Autor: Jakub Kosiniak-Imiołek
Paryż – jedno z najczęściej odwiedzanych miast na świecie. Perła na mapie Europy z niezliczonymi atrakcjami turystycznymi. Zdaje się jednak, że bohaterem tego roku są Igrzyska Olimpijskie. Ale spokojnie, paryskie zabytki zdążyły się do tego przyzwyczaić.
Przed stu laty
Rok 1924 – świat powoli uwalnia się z objęć demonów wojennych, zmierzając wprost w czeluść ekonomicznej degrengolady. Rok 1924 – umierają Lenin, Kafka, Conrad. Rok 1924 – Hitler rozpoczyna pracę nad Mein Kampf, a Reymont zostaje laureatem Nagrody Nobla. Tak, od tych wydarzeń minęło dokładnie sto lat. I tak jak tegoroczną Polską zawładnęła neochłopomania za sprawą m.in. filmu Chłopi, tak u podnóża wieży Eiffla ponownie zrodził się duch igrzysk. Po dwunastu latach przerwy największa impreza sportowa wraca na Stary Kontynent, gdzie trafia na ziemię jakże olimpijską. Tegoroczne paryskie zawody będą już trzecią odsłoną igrzysk w stolicy Francji. Co jednak ciekawe, ostatnie miały miejsce… w 1924 roku. Cofnijmy się zatem do czasów III Republiki i zobaczmy, dlaczego tamte igrzyska były wyjątkowe?
Chylę czoła, monsieur de Coubertin
Zdrowie, etyka, tradycja. Zapewne te wartości towarzyszyły pewnemu paryskiemu baronowi w drugiej połowie XIX wieku. Ostatecznie, po wielu latach podróży, przepełnionych gloryfikacją kultury sportu na całym świecie, idee przerodziły się w dorobek namacalny. Pierre de Coubertin, bo o nim mowa, dopiął swego. W 1896 roku w Atenach odbyły się pierwsze nowożytne Igrzyska Olimpijskie. Po 1503 latach niebytu grecka ziemia ponownie stała się areną zmagań atletów z całego świata. Wszystko za sprawą m.in. wspomnianego paryżanina. De Coubertin już na zawsze pozostanie zapamiętany jako ojciec założyciel nowożytnych igrzysk olimpijskich, a także współtwórca Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl). Nic więc dziwnego, że druga edycja zmagań olimpijskich odbyła się w rodzinnym mieście barona, gdzie francuscy obywatele wreszcie mogli wykrzyczeć baguette et circenses! Ponowna taka okazja zrodziła się 24 lata później, gdy Pola Elizejskie mogły godnie pożegnać swojego bohatera. VIII Igrzyska Olimpijskie w Paryżu były bowiem zwieńczeniem politycznej kariery Pierre’a de Coubertina. Rok później ojciec nowożytnych igrzysk, a także twórca rozpoznawalnej flagi olimpijskiej, ustąpił ze stanowiska przewodniczącego MKOl-u. Miejsce w sportowym Pantheonie ma jednak zapewnione.

Polskie koty za płoty
Paryskie igrzyska z 1924 roku to także historyczny moment dla polskiego sportu. To właśnie wtedy 81 osobowa reprezentacja Polski zadebiutowała na największej imprezie sportowej świata. W celu sfinansowania udziału Polaków przeprowadzono społeczną zbiórkę funduszy, która zdecydowanie przewyższała budżet oferowany przez państwo. Wkład społeczny nie poszedł na marne. Polacy zmierzyli się w dziesięciu konkurencjach: boks, kolarstwo, lekkoatletyka, strzelectwo, szermierka, zapasy, żeglarstwo, piłka nożna, wioślarstwo oraz hippika. Ostatecznie udało nam się zdobyć dwa medale. Srebrny krążek osiągnęła grupa kolarzy – Józef Lange, Jan Łazarski, Tomasz Stankiewicz oraz Franciszek Szymczyk zajęli drugie miejsce w wyścigu na 4 kilometry na dochodzenie, ulegając jedynie reprezentacji Włoch. Z kolei major Adam Królikiewicz zajął ze swoim koniem Picadorem trzecie miejsce w indywidualnym konkursie skoków. Srebro oraz brąz. Trzeba jednak pamiętać, iż był to polski debiut, a sportowcy z kraju nad Wisłą pojechali do Paryża po cenne doświadczenie, którego nikt im nie odbierze. Zresztą w porównaniu do I igrzysk zimowych w Chamonix z tego samego roku, dorobek Polaków zdecydowanie się poprawił. Zimą bowiem Polakom nie udało się zdobyć żadnego medalu, zatem letni debiut możemy rozważać w kategoriach sukcesu. Sukcesu będącego jednocześnie podwaliną późniejszych olimpijskich sukcesów naszych sportowców.

