Autor: Maria Biernacka
Andrzej Stasiuk w Opowieściach galicyjskich (pierwsze wydanie: 1995 r.) odmalowuje obraz rzeczywistości gdzieś na uboczu, miejsca zapomnianego przez wielką historię. To tam, gdzie wszelkie zmiany docierają z olbrzymim opóźnieniem; tam, skąd każdy chce wyjechać, ale nikt nie ma jak. I wreszcie tam, gdzie wszystko dookoła jest przesiąknięte melancholią i nihilizmem.
Akcja opowiadań dzieje się w Żłobiskach, fikcyjnej wsi w Beskidzie Niskim, niedaleko granicy ze Słowacją. To nie przypadek – autor od lat mieszka w tym regionie i fascynuje się nim. Czas akcji odgrywa tu ogromną rolę: wydarzenia dzieją się w okresie transformacji gospodarczej w Polsce, świeżo po upadku komunizmu. Opowieści galicyjskie są zatem czymś w rodzaju pamiątki po bardzo specyficznym miejscu w bardzo specyficznym czasie. To migawki z rzeczywistości w stanie rozkładu.
ZMIERZCH I TO, CO PO ZMIERZCHU
Poznajemy Żłobiska w momencie, gdy stanowią już właściwie cień miejscowości. Dawny PGR stoi opuszczony, a bohaterowie snują się sennie po wiosce, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Mężczyźni spędzają większość wolnych chwil w lokalnej karczmie, coraz głębiej wpadając w szpony alkoholizmu. Wobec ich niemocy kobiety często muszą w pojedynkę radzić sobie z gospodarstwami (czy raczej z tym, co po nich pozostało). Kradzieże są tu na porządku dziennym, podobnie jak przemoc. Wydaje się, że nikt nie ma poczucia celu czy sensu własnej egzystencji.
Lokalna społeczność wydaje się kompletnie nieprzystosowana do nowej rzeczywistości. Bohaterowie w większości zupełnie nie potrafią funkcjonować w obecnych realiach. Żyją na skrajnych peryferiach, na krańcu znanego świata. Stasiuk w 1995 roku utrwalił obraz miejsca, które dziś nie miałoby już prawa bytu – ale w tamtym momencie polskiej historii mogło zaistnieć. Tyle że i tak wszyscy by o nim zapomnieli.
METAFIZYKA PERYFERII
Żłobiska to miejsce graniczne w sensie zarówno geograficznym, jak i metafizycznym. Jest to przestrzeń wszechobecnego zaniku, a uniwersalne reguły rządzące wszechświatem wydają się tu nie obowiązywać. Pozostały jedynie ruiny tego, co kiedyś było, a potem zniknęło i na jego miejsce nie nadeszło nic nowego. Niewyjaśnione zbrodnie oraz tajemnicze śmierci, co do których nie wiadomo, czy aby na pewno są jedynie nieszczęśliwymi wypadkami. Chór głosów, z których każdy mówi coś innego, ale żaden nie pamięta całej prawdy. I wreszcie duchy – raczej zjawy niż upiory.
Świat Opowieści galicyjskich jest mroczny, ale nie jak horror. Bardziej jak melancholijna opowieść o przemijaniu, zanikaniu i niemożności poznania prawdy. Duch Kościejnego snuje się między bohaterami nie po to, by ich straszyć, lecz by wyjawić, kto stoi za najszerzej dyskutowaną zbrodnią w Żłobiskach. Dopiero gdy opowie, co widział, będzie mógł zaznać spokoju. Nie zazna go natomiast czytelnik – ostatnie opowiadanie zbioru kończy się chwilę przed wyznaniem Kościejnego.
Wiele tu niedopowiedzeń i tajemnic. Narrator jest przybyszem spoza Żłobisk, w wielu kwestiach polega jedynie na zwierzeniach mieszkanek i mieszkańców. Zaciera się granica między tym, co wydarzyło się naprawdę, a tym, co stanowi jedynie plotkę czy interpretację. Nie sposób stworzyć spójnej wersji wydarzeń. Ta gęsta mgła spowijająca fabułę Opowieści galicyjskich powoduje, że są one niesamowicie hipnotyzujące.

