Wdzięczność dla industralizacji

„Industrializacja” – na dźwięk tego wyrazu do głowy przychodzą szkody środowiskowe, wyzysk w azjatyckich fabrykach odzieży czy przytłaczające uprzemysłowienie wielu części naszego życia (upadek tradycyjnego rzemiosła, wzrost znaczenia fast foodów, itp.). Jednakże industrializacja przyniosła wiele pozytywnych zmian w różnych obszarach.

Autor: Juliusz Śmidowski

Czasem krytyka industrializacji odbywa się wspólnie z pochwałą życia w społecznościach przedprzemysłowych. Okazjonalnie nawet z pewną tęsknotą spogląda się na życie społeczności zbieracko łowieckich. Antropolog Marshall Sahlins sformułował w latach 60. teorię pierwotnego zamożnego społeczeństwa (częściowo na podstawie ówcześnie popularnych badań Richarda Lee dotyczących społeczności !Kung), wedle której członkowie społeczności zbieracko-łowieckich mogli łatwo zaspokajać swoje potrzeby. Mieli przy tym też dużo czasu na odpoczynek i rekreację. Nie warto jednak romantyzować tych czasów, gdyż jest szereg przesłanek sugerujących, że nie było to łatwe życie.  Odnoszą się one przede wszystkim do społeczności łowiecko-zbierackich, ale dotyczą też przedindustrialnych zbiorowości rolniczych. 

Śmierć była  powszechnym zjawiskiem wśród dzieci: 43% z nich nie dożywało 15 roku życia. Gwarantowane wręcz było, że każdy rodzic tego doświadczy, jeśli posiadał liczne potomstwo (co miało miejsce).  Można pomyśleć, że skoro śmierć była tak wszechobecna to radzenie sobie z nią przychodziło bardziej naturalnie. Istnieją jednak dowody w postaci zapisków rodzin czy też licznych rytuałów pośmiertnych, świadczące o tym, że śmierć dziecka była wtedy traumatycznym zdarzeniem. Wystarczy wspomnieć choćby twórczość Kochanowskiego. Wysoka śmiertelność dotyczyła głównie najmłodszych, natomiast nie zmienia to faktu, że dorośli też nie mieli idyllicznego życia. Liczne choroby zakaźne odpowiadały za 70% śmierci. Duża mobilność była pewnym sposobem na braki zasobów w danej okolicy, ale generowała też  problemy w postaci narażenia na nowe patogeny i pasożyty. Chroniczne niedożywienie  prowadziło do obniżonej odporności, co zwiększało dotkliwość różnych chorób. Pewnym plusem jest fakt, że choroby degeneracyjne nie były takim zmartwieniem jak dziś, ale było to wynikiem krótszej średniej życia — choroby degeneracyjne dotyczą bowiem głównie osób w wieku podeszłym.  Warto wspomnieć jeszcze o oczekiwanej długości życia będąc w tym temacie. Była ona na poziomie 21-37 lat. Nie znaczy to jednak, że 37 lat życia już było uznawane za starość, gdyż ludzie przeżywali nawet i do 60 lat. Oczekiwaną długość życia oblicza się licząc średnią z wieku śmierci każdej osoby. Oznacza to, że jeśli dużo dzieci zmarło, to istotnie zaniżało to długość oczekiwaną życia. Stąd też z oczekiwanej długości życia możemy wywnioskować, że trudno było przeżyć dzieciństwo, ale jeśli ktoś je przeżył, to miał pewn szansę dożyć do 60 lat. 

Jeśli dziecko przeżyło, nie zawsze miało okazję dorastać z obojgiem rodziców. W zależności od badanej społeczności zbieracko-łowieckiej, od 40% do 58% dzieci w wieku 11-15 lat żyło dalej z biologicznymi rodzicami. Wynikało to z wysokiej śmiertelności dorosłych i częstości rozwodów (małżeństwa istniały już wtedy jako instytucja, jednakże nie w chrześcijańskim rozumieniu) . Znaczy to, że tzw. wychowanie przez wioskę (proces gdzie plemię wspólnie wychowywało dziecko) wynikło z pewnej konieczności społecznej i dynamicznych przekształceń rodzin, a nie jakiejś szczególnej opiekuńczości społeczności. Co ciekawe, często ojcowie w społecznościach zbieracko-łowieckich byli bliżej związani z dzieckiem niż w przypadku społeczności rolniczych, jednakże mogło to wynikać  z nieobecności innych krewnych.

Kraina niepłynąca mlekiem i miodem

Sytuacja żywnościowa była w najlepszym wypadku cykliczna. Antropolodzy, którzy badali wyłącznie okresy obfitości podczas krótkich pobytów z danymi społecznościami, mogli mieć błędny obraz realnego dobrobytu. Niedożywienie było chronicznym elementem życia i członkowie tych społeczności często zwracali uwagę w wywiadach na kwestie żywnościowe. Nancy Howell, która spędziła dwa lata z !Kung zwróciła uwagę, że są to ludzie bardzo chudzi, którzy przez wszystkie okresy roku narzekali na głód. Oczywiście, społeczności łowiecko-zbierackie nie umierały z głodu cały czas, jednakże zmiany warunków (np. powodzie) mogły z łatwością doprowadzić do śmierci z głodu, co też zresztą często miało miejsce. W „najlepszym” wypadku niedożywienie ułatwiało rozwój chorób, to zaś miało negatywny wpływ na jakość zdrowia i przeżywalność.

Jeśli chodzi o samą dystrybucję zasobów, nie była ona zawsze – wbrew oczekiwaniom współczesnych ludzi – w pełni egalitarna. Oczywiście istnieje wiele przypadków, w których własność była wspólna, ale są też liczne dowody na to, że członkowie zgarniali jak najwięcej zdobyczy dla siebie i swojej rodziny. W przypadku !Kung istnieją pewne przesłanki sugerujące, że rodziny z najlepszymi łowcami zagarniały dla siebie obfite rejony zbierackie. Według Erica Smitha średnio poziom nierówności był zbliżony do tego obecnie panującego w Danii, pomimo rozbudowanych systemów dzielenia się zasobami w grupach łowiecko-zbierackich. Jak na dzisiejsze standardy jest to wynik dość dobry, jednakże nadal warty odnotowania i dość odległy od powielanych mitów na temat idealnej dystrybucji dóbr w tamtych czasach. Jeśli więc dobrze zaprojektowaną polityką gospodarczą i socjalną możemy zapewnić nierówności na tak niskim poziomie, utrzymując przy tym zdobycze technologiczne, to tęsknota za tamtą równością wydaje się chybiona.

Pod względem czasu pracy nie ma wielkich różnic w porównaniu do godzin roboczych w krajach rozwiniętych. Bez wzięcia pod uwagę przygotowania żywności, wytwarzania narzędzi i generalnych prac domowych, lud !Kung średnio pracował tygodniowo 12-19 godzin. Po wzięciu pod uwagę tych zajęć, liczba ta wzrasta do 40-44 godzin, więc jest  na poziomie współczesnego czasu pracy, przy czym warto podkreślić, że przykładowo polowanie może być zajęciem istotnie bardziej ryzykownym od spaceru do sklepu spożywczego. Ilość czasu przeznaczona na odpoczynek jest kwestią sporną wśród badaczy. Jeśli istniała potrzeba zdobycia większej ilości np. żywności, to łowcy odpuszczali sobie pracę, jeśli istniała obawa przed tym, że źródło pokarmu (przykładowo stado zwierząt) może się wyczerpać. Był to więc odpoczynek wbrew woli. Łowcy mieli świadomość na temat bieżących potrzeb plemienia, ale woleli uniknąć długoterminowego zagrożenia śmiercią z powodu możliwych braków.  

Początki nie tylko rewolucji przemysłowej, lecz także neolitycznej, przyniosły istotny wzrost przepracowanych godzin. Godziny te można określić jako nieludzkie i  odbierające energię potrzebną do zajęć poza pracą. Jednakże wraz z rozwojem technicznym i zmianami prawnymi, ilość godzin sukcesywnie spada. Prawdopodobnie dalej będzie spadać w kolejnych dekadach. Postęp i wzrost produktywności sprawił, że ludzkość mogła sobie pozwolić na wysłanie dzieci do szkół, a ludzi starszych na emerytury. Jest to osiągnięcie imponujące biorąc pod uwagę, że wcześniej te grupy nie były wykluczone z pracy, gdyż ich brak wkładu w utrzymanie wspólnoty byłby problematyczny.

Co ciekawe, industrializacja mogła pozytywnie wpłynąć na ograniczanie przemocy w społeczeństwie. Podobnie jak w kwestii żywności, poziom przemocy był cykliczny. Do jej istotnego wzrostu najczęściej dochodziło podczas okresów braków. W poszukiwaniu zasobów zapuszczano się na tereny innych plemion, co mogło prowadzić do napięć. Nawet pomijając trudne okresy, dane wskazują, że społeczeństwa zbieracko łowieckie wykazują się większą ilością morderstw niż dzisiejsze państwa. Antropolog Robert Kelly wskazuje, że 14 na 15 zbadanych społeczności notuje większą liczbę zabójstw na osobę niż Stany Zjednoczone, kraj znany z wysokiej przestępczości. 11 na 15 społeczności zaś więcej morderstw niż Jamajka z najwyższym ich poziomem na świecie. We wspomnianej wcześniej społeczności !Kung około 12% śmierci wynikało z przemocy. Z badania Michaela Gurvena i Hillarda Kaplana wynika natomiast, że średnio 20% śmierci w różnych społecznościach łowiecko-zbierackich wynikało z przemocy (przy czym trudno stwierdzić, czy była to przemoc wewnątrzgrupowa czy międzygrupowa) a istniały też liczne społeczności, w których udział był wyższy, więc powyższe liczby można traktować jako szacunki dolnej granicy. Oczywiście siła nie była domyślnym sposobem rozwiązywania sporów, gdyż dążono do pokojowych rozstrzygnięć, jednakże czasem sposób ten zawodził. Oczywiście uprzemysłowienie przyniosło też problem w postaci masywnych wojen z niewidzianym wcześniej poziomem cierpienia, jednak poziom przemocy, jakiej doświadczamy na co dzień, nadal jest mniejszy niż ten, który spotykał naszych przodków.

Nie taki straszny przemysł jakim go malują

Społeczeństwo przeszło długą i burzliwą drogę od czasów rewolucji przemysłowej. Naturalnie jest pole do krytyki różnych aspektów życia w społeczeństwach przemysłowych. Czasem  czujemy się, jakbyśmy zostali sprowadzeni do roli małego trybika w wielkiej maszynie. Niemniej praktycznie każdy w społeczeństwie przemysłowym dużo zawdzięcza industrializacji. Nie czujmy nostalgii do czasów przedprzemysłowych z samego faktu, że nie było wtedy fabryk, bo w gruncie rzeczy w społecznościach łowiecko-zbierackich nie było  na tyle pozytywów, żeby zrekompensować utratę tego, co mamy dzisiaj.