Autor: Patrycja Goska
Zdawałoby się, że samej Patti Smith nikomu nie trzeba przedstawiać, choć można niekiedy odnieść wrażenie, że znajomość tej postaci w Polsce poprzestaje na tym, że w 1979 wydała kultowy utwór Because the night – nie inaczej było w moim przypadku. Jak dotąd nie zagłębiałam się w jej muzykę, a utwór ten był po prostu nieodzownym hitem karaoke. Tym większym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że wydała kilka książek, a jedna z nich, Poniedziałkowe dzieci (ang. Just Kids) z 2010 roku, otrzymała National Book Award w kategorii literatury faktu.
„Coming of age”
Jedni nazywają ją romantyczną powieścią o życiu Patti Smith, którą kończy elegia, inni zaś kronikarskim popisem, który hołduje jej wieloletniej miłości, Robertowi Mapplethorpe’owi. Oba te opisy przystają do książki; czytelnicy opowiadając o swoich odczuciach względem niej, odnajdują punkt ciężkości dzieła w pierwszym lub drugim wspomnianym wątku. To poniekąd mówi już samo za siebie, gdyż trudno zgłębiać twórczość oraz biografię autorki w oderwaniu od jej partnera. Narracja diariusza jest prowadzona dwutorowo, skupia się na aspiracjach i rozterkach wschodzącej artystki z nowojorskiej bohemy lat sześćdziesiątych, a zarazem łączy jej drogę artystyczną z wyzwaniami, na które natrafia, będąc w związku z artystą Mapplethorpe’em. Smith w tym okresie zarabia na chleb, pracując w sklepach oraz księgarniach – miejscach, które ją nużą. Po godzinach zasiada do swojego rzemiosła:, wierszy, rysunku, a później też muzyki, do czego zachęca ją kluczowy również dla jej sztuki towarzysz życia. Choć ledwo wiążą koniec z końcem, muszą także zmierzyć się z tabuizowaną w tamtych czasach orientacją seksualną mężczyzny.
Fabryka sztuki
Robert to zagadkowy, czuły mężczyzna, a jego rola w codzienności Patti jest wielowymiarowa. Smith przechodzi nie lada drogę, żeby zostać rozpoznana jako artystka wielkiego formatu. W tej podróży asystuje jej Robert. Stanowi jej emocjonalną podporę oraz kreatywny motor napędowy; ich przyjaciele zwykli mówić, że we dwoje tworzą zgraną „fabrykę sztuki”. W życiu Patti figuruje on zatem jako człowiek oddany w całości sztuce, jej muza, największa miłość, a w następnych latach bliski przyjaciel, który próbuje odnaleźć się na nowo w świecie i związku ze Smith jako homoseksualny mężczyzna. To ostatnie odkrycie, do którego dochodzi Robert, zmienia bieg wydarzeń, ale nie przekreśla całej ich historii. Pozostaje między nimi niespotykana zażyłość. Robert na długo po tym ma okazję odznaczyć się jako autor okładki jej płyty Horses z 1975.
Kronika bohemy lat 60.
Pisarka przy tym wszystkim przykłada dużą wagę do malowania tętniącego życiem pejzażu metropolii, a także do portretów swoich przyjaciół, przy okazji zagłębiając się w coraz intymniejsze zakątki relacji z nimi, choć nie poszukuje przy tym taniej sensacji. Mimo szerokiej gamy nazwisk, każde przywołanie czyjejś sylwetki ma określony cel; nie ma tu miejsca na lanie wody. Na drodze pary pojawiają się przelotnie postacie, takie jak Jimi Hendrix, Bob Dylan czy Andy Warhol, które odciskają piętno nie tylko na całej ich epoce, ale i na karierach bohaterów. Całej historii przygrywa też znana nam dość dobrze melodia o naiwności młodych dorosłych, która niekiedy zapędza ich w mroczne miejsca, ale równocześnie inspiruje do eksperymentów z różnymi formami wyrazu.
Patti Smith w Poniedziałkowych dzieciach ciągle doszukuje się znaków w niepozornych zdarzeniach czy datach, starając się tym samym tchnąć trochę magii w codzienność. To wszystko przeplata introspekcjami, a także wydarzeniami, którymi żył wówczas cały świat – począwszy od zabójstwa Kennedy’ego w 1963, a skończywszy na epidemii AIDS z początku lat 80., która dotknęła również jej drogiego przyjaciela, Roberta Mapplethorpe’a. Ten, podobnie jak Patti Smith, zrewolucjonizował kulturę, w tym najmocniej odznaczył się w fotografii, do której wprowadził śmiałe wątki homoerotyczne, które często łączył z kwiatowymi motywami. Poniedziałkowe dzieci stanowią laurkę dla jego sztuki oraz tamtej pełnej kontrastów.

