Autor: Małgorzata kalinowska
Władysław Reymont, znany wielu ludziom głównie z „nudnych” lektur oraz ciągnących się realistycznych opisów, miał także drugie oblicze. Ten „Casanova spod Skierniewic” uwikłany był w wiele romansów, ale co ważniejsze – bardzo ciekawiła go metafizyka. Zainteresowanie to zawładnęło nim do tego stopnia, że wraz ze znanym lekarzem i homeopatą Józefem Drzewieckim, propagatorem hipnotyzmu, wybrał się do Londynu w lipcu 1894 roku na Zjazd Towarzystwa Teozoficznego.
We dziewiętnastowiecznym Wrocławiu, gdzie przebywał przez pewien czas nasz noblista, prężnie działało środowisko spirytystów. Reymont wraz z nimi wywoływał tam duchy. Co więcej, mówi się, że to właśnie tam miejscowy wróżbita przepowiedział pisarzowi zarówno duże pieniądze, jak i otrzymanie Nagrody Nobla. Doświadczenie to na pewno zachęciło młodego adepta mistycyzmu do nieprzerywania poszerzania wiedzy w tej dziedzinie.
Ponadto okazało się, że Reymont miał „talent” do kontaktów z zaświatami, co poskutkowało jego późniejszym sprawdzeniem się w roli medium. Pisarz rozważał nawet karierę w tym kierunku. Warto zaznaczyć, że osoby zajmujące się tą „profesją” zdobywały wówczas ogromną popularność. Chociaż odrobinę przesadnie, ale pojawiają się niekiedy żartobliwe hipotezy, że zamiast wspólnych wyjść do teatru, wybierano się na seansy spirytystyczne czy mediumiczne. W każdym razie sfera rzeczy nadprzyrodzonych cieszyła się wielką popularnością na przełomie XIX i XX wieku.
Wspomnienie o romansach nie jest przypadkowe, ponieważ to właśnie one są jednym z głównych wątków Wampira – powieści Reymonta z 1911 roku, która opowiada o Zenonie, polskim emigrancie mieszkającym w Londynie i tworzącym pod pseudonimem Walter Brown. Poznaje on na swojej drodze trzy kobiety: trzpiotkę Betsy, dojrzałą Adę i tajemniczą Daisy.
We mgłach to nie tylko dobra nazwa domu pogrzebowego, ale także pierwotny tytuł Wampira. Przez kilka lat, począwszy od 1904 roku, powieść ukazywała się w odcinkach na łamach Kuriera Warszawskiego. Dopiero później Reymont dodał do niej kilka wątków i postaci, by wydać książkę. Pierwotny tytuł wydaje się o tyle adekwatny, o ile autor poświęca bardzo dużo uwagi atmosferze Londynu. Natomiast ten obowiązujący, który skupia się na figurze wampira, zdaje się bardziej uniwersalny i nadający więcej sensów utworowi.
Nie mamy tutaj jednak do czynienia z popularnym obrazem potwora, który wbija swoje kły w ofiarę. Wampiryzm rozumiany jest tutaj metaforycznie oraz w taki sposób, w jaki używamy niekiedy współcześnie określenia „wampiry energetyczne”. Bo właśnie taki toksyczny wpływ ma Daisy na każdego bohatera powieści, a szczególnie na Zenona. Przenikała jego myśli, pojawiała się znienacka – była wszechobecna. Komunikowała się nie tyle językiem, ile odczuciem, poprzez sugestie, spojrzenia, a nawet samą obecność. Podjęcie problematyki komunikacji pozajęzykowej wiąże się z młodopolskim kryzysem języka. Przedstawiciele tej epoki wyrażali pragnienie uchwycenia opisem tego, co nieopisywalne. Stąd też obecność impresjonizmu, nastrojowości czy nawet synestezji. Język przestał już wystarczać literaturze. Z tej perspektywy można też interpretować Wampira Reymonta jako refleksję nad samą możliwością prostej komunikacji językowej. Odpowiedzią na to okazuje się figura „żywego trupa” (Daisy) – istoty funkcjonującej pomiędzy obecnością i nieobecnością, życiem i śmiercią, mową i milczeniem. Przekracza ona granice i łączy w sobie przeciwieństwa, a zatem można rozumieć ją jako symbol przekraczania języka.
Manifestacja, seanse spirytystyczne, czary, tabliczka ouija – ludzie od wieków/od zawsze wymyślali rozmaite sposoby umożliwiające komunikację ze zmarłymi, a w XIX wieku fascynacja tym, co pozaziemskie i niewidzialne, przybrała szczególnie intensywną formę. Rozwój spirytyzmu, zainteresowanie mediumizmem oraz próby naukowego badania zjawisk paranormalnych przez parapsychologię ujawniły głęboki kryzys nowoczesnego podmiotu. Człowiek modernizmu coraz częściej doświadczał własnej niepewności: nie ufał już własnym zmysłom, językowi czy stabilności granicy między życiem a śmiercią.
Należy jednak zaznaczyć, że w Wampirze groza nie wynika z samego istnienia jakiejś złej istoty, lecz z trudności wyznaczenia granicy między własnym „ja” a obcą obecnością. Kim właściwie jestem, skoro tak łatwo ulegam niewidzialnym wpływom? – zdaje się pytać Reymont. Postać Daisy ujawnia nam, jak naiwne było przekonanie o autonomii człowieka. Osoby te tak zagubione, otwarte i podatne na działania zewnętrznych sił uciekały się do spirytyzmu w poszukiwaniu odpowiedzi. Zatem seanse te miały nie tylko funkcję rozrywkową, ale także poznawczą.
Na początku utworu Zenon staje się medium, a zatem odbiera sygnały z pozazmysłowej rzeczywistości. Traci tym samym swoją podmiotowość – to fakt. Pozostaje jedynie kwestia tego, czy robi to z własnej woli czy też nie. Szczegółowy opis utraty kontroli nad ciałem i umysłem, by zrobić miejsce dla gościa, obcej istoty, sugeruje, że być może ta deskrypcja nie jest jedynie fantazją literacką, a autentyczną relacją z doświadczeń spirytystycznych autora. Chociaż tego już raczej się nie dowiemy…

