Heart of Midlothian

Ile romantyzmu da się tak naprawdę znaleźć w najnowszej historii klubu z sercem w herbie?

AUTOR: Michał Wrzosek

Gdy tytuł mistrza Szkocji ostatni raz zdobyła drużyna spoza Glasgow, na jej czele stał 43-letni menedżer nazywający się Alex Ferguson, dziś wskutek przede wszystkim późniejszych osiągnięć określany jako sir. Duopol Celtic-Rangers nie wypuszcza z rąk dominacji nad współkolebką futbolu już od 41 lat. Sezon 2025/26 był bardzo bliski przyniesienia przełamania. W iście tragiczny sposób tytuł wypadł Heart of Midlothian z rąk w ostatniej kolejce. Ile romantyzmu da się tak naprawdę znaleźć w najnowszej historii klubu z sercem w herbie?

Mistrzostwo Szkocji wydawało się być dla Hearts w zasięgu. W wyścigu o tytuł od ostatnich, przegranych przez Rangers Old Firm Derby, pozostały tylko dwie drużyny: Celtic i oni – Heart of Midlothian. Przed ostatnim, bezpośrednim starciem sezonu, dzielił ich punkt. Podopieczni Martina O’Neilla bezlitośnie wykorzystali okazję, pewnie pokonując rywali z Edynburga, przez co sytuacja, można powiedzieć, wróciła do normy. Jednak nastrój wokół walki o tytuł szkockiej Premier League był zdecydowanie daleki od zwyczajnego. Można w końcu powiedzieć, że w szkockim futbolu pojawił się ktoś trzeci.

W górę serca

Kim tak właściwie jest drużyna, która była tak bliska przerwania hegemonii Glasgow? Heart of Midlothian to założony w 1874 r. klub z Edynburga, czterokrotny mistrz Szkocji (ostatnio w sezonie 1959/60), ośmiokrotny zwycięzca Pucharu Szkocji (dwukrotnie w XXI w.: ostatnio w sezonie 2011/12) oraz zdobywca czterech Pucharów Ligi Szkockiej. Jest raczej stałym bywalcem najwyższej klasy rozgrywkowej. Jego ostatnie nieobecności w niej trwały po sezon, a Hearts w Premiership grają nieprzerwanie od 2021 r. W tamtym roku stali się największym klubem w Wielkiej Brytanii będącym własnością kibiców. Hearts rywalizują z innym edynburskim klubem – Hibernians. Jak wskazuje nazwa, jest to drużyna o rodowodzie irlandzkim i podobnie jak w Glasgow, rywalizacja między Edynburczykami ma podteksty religijne, etniczne i polityczne. Jest ona jednak bardziej przyjazna, a to, której drużynie się kibicuje, zdeterminowane jest w pierwszej kolejności geografią (podstawę bazy kibicowskiej Hibs stanowią mieszkańcy dzielnicy Leith).

Hearts i droga, którą przeszli przed tym kulminacyjnym sezonem, dają przesłanki za najczystszej formy futbolowym romantyzmem. Klub posiadający rzesze wiernych kibiców stawia czoła przeciwnościom, żeby – wbrew dominacji pieniądza – mocą ducha sportu i siłą determinacji wspiąć się na szczyt. 

W 2004 r. klub znajdował się w ciężkiej sytuacji finansowej. Udziały w nim zakupił litewsko-rosyjski miliarder Władimir Romanow – z początku było to 19 proc., z czasem stał się on jednak większościowym właścicielem. Niepowodzenie spłaty klubowych długów za kadencji futbolowego oligarchy skończyło się jednak wystawieniem zespołu z Edynburga na sprzedaż w 2011 r. i wzięciem go w administrację przez ligę w 2013 r. Chociaż plany Romanowa były ambitne i częściowo udało się je wprowadzić w życie – Hearts zakończyli sezon 2005/06 na drugim miejscu (choć z aż 17 pkt. mniej od mistrza, Celtiku) – pomimo tego sukcesu, jego szeroko rozumiana era poskutkowała odjęciem 15 punktów, zakazem transferowym i spadkiem z ligi w sezonie 2013/14. Klub jednak szybko odbił się od dna pewnie wygrywając drugi poziom rozgrywek w kolejnym roku. Parł dalej mimo przeciwności i upadków, takich jak zajęcie ostatniego miejsca w lidze w sezonie 2019/20. 

Na osłodę doszedł jednak do finału Pucharu Szkocji – co powtórzył dwa lata później. Zaraz po ponownym awansie do Premiership, Heart of Midlothian stał się best of the rest, zajmując trzecie miejsce po Celtiku i Rangers (swoją drogą, niech testamentem dla poziomu nierówności w szkockiej piłce będzie fakt, że strata do wicemistrza wyniosła wówczas 28 punktów, a przewaga nad czwartym Dundee United 13 punktów). Fluktuował następnie pomiędzy środkiem tabeli a miejscami gwarantującymi występy w eliminacjach do europejskich pucharów. Lata walki zwieńczył sezon 2025/26, w którym Edynburczycy w końcu potrafili zagrozić ligowym hegemonom. Czy nie jest to historia jak z baśni?

Futbolowy pozytywizm

Wiara w futbolowy romantyzm niewątpliwie bywa uzasadniona, choć zdarza się to dość rzadko. Kiedy mamy do czynienia z piękną historią underdoga, której nie sposób uznać za sytuację losową, warto zastanowić się, czy zbiegiem okoliczności w jego przypadku nie wystąpiły pewne sprzyjające okoliczności. Nie chcąc co prawda odbierać zasług klubowi z Edynburga, należy zwrócić uwagę na kontekst wyjątkowo słabego sezonu drużyn z Glasgow, szczególnie z Celtiku. The Bhoys stosunkowo słabo radzili sobie w Lidze Europy, w której zajęli dopiero 21. miejsce w fazie ligowej i odpadli w fazie play-off z VfB Stuttgart. Jeszcze bardziej zgniła była forma Rangers – finalistów z 2022 r. – którzy zdobyli zaledwie cztery punkty, jedyne zwycięstwo odnotowując z Łudogorcem Razgrad. W lidze Celtic również się nie popisał – ma na koncie aż 8 porażek, a ich wynik punktowy jest najniższy od 5 lat (stracili wówczas aż 25 punktów do niepokonanych Rangers). Ba, od pięciu lat nie spadł on poniżej 90 oczek, podczas gdy obecnie wyniósł dokładnie 82. Czterokrotnie drużyna z Celtic Park zmieniała szkoleniowców – po dymisji Brendana Rodgersa w październiku tymczasowo zastąpił go weteran Martin O’Neill, w grudniu stery objął ściągnięty z Columbus Crew Wilfried Nancy. Eksperyment nie wypalił, a po miesiącu na pozycję menedżera powrócił, tym razem z kontraktem do końca sezonu, stary dobry O’Neill. Gdyby nie Irlandczyk z północy, Heart of Midlothian być może mogliby cieszyć się pierwszym od 66 lat tytułem mistrzowskim na kilka kolejek przed końcem sezonu.

Hearts silni słabością swoich rywali to dość poważny zarzut, zdecydowanie pozbawiony serca. Jest również, na szczęście, nie do końca prawdziwy. Ważny czynnik w sukcesie klubu z Edynburga ma imię i nazwisko – konkretniej „Tony Bloom”. Większościowy właściciel m.in. Brighton & Hove Albion został w listopadzie 2024 r. partnerem Heart of Midlothian, a nieco ponad pół roku później zakupił 29 proc. udziałów w klubie, dołączając do jego zarządu. Współpraca Blooma z drużyną z Edynburga polega głównie na wykorzystywaniu oprogramowania firmy Jamestown Analytics w rekrutacji zawodników i szkoleniowców. Przed sezonem klub zakupił m.in. niemieckiego bramkarza Alexandra Schwolowa z Unionu Berlin czy napastnika Cláudio Bragę z norweskiego Aalesunds, który razem z obecnym od kilku lat w klubie reprezentantem Szkocji Lawrencem Shanklandem utworzył duet mający na koncie w sumie 29 ligowych goli. Innymi ważnymi zawodnikami, którzy przyszli do klubu z ciekawych kierunków, są choćby Grek Aleksandros Kyziridis ze słowackiego Zemplínu Michalovce (4 bramki i 6 asyst) czy Pierre Landy Kaboré z Narvy Trans w Estonii (5 goli i 2 asysty). Obronę wzmocnił Irlandczyk Oisin McEntee z czwartoligowego Walsall w Anglii. Defensywa okazała się kluczem do sukcesu – Hearts są drużyną, która straciła najmniej goli ze wszystkich drużyn (31 w momencie pisania przy 33 czwartego Motherwell i 39 Celtiku) przy trzecim najlepszym wyniku strzeleckim (63, za odpowiednio Rangers (70) i Celtikiem (67)). Człowiekiem, który pojawił się w klubie krótko przed startem bieżącego sezonu, a ma niewątpliwie duży wpływ na jego przebieg, jest Derek McInnes – menedżer, który odpowiadał m.in. za Aberdeen w czasach, gdy ta przez krótki czas była drugą siłą Szkocji.

Ponieważ Celtic okazał się w ostatecznym rozrachunku mocniejszy, nomen omen, w sercu pojawia się życzenie, by forma obecnego sezonu nie była jednorazowym wyskokiem. W końcu nawet w latach banicji Rangers żadna drużyna nie była w stanie wejść realnie w rywalizację z zielono-białym klubem z Glasgow o mistrzostwo. Najbliżej Słońca przelecieli Aberdeen w sezonie 2017/18 – ten sam klub, z którym 33 lata wcześniej młody jeszcze Alex Ferguson zdobył ostatni niezduopolizowany tytuł. Ostatecznie do mistrzowskiego Celtiku stracili 9 punktów. Wcześniej – w ostatnim sezonie Scottish Premier Division, czyli 1997/98 – na odległość dwóch zwycięstw i remisu do mistrza kraju zbliżyli się „nasi” Hearts. Im głębiej w historię, tym ucieczka Glasgow przed resztą ligi trafia się rzadziej. Większa konkurencja w Premiership zapewne zrobi dobrze wszystkim zaangażowanym. Choć kiepska europejska forma Szkotów może okazać się po prostu jednorazowym wypadkiem, dodatkowy katalizator poprawy nie zaszkodzi. Szkoda, by miejsce o tak bogatych tradycjach piłkarskich spadło na peryferie współczesnego futbolu.