Autorka: Zofia Herbst
Powieść Ten się śmieje, kto ma zęby autorstwa Zyty Rudzkiej, pomimo że została wydana dopiero w 2022 roku, zdążyła już stać się pozycją uznaną i szeroko komentowaną w świecie literackim. To zainteresowanie potwierdzają liczne nagrody jak np. Literacka Nagroda Nike 2023, czy też ogłoszenie powieści najlepszą polską książką roku 2022 według ,,Gazety Wyborczej” i tygodnika ,,Polityka”.
Bohaterką książki jest Wera – starsza kobieta, której właśnie umarł mąż. Autorka przeprowadza nas przez proces organizowania pogrzebu i poszukiwania godnych butów dla nieboszczyka. I choć po tym krótkim opisie mogłoby się wydawać, że będzie to opowieść o żałobie kobiety, prawda jest zupełnie inna. Wera nie jest typem osoby, która zaakceptowałaby status wdowy i spełniała wszystkie utarte i społecznie oczekiwane powinności po stracie męża. Bohaterka mówi wprost, że nie chce, aby śmierć ukochanego definiowała ją do końca życia. Nie pozwoli się zaszufladkować. Otwarcie stwierdza, że nigdzie się nie wybiera i ma zamiar jeszcze pożyć.
–Ile można płakać, ile można mieć łez. Są ludzie, na starość tylko się marzą. Co wspominka, w płacz uderzają. Widać wcześniej wszystkie łzy się nie polały. Dobre życie łez poskąpiło. U mnie się inne życie wytworzyło. A nieraz tylko, kurwa, siąść i płakać. Usiadłam i płakałam. Z tego teraz za płaczem nie jestem. Już swoje wypłakałam.–
Tym, co w powieści rzuca się w oczy jako pierwsze, jest bez wątpienia język. Język ordynarny, często wulgarny, prosty, a nawet, można powiedzieć, ,,niski”. Autorka sieka rzeczywistość na fragmentaryczną papkę, w której wiele rzeczy pozostaje niedopowiedzianych lub ukrytych pod płaszczykiem cynizmu. Jesteśmy obserwatorami tego, co dzieje się w głowie Wery. Towarzyszymy jej myślom, interakcjom z innymi i wspomnieniom przeszłości. Nie znajdziemy u niej jednak sentymentalizmu czy użalania się nad sobą. Tym skrótowym językiem bohaterka buduje między nią a czytelnikami mury, czego nauczyło ją trudne życie. Jednak wprawne oko w szczelinach języka, w pauzach, czy w zaciągnięciach kolejnym papierosem, zobaczy emocjonalność i wrażliwość bohaterki. Ona po prostu nauczyła się bardzo dobrze z nimi radzić i trzymać je w ryzach. To właśnie owe szukanie okruchów uczuć było dla mnie najciekawsze w całej przygodzie z książką.
Ten się śmieje, kto ma zęby w moim odczuciu opowiada przede wszystkim o wielkich stratach. Na pierwszym planie jest oczywiście strata Dżokeja, męża, jednak Wera ma doświadczenie w ,,traceniu”. Kiedy się przedstawia, używa zawsze tej samej formułki: ,,Wera. Zakład fryzjerski męski”. Na bazarze kupiła dyplom fryzjerski, znalazła ruderę, którą przerobiła na salon i ,,ścinała łby” od rana do nocy. Fryzjerstwo pozwoliło jej na awans społeczny. Dzięki temu nie musiała, jak jej babki i prababki, pracować na wsi dla innych, tylko mogła zarabiać na siebie w dużym mieście. Niestety lokal został bohaterce zabrany, a na jego miejscu powstał nowoczesny barbershop, w którym szyld ,,Wera. Zakład fryzjerski męski” stanowił ozdobę na ścianie w stylu vintage. Utrata zakładu była dla bohaterki końcem pewnej ery, po której zaczęły się ,,ciemne lata”. Straciła stabilność finansową, co zmusiło ją do wyprzedawania swojego dobytku na bazarze. Swój sens stracił również Dżokej. Co ciekawe, Wera tylko raz nazywa go jego prawdziwym imieniem – Karol. W jej głowie mąż jest Dżokejem przez duże ,,D”. Ten zawsze elegancki, cały na biało, włącznie z butami, mężczyzna, był całkowicie oddany koniom i wyścigom. Przeważnie małomówny, ożywiał się, kiedy tematem stawały się konie – miłość jego życia. Wpierw zabroniono mu się ścigać i dano do sprzątania stajni. Jednak w końcu całkowicie stracił pracę. Wtedy Dżokej częściowo umarł. Zamilkł, stracił wolę do życia, przestał wychodzić z domu. Koniec kariery jeźdźca oznaczał dla niego utratę sensu istnienia.
Wera straciła też swoją pierwszą ukochaną – Zośkę. O historii Zośki dowiadujemy się późno i jakby niechętnie, Wera tylko na moment się przed nami odsłania. Przy śmierci Dżokeja zaczyna wspominać utratę dziewczyny i swoją miłość do niej.
Główna bohaterka jest kobietą bardzo wyzwoloną seksualnie. Niezwykle ciekawie czytać o starszej kobiecie, która tak otwarcie mówi o swojej seksualności. Nie wstydzi się swoich potrzeb i potrafi je nazwać. Najwyżej ceni sobie swoją przyjemność, co również stanowi interesujący kontrast do obrazu starszych kobiet, które znamy z literatury jako te opiekuńcze i poświęcające się swoim dzieciom i wnukom. Wera nie ma dzieci i nigdy nie chciała ich mieć. Seks jest w powieści obdarty z sacrum, mocny, brany kiedy potrzebny, drapieżny. Dodatkowo, bohaterka, pomimo że zauważa starzenie się swojego ciała, nadal uważa się za atrakcyjną i pożądaną przez innych.
Zyta Rudzka oddaje głos zmarginalizowanym. Osobom, przez które zazwyczaj przebiega się wzrokiem, omija się w biegu życia. Bazarowym handlarkom, skwaszonym, zmęczonym życiem kobietom, dreptającym powoli na spuchniętych nogach do najbliższych delikatesów, którym przyspieszający bieg czasu zabrał to, co udało im się przez całe życie zbudować, ale zapomniał zabrać ich samych. Bohaterkom, których historie wciąż trwają, których przeżycia są żywe i widoczne w ich oczach, lecz z perspektywy dzisiejszego świata nieatrakcyjnym, niepotrzebnym i przestarzałym. Wera jest wędrowczynią, która nadal odważnie wydeptuje swoje miejsce w świecie i nie daje mu o sobie zapomnieć.

