Zapomnimy jak mówić

Języku polski! Zapomniane sumeryjski, fenicki i awestański cię oczekują!

Zapomnimy jak mówić

Języku polski! Zapomniane sumeryjski, fenicki i awestański cię oczekują!

Autor: Maciej Bystroń-Kwiatkowski

Ludzkość w XXI wieku wciąż porozumiewa się ponad 7 tys. odmiennych języków (zgodnie z badaniami Ethnologue liczba ta wynosi dokładnie 7164), z czego 90% z nich używa mniej niż 100 tys. osób, a dodatkowo aż 46 języków posiada tylko jednego użytkownika. Jeśli spojrzymy jednak z drugiej strony i przyjmiemy populację Ziemi za równe 8 miliardów, to znając dziesięć najpopularniejszych języków (angielski, mandaryński, hindi, hiszpański, arabski, francuski, bengalski, portugalski, rosyjski i urdu) będziemy w stanie skomunikować się z niemal 70% wszystkich ludzi.

Oficjalnie wiemy również o 573 całkowicie wymarłych językach, wśród których możemy oczywiście znaleźć języki wielkich cywilizacji starożytności, takie jak sumeryjski czy mykeński, a nieco później na historycznej osi czasu fenicki, awestański i egipski. Nie wszystkie języki całkowicie zanikają – niektóre ewoluują w procesie rozwoju społeczeństw tak jak łacina, która stała się podstawą wielu europejskich języków. Inne, jak staroangielski, są bezpośrednimi poprzednikami tych znanych nam współcześnie, potrafią jednak różnić się na tyle, że dla przeciętnego, dzisiejszego człowieka okazałyby się niezrozumiałe, ponieważ korzystają najczęściej z odmiennego słownictwa i zasad gramatycznych.

Języki nieustannie ulegają naturalnym przekształceniom, zaś w dzisiejszych czasach przyspieszają one z każdym dniem. Poprzez rozpowszechniającą się kulturę internetową, a także korposlang, do naszego rodzimego języka wdzierają się anglicyzmy, a niektóre elementy ulegają uproszczeniu. 

Oficjalne zmiany dotyczą także strony pisemnej języka, chociaż w przeciwieństwie do wyżej wymienionych są one narzucane odgórnie. Swoją najnowszą oficjalną reformę język polski przeszedł stosunkowo niedawno, gdy w maju Rada Języka Polskiego uchwaliłą zmiany, które wejdą w życie począwszy od 2026 r. Najbardziej “rewolucyjną decyzją” było zdecydowanie wprowadzenie łącznej pisowni partykuły nie z przymiotnikami niezależnie od stopnia.  

Oczywiście językowi polskiemu nie grozi w najbliższych dekadach całkowite zapomnienie, chociaż lista archaizmów stale rośnie. Nie każdy naród w historii miał takie szczęście. Znamy wiele przypadków cywilizacji, których istnienie jest potwierdzone lub wysoce prawdopodobne, natomiast nie pozostawiły żadnych śladów po swojej mowie. Ile języków zagubiło się z czasem, tak jak łzy na deszczu? 

PRADAWNI PRZEMÓWILI

Pierwszymi skojarzeniami w kontekście najważniejszych języków starożytności będą na pewno łacina i greka klasyczna, które zdominowały świat rzymski, a znajomość ich struktury (słownictwa, gramatyki) przetrwała do dzisiaj w stanie umożliwiającym swobodną naukę i odczytywanie klasycznych dzieł. Dlatego nie o nich będzie mowa – starożytność była epoką, która ujrzała wzloty i upadki wielu większych czy mniejszych cywilizacji, dzięki czemu zapewniła nam szeroką gamę języków do wyboru.

Język akadiański może służyć za przykład pierwszego lingua franca – był on językiem powszechnie używanym na terenach Mezopotamii i Bliskiego Wschodu, co zawdzięcza rozpowszechnieniu przez handlarzy z Babilonu i Asyrii. To właśnie w akadiańskim spisano słynny Kodeks Hammurabiego oraz jedno z najważniejszych dzień starożytności, które położyło podwaliny pod późniejszy topos bohatera – Epos o Gilgameszu. Jego ważność podkreśla fakt, że współczesne uczelnie (na przykład Yale) wciąż uczą tego języka badaczy pierwszej epoki w historii. W 2011 r., po ponad 90 latach (sic!) pracy, ukończono The Chicago Assyrian Dictionary, który kompiluje całą wiedzę o języku akadyjskim i jego dialektach. Dla fanów fantasy język ten, z uwagi na przynależność do grupy języków języków semickich, może być dodatkową ciekawostką, gdyż to właśnie na podstawie starożytnych języków semickich J.R.R. Tolkien oparł khuzdul, mowę krasnoludów z Władcy Pierścieni.

Akadiański nie jest jednak, jak widać po współczesnym zaangażowaniu, językiem całkowicie zapomnianym. W starożytności istniało wiele języków, o których dzisiaj wiemy naprawdę niewiele.

Dobrymi przykładami są chociażby języki mieszkańców Anatolii, historycznej krainy obejmującej Azję Mniejszą. O istnieniu języka likaońskiego, używanego w Listrze, możemy dowiedzieć się głównie dzięki krótkiej wzmiance w Dziejach Apostolskich. Źródła w językach licyjskim i lidyjskim są nieliczne. Ten pierwszy związany jest z Licją, starożytnym miastem Ksantos (które oblegał Marek Brutus, zbierając fundusze na wojnę z Oktawianem Augustem i Markiem Antoniuszem) oraz trójjęzycznym obeliskiem napisanym po grecku i licyjsku. Co zaskakujące, drugi z języków, lidyjski, wniósł nawet wkład do współczesnego słownictwa! Słowo labrys, oznaczające topór o dwóch ostrzach (widoczny chociażby na fladze Philippe’a Pétaina z czasów Francji Vichy), wywodzi się właśnie z lidyjskiego.

W języku awestańskim zapisano Awestę, świętą księgę zoroastryzmu, jednej z najstarszych religii monoteistycznych świata, której początki datuje się na drugie tysiąclecie przed naszą erą. Języki Etrusków czy Samnitów zostały całkowicie wyparte przez łacinę i tylko w niewielkim stopniu wpłynęły na rozwój języka Rzymian (miasto Parma wywodzi swą nazwę z języka etruskiego i oznacza okrągłą tarczę).

EWOLUCJA JEST KWESTIĄ CZASU

Tłumaczenie zawsze jest zadaniem trudnym, gdy trzeba oddać zarówno treść, jak i ducha oryginalnego dzieła. Nierzadko zabraknie odpowiednich słów, by dokonać translacji danego fragmentu o znaczeniu wynikającym nie tylko ze słownikowych definicji, ale również kontekstu kulturowego. Jednak mimo wszystko przełożenie książki na przykład z angielskiego na polski, gdy oba języki są powszechnie używane, wydaje się nieco łatwiejsze niż tłumaczenie tekstów sprzed kilku epok. Zwłaszcza gdy brak wystarczających źródeł.

O trudnościach we współczesnej translacji staroangielskiego poematu Beowulf pisał Tolkien, z wykształcenia filolog klasyczny, w jednym z esejów. Z upływem lat niektóre słowa wychodzą z użycia, gdyż – na przykład z uwagi na technologiczny postęp – nie są już użytkownikom potrzebne na co dzień. Charakterystyczne dla poezji starogermańskiej kenningi stanowią kolejny problem. Są to pewnego rodzaju przenośnie w formie skomplikowanych i wieloczłonowych opisów, zastępujących bezpośrednie określenia rzeczy. Tolkien podaje przykład frazy sundwudu, będącej zlepkiem słów oznaczający pływać oraz drewno, a stanowiącej zwrot zastępczy dla statku. 

W wielu przypadkach brakuje nam również kodu kulturowego. Niektóre słowa lub zwroty nabierały nowego znaczenia (albo jakiegokolwiek) w zależności od ich wykorzystania w danym kontekście. Jak jednak przekładać dawną poezję tak, by nie zatracić nie tylko rytmu, ale również ducha czasów minionych? 

NA SKRAJU WYGINIĘCIA

Nasi sąsiedzi z południa dzielą z nami spory kawałek historii. Niejednokrotnie na internetowych forach i mediach społecznościowych Polacy śmieją się z komicznie brzmiących wyrazów w języku czeskim, natomiast Czesi żartują sobie z polskich słów. Dla przykładu: tytuł serialu Breaking Bad, opowiadającego o nauczycielu, który zszedł na przestępczą drogę, by produkować metaamfetaminę i zapewnić finansową poduszkę rodzinie na wypadek jego śmierci, po czesku brzmi Perníkový táta – niech ten, kogo to nie rozbawiło, pierwszy rzuci kamieniem.

Mało jednak brakowało, by Czesi utracili swój język. Południowi sąsiedzi w większym stopniu niż Polacy odczuli wymazanie ich państwa ze światowych map. Po tym jak w pierwszym etapie wojny trzydziestoletniej (1621 r.) Królestwo Czech doznało druzgocącej porażki – aż do 1918 r. nie istniał niepodległy kraj Czechów. Od zdobycia tych terenów Austriacy prowadzili postępującą germanizację, w wyniku której na początku XVIII w. czeski był obecny wyłącznie na prowincji, a posługiwali się nim tylko niepiśmienni chłopi, co zmniejszało szanse na uratowanie przed zapomnieniem.

Jednak determinacja ostającej się jeszcze czeskiej inteligencji doprowadziła do okresu odrodzenia narodowego i restauracji języka na podstawie m.in. pism husyckich, stanowiących ważny element tożsamości Czechów, związany z okresem wojen religijnych.

Polacy także odczuli działania zmierzające do wyniszczenia kultury poprzez język – podejmowali je zarówno zaborcy, jak i okupacji z czasów II wojny światowej. Narzucenie kogoś swojego języka jest pierwszym krokiem do narzucenia własnych poglądów. Gdy bowiem osoba zostaje zmuszona do mówienia i myślenia słowami, które są jej dyktowane, zatraca powoli własną tożsamość, a to prowadzi do zapomnienia o dawnym świecie, w kolejnych pokoleniach osłabiając chęć buntu. Nie bez powodów kontrola języka jest jednym z kluczowych zadań w literackich dystopiach jak Nowy wspaniały świat Aldousa Huxleya czy Rok 1984 George’a Orwella. Zwłaszcza w drugim przypadku nowomowa miała ukształtować sposób myślenia, pozbyć się niewygodnych zwrotów i ogłupić ludzi przez zubożenie ich języka. 

POLACY NIE GĘSI

Globalizacja i dominacja kulturowa Stanów Zjednoczonych nie okazała się łaskawa dla języków innych niż angielski. Nie chodzi nawet o oglądanie filmów w oryginalnym brzmieniu, ale o całe pokolenie wychowujące się jako forpoczta kultury internetowej, ponadnarodowej struktury, do której swój wkład może wnieść każdy, tworząc memy, filmy na YouTubie lub TikToku. U wielu osób występuje nawet syndrom „myślenia po angielsku” – łatwiej jest im wrzucić do zdania angielskie słówko, z którego użyciem są doskonale osłuchani.

Istnieją jednak słowa dalece różniące się znaczeniem mimo podobnego brzmienia. Actually nie ma nic wspólnego z aktualnie, tak samo jak polska kontrybucja nie pokrywa się z contribution

Nie chodzi więc o zanikanie słów dawnych, nawet jeśli są wśród nas entuzjaści słów ongiś powszechnie znanych. Chętny zawżdy znajdzie archaizm odpowiedni, jeno obejrzeć wystarczająco się musi i nie kierować się idiosynkrazją w stosunku do słów dawnych. Zapominamy nawet prostsze reguły, jak chociażby oczywista różnica między a w bierniku, bo indolentne społeczeństwo, gdy ma wybór, dąży raczej do symplifikacji niźli wzbogacenia. A szkoda, że mając do dyspozycji tak fascynujący i piękny język, decydujemy się na słowne złodziejstwo z języków obcych – na zapełnianie głowy fidrygasami zamiast nowymi wyrażeniami!

Językowy puryzm nie zatrzyma zmian zachodzących u większości społeczeństwa. Obrażanie się na ten proces jest raczej kontrskuteczne i często prowadzi do wyśmiania, nie refleksji. Powinniśmy natomiast bardziej promować naszą ojczystą mowę, poświęcić kilka minut dziennie na poszerzenie wiedzy, może założenie zeszytu, gdzie będziemy zapisywać nowo zasłyszane słowa. Szkoda by było, gdybyśmy za kilka wieków zatracili zdolności mówienia po polsku, a nasz język stałby się ciekawostką w czyimś artykule stworzonym zapewne z wykorzystaniem bogatego zasobu wyrażeń.