,

Recenzje – marzec 2024

Recenzenci działu Muzyka oceniają wybrane premiery z ostatnich kilku tygodni. W tym numerze – drugi album brytyjskiego Yard Act oraz Allie X w nowym wydaniu.


Allie X

Girl With No Face

WYD.: Twin Music

Premierze Girl With No Face towarzyszyły duże oczekiwania. Swoim wiernym fanom Allie X kazała czekać aż cztery lata od poprzedniego wydania, Cape God, z kolei nowi zwolennicy oczekiwali z ekscytacją na płytę Kanadyjki od czasu premiery Black Eye, świetnie przyjętego zeszłorocznego singla. Wysoko postawiona poprzeczka nie stanęła na drodze pozytywnej recepcji Girl With No Face. Album wyróżnia się intrygującą zawartością tekstową, wielowymiarowością odbioru i chwytliwymi kompozycjami – pozostając przy tym wierny spójnej koncepcji.

Już otwierające dźwięki Weird World sugerują, że mamy do czynienia z płytą niezwykle magnetyczną, przyciągającą w sposób instant, a jednocześnie otoczoną aurą mizantropii, wewnętrznego chaosu i alienacji. To wrażenie utrzymuje się przez większość albumu, gdzie dowcipne wtręty i maniakalne syntezatorowe solówki są jak promyki słońca na trasie wiodącej przez majaczącą na zmierzchającym horyzoncie burzę. Allie X czasem na tej autostradzie przyśpiesza i dolewa oliwy do ognia (Off With Her Tits, Galina, Black Eye), czasem zwalnia, pogłębiając wrażenie wpatrywania się w otchłań (John and Jonathan, Saddest Smile). Wieńczące spektakl Truly Dreams pozwala dla odmiany odwrócić uwagę od mroku tunelu na rzecz majaczącego na jego końcu światełka.

Płyta utrzymana jest w bardzo wiernie zrealizowanej stylistyce lat 80. Nie dominuje tutaj fałszywa nostalgia ani pozbawiona konkretów gra klimatem – brzmienia i kompozycje są pełne „substancji”, żywcem wyjętej z piosenek New Order, The Human League i innych przedstawicieli synthpopu, coldwave’u czy italo-disco. Jednocześnie ekspresja wokalna i wykreowana tekstami atmosfera prowadzi w kierunku bardziej współczesnej, mrocznej alt-popowej aury, w pewnym sensie przypominającej Billie Eilish z okresu WHEN WE ALL FALL ASLEEP, WHERE DO WE GO? To wszystko sprawia, że Girl With No Face jest krążkiem bardzo unikalnym mimo operowania nieco spowszedniałymi odwołaniami.

Płyta ma swoje wady – czasami dziwi kolejność utworów, tu i ówdzie można odnieść wrażenie monotonności, a teksty miejscami wydają się pretensjonalne. Ogólnie te cechy dodają jednak Girl With No Face wyjątkowości. I właśnie wyrazistość połączona z dużą przystępnością sprawia, że albumu słucha się z satysfakcją mimo jego dziwacznej i depresyjnej atmosfery. Ponadto jakość wykonania – zarówno w warstwie kompozycji, produkcji, jak i wokali (za to wszystko Kanadyjka jest odpowiedzialna osobiście!) – pozwoli odnaleźć się tu różnorodnej grupie słuchaczy. Zostajemy więc w ostatecznym rozrachunku z płytą bardzo udaną – zapętlamy, podajemy dalej i czekamy na więcej.

Tekst: Piotr Szumski


Yard Act

Where’s my Utopia?

WYD.: ISLAND

Ludzie nie chcą już słuchać post-punka ani słyszeć o rosnących kosztach życia, powiedziała w jednym z wywiadów Georgia Davies z The Last Dinner Party i wywołało to spore kontrowersje. Zespół wystosował sprostowanie, w którym przekonywał, że kryzys, który dotyka ludzi, szczególnie w branży muzycznej, jest dla jego członkiń tematem bardzo ważnym. Przeproszony nie został natomiast post-punk. Bo może coś faktycznie jest na rzeczy?

1 marca ukazał się drugi album pochodzącego z Leeds zespołu Yard Act, Where’s My Utopia?. Już od premiery pierwszego singla, Dream Job, stało się jasne, że promowana przez niego płyta będzie inna od poprzedniczki. Debiutancki The Overload brzmi tak, jak wygląda jego okładka. Jest dość surowy, ponury, przeładowany społecznym komentarzem, często porównuje się go do dzieł zespołu The Fall. Dream Job wyznaczył nowy kierunek rozwoju: bardziej funky, wręcz popowy, z bogatszą paletą instrumentalną. Jak sardonicznie określone zostało to w innym, późniejszym singlu– nowy Yard Act tworzy hity. Where’s My Utopia? nie brzmi już tak bardzo jak The Fall, więcej słychać na tym krążku Iana Dury’ego & The Blockheads czy Kasabian. Czyżby muzycy z miasta Gang of Four poczuli wiejący jeszcze subtelnie wiatr zmian i postanowili, wzorem The Last Dinner Party, zaproponować słuchaczom eskapizm?

Niekoniecznie. Choć zmianę w brzmieniu da się zauważyć, nie jest ona tak drastyczna, jak sugerowałyby single. Faktycznie, Yard Act odważniej niż na pierwszej płycie stosuje rozwiązania rytmiczne wzięte z disco i hip-hopu czy nietypowe dla rocka instrumentarium, nie to jest jednak najważniejsze. Pół-rap, pół-melorecytacja Jamesa Smitha to najpewniejsza stała w strefie audio. Starzy fani ucieszą się też, gdy dowiedzą się, o czym nawija Anglik. Where’s My Utopia? to album pełen mocno brytyjskiego, czarnego humoru, autoironii, kąśliwej satyry i retrospekcji, które z jakiegoś powodu zawsze wędrują w kierunku nadmorskiego miasta Blackpool. Tym sposobem otrzymujemy We Make Hits, traktujące o ciężarach życia muzyka, przeprosiny za prześladowanie niejakiego Jono w szkole w Down by the Stream, opowieść o osobliwości pracy na scenie w duecie z Katy J Pearson w When the Laughter Stops, przemyślenia na temat globalnego ocieplenia w Grifter’s Grief i A Vineyard For The North, a także Blackpool Illuminations – szczytowy moment albumu – czyli opowieść o pewnym dniu z dzieciństwa, po którym już nic nie było takie, jak wcześniej. O eskapizmie można zapomnieć – Smith przez cały album pyta słuchaczy gdzie jest ta utopia, którą wam obiecałem? Yard Act nadal są anty-K-A-P-I-T-A-L-I-S-T-A-M-I, po prostu tak się zdarzyło, że nie tylko nimi.

Where’s My Utopia? to już teraz mocny kandydat na album roku. Kierunek artystyczny obrany przez zespół jest strzałem w dziesiątkę, a jego brzmienie zostało precyzyjnie dopracowane przy sporym udziale producenta Remiego Kabaki Jr.’a, znanego głównie z pracy z Gorillaz. O świetnych tekstach nie wspominając. I pomyśleć, że martwili się, co dranie powiedzą o drugiej płycie…

Tekst: Michał Wrzosek