Autor: Julka Świerczyńska
Słyszałam wcześniej, że krakowska edycja Targów przyciąga tłumy, jednak to, co zobaczyłam po wejściu na teren hali EXPO, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Z notki prasowej dowiedziałam się, że wydarzenie zgromadziło około 59 tysięcy osób. A podobno Polacy nie czytają.
Nie będę tu narzekać na organizację – wszyscy zainteresowani zdążyli już się wypowiedzieć oraz przeczytać, co mieli do powiedzenia inni. Trzeba jednak przyznać, że przestrzeń targowa faktycznie jest zbyt mała; i nie chodzi tu już nawet o wygodę w robieniu zakupów, a o bezpieczeństwo wszystkich przebywających na terenie wydarzenia. Odnoszę wrażenie, że organizatorzy zdają sobie z tego sprawę – w tym roku wstęp na Targi był biletowany, a na część stoisk, spotkań i innych aktywności przygotowano namioty. To zmiany na plus i mam nadzieję, że na przyszłych edycjach pojawią się kolejne.
Mimo wszystko, w tym ogromnym tłumie oraz bogactwie książek (do Krakowa zawitało aż 500 wystawców!) łatwo było mi zapomnieć o wszystkich moich planach. Choć miałam w ręku obszerną rozpiskę ze wszystkimi panelami, dałam się ponieść targowej atmosferze.
Za czym kolejka ta stoi?
Kto choć raz był na Targach Książki czy innym konwencie, ten wie, że jedną z głównych podejmowanych tam aktywności jest stanie w kolejkach. Ja stałam w dwóch: w sobotę po podpis Petry Dvorakovej, czeskiej pisarki, autorki m.in. popularnej w Polsce powieści „Wrony”, a w niedzielę do Dmitrija Głuchowskiego, najbardziej znanego z kultowej już serii „Metro 2033”.
Spotkanie z autorem trwa ledwie minutę, a czeka się na nie godzinę lub nawet kilka. Wiele osób powiedziałoby, że nie warto, ja sama mam teraz – gdy piszę to w domowym cieple – pewne wątpliwości, czy nie mogłam lepiej zagospodarować tego czasu. Pewnie, lubię oboje autorów, ale czy podpis na książce jest aż tak ważny?
Cóż, zadziałała na mnie psychologia tłumu – wszyscy „kolejkowali”, więc ja też. Do tego udzieliło mi się znane wszystkim „FOMO” (ang. fear of missing out), bo przecież okazja na nawet tak krótkie zobaczenie ulubionego autora może się nie powtórzyć. No, to stałam i obserwowałam wszystko, co dookoła. Trochę z dziennikarskiego obowiązku, a trochę dla zabicia czasu.
Szał zakupów
Pierwsze, co rzucało się w oczy, to liczba osób, które na swoje książkowe zakupy zabrały walizki. Z plecakiem i torebką czułam się jak amatorka, ale muszę przyznać, że trochę to rozumiem. Sama planowałam kupić tylko kilka pozycji, a wróciłam do Warszawy z jedenastoma książkami. Po prostu, jak na prawdziwy targ przystało, wszystko w hali EXPO zachęcało do wydawania pieniędzy. Największe wydawnictwa miały naprawdę piękne i kolorowe stoiska, na plus działała też bogata oferta mniejszych wystawców, wydawnictw uniwersyteckich i specjalistycznych. Niektórzy z nich przygotowali dla uczestników targów bardzo korzystne promocje, które stały się jeszcze lepsze pod koniec wydarzenia, w niedzielę wieczorem. A jeśli książek macie na półkach już dość, to wśród wystawców znaleźli się także sprzedawcy gier planszowych, puzzli, okładek na książki, czytników e-booków, a nawet nawiązujących do literackiej klasyki ubrań czy biżuterii.
Walizka nie wystarczyła? Nic nie szkodzi, największa polska firma kurierska za bezcen oferowała zapakowanie pozostałych łowów i wysłanie ich na odpowiedni adres. W kolejce po podpis Głuchowskiego poznałam dwie dziewczyny, które razem kupiły aż trzydzieści pięć książek, aby się nimi wymieniać. Rozważania o tym, czy zachowania konsumpcyjne polskich czytelników są zdrowe, zostawiam na inny artykuł.
Dla całej rodziny
Miło zaskoczyło mnie zróżnicowanie wieku uczestników. Przeważały nastolatki, co nie dziwi, bo według raportu o stanie czytelnictwa w Polsce to właśnie ta grupa czyta najwięcej. Wbrew powszechnym stereotypom, młodzież ustawiała się w kolejkach nie tylko po średniej jakości romanse, ale także po kryminały, fantastykę oraz literaturę faktu. Nie zabrakło też rodziców z dziećmi. Dobrze widzieć, że wyrasta kolejne pokolenie miłośników książek, że rodzice zarażają tą pasją swoje dzieci. Sądzę, że to kluczowy czynnik w zwiększaniu poziomu czytelnictwa w Polsce. Dla najmłodszych przygotowano zabawy i interaktywne stoiska związane z najpopularniejszymi seriami dla dzieci oraz warsztaty. Trzeba było tylko uważać, by jakiś malec nie zaplątał nam się pod nogi lub by jakaś strudzona mama nie pomyliła nas ze swoim dzieckiem. Tego drugiego nie udało mi się uniknąć.
„Nie jestem maszyną, jestem człowiekiem”
Tak brzmiało hasło przewodnie tegorocznej edycji Targów, zaczerpnięte z Reymontowskiej „Ziemi obiecanej”. W czasach, gdy sztuczna inteligencja powoli przejmuje wszystkie branże, w tym wydawniczą, organizatorzy wydarzenia postawili na bezpośredni kontakt czytelników z twórcami i sobą nawzajem. Znaczna część spotkań dotyczyła właśnie wpływu SI na literaturę, nie zabrakło także klimatu zbliżającego się wówczas Halloween. Mnie samej udało się w końcu wyrwać z zakupowo-kolejkowego szału i wziąć udział w czterech panelach. W sobotę było to halloweenowe spotkanie z autorami współpracującymi z wydawnictwem Znak, podczas którego Jakub Rutka, Mateusz Glen, Tulia Topa i Renata Kuryłowicz opowiedzieli o swoich największych obawach związanych z pisaniem. Ostatnia autorka wieczorem tego samego dnia miała jeszcze spotkanie autorskie w krakowskim teatrze Barakah. Niedzielę zaczęłam za to od udziału w panelu z Filipem Kosiorem oraz Przemysławem Piotrowskim, którzy opowiadali o współpracy między autorem a lektorem książek. Zaraz potem odbyło się wyczekiwane spotkanie z Dmitrijem Głuchowskim, który zdradził, że obecnie pracuje między innymi nad… musicalem o wampirach!
Podsumowanie
Sądzę, że każdy, kto ceni sobie literaturę, powinien choć raz wziąć udział w tego typu wydarzeniu, bowiem trudno oddać w tekście klimat Targów, tego oczekiwania, tych rozmów w kolejkach… Tyle książek, wydawców i autorów w jednym miejscu to prawdziwa gratka, zwłaszcza dla tych czytelników, którzy na co dzień nie mają tak łatwego dostępu do księgarń i bibliotek jak warszawiacy. To także świetna okazja, by wesprzeć początkujących twórców oraz małe wydawnictwa. Każde miejsce, które w dzisiejszych czasach promuje żywe spotkania z kulturą i literaturą, jest drogie mojemu sercu. Chętnie jeszcze nieraz wezmę udział w podobnym wydarzeniu.

