Hałas. O człowieku w stanie ciągłego rozproszenia

Zbiór przemyśleń Małgorzaty Halber na temat życia w świecie, który tonie w powiadomieniach, informacjach i dźwiękach.

Autor: Zofia Panek

Książka Hałas Małgorzaty Halber jest osobistym komentarzem do naszej współczesności i opowiada głównie o tym, co czuje autorka jako część społeczeństwa nieustannie „połączonego” ze sobą mediami społecznościowymi. Dosyć chaotyczne zapiski wyrażają sprzeciw wobec tego, co dziś nazywamy normalnością. Sprzeciw wobec cyfrowego, późnego kapitalizmu, polaryzujących ludzi algorytmów orazi wyskakujących zza każdego rogu żabek i rossmannów. Z głównej mierze opinie autorki są po prostu opisem przytłoczenia, z którym wielu z nas zapewne się utożsamia będąc pod stałym atakiem powiadomień, ale czasem przyjmują także postać refleksji nad artykułami i badaniami innych autorów na ten temat. Taka formuła sprawia, że książka zdecydowanie nie zalicza się do kompendiów wiedzy na temat szkodliwego działania mediów społecznościowych, czego można by się początkowo spodziewać, sięgając po nią, autorka natomiast ujmuje ten problem w dużo bardziej osobisty sposób. Brak naukowego żargonu na rzecz prawdziwych emocji i swobody wypowiedzi, czasem wymagającej użycia wulgaryzmów (co jednak w moim odczuciu nie odbiera autorce elokwencji) zbliża nas do sedna problemu, którego wszyscy doświadczamy. Dawno żadna książka nie sprawiła, że musiałam przerwać lekturę – o ironio – wyjąć telefon i wysłać do znajomych fragment, który uważam za trafiający idealnie w punkt. Niesamowicie ważny jest nie tylko sam temat, lecz także jego realizacja, która będąc zbiorem osobistych obserwacji bardzo silnie pobudza refleksję. 

Wszystko płonie

Nie da się ukryć, że w książce pada niejedna kontrowersyjna teza. Już na samym początku spotykamy się ze stwierdzeniem, że ludzie nie powinni chodzić do pracy – oczywiście oprócz tych, którym to sprawia przyjemność. Autorka nie chce brać pod uwagę wykonalności takich oświadczeń, ponieważ to nie drastyczna zmiana funkcjonowania świata jest jej celem. Dlatego też łatwo jest się zgodzić z jej opinią – praca zwyczajnie wykańcza człowieka. W podobny sposób nadszarpują jego spokój tytułowy hałas czy nadmiar korzystania z internetu. Odnośnie tego pierwszego Halber świadomie wybiera słowo, które odnosi się do zmysłu słuchu, a nie wzroku (mimo że to on jest najbardziej narażony na wielogodzinny kontakt z ekranem, reklamami i brzydotą), ponieważ to tego zmysłu nie jesteśmy w stanie „wyłączyć”. Dźwięki docierają do nas zawsze, a jedyne, co nauczyliśmy się robić, to je ignorować; nie oznacza to jednak, że nie wpływają na nas . Hałas nas wycieńcza, a cisza staje się przywilejem – Halber podkreśla, że jej teza odnosi się do mieszkańców miast. Autorka podejmuje bardzo wiele aspektów szkodliwości szeroko pojętego internetu. Od algorytmu Meaningful Social Interactions (ang. znaczących interakcji społecznych) Facebooka, który co prawda polaryzuje, ale przez to też przyciąga naszą uwagę na dłużej – od poczucia wykluczenia do marginalizacji uczuć, które powodują interakcje w mediach społecznościowych. 

To dużo więcej niż tylko rozproszenie. Na jej warsztat nieuchronnie trafiają też słowa, które są bez wątpienia istotną częścią naszego życia, a teraz tracą jednak swoje znaczenie. Język jest przekształcany na rzecz zysku i marketingu, przestaje cokolwiek znaczyć. W odczuciu Halber słowa pisane są po to, aby ktoś je przeczytał, i nie może się pogodzić z narastającą liczbą tych, które powstały jedynie dla samego faktu napisania (na tej czy innej butelce szamponu). Nasze życie powinno być efektywne – odpoczywaj po to, by pracować więcej i bardziej efektywnie. Po co robić coś, co sprawi nam prawdziwą radość, jeśli nie będzie to wydajne, jeśli „zmarnujemy” na to nasz cenny czas, w którym moglibyśmy wykonywać istotne zadania? Używany w ten sposób język wzmacnia tzw. społeczeństwo osiągnięć i uzależnianie swojej wartości od tego, ile dziś udało ci się zrobić i jak bardzo musisz się przemóc. Halber nie ukrywa, że już ma dość wiecznego zmęczenia. Dość hałasu, pracy i nawet odpoczynku, które tylko ją wykańczają. To wszystko skłania ją do tego, aby pod koniec książki wręcz postulować wielką promocję nieróbstwa. I nie ma z tym problemu, skoro i tak już wszystko płonie.