Autor: Wiktor Koszal
Lekcja martwego języka Andrzeja Kuśniewicza jest dziełem wymykającym się klasyfikacjom. Nie wystarczy nazwać go powieścią – szczątkowa, fragmentaryczna fabuła jest raczej wymówką dla prawdziwej treści, będącej połączeniem eseju i lirycznej medytacji. Autora interesują nie tyle losy bohaterów, co ich umiejscowienie w czasie i konfrontacje z kondycją ludzką.
Wielki nieobecny
Poza kręgami literaturoznawców rzadko można usłyszeć o twórczości Andrzeja Kuśniewicza. W czasach PRL jego książki były powszechnie czytane, niemalże popularne, dzisiaj zaś są małe szanse, by nawet bardziej „ambitny” czytelnik wiedział cokolwiek o dorobku pisarza. Zniknięcie Kuśniewicza z powszechnej świadomości jest faktem godnym pożałowania, lecz zrozumiałym zważywszy na realia polskiej literatury. Współczesny rynek książki nie ma w zwyczaju wznawiania autorów niebędących częścią swoistego kanonu, którego sprzedaż jest niemal gwarantowana. I tak Gombrowicza znaleźć można w niemal każdej księgarni, a jego rówieśnika, Kuśniewicza, co najwyżej w antykwariatach. Wspomnieć należy także o problematycznej działalności pisarza w czasach komunizmu; Kuśniewicz składał bowiem Służbie Bezpieczeństwa donosy na swoich kolegów po fachu.
Autor debiutował późno, bo w wieku 52 lat, tomem poezji Słowa o nienawiści (1956), zaś pięć lat później rozpoczął karierę prozatorską. Od samego początku twórczość Kuśniewicza nosiła znamiona dojrzałości artystycznej. Wydana w 1977 roku Lekcja martwego języka jest uznawana, obok Króla obojga Sycylii, za jedno ze szczytowych osiągnięć pisarza.
Austria misera
Lekcja martwego języka zabiera czytelnika do wschodniej Galicji, na rubieże dogorywającego imperium austro-węgierskiego, gdzie porucznik Alfred Kiekeritz, zakwaterowany w obskurnym hoteliku, czeka na śmierć. Choruje na gruźlicę, dolegliwość na wskroś dziewiętnastowieczną; taką zresztą, jak sam Kiekeritz, który jest człowiekiem emblematycznym dla szybko kończącej się epoki.
Wybuch Wielkiej Wojny domknął wiek, który jako formacja kulturowa przetrwał czternaście lat poza oficjalną datę swojego zamknięcia. Jesienią 1918 roku stary porządek trwa tylko nominalnie, już za kilka chwil świat zmieni się nie do poznania – szczególnie w Europie Środkowo-Wschodniej, gdzie cesarsko-królewska monarchia rozpadnie się na niezliczoną ilość państw i państewek. Galicja Lekcji… jest krajem wielu kultur, które na razie żyją we względnej harmonii. Widać jednak przebitki nadchodzącego chaosu. Kuśniewicz nie buduje czasu powieści linearnie – wspomnienia Kiekeritza i innych postaci przeplatają się z wizjami (względnej) przyszłości. Dzieło skonstruowane jest na podstawie skojarzeń, niemal jak u Prousta, lecz tutaj reminiscencje mają wymiar nie tylko osobisty, lecz także kulturowy. Świat Galicji jest kolażem perspektyw i momentów, wiecznie ewoluującym wspomnieniem nienależącym do nikogo konkretnego.
Śmierć w Galicji
Kiekeritz, wysublimowany esteta, spędza ostatnie dni swoje i Austro-Węgier na zbieraniu wszelkich dzieł kultury – zarówno tych wartościowych, na przykład ruskich ikon– jak i tandetnych: makatek, oleodruków, szydełkowanych obrazków. Najbardziej wartościową zdobyczą porucznika jest miśnieńska porcelana, która wykorzystywana była do karmienia kur przez nieświadomego jej wartości leśniczego. Kiekeritz stara się za wszelką cenę uratować stary świat, nawet pod postacią szmiry. Jest jedynym świadomym zarówno dobytku epoki, jak i jej schyłku.
Lekcja martwego języka jest książką o dwóch śmierciach: osobistej Kiekeritza, który w ostatnich dniach życia stara się zrozumieć jej naturę, i kulturowej Austro-Węgier, a z nimi całej starej Europy. Jednak, zgodnie z przepowiednią losów Kiekeritza, niektóre rzeczy trwają także po śmierci: “a jeśli umrzesz tutaj (…) wyrośnie z ciebie, z twego ciała (…) drzewo życia”.

