Odzyskał pamięć, co dalej? O kontynuacji „Znachora”

Po „Znachorze” nadszedł czas na „Profesora Wilczura”. Czy druga część tak samo wzruszy serca fanów?

Tekst: Aleksandra Jarosz

Większość z nas zna historię znachora z popularnej ekranizacji z lat 80. Jednak, dzięki nowej adaptacji filmowej z 2023 r., dzieło Dołęgi-Mostowicza zyskało nowe życie.

Dla pewnej części fanów kultowego filmu zaskoczeniem może być informacja, że opowieść o Rafale Wilczurze ma swoją książkową kontynuację. Druga część, zatytułowana Profesor Wilczur, rozgrywa się ponad rok po wydarzeniach ze Znachora. Wilczur wraca do warszawskiej kliniki, a Marysia i Leszek opuszczają Polskę i osiedlają się w Stanach Zjednoczonych. Przez pewne niedociągnięcia przy przeprowadzaniu badań kwalifikujących do operacji ważnego pacjenta, klinika znajduje się w tarapatach. Cała sytuacja zaś, skłania profesora do zastanowienia się nad tym, co naprawdę sprawia, że jest szczęśliwy. 

O czym jest to książka? Przede wszystkim opowiada ona o samotności, o starzeniu się, ale też o ludzkiej dobroci. Jest to powieść przepełniona emocjami. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, że autor w swoim dziele bardzo dużo dywaguje na temat ludzkiej natury oraz na temat tego, że każdy z nas jest istotą społeczną, a życie pełne jest smutku, ale tym bardziej należy z tego powodu doceniać ludzką dobroć.

Wady, które rzuciły mi się w oczy trakcie lektury Profesora Wilczura wynikają jedynie z tego, że o ile wiele kwestii poruszanych w powieści jest ponadczasowych, to część aspektów kulturowych niestety straciła już na aktualności. Mimo tego, proponuję potraktować je jako spuściznę tamtych czasów i dalej rozkoszować się treścią książki. Wspaniała była postać Jemioła, która rozbawia do łez i rozładowuje ciężką atmosferę. Ta doza humoru nie zmienia faktu, że zdecydowanie więcej jest w tej książce smutku i melancholii niż scen, które wywołują uśmiech u czytelnika. Autor chce nam pokazać, jak ważna w obliczu złego świata jest ludzka dobroć.

Na pewno wielkim plusem książki jest jej poetycki język. Sposób, w jaki Dołęga-Mostowicz opisuje wieś, jest pełen serca, ale jednocześnie prawdy. Życie poza miastem przynosi bohaterowi szczęście. Systematyczne zajęcie i przyjazne twarze sprawiają, że czuje się tam potrzebny i kochany. Warszawa, w przeciwieństwie do Radoliszek, to miejsce, gdzie wszystko jest fałszywe, relacje ludzkie opierają się interesach, a ludzie kłamią i ranią. Zasady społeczne są zagmatwane i odbierają mieszkańcom radość. Profesor szybko uświadamia sobie, że w warszawskiej klinice nie odnajdzie już szczęścia. Nie ma w niej miejsca dla starszego, aczkolwiek dalej niesamowicie zdolnego, profesora. A jak wiadomo, każdy człowiek, który jest niepotrzebny, często czuje się samotny.

Istotny jest fakt, że autor przekazuje czytelnikom również pozytywne emocje. Dostarcza nam ich, oprócz wspomnianego wcześniej komedianta Jemioła, także Łucja, lekarka o przeogromnym sercu i zdolności do poświęceń. Jest postacią silną, niezależną i niesamowicie mądrą. Czytanie jej perspektywy było ujmujące, ale również trzymające w napięciu. To właśnie wokół niej i profesora Wilczura rozgrywała się akcja. Płynęła ona wartko i miała mnóstwo niespodziewanych zwrotów naładowanych emocjami. W połowie czytania powieści zorientowałam się, że absolutnie nie mogę się od niej oderwać.

Jak dla wielu Polek i Polaków, historia Rafała Wilczura jest mi bardzo bliska. Druga część dodaje postaci znachora wiele głębi. Przyznam, że była to dla mnie lektura bardzo emocjonalna. Na koniec trzeba zaznaczyć, że papierowe wydanie książki zasługuje na pochwałę. Piękna grafika i solidna oprawa oraz wygodny do czytania format są jej wielkimi atutami.