednak powrócić na uniwersytet, choć zmuszono go do wybrania między fonetyką teoretyczną a psychologią. Křesadlo zdecydował się na psychologię i pozostał przy niej do końca swego życia – nawet w obliczu ucieczki z własnego kraju4.
Wskutek pacyfikacji Praskiej wiosny w 1968 r. przez siły Układu Warszawskiego Křesadlo wraz z rodziną wyjechał do Wielkiej Brytanii. Osiadł w miejscowości Colchester, gdzie założył oddział psychologii klinicznej w lokalnym szpitalu psychiatrycznym5. Przeszedł na emeryturę w 1982 r. i od tej pory zajął się przede wszystkim pisarstwem. W 1984 r. debiutuje powieścią Ścierwopiewcy (czes. Mrchopěvci) – która po dziś dzień jest jedyną pozycją Křesadly przełożoną (we fragmentach) na polski6. Na początku współpracuje z emigracyjnym wydawnictwem 68 Publishers, w którym publikuje Ścierwopiewców, własne tłumaczenie Wieńca sonetów (czes. Věnec sonetů, ang. A Wreath of Sonnets) Jaroslava Seiferta na angielski oraz powieść Fuga Trium. Późniejsze dzieła Křesadly wydawał Ivo Železný w Pradze, włącznie z jego pośmiertnie wydanym opus magnum, które jest tematem tego artykułu – Astronautilią. Křesadlo zmarł 13. sierpnia 1995 r. w Colchester.
Samą twórczość Křesadly można oczywiście analizować na bardzo wielu płaszczyznach, jednakże bardzo interesującą propozycję przedstawia Patrycjusz Pająk w swoim artykule Frenezja sadyczna po czesku: Křesadlo, Zykmund, Urban7. W nim, autor analizuje między innymi powieściopisarstwo Jana Křesadly pod kątem obecności motywów sadystycznych i frenetycznych – jak łatwo można przypuścić, Křesadlo nadaje się idealnie pod taką analizę, bowiem jako dyplomowany psycholog kliniczny zajmował się dewiacjami seksualnymi na co dzień i ochoczo korzystał ze swojej wiedzy w tej dziedzinie w swojej twórczości. Pająk skupia się na dwóch powieściach: Ścierwopiewcach i Panie na zamku czyli Antykurze (czes. Zámecký pán aneb Antikuro). W obu powieściach kwestia dewiacji seksualnej wpisana została w kontekst reżimu komunistycznego i uwydatnia perwersyjną naturę totalitaryzmów. Jak stwierdza Pająk: Křesadle nie chodzi tylko o ilustrację banalnego twierdzenia, że totalitaryzm jest systemem patologicznym oraz że złe czasy sprzyjają rozwojowi zła tkwiącego organicznie w człowieku. I w jednym, i w drugim utworze pisarz uwidacznia też paradoksalność totalitarnego stosunku do ludzkiej natury. Z jednej strony, totalitaryzm cechuje pragnienie maksymalnego panowania nad naturą przez narzucenie jej restrykcyjnej normy. Z drugiej zaś, totalitaryzm uwalnia naturę, ponieważ naturalna w swej istocie przemoc stanowi narzędzie jego działania. Patologia totalitarna rodzi się więc w sytuacji, gdy natura ludzka zostaje zmuszona do zwrócenia się przeciw samej sobie8. Część o pisarstwie Křesadly podsumowuje następująco: Za pośrednictwem krzykliwej i tandetnej poetyki frenezji Křesadlo prześmiewczo napiętnuje totalitarny prymitywizm, ale i dystansuje się do jego racjonalistycznej (Kundera) i sentymentalistycznej (Fischl) interpretacji.9
Tutaj jednak kończą się moje możliwości przygotowania dokładnego obrazu owego pisarza. Niewiele więcej informacji może być przecież publicznie dostępnych na temat artysty uważanego w samych Czechach za mało znanego. Nie satysfakcjonował mnie ten stan rzeczy – w końcu nie da się rzetelnie zastanowić się nad jakością tłumaczenia poematu epickiego bez wnikliwej wiedzy na temat samego artysty, jego charakteru i przeszłości.

Zmotywowany chęcią bardziej wnikliwego poznania umysłu stojącego za pseudohomeryckiem heksametrem, umówiłem się na wideorozmowę z Václavem Z. J. Pinkavą – najstarszym synem Jana Křesadly, tłumaczem i publicystą, który niestrudzenie od 26 lat walczy o zachowanie pamięci o dorobku artystycznym swojego ojca. To on odpowiedzialny jest za najnowsze angielskie tłumaczenie Ścierwopiewców10, prowadzi też fanpage Astronautilii na Facebooku.
W chłodnawy, niedzielny poranek na początku grudnia zaparzyłem kawę, uchyliłem okno i przygotowałem wszystkie potrzebne źródła. Przewertowawszy w głowie angielskie tłumaczenia kilku kluczowych pojęć, odebrałem połączenie.
VP: — Cóż, witam.
TD: Dzień dobry!
— Jestem pod wrażeniem twojego tłumaczenia.
Dziękuję bardzo. Jestem również bardzo wdzięczny, że zaakceptował Pan moją prośbę o wywiad w tak krótkim terminie. To naprawdę niesamowite, że udało nam się to zrobić.
— Jestem na emeryturze. Od wczoraj jestem podwójnym emerytem. Moje urodziny zmieniły mnie w brytyjskiego emeryta, a także czeskiego – ale to było rok temu. Mam więc mnóstwo czasu. Co ciekawe, jestem teraz w tym samym wieku, w którym był mój ojciec w 1992 roku, na tym filmie, który można znaleźć na YouTube, podczas tego wieczoru w klubie Viola w Pradze. Polecam – nie wiem, czy już go widziałeś, ale jest naprawdę niezły.
W przeprowadzeniu tego wywiadu miałem dwojaki cel. Po pierwsze, personalnie, chciałem otrzymać okazję do zerknięcia za południową granicę – dowiedzieć się, jak brzmi czeska wersja poematu, a także dowiedzieć się o postępach innych tłumaczy Astronautilii, który wspominali o współpracy z Pinkavą. Po drugie jednak, chciałem poznać Křesadlę „od podszewki” – dowiedzieć się, w jakim środowisku się wychował, z jakimi innymi dziełami kultury miał styczność i jakie były jego pragnienia i ambicje. I to właśnie ambicji autora Astronautilii dotyczyło moje pierwsze pytanie.
W łacińskim streszczeniu czeskiego wstępu, które również czytałem, archiwista [Divišek] wspomina, że zawsze chciał zdobyć międzynarodową nagrodę Nebula dla najlepszego dzieła science fiction. I czy powiedziałby Pan, że to również miał na myśli Křesadlo? Czy on również mówił, że chciał otrzymać tę nagrodę?
— Nie, nigdy czegoś takiego nie powiedział, ale możliwe, że z tyłu głowy chciał być za to jakoś doceniony – we wstępie jest napisane, że cała ta eskapada jest jak budowanie makiety Zamku Praskiego z zapałek w butelce, co samo w sobie zasługuje na wspomnienie właśnie dlatego, że jest takie dziwne. Nie wiem, czy znasz piramidę motywacyjną Maslowa, którego Amerykanie nazywają „Maslou”. Przedostatnia jej warstwa to co prawda uznanie, ale ta powyżej, która jest ostateczną motywacją, to samorealizacja. Myślę, że on był już na tym poziomie i robił to dla siebie, ponieważ mógł i chciał. A także częściowo dlatego, że jego życiową ambicją było napisanie czegoś długiego w starożytnej grece, ponieważ bardzo lubił ten język. Jak napisał na początku, to dzieło było zadedykowane jego nauczycielce, Annie Slováčkovej, która niestety wpadła w kłopoty z reżimem komunistycznym.
A z jakimi mediami Křesadlo miał największy kontakt? Jakie były jego wybory czytelnicze i jakie inne media konsumował? Jak myśli Pan, które z nich miały duży wpływ na Astronautilię, oprócz poematów homeryckich oczywiście?
— Cóż, on miał fantastyczną pamięć aż do starości, kiedy to stała się ona tylko normalną, dobrą pamięcią, ale jako młody człowiek miał dosłownie pamięć fotograficzną. Czytał też mnóstwo rzeczy. Był jedynakiem, więc w zasadzie utknął w domu ze swoimi neurotycznymi rodzicami, którzy byli przerażeni, że coś mu się stanie, ponieważ po jego urodzeniu, niestety, jego matka musiała przejść histerektomię, bo zachorowała na raka. Ostatecznie i tak zmarła na nowotwór, ale to głównie przez niego [Křesadlo] musiał być jedynakiem. To nie był wybór, po prostu nie było alternatywy. Jako jedynak był bardzo chroniony przez swojego neurotycznego ojca. Na przykład nie wolno mu było bawić się nożyczkami do 12 roku życia. Czego jednak nie wiedzieli jego rodzice, [Křesadlo] był też trochę łobuzem poza domem. Dobrze walczył. (…) Ale kiedy był w domu, był otoczony książkami, a później, jak wspomina również w na wpół autobiograficznej części „Ścierwopiewców”, czytanie było dla niego rodzajem ucieczki od komunizmu. Chodząc po antykwariatach można było też zdobyć wiele naprawdę niesamowitej literatury źródłowej, ponieważ komuniści nie zwracali na nią uwagi. Był więc bardzo oczytany. Oczywiście lubił też science fiction jako gatunek, chociażby Stanisława Lema, jednego z jego ulubionych autorów. Podejrzewam, że musiał przeczytać trochę Vonneguta, ponieważ niektóre rzeczy, które pisze, są poniekąd Vonnegutowskie.
Cała otoczka Astronautilii przyjmuje symulakryczny, prześmiewczy i intertekstualny rys.
Czy ogłądał dużo telewizjii lub filmów?
— Tak, zawsze razem oglądaliśmy science fiction w telewizji, zwłaszcza Star Trek, ale jednym z wpływów był też film Dark Star. Znasz ten film?
Nie, nie znam go.
— To bardzo widoczny wpływ. Jedna z pieśni „Astronautili” nawiązuje do sceny z kultowego filmu science fiction „Dark Star”, który gorąco polecam obejrzeć. Chodzi o koncpecję zamrożonej głowy, którą przywraca się do życia, by zadawać jej pytania. To w zasadzie pochodzi z Dark Star.
Można by pomyśleć, że próba rozplątania sieci intertekstualnych nawiązań i aluzji uwitej przez kogoś tak oczytanego i o tak świetnej pamięci jest zadaniem daremnym, w końcu można byłoby spędzić nad tym całe życie, a zapewne nie zdołałoby się dotrzeć do połowy nawiązań. Pinkava jednak wspomniał o powiedzeniu jego ojca, które nie tylko perfekcyjnie oddawało to, w jakim charakterze Křesadlo wykorzystywał swoją przepastną wiedzę, lecz także ponownie rozbudziło moje zainteresowanie intertekstualnym polowaniem w gąszczu nawiązań Astronautilii:
— Co ciekawe, jego podejście było takie, że im więcej wiesz, tym więcej nawiązań dostrzegasz w różnych rzeczach i tym częściej możesz się pośmiać, ponieważ dostrzegasz powiązania między nimi. Jedną z najzabawniejszych rzeczy, które mi powiedział, było to, że powodem, dla którego warto zdobyć dobre wykształcenie, jest to, że będziesz mógł częściej się śmiać, ponieważ dostrzeżesz powiązania między rzeczami, których inni ludzie mogą nie widzieć.

Κτῆμα εἰς ἀεί
Mięso baranie można podzielić na sześć podstawowych części: kark, łopatki, comber, mostek, udziec i golenie. Podział tuszy nie wynika jednak całkowicie z rozgraniczenia między mięśniami zwierzęcia – różni się jednak między kulturami, a dokładny kształt i rozmiar każdej z części zależy też od tego, czy rzeźnik korzystał z piły ręcznej czy taśmowej11. Niektóre części cieszą się niezmienną popularnością, inne zaś odeszły w zapomnienie – Swatland podaje jako przykład spaud, zapomnianą w krajach anglosaskich część wołowej łopatki12. Artifex, niczym carnifex, może kształtować swoje wytwory w oparciu o cechy materiału i wymagania odbiorców. Może też je zignorować – i ponieść konsekwencje tego wyboru.
***
Astronautilia, czyli – nomen omen – mięso tego artykułu, to epos napisany przez Křesadlę w 1994 r., w pierwszej kolejności po starogrecku heksametrem epickim, następnie przetłumaczony na język czeski tzw. „přízvučným” heksametrem (formą sylabotoniczną, którą wykorzystywał np. Otmar Vaňorný w swoim tłumaczeniu Iliady i Odysei). Poemat liczy w sumie 6,576 wersów na język i został napisany w 207 dni13. Choć składa się on z 24 pieśni – tak samo jak oba poematy Homeryckie – jego objętość wynosi mniej więcej połowę Odysei. Stąd podtytuł poematu: ἡ Μικροoδυσσεία ἡ κοσμική / Malá kosmická odysea – mała, kosmiczna odyseja. Narracja prowadzona jest z pierwszej osoby głównego bohatera, strażnika metropolii, który nadaje sobie miano Οὐδείς (czes./pol. Udeis) – żaden, nikt.
Osią poematu jest teoria z pogranicza filozofii i fizyki kwantowej, według której aby coś istniało, musi być ono obserwowane. Křesadlo umieszcza jednostkę uniwersalnego obserwatora pod postacią odkrytej w czeskich górach wszech-widzącej owcy (μῆλον κοσμοθεωροῦν), której zabicie doprowadziłoby do końca wszechświata. Rozwój akcji sprowokowany jest kradzieżą tejże owcy przez Mandysa, szpetnego eksperta od elektroniki, który był podwładnym Udeisa. Rozgniewani jego niedopatrzeniem władcy pragną wrzucić go do więzienia, ale mimo wszystko zmieniają swój wyrok i wysyłają go w pościg za Mandysem i owcą. Wraz z nim wysyłają w podróż Elefasa, skompromitowanego lekarza królewskiego, Tondę, robota zdolnego naprawiać przeróżne urządzenia, i Frantę, uniwersalnego tłumacza pod postacią sztucznego skunksa skonstruowanego z ludzkich komórek mózgowych. To ta właśnie postać odpowiedzialna jest, jak tłumaczy zarówno czeski wstęp, jak i napisany po łacinie List do wykształconego czytelnika, za treść poematu.
Astronautilia bez wątpienia czerpie garściami z tradycji epicznej. Jak już wcześniej wspomniałem, treść poematu Křesadlo zawarł w formie heksametru daktylicznego, lecz na tym nie kończy się jego intertekstualna zabawa. Dzieło to pod praktycznie każdym aspektem imituje starogrecki epos – nie tylko poprzez powtarzanie fraz wyciągniętych żywcem z Homera (κακὰ βυσσοδομεύων [pol. knując spisek, rojąc zło w głębi]: Astronautilia 1.144, Odyseja 9.316, 17.491, 17.465, 20.184; ἰδυίῃσι πραπίδεσσι [pol. wprawnym umysłem]: Astronautilia 1.14714, Iliada 1.608, 18.380, Odyseja 7.92; εὐεργέα νῆα [pol. dobrze zbudowany statek]: Astronautilia 1.151, Odyseja 8.567, 9.279, 11.70, 11.106, 11.159, 12.305, 15.33; ὄρεα σκιοέντα [pol. cieniste góry] Astronautilia 1.93, Odyseja 5.279, 7.268, Hymn do Apollina 34, Hymn do Hermesa 70), ale także tworząc nowe frazy i epitety homeryckie oraz utrwalanie ich w konsekwentnym powtarzaniu (Μανδὺν ζητοῦντες καὶ μῆλον κοσμοθεωροῦν [pol. szukając Mandysa i wszech-widzącej owcy], βάθεσιν κόσμοιο κενοῖο [pol. głębiny pustego kosmosu] itd.). Zastosowana w poemacie narracja pierwszoosobowa, choć odmienna od charakterystycznego dla Homera narratora auktorialnego, przywodzi na myśl zarówno epikę Hezjoda, który również przedstawia się w niej z imienia, jak i apologoi z ksiąg 9–12 Odysei – w nich to Odyseusz opowiada o swojej podróży z Troi do Orygii15. Autor pokusił się także o obfite stosowanie form dialektu epickiego i innych, bardziej subtelnych wyznaczników stylu homeryckiego – jak jednak zaznacza w Liście do wykształconego czytelnika:
Podejrzewam zaś, że Franta (jak nazywano uniwersalnego tłumacza) nie znał bezpośrednio języka starogreckiego oraz jego dialektu homeryckiego, ale że wygenerował ten i tamten z tego, co znał z innych języków, jak mu się podobało, jakkolwiek i on nie zawsze tworzył słowa całkowicie poprawnie, czego przykłady z pewnością odnajdziesz.
To obnaża drugie, postmodernistyczne oblicze Astronautilii. Choć inwokacja tego dzieła skierowana jest do Muz z Helikonu i Apollina, reszta poematu – jak zauważył Stefan Weise, filolog klasyczny, który pracuje nad niemieckim tłumaczeniem eposu Křesadly – odchodzi od Homeryckiego panteonu na rzecz naukowego aparatu terminologicznego; współczesna nauka w efekcie zajmuje miejsce greckich bogów16. Cała otoczka Astronautilii przyjmuje symulakryczny, prześmiewczy i intertekstualny rys – już w czeskim wstępie Křesadlo dystansuje się od dzieła, opowiadając historię o archiwiście Divišku, który miał jedynie przekazać autorowi do tłumaczenia na czeski poemat Franty napisany przezeń po starogrecku. Autor jednak nieustanne puszcza oko do czytelnika – na wstępie podkreśla zbieżność nazwiska Divišek z postacią z jednego z tekstów Karela Čapka, później zaś nadmienia, że postać Franty przypomina mu uniwersalnego tłumacza pod postacią skunksa z opowiadania Stanisława Lema. Można w tym rozpoznać charakterystyczne dla epoki Lyotrada granie z metainformacjami na temat dzieła, umyślne granie fałszem w tej warstwie tekstu, którą, nie wiedzieć czemu, uznajemy za część świata rzeczywistego – cokolwiek to by znaczyło. Czytelnik już na wstępie wrzucony jest w gąszcz odwołań, z których im więcej pozna, tym większy będzie jego uśmiech.
Graecum est, non legitur
Baranina, jako że jest mięsem pochodzącym ze starej owcy, słusznie uważana jest za „twardą”. Posiada ona niski stopień marmurkowatości (tłuszczu śródmięśniowego) i jej poprawne przyrządzenie zazwyczaj trwa dłużej w porównaniu do innych, bardziej popularnych mięs. Istnieją jednak sposoby na przyspieszenie tego procesu. Velvetting, technika znana kuchni chińskiej, polega na obtoczeniu kawałków mięsa w sodzie lub w skrobi ziemniaczanej. Pozwala ona na szybkie i efektywne skruszanie mięsa – czyli uczynienie go miękkim. Krytycy tej metody twierdzą jednak, że stosowanie jej czyni mięso oślizgłym i wiotkim. Dodanie zbyt dużo sody wprowadzić może też nieprzyjemny posmak do dania. Jednak do czego innego może uciec się kucharz, kiedy dostał z rzeźni kawał twardego barana, a już niebawem musi podać do stołu?
***
Podstawowym problemem każdego tłumacza, któremu przyszło zmierzyć się z przekładem starogreckiego heksametru, jest nieprzemagalna niemożliwość oddania tej formy w wielu współczesnych językach. Dzisiaj, kiedy debata nad poszukiwaniem optymalnego odpowiednika heksametru w polszczyźnie wyczerpała się już chyba do cna, zaś wiedza o oryginalnej formie stopniowo zanika, tym trudniej jest efektywnie przekazać osobom postronnym, jakiego rodzaju wyzwaniem jest taki przekład. Przypomina mi to o pewnej ciekawostce, którą opowiedział Václav Pinkava podczas naszej rozmowy:
— Ale ponoć średniowieczni uczeni mieli taką łacińską frazę, która była fascynująca – kopiowali oni książki ręcznie i kiedy pracowali nad łacińskim tekstem i był w nim fragment w języku starogreckim, w niektórych transkrypcjach zapisywano „graecum est, non legitur”. I po prostu go pomijali. To zabawne, że jeśli coś zostało napisane po grecku, to niemal z definicji jest skazane na pominięcie.
Dlaczego by jednak tego nie naprawić?
Starogrecki heksametr daktyliczny to forma przeważnie sugerująca styl wysoki – skomponowane zostały w nim przecież utwory Homera i Hezjoda. Wykorzystywano ją jednak także w innych gatunkach; zagadkach, inskrypcjach czy też wierszowanych wyroczniach17. W ogólnym zapisie metrycznym wygląda on tak:

Jak widać, metrum to zawiera sześć stóp metrycznych. Każda z nich składa się z konkretnego ułożenia długości sylab. Trzeba bowiem powiedzieć, że starożytna greka była językiem prozodycznym – oznacza to, że jej właściwości brzmieniowe (akcent, iloczas) nakładające się na podstawowe formy wyrazów decydowały o znaczeniu słów; potrafiły różnicować słowa. Poprawne odtworzenie wszystkich tych właściwości było często konieczne do przekazania zamierzonego komunikatu. Jedną z tych właściwości był iloczas – czyli długość trwania danej jednostki mowy. Greka posiadała warianty samogłosek, które różniły się iloczasem: np. głoska /o/ mogła występować w postaci długiej (ω – omega) lub krótkiej (ο – omikron), podobnie było z głoską /a/ – alfa (α) mogła być długa lub krótka, jednak w tym przypadku nie rozróżniano tego w zapisie.
O iloczasie całej sylaby decydowała nie tylko długość samogłoski w niej zawartej, ale też to, czy sama sylaba była otwarta (zakończona samogłoską) czy zamknięta (zakończona spółgłoską). Otwarte sylaby z krótką samogłoską były krótkie, zaś zamknięte sylaby z samogłoską krótką były długie. Sylaby zawierające długą samogłoskę lub dyftong (dwuznak) były przeważnie długie.
To właśnie oznaczają symbole na powyższym schemacie: makron (–) to sylaba długa, zaś brewis (‿) to sylaba krótka. Daktyl to stopa składająca się z jednej sylaby długiej i dwóch krótkich. Kreski nad parami sylab krótkich oznaczają, że każda z nich może (ale nie musi) być zastąpiona przez jedną sylabę długą, zamieniając stopę z daktylu w spondej (– –). Oznacza to, że wersy poematów heksametrycznych mogły różnić się liczbą sylab. Ostatnia pozycja to anceps (×), czyli sylaba obojętna dla metrum pod względem iloczasu.
Teraz, mam nadzieję, jasne stało się, dlaczego heksametr antyczny był w samej swojej metrycznej strukturze wierszem zarówno jednolitym, jak i zróżnicowanym, co dawało mu, zgodnie z ogólnym i przekonaniami nowożytnych klasyków, znamię absolutnej perfekcji18. Jako forma, heksametr był całkowicie niezależny od rymu czy stałej średniówki, jednakże nadal podlegał ścisłej arytmetyce pozycji długich i krótkich.
„Daremnie pisać, pióro tego nie wypowie…”
Tak oto, przeszedłszy przez ręce i narzędzia rzeźnika, przez utensylia kucharza, baran ląduje przed głodnymi oczyma czytelnika. Ląduje w formie całkowicie niepodobnej do tej pierwotnej, okrojonej na potrzeby ciasnego zgryzu odbiorcy i jego wybrednych gustów. Droga, którą przebył, niewspółmiernie dłuższa i bardziej skomplikowana niż chwila, którą zajmie przełknięcie tego mikrego i wyglansowanego kawałeczka, jest niewątpliwie bardziej interesująca od finalnego produktu. Dróg takich, od cienistych gór, przez rzeźnie i kuchnie, aż po jeden z wielu stołów odbywa się codziennie kilkaset. Niewiele z nich jednak ujrzy światło dzienne – oczywiście poza tym jednym, mikrym i wyglansowanym kawałeczkiem barana.
***
Polszczyźnie, jako językowi nieprozodycznemu – czyli takiemu, w którym dodatkowe cechy brzmieniowe występują, ale nie są obowiązkowe i nie rozróżniają znaczeń – brakuje tej „ukrytej” warstwy brzmieniowej, która pozwoliłaby na stworzenie metrum jednocześnie uporządkowanego i swobodnego. Nie oznacza to, że polscy prozodyści nie próbowali stworzyć formy, która przynajmniej w jakimś stopniu dawałaby podobny efekt. Działo się to na kanwie doskonalenia polskiego wiersza sylabotonicznego w XIX w., więc naturalnie próbowano przełożyć stałość rachunku iloczasowego z antycznego heksametru na regularny układ akcentów dynamicznych19.
Pierwszą taką próba była oczywiście ta Adama Mickiewicza, który w Powieści Wajdeloty zastosował swoją propozycję heksametru polskiego. Była to forma o stałej średniówce po siódmej sylabie, ale o swobodnej liczbie sylab w wersie. Mickiewiczowski heksametr bowiem pozwala na wahania od 13 do 17 sylab w linijce, ponieważ choć zachowana jest liczba sześciu stóp w wersie, dopuszczane jest swobodne przemieszanie daktyli z trochejami (z wyłączeniem spadku adonicznego na końcu wersu: ⨩ – – ⨩ –)20. Po formę tę sięgali zarówno tłumacze eposów Homeryckich, jak i poeci, m. in. Syrokomla i Norwid.
Schemat Mickiewicza miał jednak swoich krytyków. Zarzucali mu kompletnie nieklasyczną stałość średniówki, która dzieliła wers na dwie połowy, co nie pozwalało wierszowi „swobodnie płynąć”. Do walki o lepszy heksametr stanął między innymi Augustyn Szmurło, który w 1887 r. wydał swoje tłumaczenie Iliady, zrealizowane za pomocą sześciu niezmiennych stóp: pięciu daktyli i trocheja na końcu. Wyglądał on następująco:
⨩ – – | ⨩ – – | ⨩ – – | ⨩ – – | ⨩ – – | ⨩ –
Gniew Achillesa, potomka Pelea, opiewaj bogini,

Lucylla Pszczołowska ocenia ten schemat jako udany21, znalazł on jednak swoje grono krytyków, którzy zarzucali mu zbytnią monotonię i brak swobody. Osobiście urzekł mnie on jednak, przede wszystkim ze względu na konsekwencję w trzymaniu się ciągu daktylicznego, który wcale nie jest oczywisty dla polszczyzny – w dłuższych wyrazach i połączeniach z jednosylabowcami lubi ona wpadać w ciągi trocheiczne za pomocą akcentów pobocznych. Z tego właśnie powodu – chociaż i może dlatego, że byłbym również w stanie „transplantować” z przekładu Szmurły frazy, które Křesado podpatrzył u Homera – w moim pierwszym podejściu do tłumaczenia Astronautilii zastosowałem metrum Szmurły.
Patrząc jednak na ukończony przekład, nasuwają mi się na myśl coraz to większe wątpliwości. Po pierwsze, krytycy Szmurły mieli sporo racji w kwestii monotonności tego schematu. 17-sylabowy wiersz, choć przestronny, okazał się nieco za duży w porównaniu do tego, ile informacji mieści linijka heksametru antycznego. Usprawniło to wprawdzie proces pisania, ponieważ usilnie trocheiczny materiał językowy zmuszał mnie do żonglowania jednosylabowcami i wymuszania enklizy, natomiast w kilku miejscach odbiło się to negatywnie na stylu i czytelności wersów.
Z tego właśnie powodu w drugiej wersji zdecydowałem się na zmianę schematu. Zważywszy na nieustającą popularność tłumaczenia Iliady Dmochowskiego, zrealizowanego 13-zgłoskowcem, postanowiłem podjąć tę właśnie formę – mimo stabilnej średniówki – jednak z jedną kluczową modyfikacją. Podczas gdy trzynastozgłoskowce Dmochowskiego i Mickiewicza zachowują schemat rymów dokładnych żeńskich aabb, mój przekład opierać się będzie na asonansach – rymach niepełnych, które delikatnie zdradzają swoje połączenie z klauzulą powyższego wersu jedynie identycznością samogłosek. Mam nadzieję, że stworzy to złoty środek pomiędzy utartą formą polskiego trzynastozgłoskowca (który brzmi już raczej przaśnie), a całkowicie bezrymowego hekasmetru antycznego, którego ideał ścigają, ścigali i będą ścigać coraz to bardziej pomysłowi prozodyści.
Poniżej znajduje się próbka trzech wersji inwokacji Astronautilii: starogreckiego oryginału, mojego pierwotnego, szmurłowskiego tłumaczenia, oraz przekładu w drugiej wersji, zrealizowanej za pomocą asonansowego trzynastozgłoskowca.
ἀρχόμενος πρῶτον Μουσῶν χορῷ εἰξ Ἑλικῶνος
εὔχομαι ἐκπάγλως καὶ Ἀπόλλωνι ἄνακτι
Μουσάων ἄρχοντι καλῷ ἰδὲ δαίμον’ ἀοιδῶν
ὄφρ’ εἴποιεν ἐμὴν κόσμον γλαφυροῖο πόρευσιν
θαύματα πλανήτων καὶ ἀνδρῶν ὄμβριμα ἔργα
οἷα τε δειξάμενοι πλέομεν δνόφερον διὰ χάσμα
πλοίαρχος μὲν ἐγὼ καὶ ἐμοὶ ἐρίηρες ἑταῖροι
Μανδὺν ζητοῦντες καὶ μῆλον κοσμοθεωροῦν.
ἔσπετε νῦν ἡμῖν τάδε, ὦ Θεός, ἠὲ θέαιναι.
ποῦ ἀρχήν γε λάβοιμι τίδε πρότερον καταλέξω;
Wpierw, poczynając, ku chórom mych Muz Helikońskich zawołam
Możnie, jak również Apolla wszechwładcę zawezwę wtem – on, co
Muz królewiczem, aoidów geniuszem jest pięknym, wytwornym
Z nimi zobaczy niech podróż przez próżnię kosmosu, planety
Cudne i czyny wspaniałe potężnych nas mężów, któreśmy
Płynąc przez odchłań na wskroś dokonali: kapitan, to ja więc,
Oraz kompani mi wierni w podróży; to z nimi Mandysa
Wtedy szukając i owcę na kosmos baczącą tropilim.
Wnet opowiedzcie nam o tym, boginki, a także ty, bogu22.
Gdzie ja rozpocząć zaś miałbym? Co najpierw z podróży mej wybrać?
Rozpoczynając, wpierw Muz z Helikonu ten chór,
Jak i Apolla króla wzywam możnie, bo ów
Muzom pięknym jest władcą, aojdów geniuszem,
Niech więc podróż zobaczą przez kosmosu próżnię,
Dziwności planet, mężów też czyny wspaniałe,
Któreśmy przez próżń płynąc dokonali razem:
Ja, więc statku kapitan, i wierni kamraci –
Z nimi Mandysa z owcą, co na kosmos baczy,
Tropilim. Wnet – boginki, bogu23 – to powiedzcie!
Gdzie rozpocząć zaś miałbym, czym zacząć me pieśnie?
- Herodot, Dzieje 2.69.1 (gdzie nie zostało to oznaczone, tłumaczenia są mojego autorstwa). ↩︎
- Carnifex, Merriam-Webster.com Dictionary, Merriam-Webster, https://www.merriam-webster.com/dictionary/carnifex. Accessed 4 Dec. 2024. ↩︎
- Ben Broadbent, Does Homer dream of electric sheep?, Argo 20/2024, Londyn, str. 44. ↩︎
- Ibidem. ↩︎
- Ibidem. ↩︎
- Jan Křesadlo, Ścierwopiewcy (fragmenty), przeł. Józef Waczków, Literatura na Świecie 255–256–257, Warszawa, str. 18–91. ↩︎
- Patrycjusz Pająk, Frenezja sadyczna po czesku: Křesadlo, Zykmund, Urban, „Poznańskie Studia Slawistyczne” 1/2011, Poznań 2011, str. 193–205. ↩︎
- Ibidem, str. 198. ↩︎
- Ibidem, str. 200. ↩︎
- Jan Křesadlo, GraveLarks, przeł. Václav Z. J. Pinkava, Jantar Publishing, Londyn 2015. ↩︎
- Howard J. Swatland, History and Language of International Meat Cutting, 65th Annual Reciprocal Meat Conference, American Meat Science Association 2012. ↩︎
- Ibidem, str. 3. ↩︎
- Według informacji Václava Z. J. Pinkavy, Křesadlo rozpoczął pisanie swojego magnum opus 29 lipca 1993 roku, ukończył grecką wersję 28 grudnia 1993 roku, przygotował czystopis 20 stycznia 1994 r., a czeską wersję, tłumaczoną w tempie „jedna pieśń dziennie”, skończył 21 lutego 1994 roku. ↩︎
- W Astronautilii obecne w wersji z ny efelkystikon – „ἰδίῃσιν πραπίδεσσιν”. ↩︎
- Także w tej części poematu Odyseusz zwodzi cyklopa Polifema, przedstawiając mu się jako „Οὖτις” (pol. nikt) – do tego fragmentu najprawdopodobniej nawiązywał Křesadlo, nazywając bohatera swojego eposu „Οὐδείς” (pol. żaden). ↩︎
- Stefan Weise, Artificial Intelligence in Jan Křesadlo’s Ancient Greek Epic „Astronautilia” (w: Artificial Intelligence in Greek and Roman Epic), Bloomsbury Academic, Nowy Jork 2024, str. 272. ↩︎
- M. L. West, Wprowadzenie do metryki greckiej (tłum. Jacek Partyka), Wydawnictwo Homini, Kraków 2003, str. 43. ↩︎
- Zdzisława Kopczyńska, Lucylla Pszczołowska, Heksametr polski: właściwości rytmiczne i funkcje znakowe, Pamiętnik Literacki 74/2, 1989, str. 186 ↩︎
- Lucylla Pszczołowska, Teoretycy w. XIX w walce z wierszem sylabicznym, Pamiętnik Literacki 77/4, 1986, str. 149. ↩︎
- Ibidem, str. 155. ↩︎
- Ibidem, str. 156. ↩︎
- Świadomy nieregularnej, prasłowiańskiej formy „boże” w wołaczu liczby pojedynczej, zdecydowałem się jednak na wprowadzenie w tym miejscu innowacji (formy ujednoliconej z zasadą końcówki -u w wołaczu rzeczowników zakończonych -k -g i -ch) ze względu na bardzo silną konotację tej formy z tradycją chrześcijańską. Nienaturalna, błędna z punktu widzenia normatywnego forma potęguje w tym miejscu dziwność i obcość przywoływanych postaci. ↩︎
- Jak wyżej. ↩︎

