Tekst: Maciej Serżysko
Historia Junesa nie mogłaby się zacząć bardziej groteskowo. Każdy kto ma w głowie obraz początków rapera rodem z 8. Mili niech go lepiej prędko porzuci, jesteśmy w Polsce Anno Domini 2004. Rodzimy hip-hop nie jest już zjawiskiem marginalnym, sprzedaż płyt idzie w miliony, a kolejni muzycy zyskują status gwiazd. Tłumy szaleją na koncertach, powstające jak grzyby po deszczu wytwórnie wyszarpują sobie coraz to głośniejsze ksywki, a wszystko to śledzą branżowe media, gazety i programy telewizyjne. Po te zaczynają sięgać coraz młodsi odbiorcy, niewywodzący się z dającej wszystkiemu początek subkultury. Większość z nich widzi w hip-hopie muzykę taką, jaką jeszcze niedawno były dla nich przeboje z radia. Jak nietrudno się domyślić, scena zaczyna się komercjalizować. Napływ nowych adeptów rapu i klejenia bitów nie przekładał się na jakość zwiększonego nakładu. Hip-hop kojarzy się coraz bardziej z szybkimi pieniędzmi i awansem społecznym, w dodatku od strony muzycznej zachłystywanie się amerykańskimi trendami zaczyna wykraczać poza granice inspiracji. Niektórzy z weteranów adaptują się do tych warunków, inni okopują się na swoich pozycjach ogłaszając się obrońcami prawdziwości. Trendy rywalizują z twardogłowiem, a wszystko zasilane jest świeżą krwią i podlewane zainteresowaniem gawiedzi. Wtedy też hip-hop wraca tam, skąd wyszedł. Do podziemia. I to właśnie w nim zaczną pojawiać się artyści o których ci, którzy ich znali, mówili „wielcy”. Z dala od blichtru i rozgłosu – choć to też nie była zasada.
Wraz z upowszechnianiem się w Polsce Internetu zaczęły powstawać fora hip-hopowe, z których na najbardziej opiniotwórcze wyrósł Ślizg. Pełniły one nieodzowną rolę w integracji oraz podtrzymywania aktywności środowiska. Jednym ze szczególnie aktywnych i rozpoznawalnych użytkowników tych witryn był właśnie Junes, artysta tak podziemny, że do dziś trudno doszukać się jego nazwiska. Zanim jednak usłyszano o nim jako o raperze, był jednym z tysięcy hip-hopowców, którym nie w smak był kierunek obrany przez scenę. Postanowił, że sam spróbuje rapować. Gdy szukał możliwości nagrania wokali, los splótł go z jednym z najbarwniejszych tworów rodzimego podziemia.
Obrońcy Hardkoru, bo o nich mowa, byli dość enigmatycznym kolektywem. Dziś trudno wyobrazić sobie by rejestrowane w chałupniczej jakości kwadratowe rymy głosów stylizowanych na dziecięce mogły kogokolwiek zainteresować. Zwłaszcza gdy dodać do tego absurdalne teksty, nabazgrane okładki i pseudonimy vide „Jurgen Kaczówka”, czy „MC Terminator”. A jednak, twory spod szyldu Salami Rekords zdobywały na elitarno-elitarystycznych portalach pokroju Porcysa horrendalnie wysokie oceny wprawiając w zachwyt recenzentów, podbiły też serca słuchaczy urastając do rangi klasyków. Były one w rzeczy samej bezlitosnym pastiszem wszystkiego co działo się w polskim hip-hopie, począwszy od doboru bitów, przez tematykę po wykonanie i relacje pomiędzy wykonawcami. Obrońcy nie brali jeńców, pastwiąc się na pseudo-gangsterką, korzenną prawdziwością czy egzaltowanymi jękami. Słowem, nad wszystkim. Zamierzający nagrać swój materiał Junes został chcąc nie chcą dokooptowany do projektu jako MC Onufry i wydał z Obrońcami debiutancki album Epikurejski cytoblast ulicy (2004). I choć w końcu nagrał co chciał, nie rozstał się z tym liczącym kilka kontynuacji uniwersum. Z pewnością żartobliwy charakter twórczości Obrońców Hardkoru był dla niego pewną odskocznią od tego, co sam pisał.
O Junesie, gdy już zdobył w podziemiu popularność, powstał wewnątrzśrodowiskowy dowcip. Podmiot liryczny, fan Junesa, jak nic chciałby posłuchać jeszcze trochę jego charakterystycznej twórczości. Stwierdza więc, że gdyby miał taką moc by zrobić co chce, z kim chce, to zniszczyłby Junesowi życie. Po tym następuje wyliczanka życiowych przykrości okraszona stwierdzeniem, że nie ma tym nic osobistego, ale kto by nie chciał posłuchać smutnego Junesa? Właśnie taki wizerunek do niego przyległ. W świadomości słuchaczy Junes stał się wręcz archetypem posępnego rapera. Czy słusznie? To stwierdzenie dość dyskusyjne, ale na pewno nie pozbawione podstaw.
Jego głos jest dość wysoki, co ciekawie koresponduje ze szczególnie ekspresywną nawijką. Junes to emocje, nierzadko silne i rzucone prosto w twarz. Jako twórca nie zwykł się cenzurować, a że pisało mu się zawsze łatwiej wtedy, gdy czuł się podle, odnajdujemy ślad tamtych uczuć w tekstach i sposobie ich wykonania. Junes nie bał się uzewnętrzniać, choćby wiązało się to z przyznaniem do życiowych niepowodzeń, rozczarowań i frustracji. Nie ukrywał, że boryka się nadużywaniem alkoholu, samotnością i przemęczeniem, w rapie odnajdując pierwiastek szczęścia, może i wręcz niedostępnej w zewnętrznym świecie normalności. Był zajawkowiczem, szczególnie oddanym sztuce i etosowi autentyzmu. Rap był dla Junesa czymś więcej, niż pasją – niezbędnym środkiem wyrazu, wentylem bezpieczeństwa i własną przestrzenią. Nie oznaczało to, że cała jego twórczość sprowadzała się do niekończącej się sesji samobiczowania, niemniej w jednym podziemie nie różni się w niczym od głównego nurtu – również i tu łatwo wpaść w pułapkę swojego wizerunku.
Jak wielu początkujących artystów, Junes wrzucał swoje utwory do Internetu – m.in. minialbum .Dosłownie z 2006 r. Popularną praktyką wśród twórców podziemia było publikowanie ich wraz z namiarami. Tak właśnie do kojarzonego głównie jako forumowicza Junesa odezwał się szerzej nieznany producent posługujący się ksywką Pete. Słuchacze zapamiętali go jednak jako SoulPete’a, dziś jednego z najbardziej rozchwytywanych producentów na scenie. Nagrywane po nocach utwory wydano na demówce z 2007 r. opatrzonej szyldem Bezsenni. Duet dogadywał się na tyle dobrze, że kontynuował prace nad nowym materiałem szlifując umiejętności. Zmieniona została również nazwa, a Bezsennych zastąpił Rap Addix. Słowa te miały w późniejszych latach zelektryzować polskich słuchaczy, na razie była jednak pierwsza pełnoprawna płyta grupy, minialbum Właściwe proporcje EP oraz solowy krążek Junesa Zaległości EP, oba w 2009 roku. To właśnie dzięki Właściwym proporcjom Junes i SoulPete na dobre przebili się do świadomości słuchaczy.
W tym samym roku ukazał się również pełnometrażowy album Presja Radia Wolna Warszawa. W jego skład, oprócz Junesa, wchodziła między innymi wschodząca gwiazda podziemia, Jeżozwierz. Ten raper, kojarzony dzięki chropowatemu głosowi eksponowanemu w niespotykanym stylu zadebiutował na pierwszej płycie Tego Typa Mesa, jednego z najpopularniejszych i najbardziej podziwianych raperów w kraju. Wybijając się z takiego pułapu sumiennie kontynuował pracę w podziemiu kolejnymi wydawnictwami budując silną markę.
Trwały tak zwane złote lata podziemia wyznaczane nie tylko unikatową atmosferą środowiska, ale i aktywnością wielkich postaci, swoistych legend drugiego planu. Jedną z nich, kto wie może i jedną z największych, był zdobywający błyskawicznie uznanie i rozpoznawalność LaikIke1. Członkowie Rap Addix, którzy w 2010 roku wydali dodatkowo wzmacniający ich pozycję pełnometrażowy album LP, zakolegowali się z Laikiem i zaproponowali mu dołączenie do składu. W tym czasie trwały już prace nad drugim minialbumem, Nie uciekniesz EP (2013). Część utworów była już gotowa, więc nowy członek dograł się raptem do kilku. Nie on sam, niedługo później padł bowiem pomysł, by skoro już się rozszerza skład, to zaprosić jeszcze Jeżozwierza. Rap Addix dość prędko z duetu ewoluowało w najgłośniejszą supergrupę polskiego podziemia. Zwłaszcza, że do składu doszedł oryginalnie biorący gościnny udział w projekcie Kidd (inna z ważnych postaci tej sceny), a już po nim jeszcze DJ Ace i dwóch grafficiarzy.
Przez chwilę wydawało się, że oto rozpoczęła się właściwa kariera Junesa i członków Rap Addix. Oprócz prac nad wyczekiwaną płytą wspierali się gościnnie na solowych projektach. Junes, który między LP a Nie uciekniesz EP zaliczył dość długą przerwę w nagrywaniu muzyki, odżył artystycznie. W 2013 r. wydał też swój debiutancki solowy album przewrotnie nazwany Nie-EP, następnie rok w rok minialbumy: Acrux z producentem Młodzikiem i DJ-em Dankiem (2014) oraz EP.5 (2015). Jak nietrudno się jednak domyślić, nagromadzenie silnych charakterów osiągnęło w Rap Addix masę krytyczną i rozpoczął się rozpad grupy zapoczątkowany odejściem Laika. Ostatecznie album nigdy nie powstał, a Junes, Jeżozwierz, Kidd i DJ Ace zarejestrowali jedynie mixtape TrueSzczurs z gościnnym udziałem Laika w jednym z utworów.
Od tego czasu aktywność Junesa stawała się coraz bardziej sporadyczna. Ograniczył się do okazjonalnych występów gościnnych u zaprzyjaźnionych artystów, choć w 2024 r. pojawiły się wywiady z których wynika, że na 2025 planuje nowe wydawnictwo w świeżych aranżacjach. Co najważniejsze, jak zapewnia, nie jest już nieszczęśliwy. Może dlatego pisze tak mało? Z dystansem spogląda na swoją twórczość, czy to spod znaku Obrońców Hardkoru, czy na zdarzające mu się wcześniej zdecydowane deklaracje światopoglądowe.
Jak zapowiedział, tak zrobił – BIG MAN THINGS zrealizowane z odpowiedzialnym za produkcję Gap1em przyniosło rewolucję stylistyczną (inspiracje drillem), która jednak nie została zbyt ciepło przyjęta przez słuchaczy. Niezrażony tym Junes zapowiada, że nigdzie się nie wybiera i planuje już drugą część BMT.
Czas płynie, poglądy się zmieniają i nawet Junes zaczyna się uśmiechać.

