Moim kolegą z pracy już jest dziennikarz-robot!

Dziennikarstwo ewoluuje wraz z rozwojem sztucznej inteligencji. Sebastian Parfjanowicz, zastępca redaktora naczelnego „Przeglądu Sportowego Onet”, mówi o szansach i zagrożeniach związanych z korzystaniem z AI.

Moim kolegą z pracy już jest dziennikarz-robot!

Dziennikarstwo ewoluuje wraz z rozwojem sztucznej inteligencji. Sebastian Parfjanowicz, zastępca redaktora naczelnego „Przeglądu Sportowego Onet”, mówi o szansach i zagrożeniach związanych z korzystaniem z AI.

Autor: Łukasz Wójtowicz

Sztuczna inteligencja to coraz chętniej wykorzystywane narzędzie w branży medialnej. O pokusach, które podsuwa dziennikarzom nowa technologia oraz o tym, jak rozsądnie korzystać z AI, mówi dziennikarz „Przeglądu Sportowego Onet” Sebastian Parfjanowicz.

Łukasz Wójtowicz („Magiel”): Jeszcze do niedawna świat, w którym ludzie i roboty współtworzą społeczeństwo był jedynie dziełem wyobraźni autorów filmów i powieści science fiction. Postęp technologiczny w ostatnich latach sprawił, że wkrótce filmy o relacjach człowieka z robotem będą mogły być klasyfikowane jako „oparte na faktach”. Według Pana będą to filmy z happy endem? 

Sebastian Parfjanowicz (zastępca redaktora naczelnego „Przeglądu Sportowego Onet”): To bardzo ogólne pytanie, które każe nam zastanowić się nad tym, czym tak naprawdę jest sztuczna inteligencja i kiedy, skoro już wywołałeś wątek filmowy, dojdzie do buntu maszyn. W którym momencie maszyny będą na tyle samodzielne, aby zdominować człowieka? Czy to będzie happy end? Wiele dużych firm uważa, że AI rozwija się za szybko. Nie chodzi jedynie o oddawanie sztucznej inteligencji zbyt dużego pola działania, ale również o energetykę – dziś najpotężniejsi ludzie świata konstruują elektrownie, ogromne obiekty, które mają dostarczać zasobów potrzebnych do obsługi np. bota ChatGPT. Obawiam się o skalę tego zjawiska i o to, czy nie będziemy świadkami nowego wyścigu kosmicznego. Kosmos mamy już w pewien sposób oswojony, ktoś już postawił nogę na Księżycu. Teraz pytanie brzmi: „Kto jako pierwszy zdominuje świat sztucznej inteligencji i wymyśli rozwiązania, które masowo będą przynosiły duże pieniądze?”. Nie oszukujmy się – nie chodzi o to, żeby wesprzeć człowieka, tylko żeby sprzedać nowe narzędzia, żeby być pierwszym, najlepszym. Jest mnóstwo rzeczy, o które trwa teraz wyścig, a rozwój rozwiązań AI w ciągu ostatnich dwóch lat jest błyskawiczny. Chyba nikt nie jest w stanie przewidzieć końca tego zjawiska. Ci, którzy apelowali o powstrzymanie ewolucji AI, dziś sami inwestują gigantyczne pieniądze w tę branżę. Moim zdaniem, tempo rozwoju w skali globalnej jest za szybkie, nie jesteśmy na to gotowi. Świadczą o tym drobne wpadki, takie jak wywiad w OFF Radiu Kraków przeprowadzony przez sztuczną inteligencję. Na szczęście ta rozmowa wywołała zdrową reakcję: „Wycofujemy się z tego pomysłu, bo nie jesteśmy w stanie tego narzędzia kontrolować”. 

Eksperyment OFF Radia Kraków spotkał się z negatywnym odzewem ze strony społeczeństwa. Ta fala niezadowolenia wynikała z braku gotowości na tak szybkie i radykalne zmiany? A może do takich zmian nigdy nie powinno dojść, z uwagi na fakt, że sztuczna inteligencja zastąpiła człowieka w zawodzie kreatywnym, opartym na emocjach?

To znowu jest bardzo otwarte pytanie, na które nie chcę jednoznacznie odpowiadać „tak” lub „nie”. OFF Radio Kraków wygenerowało wywiad nieistniejącej dziennikarki ze sztucznie wytworzonym głosem Wisławy Szymborskiej. Ocena tej sytuacji zależy od tego, w jakich granicach pojmujemy świat i rolę mediów. Ten wywiad jest ewidentnym fakiem, ale należy pamiętać o tym, że dziennikarstwo dzieli się na informacyjne i na publicystyczne, fantastykę, w której też występuje wiele elementów niemających nic wspólnego z rzeczywistością. Jeżeli będziemy w stanie pokierować sztuczną inteligencją do stworzenia formy, którą zaakceptujemy, wiedząc, że wytworzyła ją sztuczna inteligencja, ale traktując to jako rozrywkę, to będzie w porządku. W przypadku wspomnianego wywiadu wiedzieliśmy, że to fake, bo Wisława Szymborska nie żyje. Jednak jeśli zaraz otrzymamy wywiady z Andrzejem Dudą czy Donaldem Trumpem, a ich sztucznie wygenerowane głosy będą łudząco przypominały te prawdziwe, to kilka osób się nabierze. Tu jest niebezpieczeństwo. W Onecie mamy obecnie strategię, która została omówiona z centralą koncernu Ringier Axel Springer. Materiały, w których pomaga lub które generuje sztuczna inteligencja przestaliśmy podpisywać jako wytworzone przy pomocy AI. Każdy tego typu materiał musi mieć swojego opiekuna i osobę publikującą, która jest podpisana z imienia i nazwiska. Taki mechanizm ma zapobiec tworzeniu niszy dla tematów, które wymkną się spod kontroli, a o których my potem powiemy, że to maszyny się pomyliły i nikt nie jest za tę pomyłkę odpowiedzialny. Uważamy, że w procesie tworzenia treści przy użyciu sztucznej inteligencji zawsze musi być obecny człowiek i ostatecznie to on bierze odpowiedzialność za to, co zostaje opublikowane. Tylko posiadanie osoby odpowiedzialnej, czuwającej nad tym procesem pozwoli, moim zdaniem, zachować zdrowy rozsądek w korzystaniu ze sztucznej inteligencji.

Zatem raczej nie dojdzie do sytuacji, w której Pańskim kolegą z redakcji będzie dziennikarz-robot? Sztuczna inteligencja będzie podporządkowana człowiekowi?

Moim kolegą z pracy już jest dziennikarz-robot! On pomaga nam w istotny sposób, ale można go porównać do stażysty, którego tekst zawsze musi przeczytać starszy kolega, który robotem nie jest. W tym momencie żaden tekst w Onecie, a przynajmniej w redakcji sportowej, nie jest publikowany automatycznie, bez nadzoru dziennikarza, który jest przypisany do danego tematu. Takie rozwiązanie ma służyć uniknięciu wpadek i zapanowaniu nad prawem autorskim. Na kwestie prawne musimy teraz bardzo uważać. Roboty czerpią z tych zasobów, które już są opisane. Nierzadko zdarzało się nam podczas testów, że po wysłaniu sztucznej inteligencji jakiegoś zapytania, otrzymywaliśmy całe akapity zaczerpnięte z danego źródła. Nie możemy wówczas zrzucać winy na robota, dlatego stosujemy sztuczną inteligencję tak, aby nam pomagała, a nie wykonywała całą pracę za nas i stała się całkowicie autonomiczna. 

Zawód dziennikarza sportowego w dużej mierze opiera się na przekazywaniu emocji. Czy w takim zawodzie sztuczna inteligencja może nas zastąpić tylko w machinalnych czynnościach, czy też możemy się posunąć krok dalej i wyobrazić sobie komentatora sportowego mówiącego głosem wygenerowanym przez AI?

Ciekawe pytanie. My wychodzimy w tym momencie z założenia, że sztuczna inteligencja może nam pomóc tylko w tych tematach, które są empiryczne, policzalne. Gdyby zliczyć wszystkie mecze ligowe rozgrywane w trakcie weekendu w najmocniejszych ligach europejskich, otrzymalibyśmy wynik w setkach, a może nawet w tysiącach. Żadna redakcja nie ma takich zasobów, żeby wszystkie te mecze opisać, a być może są wśród czytelników kibice węgierskiego Ferencvárosi czy zespołu SC Braga z Portugalii. Jeśli sztuczną inteligencję podepniemy w jakiś sposób do raportów agencji prasowych albo do tabel i statystyk piłkarskich, to uważam, że przy zachowaniu nadzoru człowieka, AI będzie w stanie napisać bardzo poprawną relację z meczu. Poinformuje o tym, że w 26. minucie ktoś strzelił bramkę, potem ktoś dostał czerwoną kartkę, nastąpiła zmiana na boisku, a zmieniony piłkarz zdobył decydującego gola. Do tego sztuczna inteligencja może się przydać – do opanowania ogromu informacji. Sami nie napiszemy tylu materiałów, a dzięki AI jesteśmy w stanie to zrobić. Sądzę, że testy z emocjami będą się odbywały. Już dzisiaj duże redakcje nagrywają znane głosy lektorów czy swoich dziennikarzy. To są godziny nagrań, dzięki którym sztuczna inteligencja może mówić głosem np. redaktora naczelnego „Przeglądu Sportowego Onet”. Zdradzę, że już niedługo w Onet Audio (aplikacji, którą można pobrać) będą się pojawiały codzienne serwisy sportowe wygenerowane przez sztuczną inteligencję na podstawie depesz agencji prasowych. Oczywiście z udziałem człowieka – to, co napisze robot, my przeczytamy, poprawimy, wyselekcjonujemy. Z przygotowanych przez niego treści wybierzemy trzyminutowy materiał, a następnie robot przeczyta go wygenerowanym głosem. 

Redakcja Onetu nie obawia się podzielenia losu OFF Radia Kraków?

Nie, ponieważ my nie wypuścimy żadnego materiału bez jego uprzedniego przesłuchania. Codziennie jeden z wydawców „Przeglądu Sportowego Onet” będzie odpowiedzialny za przeczytanie, wysłuchanie treści i ostateczne wyrażenie zgody na to, by pojawiły się na antenie. W wyniku tego, że ktoś nie dopilnował swoich obowiązków, przez lata zdarzało się mnóstwo ludzkich błędów dziennikarskich. Obserwujemy pomyłki, za które przepraszają całe redakcje. Człowiek też popełnia błędy, choć za kilka lat pewnie zmierzymy się ze statystyką mówiącą, kto się myli częściej: człowiek czy maszyna. Dobrze by było, aby w procesie tworzenia treści uczestniczyli autor, czytający, wydawca – im więcej osób będzie zaangażowanych, tym większa szansa, że unikniemy błędu. Nie wyobrażamy sobie nie skontrolować pracy naszego kolegi-robota. 

Skoro sztuczna inteligencja już potrafi tworzyć dobre i rzetelne artykuły prasowe, to jakiej przyszłości prasy drukowanej i internetowej możemy się spodziewać? Dopóki gazety tworzył człowiek, była w nas ludzka ciekawość tego, jak dana osoba pisze i co chce nam przekazać. Jaki będzie odzew, gdy artykuły będzie tworzyć sztuczna inteligencja?

Spotkałem się z opinią, że zupełne ignorowanie AI jest błędem. Ten, kto nauczy się zarządzać sztuczną inteligencją w odpowiedni sposób i korzystać z tego, w czym ona realnie może pomóc, ten zwycięży. W 2023 roku Interia przeprowadziła eksperyment, w ramach którego sztuczna inteligencja przez cały dzień zarządzała treściami na stronie głównej portalu. To, co dziś obserwujesz w swoich mediach społecznościowych to nic innego, jak AI, która działa na podstawie algorytmów stworzonych przez człowieka. Ten algorytm nakazuje sztucznej inteligencji zajrzeć do komputera danego człowieka, sprawdzić jego preferencje na podstawie plików cookies, które AI uprzednio mu zaoferowała i dać użytkownikowi duże ilości lubianych przez niego treści. Zatem wykorzystanie sztucznej inteligencji nie jest żadną nowością. Powstały filmy, takie jak Dylemat społeczny, który opowiada o Facebooku jako o platformie celowo tworzącej konflikty i polaryzującej społeczności, aby więcej na tym zarabiać. Nie mam pojęcia, w którym kierunku to pójdzie. Moim zdaniem wielka pokusa czyha na poziomie redakcji – to pokusa oszczędności. W porównaniu do maszyny, która mogłaby sama coś napisać i opublikować, koszt pracy ludzkiej jest dużo większy. Ostatecznie przyszłość tej technologii zależy też od odbiorcy, a nie tylko od wydawców, którzy w Polsce (poza pewnymi wyjątkami) również są silnym hamulcem ręcznym dla tej branży i każą każdemu wielokrotnie sprawdzić swoje pomysły na rozwój AI, zanim zostaną wprowadzone. Wszystko zależy od ludzi. Gazety nie umarły dlatego, że były gorsze niż 20-30 lat temu, tylko dlatego, że ludzie przyspieszyli swój styl życia, a urządzenia, których używają, zmieniły ich o 180 stopni. Dzisiaj wystarczy telefon, by mieć wiedzę o świecie – nie trzeba chodzić do kiosku. Sami sobie zgotowaliśmy ten los, sami zatopiliśmy prasę. To ludzie pokażą, czy jest popyt na jakościowe treści, czy go nie ma. Ja twierdzę, że jest. Rynek mediów elektronicznych zmienia się na świecie (w Polsce ta zmiana zachodzi powoli) – w coraz większej liczbie serwisów przechodzimy w tryb premium. W Onecie mamy już tryb premium dla najlepszych artykułów, tych pisanych przez najbardziej poczytnych autorów czy takich, które przynoszą najwięcej nowych informacji. Aby nasz czytelnik mógł się zapoznać z tymi artykułami, musi wykupić subskrypcję. W ten sposób staramy się również wzbudzić pożądanie dobrej informacji, za którą trzeba zapłacić. Gdy czytelnik nam płaci, to stać nas na to, by zatrudnić dobrych autorów. Maszyna jest w stanie zastąpić nas w najprostszych czynnościach, ale jeszcze nie w dziennikarstwie informacyjno publicystycznym. Może sobie tworzyć science fiction, ale na ten moment nie przeprowadzi kilku wywiadów zakulisowych po to, żeby powstał np. materiał o tym, jak Michał Probierz zarządza reprezentacją Polski. Mam wrażenie, że jakościowe dziennikarstwo się utrzyma. Może będzie większa polaryzacja – na rynku utrzymają się bardzo dobrzy autorzy, a nieco słabsi rzemieślnicy będą próbowali panować nad maszynami i staną się trochę bezimienni. 

Czyli jeśli dziś powstałby film pt. Dziennikarstwo w dobie sztucznej inteligencji, to główną rolę przypisalibyśmy człowiekowi?

Tak. Nie mam wątpliwości, że znajdujemy się obecnie w kluczowym momencie. Dziś ponosimy odpowiedzialność za AI w każdej branży, nie tylko w dziennikarstwie. Gdy wprowadzamy do redakcji stażystę, jesteśmy odpowiedzialni za nauki, które mu przekażemy. Jeżeli chcemy go zatrudnić, to jednocześnie pragniemy, aby wykonywał w naszej redakcji dobrą pracę, bo wtedy będą przychodzili czytelnicy i wszyscy na tym zyskają. My też, bo nasza redakcja będzie nadal miała dobrą pozycję. Moim zdaniem, nikomu nie zależy dzisiaj na tym, żeby wypuścić 20 tys. materiałów, które nie będą się klikały, bo nie są ciekawe. Jeden dobry, klikalny materiał zrobi tyle, co te sztucznie wygenerowane, ale napisze go człowiek. Uważam, że dziennikarstwo to przede wszystkim poszukiwanie nowych punktów widzenia i nowych informacji. Tego robot jeszcze za nas nie zrobi, na szczęście.