,

Ó Éirinn le grá

Irlandia staje się jednym z najważniejszych ośrodków post-punka i noise rocka na świecie. Postanowiliśmy się przyjrzeć kilkorgu przedstawicielom tamtejszej sceny muzycznej.

Tekst: Michał Wrzosek

Irlandia to kraj znajdujący się w szczególnym momencie swojej historii. Laicyzacja i rozbrat z Kościołem Katolickim postępują w szybkim tempie, a w tym samym czasie w Irlandii Północnej historycznie wysoki wynik osiąga popierająca zjednoczenie wyspy partia Sinn Féin. Republika pełni funkcję swoistego raju podatkowego dla zagranicznych firm. Do tego dochodzi niegasnący resentyment wobec historycznego zaborcy, Wielkiej Brytanii. Pośrodku wszystkiego znajduje się rosnąca w znaczenie scena młodych, gniewnych zespołów post-punkowych.

Być może ta fala zaczęła się od Gilla Band, być może od Fontaines D.C., być może od The Murder Capital, a być może od jeszcze kogoś innego. Bez względu na to, Irlandia, a w szczególności jej stolica, Dublin, nieustannie staje się w świadomości słuchaczy z całego świata coraz ważniejszym ośrodkiem cięższej strony alternatywnej muzyki gitarowej. Postanowiłem przyjrzeć się kilku zespołom. Nie jest to lista w żadnym wypadku wyczerpująca ani uporządkowana, nie reprezentuje jednej lokalnej sceny czy jednego konkretnego podgatunku. Ufam jednak, że posłuży czytelnikom Magla za swego rodzaju wstęp do zapoznania się z tym kierunkiem muzyczno-geograficznym.

Gurriers

Fot. Joshua Mulholland (instagram.com, @gurriersband)

O dublińskiej grupie zdążyłem już napisać przy okazji piosenkowego podsumowania 2023 r. i wyraziłem się o niej w samych superlatywach. Zasłużenie. Zespół zdaje się nie spieszyć z podbojem rynku muzycznego, szlifując swój materiał w występach na żywo, co wystarcza, by stale rozszerzać swoją bazę fanów. W marcu 2024 r. wciąż nie ma na swoim koncie nawet EPki, nie mówiąc o pełnoprawnym debiutanckim albumie. Nie szkodzi. Gurriers osiągają kolejne kamienie milowe, w postaci występu jako support dla legendarnych brytyjskich shoegazowców Slowdive w listopadzie zeszłego roku czy dla kanadyjskiej grupy Mother Mother w lutym bieżącego roku. Pomału wydają kolejne single – 6 lutego światło dzienne ujrzała studyjna wersja dobrze już znanego fanom grupy Des Goblin. W nim apokaliptyczne obrazy ciał w oceanie i błagania o eskapistyczne zaprzeczenie katastrofie wokalisty Dana Hoffa otrzymują wsparcie akompaniamentu reszty zespołu. Warto zwrócić szczególną uwagę na niepokojące acz równocześnie atmosferyczne gitary, które w refrenie tworzą pełną napięcia iluzję muzycznej pogoni, oraz dominujący, sfuzzowany bas. Społeczna satyra na tle charakterystycznej już, energicznej noise’owo-postpunkowej mozaiki czyni muzykę Gurriers wartą słuchania, a także stawia kwintet na silnej pozycji do pozostania jedną z najistotniejszych twarzy młodej irlandzkiej sceny rockowej.

Nerves

Fot. facebook.com/nervesIRE/

Początki tria z zachodu Zielonej Wyspy były dość trudne. Sięgająca końcówki zeszłej dekady działalność grupy osiągnęła swój punkt kulminacyjny w wydaniu w 2021 r. sumptem Post-Pop Records singla Leigue. Potem Nerves zniknęli z rynku na prawie trzy lata. Wrócili z przytupem – singlami Empty i Thirteen, a następnie półgodzinną debiutancką EPką Glórach, wszystkimi trzema wydanymi w ramach self-release’u. Wydawnictwo, odświeżające stare kompozycje grupy, nosi znamiona poszukiwań własnego brzmienia, klucząc między różnymi, niekiedy mocno kontrastującymi stylami. To jednak wciąż dopiero początek. Przemyślane kompozycje, dobra produkcja i umiejętne utrzymywanie balansu pomiędzy melodyjnością a hałaśliwością, każą sądzić, że faktycznie, zgodnie z nazwą projektu paryskiego klubu Supersonic, w ramach którego wystąpili pod koniec stycznia, they’re gonna be big. Świadczy o tym szczególnie przypominający post-punk revival z początku lat 2000. Thirteen, noszący w swoich riffach zadatek na niedoszły przebój.

SPRINTS

Fot. Ste Murray (nme.com)

Dubliński kwartet SPRINTS to prawdopodobnie najbardziej popularna (prawie 200 tys. miesięcznych słuchaczy na Spotify!) i „garażowa” ze wszystkich wymienionych grup. Ich debiutancki album Letter to Self to jedno z pierwszych wydawnictw, które ukazały się w tym roku. Został bardzo ciepło przyjęty zarówno przez krytyków, jak i przez szeroką publiczność. Osiągnął wysokie, dwudzieste miejsce na UK Album Chart i drugie na analogicznej liście dla wydawnictw niezależnych. Chwytliwe i przesiąknięte silnymi emocjami melodie piosenek takich jak Adore Adore Adore, Heavy czy Up and Comer już zawładnęły wieloma umysłami, nucącymi ustami i tupiącymi nogami. Niech zawładną i naszymi. Byle muzyka nie zmyliła nas i nie odciągnęła zupełnie uwagi od warstwy tekstowej. Liryka wokalistki Karli Chubb, w swojej przepełnionej neurotycznym niepokojem formie, rozprawia się z długoletnimi traumami, narzuconym poczuciem winy, doświadczeniami przemocy zarówno psychicznej, jak i fizycznej oraz z ciężkimi relacjami z autorytetami rodzinnymi czy religijnymi i ich zawiedzionymi oczekiwaniami. Nie musimy jednak czuć wstydu z powodu dobrej zabawy przy muzyce SPRINTS. Po to ona jest: by służyć doświadczeniu zbiorowej, katartystycznej terapii, przeżywanej wspólnie z zespołem.

Naked Lungs

Fot. Nicholas O’Donnell (nme.com)

Naked Lungs zadebiutowali singlem najpóźniej z tego zestawienia – w styczniu 2022 r. Jako pierwsi wydali za to swoją pierwszą płytę długogrającą. Doomscroll ukazał się 18 sierpnia 2023 r. Choć wczesne poczynania zespołu zostały pochwalone przez samego Anthony’ego Fantano, a magazyn NME umieścił Irlandczyków na liście 100 for 2023, wskazującej ich zdaniem najbardziej obiecujące na tamten rok młode zespoły, album nie poruszył świata w posadach . Naked Lungs dalej pozostają względnie nieznani. A szkoda. Ich noise punk, jak sami określają wykonywany przez siebie styl, sprawnie balansuje między przystępnością a brutalnością i artystycznym chaosem. Doomscroll to niecałe 39 minut spędzone z soundtrackiem do egzystencjalnych rozważań, ubolewań nad przeszłością oraz czucia się samotnym i wyalienowanym. Liryka kwartetu z Wicklow przyjmuje często formę enigmatycznego strumienia świadomości, czego dobrym dopełnieniem jest ambiwalentne brzmienie ich ostrych jak brzytwa i bardzo głośnych kompozycji. Brzmienie jedno z najlepszych, a zarazem najbardziej niedocenionych w Irlandii.

Opisane zespoły łączy wiele. Oprócz nazw w liczbie mnogiej, zbliżonego stylu muzycznego i kraju pochodzenia, jest to też światopogląd położony na lewo od centrum spektrum politycznego i nieulękłe poruszanie ważnych tematów społecznych i politycznych. 12 marca, wspomnieni wcześniej Gurriers i SPRINTS, wraz z zespołami Cardinals, Enola Gay i NewDad, ogłosili bojkot festiwalu SXSW jako artyści showcase’u Music From Ireland, który jest jednym z jego wydarzeń. Za przyczynę swojej decyzji podali sponsorowanie przedsięwzięcia przez wojsko Stanów Zjednoczonych i firmy przemysłu zbrojeniowego, handlujące z rządem Izraela. Czystym złem jest plugawienie święta sztuki powiązaniami z ludobójstwem mającym miejsce w Palestynie, napisali we wspólnym oświadczeniu, zakończonym saoirse don Phalaistín – po irlandzku wolność dla Palestyny. Jak wspomniałem na początku tekstu, zestawienie nie jest w żaden sposób wyczerpujące. Niemożność powiedzenia teraz czegoś więcej o pozostałych zespołach bojkotujących SXSW, czy innych irlandzkich grup, takich jak dumnie feministyczna Mhaol albo mocno czerpiąca z elektroniki Melts, uznaję za okazję do dalszego zgłębiania tematu na łamach Magla w przyszłości. A także do pozostawienia na tę chwilę tych i innych artystów uszom czytelników, wraz ze specjalnie przygotowaną playlistą.