Byłem kibicem polityki

Rozmawiali: Krzysztof pawlak, Piotr Filip Micuła; Zdjęcia: Ewa Świątecka

Rozmowa z Jerzym Urbanem – emerytowanym dziennikarzem, politykiem, w opinii wielu – czartem sceny politycznej lat 80-tych. Założycielem i obecnym redaktorem naczelnym lewicowego tygodnika „NIE”, regularnie ubarwiającego krajową rzeczywistość skandalami. Rozmawialiśmy o tym, co jest w życiu ważne, a co zupełnie nie. A także o tym,jak wkraść się do polityki, jak z niej wylecieć i jak to wszystko zrobić tak, żeby zostać z worem pieniędzy.

„Magiel: Był Pan działaczem, był pan dziennikarzem. Zrobił też Pan karierę we władzach państwowych. Ale nigdy nie miał Pan dyplomu, tytułu innego niż „red.” przed nazwiskiem. Jak do tego doszło?

Jerzy Urban: Przede wszystkim cofnijmy się do samego początku. Już w szkole średniej straciłem kontakt z programem nauczania. Nie, nie uczyłem się źle. No, poza przedmiotami ścisłymi [śmiech]. W tej kwestii już w gimnazjum zostałem uznany za beznadziejny przypadek i wyrzucono mnie ze szkoły. Nie miałem też ochoty robić matury.

Określa Pan maturę mianem „zachcianki”. Tak po prostu?

Tak, bo to nie ma sensu i od początku programowo odmawiałem uczenia się! Ja wtedy działałem w Związku Młodzieży Polskiej w Łodzi i pragnąłem zostać aparatczykiem. Działalność w organizacji młodzieżowej była tak emocjonująca, że szkoła w moich oczach była tylko przerywaniem życia i codziennym „obowiązkiem więziennym”. Aktywność w ZMP stanowiła formę młodzieżowej kontestacji. To określało mój styl życia…

Styl życia uciekiniera więziennego?