Polska dusza zaklęta w literach

Sto lat temu Władysław Reymont otrzymał literacką Nagrodę Nobla za swą monumentalną powieść ludową pt. Chłopi. Czy jej treść i przesłanie oddziałuje również na nas, ludzi współczesnych?

Autor: Przemysław Tworek

W noblowskim wyścigu autor stanął w szranki m. in. z brytyjskim naturalistą Thomasem Hardym i irlandzkim mistrzem dramatu, niezwykle poczytnym i skandalizującym Bernardem Shawem. W światowej bitwie o literacki prymat zmierzył się również z rodakiem, Stefanem Żeromskim. Sto lat temu, 13 listopada 1924 roku, Władysław Reymont został ogłoszony laureatem literackiej Nagrody Nobla. Zwycięstwo zapewniła mu ludowa epopeja, zamykająca w malowniczym pejzażu czterech pór roku polską duszę i najskrytszy skarbiec ludzkiej natury. Mowa o monumentalnej powieści społeczno-obyczajowej pt. Chłopi.

Chłopi ostoją polskości?

Większość społeczeństw europejskich przełomu XIX i XX wieku, zwłaszcza tych słabo uprzemysłowionych, opierała się stanowiącej nierzadko lwią część ludności chłopskiej. W polskiej literaturze naród wiejski od zawsze zajmował zauważalne, ale marginalne miejsce w szerokim spektrum tematycznym utworów wszystkich epok. Podczas gdy okres zaborów ożywił polską twórczość literacką, a ówcześni pisarze stawiali sobie za cel wydobycie esencji i korzeni polskości spośród szlacheckich dworów, rezydencji, pałaców i majątków ziemskich, chłopi zawsze stanowili swoiste tło, uzupełnienie, podsumowanie, wypełnienie utraconej polskości, której źródła szukano z dala od zagród i strzech.

Chłopi nie gęsi, swój język mają

Polską duszę kojarzono ze szlacheckim etosem, walecznością, sarmatyzmem, romantyzmem, mesjanizmem, wreszcie pracą u podstaw w kręgach inteligenckich. Niewielu twórców szukało korzeni natury narodu pośród prostego ludu. Dopiero przełom wieków i postępujące zjawisko chłopomanii sprawiło, że to właśnie na wsi, wśród ludzi niewykształconych i zapomnianych przez dzieje, starano się odnaleźć pierwotne źródło siły i charakteru obywateli. Nikt jednak nie posunął się w tym tak daleko jak Władysław Reymont. W swoim opus magnum oddał on głos włościanom w sposób absolutny, w dużej mierze poświęcając intelektualny i pełen ogłady język inteligencji na rzecz wykutego z prostych gwar głosu wnętrza wsi, który quasi-ludowym tonem tworzy narrację powieści.

Reymont źródłem inspiracji

Epopeja Reymonta w ostatnim czasie ożyła na nowo, dzięki filmowej, malarskiej adaptacji. Łukasz L.U.C. Rostkowski, autor ścieżki dźwiękowej do filmowych Chłopów, porównał język oryginalnej powieści do barokowej katedry, stworzonej jednakowoż z naturalnej prostoty. Nim właśnie inspirował się przy tworzeniu muzyki, która choć zachwyciła widzów swoim bogactwem i nowoczesnością wyrazu, miała w istocie swoje źródło w pradawnych polkach, oberkach, ludowych pieśniach i przyśpiewkach.

Uniwersalizm

Umieszczanie Chłopów wśród dzieł przestarzałych, odnoszących się do dawno minionej i nieaktualnej rzeczywistości dziejowej, zdecydowanie może, a nawet musi, nieść ze sobą szczyptę krótkowzrocznej ignorancji. Epopeja Reymonta wciąż stanowi skarbiec polskiego ducha, wszystkich naszych narodowych tęsknot, pragnień, strachów, traum, miłości i nienawiści. W postaciach Boryny, Jagny, Antka, Hanki, czy Kuby odnaleźć można współczesnych, żyjących w rzeczywistości XXI wieku Polaków, z całym wachlarzem zalet, wad i wartości. Współczesny naród polski, podobnie jak większość narodów europejskich, wywodzi się w dużej mierze z ludu. I choć przeminęły lipieckie strzechy, klepiska, kosy i obejścia, pozostał naród. To właśnie tym słowem Reymont bardzo często określa lipieckich chłopów, sprowadzając ich do roli bohatera zbiorowego, reprezentującego nie tyle jedną wieś czy gromadę, ale całą mnogość ludzi, połączonych wspólnym językiem, wartościami i swojską duszą.

Czym różni się Boryna od współczesnego Europejczyka?

To właśnie Chłopi w tak wielkim stopniu akcentują niedoścignioną polską miłość do ziemi i własności: oddaloną od malowniczych folwarków i dworów, sprowadzoną do żarliwej walki o każdą morgę gruntu, w której to walce stają naprzeciw siebie syn i ojciec, mąż i żona, matka i córka. Pragnienie swojego, wyrażone w Chłopach stało się pewną cechą dziedziczną. Czy my – współcześni Europejczycy – tak często walczący o własne, choćby najmniejsze mieszkanie, stawiający sobie za cel posiadanie swojego małego kawałka do życia – naprawdę tak bardzo różnimy się od XIX-wiecznych Lipczan, którzy od kilku morgów gruntu uzależniali swoje ziemskie „ja”?

Wolność kocham i rozumiem

Czy i my nie pragniemy wolności, oderwania się od krępujących nas niekiedy obciążeń prawnych, społecznych, rodzinnych? Czyż nie jesteśmy czasem podobni do Jagny, która tego nieba by się uwiesiła i z tymi chmurami poniesła we świat? Do Lipczaków, którzy w obronie praw do swojego lasu wyruszają gromadą na sprzeciw i walkę? Do parobka Kuby, pragnącego za wszelką cenę być postrzeganym jako równy gospodarzom? Wolność w Chłopach wyraża się zarówno jednostkowo, jak i zbiorowo. A to ona właśnie – kochana i upragniona – leży na duszy narodu jak nic innego…

Kulturowa spuścizna chłopów

Nasze tradycje, tożsamość i język ciągle ewoluują. W Chłopach odnaleźć możemy pierwotne, niezniekształcone przez nowoczesny pęd życia rytuały świąt i dnia powszedniego. Podczas gdy wielu współczesnych uważa dawną wieś za siedlisko ciemnoty i niewyobrażalnej nędzy, Reymont z dumą ukazuje drugie oblicze włościańskiego życia, wyrażające się w niezliczonych obrzędach, ceremoniałach i konwenansach. Chłopi pozostawali ludźmi niezwykle rozwiniętymi kulturowo, choć na swój własny, niezwykle osobliwy sposób: bardzo często nie znali liter, nie widzieli dzieł sztuki, nie słyszeli muzyki innej niż tej granej przez kapele w karczmach i organistę w kościele. Odnajdywali jednak duchowy, a czasem magiczny sens w najdrobniejszych niuansach przyrody, każdej przyziemnej czynności nadawali niezmienny bieg i rytuał, a nade wszystko starali otaczać się pięknem, które wyrażali poprzez misterne wycinanki, święte obrazy i rzeźbione zabawki. Oto świat Chłopów – przepełniony tradycjami i obrzędami. I my, współcześni, czerpiemy z pradawnych zwyczajów natchnienie w codziennym i świątecznym dniu. Obchody Bożego Narodzenia, Wielkanocy, czy nawet nasze przyziemne zachowania i przyzwyczajenia noszą nieusuwalne znamię tego, czym żył niegdysiejszy lud. Dziesiątki przysłów i powiedzonek, wyrażających naszą dzisiejszą, życiową, ludzką i pierwotną mądrość, ma swoje korzenie wśród wiejskich strzech. Wiele z nich Reymont zebrał i umieścił w swej powieści.

Studium samotności

Chłopi to również ogromne, czasem wręcz przerażające w swojej dosadności studium samotności jednostki wobec świata, społeczeństwa i dziejów. Samotność, która w polskich utworach wszystkich epok sprowadzana była do romantycznego cierpienia lub rozłąki z Ojczyzną, w dziele Reymonta przybiera znacznie bardziej ludzkie, naturalistyczne wymiary. Zwłaszcza dwie sceny śmierci – tak różne i od siebie odległe – składają się na pewien wycinek obrazu człowieka samotnego w powieści. Pierwszą ze scen jest wzruszająca i namacalnie realistyczna śmierć parobka Kuby, który wykrwawia się samotnie w stajni, podczas gdy cała wieś hucznie świętuje ślub Boryny z Jagną. Kuba, który za towarzyszów ostatniej chwili ma jedynie gospodarskie zwierzęta, staje się symbolem człowieka zapomnianego, któremu nie poświęca się uwagi. Druga ze scen – śmierć Macieja Boryny – przewartościowuje zupełnie wewnętrzne poczucie człowieczeństwa. Umierającego gospodarza nie żegnają bowiem jego bliscy – nierzadko pozostający z nim w długotrwałym sporze – lecz ziemia. Boryna, umierając samotnie na własnym polu, ukazuje nam pewną smutną i gorzką prawdę na temat życiowej tułaczki – czasem człowiek przegrywa z tym, co materialne. Czasem okazuje się, że ziemia – a dziś to, co po prostu stanowi dla nas wartość najwyższą – staje się jedyną pociechą w najcięższych chwilach.

Chłopi – powieść lustro

Chłopi boleśnie eksplorują temat samotności, który dzisiaj dotyka bezpośrednio tak wielu, często młodych, osób. Czy nie trudno utożsamić się z Kubą, wzgardzanym przez całą wieś, dla którego jedynymi przyjaciółmi są zwierzęta? Z Jagną, nierozumianą i popchniętą do aranżowanego małżeństwa z człowiekiem, którego nie kocha? Z Boryną, który choć wciąż czuje się na siłach, dla swojej rodziny jest jedynie przeszkodą do zdobycia majątku? Z Hanką, która cierpi przez zdrady, agresję i przemoc ze strony swojego męża? Z sierotą Witkiem, który straciwszy rodziców, nie ma nawet bliskich zmarłych, których mógłby wspomnieć na cmentarzu? Jakże wiele problemów dawnego, żyjącego w zupełnie innej epoce ludu, dotyka nas – współczesnych zjadaczy chleba 2024 roku?

Non omnis moriar

Może właśnie dlatego Władysław Reymont sto lat temu otrzymał najbardziej prestiżową nagrodę świata literackiego. Ukazał bowiem duszę nie tylko narodu, ale i zwykłego człowieka. Człowieka zapomnianego, wzgardzanego, a czasami sprowadzanego do roli uosobienia ciemnoty. Człowieka, który żył przed ponad wiekiem, ale który żyje nadal. I choć otoczenie zmieniło się zupełnie, on nie zmienia się i trwa po wieki.