Ponowne spojrzenie na „Emmę”

Historia prosta, przyjemna i zabawna, lecz niebanalna.

Tekst: Julia Grudzień

Wydawnictwo MG przygotowało dla czytelników nowe wydanie „Emmy” Jane Austen. Czy w znanej i tak ważnej dla popkultury powieści można odkryć coś nowego? Na pewno sama bohaterka – Emma ma jeszcze wiele do przekazania.

Jestem pewna, że każda osoba, która choć trochę interesuje się literaturą angielską, zapytana o ulubioną powieść Jane Austen potrafi natychmiast ją wymienić. Moją odpowiedzią na to pytanie od wielu lat pozostaje Emma. Nikogo zazwyczaj to nie dziwi – historia ta należy do prostych, przyjemnych i zabawnych. Co i raz, jest też z sukcesem ekranizowana, ostatnio w 2020 r., kiedy Autumn de Wilde stworzyła niezwykły wizualnie obraz. Sama postać głównej bohaterki, a raczej archetyp, który zapoczątkowała, zapisał się na zawsze w (pop)kulturze. Stało się tak głównie za sprawą ikonicznej Cher z Clueless, filmu inspirowanego powieścią Austen. Jednak, mimo to, tytułowa Emma nadal budzi kontrowersje, a dyskusja nad tym, czy w ogóle da się ją lubić, wydaje się nigdy nie kończyć. Chociażby z tego powodu polecam wrócić do Emmy (a może dopiero ją odkryć), tym razem wydaną przez Wydawnictwo MG.

To właśnie za Emmą Woodhouse i jej kolejnymi ruchami podążamy, odkrywając fabułę książki. Młoda, piękna i bogata, zajmuje swój czas swataniem ludzi ze swojego otoczenia. Tym razem trafia na Harriet, pozornie jej zupełne przeciwieństwo – od teraz jest tą, której małżeństwo Emma będzie usiłowała zaaranżować. W tym momencie następuje ciąg pomyłek i nieporozumień, które oczywiście, jak to w twórczości błyskotliwej Jane Austen, raczej wzbudzają nasz uśmiech. Z łatwością można by powiedzieć, że to główna bohaterka, swoją naiwnością oraz przekonaniem o własnej nieomylności, wprowadza zamęt w życia bohaterów, a jej nieznośne uprzywilejowanie i arogancja sprawiają, że czytelnik zauważa, że główna bohaterka nie jest lepszą osobą, niż te z jej otoczenia. 

Jane Austen, jak sama przyznała w jednym z listów, chciała stworzyć protagonistkę, którą polubi tylko ona. Celem Emmy nigdy nie było zaskarbienie sobie sympatii czytelników natychmiastowo. Nie miała być też jednak nigdy „tą złą”.  Jej nieoczywistość miała wynikać z braku perfekcyjności. Jest więc przeciwieństwem tego, co inne ówczesne bohaterki powieści przeznaczonych dla kobiet sobą reprezentowały. Na początku XIX w., realistyczne portrety kobiece były nieobecne, zastąpione przez ich idealne, przystosowujące się do norm kalki. Od tego czasu pojawiło się w kulturze wiele złożonych i raczej trudnych do polubienia bohaterek, niezwykle lubianych przez odbiorczynie, które odnajdują w ich skomplikowanych charakterach komfort. Mimo to, owe postacie nadal spotykają się z niezrozumieniem przez mainstream, co czyni rewolucyjność w postaci Emmy tym bardziej  przejmującą w XXI w.

Nieustannie bardziej wzruszająca niż główny wątek romantyczny, jest dla mnie też przyjaźń, która rodzi się między dwiema bohaterkami. Ich relacja, początkowo sprawiająca wrażenie jednostronnego projektu powstałego dla zabicia czasu, przemienia się w obraz obustronnej troski. Nikogo nie zaskoczy też to, że i w tej powieści Austen daje nam wgląd w codzienne życie, przekonania oraz konwenanse społeczeństwa XIX-wiecznej Anglii. Zanurzona w ówczesnych realiach historia uwrażliwia również na zniuansowaną hierarchię klasową i rolę kobiety w poszczególnych grupach.

Myślę, że na takie odczytanie zasługują zarówno sama historia, jak i główna bohaterka. Zniuansowane i pełne wrażliwości, nieprotekcjonalne a patrzące wyrozumiałym spojrzeniem. I choć uważam, że z Emmą najlepiej zapoznać się pierwszy raz wiosną – już teraz zachęcam wszystkich do sięgnięcia po piękne, gruszkowe wydanie.