Autor: Łukasz Wójtowicz
Słyszeliście, że prasa wymiera? Tak mówią. Też mi się to nie podoba. Ale mówią o tym od jakiegoś czasu, a prasa wciąż żyje. Co więcej, w tym zabieganym świecie, w którym na każdym kroku dyskutuje się o sztucznej inteligencji, nawet nie zdajemy sobie sprawy z ukrytych supermocy prasy. Nie będzie to teoretyczny artykuł medioznawczy, w którym starałbym się zdefiniować i wyjaśnić poszczególne aspekty funkcjonowania prasy. Bez obaw! Będzie to artykuł empiryczny. Zawarte w nim historie chciałbym przeżyć razem z Wami. Jeśli więc jeszcze tego nie zrobiliście, przygotujcie sobie do tej lektury kubek lub filiżankę kawy (polecam zakąsić rogalikiem, we Włoszech znanym pod nazwą cornetto). Spójrzcie w lewo. Teraz w prawo. Jeszcze raz w lewo. Jeśli z żadnej ze stron nie nadjeżdża motorino, to możemy przejść na drugą stronę Via Marsala. Cenne rzeczy trzymajcie blisko siebie, bo po Rzymie kręci się sporo kieszonkowców. Gotowi? Zapraszam na sportową wycieczkę po Wiecznym Mieście!
Il Gladiatore
Chodzić po Rzymie to trochę tak, jakby wskoczyć do książki od historii. Wielkie budowle, stare mury pamiętające czasy Imperium Rzymskiego, posągi, których zdjęcia służyły jako ilustracje w podręczniku. Nagle to wszystko widzimy nie tylko w trójwymiarowej rzeczywistości, ale co lepsze – w zasięgu ręki. Przez wspomnianą Via Marsala przechodzę codziennie od poniedziałku do piątku. Gdy tylko wydostanę się z wiecznie obecnego na dworcu Termini tłumu podróżujących, energicznym krokiem pokonuję kolejne metry w kierunku jednego z budynków Uniwersytetu La Sapienza, na którym w bieżącym semestrze studiuję jako uczestnik programu Erasmus+. Staram się co jakiś czas nieco zmieniać moją poranną trasę i obserwować okolicę. Widzicie te żółte, pomarańczowe i kremowe kamienice z kolorowymi okiennicami? Są wszędzie. Uwielbiam te pastelowe kolory. Papierosy palą tutaj na każdym kroku. To chyba taki element włoskiego stylu bycia. Samochód zaparkowany na przejściu dla pieszych? Zdarza się (swoją drogą, nie zazdroszczę tym, którzy jeżdżą po centrum samochodem). O, a tutaj pierwsza sportowa niespodzianka. Dowód wielkiej miłości. Wielkiego oddania ukochanej. Ta sympatia ma na imię Roma. Wielu miejscowych się w niej podkochuje. Część rzymian darzy miłością Lazio. Z moich kilkumiesięcznych obserwacji wynika jednak, że dama ubrana w czerwono-żółte szaty cieszy się tutaj większą popularnością. Jak widzicie, jacyś amanci zostawili na tej ścianie naklejki, a na jednej z nich widnieje napis: Sempre insieme. A te sarem (Zawsze razem. Będziemy z Tobą). Na innych naklejkach dostrzeżemy wizerunki tych, którzy wiele dla AS Romy zrobili: Francesco Totti, Agostino Di Bartolomei, Daniele De Rossi. Ten pierwszy w sposób szczególny zapisał się w historii klubu znad Tybru. Dla giallorossich zagrał w 785 meczach, strzelając 307 bramek i asystując 205 razy. W klasyfikacji najlepszych strzelców w historii Serie A ustępuje miejsca tylko Silvio Pioli, a spośród tych, którzy we włoskiej ekstraklasie rozegrali najwięcej meczów, wyprzedzają go jedynie Gianluigi Buffon i Paolo Maldini. Totti, zwany Il Capitano czy też Il Gladiatore spędził w AS Romie całą swoją karierę (1992–2017). Został w klubie nawet pomimo wielkich pieniędzy oferowanych przez Real Madryt. Jak sam mówił, zrobił to ze względu na kibiców, przyjaciół, rodzinę, a także by wyłamać się ze schematu, według którego podążało wielu zawodników decydujących się na transfer do Realu Madryt, Barcelony czy Bayernu. W 2017 roku kibice Romy ze łzami w oczach oklaskiwali swojego kapitana po jego ostatnim meczu w karierze. Moje nogi nie będą już dostarczać emocji, ale moje serce zawsze będzie z Wami – wypowiedział wówczas przez mikrofon Totti. Obecność Il Capitano można zauważyć w wielu miejscach. Na przykład w lodziarni niedaleko Fontanny di Trevi. Na jednej ścianie widnieje portret Tottiego w aureoli. Vis-à-vis wisi jego koszulka oprawiona w ramę. AS Roma jest trzykrotnym mistrzem Włoch. Ostatnie scudetto zdobyła w sezonie 2000/01, w którym Il Capitano strzelił 13 bramek. Totti, Montella i Batistuta – gole tej trójki 17 czerwca 2001 roku zadecydowały o zwycięstwie w meczu z Parmą. Od tego dnia Rzym wciąż czeka na triumf w Serie A…
Foro Italico – rzymskie Hollywood
A może to właśnie TEN sezon? Trzeba przyznać, że Roma pod wodzą Gian Piero Gasperiniego zadomowiła się na podium Serie A i nie zamierza się stamtąd ruszać. Co prawda napastnicy (zwłaszcza Artem Dovbyk) często są krytykowani za niewywiązywanie się ze swoich obowiązków. Roma wygrywa przewagą jednego gola, co najwyżej dwóch. Ale liczy się wynik. Chodźmy na stadion! Zobaczymy z bliska jak grają giallorossi.
Stadio Olimpico należy do imponującego kompleksu sportowego Foro Italico, dawniej znanego jako Foro Mussolini. To właśnie za czasów Duce powstał pomysł wybudowania w Rzymie zespołu obiektów, które miałyby propagować afirmowaną przez faszystów siłę ludzkiego ciała i sprawność fizyczną. Doskonałym odzwierciedleniem tych idei jest Stadio dei Marmi, położony zaraz obok Olimpico. Murawę i bieżnię lekkoatletyczną otacza 60 marmurowych figur przedstawiających umięśnionych sportowców, reprezentujących różne dyscypliny. Stadion został zbudowany według klasycznych wzorców, a jego architekt inspirował się starożytnymi Rzymem i Grecją. Na Foro Italico znajdziecie także Stadio Centrale del Tennis, na którym Iga Świątek trzykrotnie wygrywała Italian Open. Jednym z moich ulubionych miejsc na Foro jest Walk of Fame włoskiego sportu. Idziemy w stronę Stadio Olimpico, a po drodze mijamy tablice upamiętniające takie gwiazdy, jak piłkarski mistrz świata i Europy Dino Zoff czy multimedalista wielkich imprez siatkarskich Andrea Giani.
Dochodzimy na Olimpico. Słyszycie ten tłum? 18 października na mecz z Interem Mediolan przybyło 65 849 widzów. Wchodzimy na trybunę zachodnią. Naprzeciwko nas siedzą najbardziej zagorzali kibice AS Romy, wymachujący czerwono-żółtymi flagami. Zawodnicy wchodzą na murawę. Tifosi unoszą swoje szaliki i niczym jeden wielki chór zaczynają śpiewać: Roma, Roma, Roma / core de sta città / unico grande amore / de tanta a tanta gente / che fai sospirà (Romo, Romo, Romo / serce tego miasta / jedna wielka miłości / tak wielu ludzi / którzy wzdychają na Twój widok). Niezwykłe doświadczenie. Niezwykłe słowa. Można by rzec: ROMAntyczne. Entuzjazm kibiców gospodarzy szybko jednak opada, bo Roma traci bramkę już w 6. minucie meczu. Prostopadła piłka obnażyła defensywę giallorossich. Gola zdobył Ange-Yoan Bonny. To nie jest dobry wieczór dla Romy. Podopiecznym Gasperiniego ciężko wykreować sobie sytuacje bramkowe. Nieco lepiej wygląda to w drugiej połowie. Dybala postraszył Sommera strzałem z rzutu wolnego, ale bramkarz Interu nie dał się zaskoczyć. Kibice gości bawią się w najlepsze. Ich zespół prowadzi – utarli nosa rzymianom. Od czasu do czasu tifosi wymieniają między sobą “pozdrowienia”. Kibice przemawiają również słynnym włoskim językiem gestów. Po faulu na jednym z zawodników gospodarzy, siedzący przed nami sympatycy Romy wyciągają energicznie ręce w górę, sugerując sędziemu, że przeciwnikowi należy się kartka. W 56. minucie na boisku pojawia się Jan Ziółkowski – obrońca bezkompromisowy. Kilka razy odważnie wchodzi w pojedynki z rywalem, co podoba się włoskiej publiczności. Obok mnie stoi kibic, który dobre interwencje naszego defensora nagradza słynnym bravo. Znacznie gorzej zostaje przyjęty na Olimpico Piotr Zieliński. Zmienia Barellę na ostatnich kilkanaście minut. Gdy wchodzi na boisko, na trybunach rozlegają się gwizdy i buczenie. Inter wygrywa 1:0. Niepocieszeni kibice gospodarzy opuszczają trybuny tej monumentalnej sportowej areny. Ale zostańcie ze mną jeszcze na chwilę. Stoimy w miejscu, na które 65 lat temu były zwrócone oczy całego świata.
Echo sportowej historii
W 1960 roku Rzym gościł uczestników letnich Igrzysk Olimpijskich. Wyjątkowych, bo pierwszych w całości transmitowanych przez telewizje na całym świecie. Istotnych również z perspektywy narodów afrykańskich. Po pierwsze, był to tzw. Rok Afryki, w którym niepodległość uzyskało 17 państw. Po drugie, w Rzymie po raz pierwszy na igrzyskach pojawili się reprezentanci Maroka, Sudanu i Tunezji – państw, które proklamowały niepodległość w 1956 roku. Polska drużyna przywiozła z tej imprezy 21 medali: 4 złote, 6 srebrnych i 11 brązowych. Część tego dorobku nasi reprezentacji wywalczyli właśnie na Olimpico. Zmagania sportowców relacjonował wówczas dla Polskiego Radia legendarny komentator sportowy Bohdan Tomaszewski. Jesteśmy na wirażu. Za chwilę trybuna główna – na prawo patrz! – i przechodzimy koło oficjalnych gości. Nawet nie wiem, kto siedzi w honorowej loży. Zapatrzyłem się hen wysoko, na kabiny radia i telewizji, gdzie setki reporterów opowiadają światu, co dzieje się na stadionie – tak swój udział w ceremonii otwarcia opisał w książce „Dziesięć moich Olimpiad”. Dziś to my mieliśmy przyjemność stać na trybunach słynnego Stadio Olimpico i podziwiać, jak sportowa historia Rzymu pisze się na naszych oczach. Dzięki za wasze towarzystwo! Mam nadzieję, że kawa smakowała, a prasa ukazała przed wami swoje wyjątkowe oblicze. Ci sentiamo dopo!

