W miejsce schematów i utartych szlaków

Leonora Carrington w swoim Siódmym koniu zabiera nas w surrealistyczne światy, które tworzy z lekkością i oryginalnością, z jaką się jeszcze nie spotkaliście.

Autor: Zofia Herbst

Wielu ludzi zaznajomionych z postacią Leonory Carrington kojarzy ją przede wszystkim jako malarkę, tymczasem surrealistka chwytała również za pióro, aby przelać swoje oniryczne wytwory wyobraźni na papier. Jej najbardziej znaną pozycją, a zarazem jedyną powieścią, która szybko zyskała popularność i stała się ważnym dziełem wśród ruchów feministycznych, jest Trąbka do słuchania. Jednak Carrington pisała też opowiadania, które zostały zebrane w książce Siódmy koń opublikowanej w 2022 r. przez Wydawnictwo Filtry.

Aby lepiej zrozumieć ich kontekst, warto pokrótce zapoznać się z biografią pisarki. Urodziła się w 1917 r. w arystokratycznej angielskiej rodzinie. Pierwsze 11 lat życia spędziła w wielkim gotyckim zamku Crookhey Hall. Wychowywana była według sztywnych zasad brytyjskiej etykiety. Ojciec dziewczyny był twardy, surowy – chciał dla  niej przyszłości godnej swojego statusu społecznego. Matka przyszłej artystki była Irlandką, co sprawiło, że dziewczyna za młodu nasiąknęła irlandzkimi mitami i celtyckimi opowieściami. Te mityczne motywy wyraźnie przebijają się w twórczości artystki, podobnie jak ponury rodzinny zamek, który często pojawia się na jej  obrazach czy w historiach.

Utwory przepełnione są ludzko-zwierzęcymi hybrydami, monstrami i aniołami. Granice między snem a jawą są zatarte, a logiczne zasady funkcjonowania wszechświata przestają obowiązywać. Ludzie mają tu zbyt gładkie ręce – tak gładkie, że ich dotyk przeraża, a z rozpaczy można stać się przezroczystym. Z wierzchu opowiadania są baśniowymi pejzażami, jednak w ich szczelinach kryje się zło, które często potrzebuje zaledwie paru słów, by całkowicie pochłonąć świat przedstawiony. Odczuciem, które towarzyszy pisarstwu Carrington jest niepokój; ciągłe rozedrganie, które falowo rozchodzi się po umyśle czytelnika.

Nie sposób mówić o pisarstwie Carrington bez wspomnienia o jej malarstwie. Obrazy Brytyjki przesycone są magią i symbolami. Te często dziwaczne dzieła wciągają odbiorców do swojego świata. Patrząc na jej obrazy, mam wrażenie bycia zasysaną w nieprzewidywalną wyobraźnię, nieskażoną konwenansami oraz niewłożoną w społeczne schematy; podobne odczucia towarzyszyły mi podczas czytania. Owe krótkie teksty, w których ludzie kochają się ze zwierzętami, krety przyrządzają posiłki z aniołów, a starsze kobiety chłostają warzywa za to, że nie noszą gorsetów, zdają się potrząsać moimi wszystkimi przekonaniami o literaturze. Tam nic nie jest niemożliwe.

Warto również pochylić się nad symbolami, które przepełniają twórczość Carrington. Jej syn – Gabriel Weisz – określił je jako idiograficzne hieroglify, indywidualny język, który wypracowała na przestrzeni lat. Symbolem, który wybija się na pierwszy plan, jest koń. To dostojne zwierzę można znaleźć w wielu opowiadaniach, jak np. Dom Trwogi czy Wujek Sam Carrington. Koń jest przyjacielem i pomocnikiem bohaterów. Dla Carrington symbolizuje wolność, która zawsze była dla niej priorytetową wartością.

Warto przeczytać Siódmego konia, jeśli czujecie, że wasze umysły zmęczone są schematyczną fabułą. Jest on świeżym powiewem dla form oraz konwenansów, które w sobie nosimy. Carrington maluje słowem światy niestworzone, w których zanurzenie wywołać może szok, czasem sprawić, że odwrócicie głowę z niesmakiem, a czasem, że z zachwytu wstrzymacie oddech.