Autor: Bartosz Przywara
Wydawało się, że po serii kontrowersyjnych decyzji dotyczących wyboru gospodarzy mistrzostw świata w piłce nożnej, przekazanie organizacji tego turnieju ojczyźnie demokracji oraz jej dwóm sąsiadom zapewni FIFA wreszcie medialny spokój. Czy jednak rzeczywiście tak będzie? Czy mundial oddany w ręce trzech wysoko rozwiniętych państw Ameryki Północnej nie stanie się po raz kolejny narzędziem do uprawiania wielkiej polityki – podobnie jak dwie poprzednie edycje w Katarze i Rosji?
USA po raz drugi
Edycja mistrzostw świata w 2026 roku nie będzie pierwszym turniejem tej rangi rozegranym na amerykańskiej ziemi. Każdy fan futbolu pamięta mundial z 1994 roku, kiedy to w upalnej Pasadenie, przy 36-stopniowej temperaturze, Brazylia pokonała Włochy po serii rzutów karnych. Impreza była ogromnym sukcesem i do tej pory dzierży frekwencyjny rekord spośród wszystkich edycji mistrzostw świata organizowanych przez FIFA.
Poważne starania o kolejny mundial Amerykanie podjęli w 2010 roku, gdy po raz pierwszy w historii FIFA wybierała jednocześnie gospodarzy dwóch mundiali – edycji 2018 i 2022. Początkowo USA ubiegały się o turniej w 2018 roku, jednak wkrótce wycofały swoją kandydaturę, by skupić się na walce o mundial 2022. Mimo intensywnej kampanii Amerykanie przegrali – odpowiednio z Rosją oraz Katarem.
Dopiero w 2018 roku, podczas Kongresu FIFA w Moskwie, światowa federacja powierzyła organizację turnieju USA, Kanadzie i Meksykowi. Pierwotnie zarówno USA, jak i Meksyk startowały samodzielnie, jednak wspólna kandydatura powstała przede wszystkim z powodów wizerunkowych. Za prezydentury Donalda Trumpa relacje na linii USA–Meksyk były wyjątkowo napięte, dlatego wspólna oferta miała pokazać światu, że Amerykanie nie są krajem ksenofobicznym i potrafią współpracować z sąsiadami. Ostatecznie koalicja północnoamerykańska bez większych problemów pokonała Maroko.
Wybór gospodarza mundialu 2026 odbył się w nowej, bardziej przejrzystej i w sumie po raz pierwszy w demokratycznej formule. Głosowanie było jawne, a udział w nim wzięło 200 ze 211 federacji. Kandydatura USA, Kanady i Meksyku zdobyła 67% głosów, co nie było dużym zaskoczeniem. Maroko oferowało znacznie mniejsze potencjalne zyski i wymagałoby budowy niemal całej infrastruktury od podstaw. Dlatego zdobyło poparcie tylko krajów afrykańskich. Turniej w Ameryce Północnej ma przynieść około 11 miliardów dolarów przychodu, czyli o 5 miliardów więcej niż marokańska propozycja. Dodatkowym atutem był fakt, że Meksyk ma już doświadczenie jako gospodarz mundiali – w 1970 i 1986 roku – zaś Kanada zadebiutuje w tej roli.
Istnieją również inne przesłanki wskazujące, dlaczego wybór padł na USA. Amerykanie mieli silnie lobbować na rzecz Gianniego Infantino w wyborach na prezydenta FIFA. Potwierdził to Donald Trump, który „między wierszami” stwierdził, że wybór USA na gospodarza turnieju był „dogadany” już w 2016 roku, choć oficjalne ogłoszenie nastąpiło dopiero dwa lata później.
Nie bez znaczenia były też kwestie finansowe, zwłaszcza prawa telewizyjne. W 2011 roku stacja Fox niespodziewanie przerwała dominację ESPN w transmisji piłki nożnej w USA, podpisując z FIFA kontrakt o wartości 400 mln dolarów na prawa do mundiali do 2022 roku. Problem pojawił się, gdy mundial w Katarze, pierwotnie planowany w terminie letnim, ze względu na ekstremalne temperatury przeniesiono na listopad i grudzień. Fox, która w tym okresie transmituje popularne w USA rozgrywki NCAA, NFL i NBA, była tą decyzją bardzo niezadowolona. W ramach rekompensaty FIFA zaproponowała więc stacji możliwość nabycia praw do transmisji mundialu 2026 za 200 mln dolarów. Fox ofertę przyjęła, jednak pojawiło się ryzyko, że jeśli turniej nie trafi do USA, stacja mogłaby zerwać umowę, narażając FIFA na ogromne straty. Z tego powodu, jak sugerują media, marokańska kandydatura pełniła jedynie funkcję formalnego przeciwnika, podczas gdy w rzeczywistości FIFA była zdeterminowana, by turniej odbył się w Ameryce Północnej.
Wielki i amerykański
Edycja mistrzostw świata w 2026 roku jest wyjątkowa przede wszystkim z jednego powodu, to pierwsza odsłona turnieju rozszerzona do aż 48 drużyn z całego świata. Oznacza to jeden dodatkowy mecz na drodze do finału, 12 grup po 4 zespoły, awans dla najlepszych drużyn z trzecich miejsc oraz łącznie 104 spotkania rozegrane w zaledwie 40 dni.
I tu pojawia się problem: jak zorganizować tak rozbudowany turniej? Po wyborze kandydatury północnoamerykańskiej pojawiło się wiele głosów sprzeciwu, wskazujących, że mundial rozgrywany de facto na całym kontynencie odbiera imprezie atmosferę wielkiego piłkarskiego święta i utrudnia kibicom poznawanie kultury oraz historii kraju-gospodarza. Jest w tym sporo racji. Mundial 2026 będzie rozgrywany aż w trzech strefach czasowych, między poszczególnymi stadionami będą występować ogromne odległości, a niestabilna pogoda w Ameryce Północnej sprawi, że w razie burz mecze mogą być przerywane, tak jak ma to w miejsce w MLS.
Po rozszerzeniu turnieju do tak dużej liczby uczestników coraz wyraźniej widać, że jeden kraj może mieć trudności z organizacją tak gigantycznego przedsięwzięcia. Wchodzimy w erę, w której mundial będzie prawdopodobnie gościł przynajmniej dwa państwa, a nie jedno, jak przez większość swojej historii.
W praktyce wydaje się, że jedynie Stany Zjednoczone byłyby w stanie samodzielnie zorganizować mundial o takiej skali, głównie dzięki nowoczesnej infrastrukturze oraz ogromnym stadionom budowanym na potrzeby niezwykle popularnej ligi NFL, które spełniają także standardy FIFA.
Oczywiście w 2034 roku to Arabia Saudyjska samodzielnie będzie gospodarzem mistrzostw świata. Jednak jej niemal nieograniczone zasoby finansowe oraz bardzo dobre relacje z FIFA stanowią wyjątek od powyższej reguły.
Zyski z mundialu mają być rekordowe. Szacuje się, że region Nowy Jork – New Jersey, gdzie na MetLife Stadium rozegrany zostanie finał, wygeneruje od 2,5 do 3 miliardów dolarów przychodu. Boston spodziewa się około 800 mln dolarów, a Miami, gdzie zaplanowano mecz o trzecie miejsce, około 1 miliarda. Znaczące profity trafią również do Meksyku. Trzy miasta–gospodarze: Mexico City, Monterrey i Guadalajara mają wygenerować od 100 do 300 mln dolarów każde, a każde z nich ma przyjąć od 500 do 750 tysięcy zagranicznych kibiców. Będzie to ogromne wsparcie ekonomiczne dla całego kraju.
W Vancouver i Toronto szacuje się, że same wpływy z biletów wyniosą co najmniej 120 mln dolarów.
Większość meczów mundialu odbędzie się w Stanach Zjednoczonych i nie jest to przypadek. Infrastruktura stadionowa Kanady jest wciąż stosunkowo skromna. BMO Field w Toronto będzie najmniejszym obiektem turnieju. W Meksyku stadiony co prawda istnieją, lecz są bardzo przestarzałe. Estadio Azteca, na którym ma zostać rozegrany mecz otwarcia, pamięta jeszcze gole Pele z 1970 roku i Maradony z 1986. Pozostałe meksykańskie areny również uchodzą za „dinozaury” w porównaniu z nowoczesnymi stadionami w USA.
Ciekawą kwestią są również nazwy stadionów, ponieważ w Stanach Zjednoczonych większość obiektów posiada sponsorów tytularnych. Przykładowo Mercedes-Benz Stadium w Atlancie jest sponsorowany przez niemiecki koncern motoryzacyjny, a MetLife Stadium przez firmę ubezpieczeniową. Zgodnie z zasadami FIFA wszystkie logotypy sponsorów tytularnych będą musiały zostać zasłonięte, chyba że dana firma zostanie oficjalnym sponsorem całych mistrzostw. Rodzi to oczywiście liczne problemy organizacyjne oraz logistyczne.
Kontrowersje budzi także wybór miejsca finału. Powszechnie oczekiwano, że gospodarzem decydującego meczu będzie Dallas w Teksasie, dysponujące większym, klimatyzowanym i zadaszonym stadionem. Ostatecznie jednak rolę tę przyznano MetLife Stadium w rejonie Nowego Jorku, obiektowi, który Amerykanie żartobliwie nazywają „najdroższym pudełkiem śniadaniowym” ze względu na jego wygląd. Co więcej, stadion nie jest zadaszony i nie posiada klimatyzacji, co może stanowić poważny problem w upalnych lipcowych warunkach.
Najprawdopodobniej decyzja o zorganizowaniu finału w Nowym Jorku była podyktowana większą rozpoznawalnością miasta na świecie, a także kontrowersjami związanymi z sytuacją polityczną w rządzonym przez Republikanów Teksasie.
Największa „gwiazda” mundialu
Dosyć niespodziewanie to właśnie Donald Trump wyrasta na największą „gwiazdę” mundialu 2026. To on, a nie piłkarze, przyciąga uwagę mediów i opinii publicznej z całego świata. Na razie wygląda na to, że prezydent USA, który od lat balansuje między polityką a byciem celebrytą, bardzo skutecznie wykorzystuje turniej do budowania własnego wizerunku.
Im bliżej mistrzostw świata, tym więcej Trumpa w światowej piłce. Pokazały to Klubowe Mistrzostwa Świata 2025, będące próbą generalną przed mundialem, Trump był tam obecny, spotkał się z Giannim Infantino, a także, ku zaskoczeniu wielu, z piłkarzami Juventusu, którzy w Gabinecie Owalnym stali na baczność, podczas gdy prezydent USA odpowiadał na pytania o broni atomowej
Niedawno w Białym Domu odbyło się również spotkanie z księciem Mohammedem bin Salmanem, kluczową postacią w światowym sporcie ostatnich lat i architektem wyboru Arabii Saudyjskiej na gospodarza mundialu 2034. Podczas uroczystej kolacji do obu polityków dołączył Cristiano Ronaldo, gwiazda grająca w stołecznym Al-Nassr. Widać wyraźnie, że Trumpowi zależy na tym, by być widocznym w środowisku piłkarskim i zdecydowanie robi to z rozmachem.
Prezydent USA wykorzystuje też mundial jako narzędzie polityczne. Podczas jednego ze spotkań z Infantino stwierdził, że jest w stanie odebrać wybranym miastom prawo do goszczenia turnieju, jeśli jego zdaniem nie będzie zapewniony odpowiedni poziom bezpieczeństwa. Nietrudno domyślić się, że miał na myśli miasta rządzone przez Demokratów. W taki sposób Trump chce zastraszyć lokalnych polityków.To jednak nie jedyny przykład, gdy mundial staje się elementem jego politycznej gry.
Kilka dni temu Trump ogłosił zakaz wjazdu do USA dla obywateli m.in. Iranu oraz Haiti. W przypadku Haiti sytuacja od lat jest niestabilna po zabójstwie prezydenta Jovenela Moïse w 2021 roku gangi stopniowo przejęły kontrolę nad znaczną częścią kraju. Zakaz nie obejmuje zawodników, ich rodzin ani członków sztabów, lecz dotknie kibiców, którzy chcieliby wspierać swoje reprezentacje z trybun. Oznacza to, że Haitańczycy oraz Irańczycy znajdą się w grupie fanów wykluczonych z możliwości osobistego uczestnictwa w turnieju.
Decyzje Trumpa stoją w sprzeczności ze słowami Gianniego Infantino, który niedawno zapewniał, że na mundial będą mile widziani kibice z całego świata.
Dodatkowo, według krążących pogłosek Trump miałby zostać uhonorowany nową „nagrodą pokojową FIFA” podczas grudniowej gali FIFA The Best. Nagroda sprawia wrażenie stworzonej w celu zaspokojenia wieloletnich ambicji Trumpa dotyczących zdobycia Pokojowej Nagrody Nobla. Na razie trudno ocenić, czy faktycznie ją otrzyma; oficjalnych potwierdzeń brak, a same spekulacje opierają się głównie na nieformalnych doniesieniach. Niemniej biorąc pod uwagę wyjątkowo przyjazne relacje między Trumpem a Giannim Infantino, scenariusz ten wielu komentatorom i ekspertom wydaje się co najmniej możliwy.
Kto wygra mundial 2026? W pewnym sensie wszyscy. Zadowoleni będą przedstawiciele FIFA, Amerykanie, Donald Trump, a także kibice, którzy po słabej pod względem atmosfery edycji z 2022 roku otrzymają turniej stojący na zdecydowanie wyższym poziomie kibicowskim.
Cała reszta ma w gruncie rzeczy drugorzędne znaczenie. Wielkim sportem, zwłaszcza piłką nożną, od dawna rządzą polityka i pieniądze. Pokazał to mundial w Katarze. Dziś niewielu pamięta ogrom kontrowersji, które towarzyszyły przyznaniu prawa do organizacji tak potężnego wydarzenia niewielkiemu i budzącemu wątpliwości etyczne państwu. W świadomości kibiców pozostał przede wszystkim „najlepszy mundial” w historii, najlepszy finał oraz nietypowy listopadowo-grudniowy termin, który mimo początkowej krytyki okazał się trafionym pomysłem, umilając ponurą jesień.
Bez względu na to, kto i w jaki sposób będzie organizował kolejne edycje mistrzostw świata, jedno pozostanie niezmienne: za słodką, lukrowaną fasadą turnieju kryje się zgniły środek – mechanizmy, którymi od lat kieruje skorumpowana FIFA.

