Autor: Juliusz Śmidowski
Jednym z najlepszych przykładów ludzkiej zdolności do pokonywania ograniczeń zasobowych jest historia rolnictwa. Przez znaczną część historii głód był jednym z największych problemów ludzkości. Świat, w którym skromne nadwyżki żywności były szybko pochłaniane przez rosnącą populację, doświadczał cykli wzrostów i spadków liczby ludności. Spowodowane to były wojnami o zasoby i klęskami głodu. Zjawisko to nazywamy pułapką maltuzjańską – od angielskiego uczonego Thomasa Malthusa, który twierdził, że wszelki wzrost produktywności rolnictwa będzie prowadził do wzrostu populacji, a w konsekwencji – do głodu. Aby temu zapobiec, postulował moralną wstrzemięźliwość, np. celibat czy opóźnione małżeństwa.
Rewolucja przemysłowa przyniosła jednak przełom. Mechanizacja i lepsza organizacja upraw doprowadziły do trwałego wzrostu produktywności rolnictwa – na tyle znaczącego, że w krajach rozwiniętych udało się całkowicie wyjść z pułapki maltuzjańskiej. Liczba ludności zaczęła rosnąć i osiągnęła poziomy wcześniej niespotykane.
Ale to nie koniec historii. Jeszcze na początku XX wieku podstawowym źródłem azotu w rolnictwie były nawozy naturalne, co ograniczało możliwości zwiększania plonów. Przełomem okazało się opracowanie procesu Habera-Boscha przez Fritza Habera i Carla Boscha – umożliwił on pozyskiwanie azotu z powietrza na skalę przemysłową. Tym samym możliwa stała się produkcja syntetycznych nawozów, nieograniczonych problemami w dostępie do azotu. Choć technologia ta została również wykorzystana do produkcji materiałów wybuchowych, co przyczyniło się do brutalności obu wojen światowych, jej wpływ na rolnictwo był rewolucyjny. Według danych Our World in Data, w 2015 roku nawet 3,5 miliarda ludzi zawdzięczało życie żywności wyprodukowanej dzięki nawozom sztucznym.
Dalszy wzrost produktywności rolnictwa wciąż jest możliwy, ale napotyka istotne przeszkody – szkodniki i patogeny. Ich obecność znacząco obniża plony. Przykładowo w Brazylii, jednym z kluczowych producentów rolnych, aż 38% rocznej produkcji traci się z powodu insektów. W Stanach Zjednoczonych zachodnia stonka korzeniowa kukurydzy powoduje straty rzędu miliarda dolarów rocznie. Problemem jest to, że szkodniki i patogeny są zróżnicowane regionalnie, a wiele biotechnologicznych innowacji działa skutecznie tylko na konkretne organizmy. To ogranicza ich uniwersalność i utrudnia globalne wdrażanie. Autorzy badania Inappropriate Technology: Evidence from Global Agriculture zauważają, że zielona rewolucja mogła być osłabiona właśnie przez brak odpowiednich technologii dopasowanych do lokalnych realiów. Najczęściej technologie te dostosowane były do konkretnych warunków w siedzibach firm biotechnologicznych, czyli krajach rozwiniętych. Brak dopasowania technologii do lokalnego kontekstu zmniejsza produktywność rolnictwa na świecie o 58%. Z plusów, sytuacja ta się zmienia. Kraje rozwijające się takie jak Chiny, Indie, Brazylia, itp. prężnie rozwijają swoje ośrodki badawcze związane z rolnictwem. Kraje te obejmują bardziej zróżnicowany obszar pod względem szkodników i patogenów niż kraje zachodnie. Dzięki temu inne kraje będą mogły efektywniej wykorzystać ich technologię. Przypadek ten pokazuje, że poza postępem technicznym ważne jest również to w jaki sposób postęp ten może się rozprzestrzeniać.
Obecnie głód nie jest już problemem braku produkcji, lecz brakiem skutecznej dystrybucji. To nie zmiany behawioralne, lecz ludzki intelekt i innowacje technologiczne okazały się kluczowe w pokonywaniu kryzysów żywnościowych, wbrew temu co pisał Malthus.
Jak to wygląda dziś?
Dziś często słychać głosy, że wzrost produkcji nie jest odpowiedzią na współczesne problemy, zwłaszcza te związane z klimatem. Rzeczywiście – pogoń za przemysłowym wzrostem doprowadziła do masowego wykorzystania paliw kopalnych i globalnego ocieplenia. Krytycy, w tym zwolennicy ruchu degrowth, podważają sens dalszego rozwoju produkcji. Jednak wzrost – dobrze ukierunkowany – może stać się narzędziem do przezwyciężenia tych problemów.
Sprawna transformacja energetyczna zależy m.in. od zdolności do masowego wytwarzania paneli słonecznych, turbin wiatrowych, reaktorów jądrowych, magazynów energii oraz infrastruktury wspierającej.
Czym jednak właściwie jest wzrost produkcji, poza samym zwiększeniem liczby towarów? Kluczowe znaczenie mają tutaj zjawiska ekonomii skali i krzywej uczenia się. Im większy wolumen produkcji, tym niższy koszt jednostkowy – dzięki rozłożeniu kosztów stałych. Jednocześnie z każdym kolejnym wyprodukowanym egzemplarzem zdobywa się doświadczenie, co obniża koszty i zwiększa efektywność. Te dwa zjawiska wzajemnie się napędzają, dzięki czemu produkty niegdyś luksusowe – jak samochody, telewizory czy smartfony – stały się powszechnie dostępne.
Efekty większej produkcji widać dziś wyraźnie na przykładzie energii słonecznej. Koszt produkcji paneli fotowoltaicznych spada tak gwałtownie, że wykresy cen często przedstawia się w skali logarytmicznej. Podobne tendencje widać także w przypadku innych technologii zielonej transformacji. Część z nich osiągnęła już tak niski koszt, że nie wymagają dopłat – konkurują cenowo z rozwiązaniami opartymi na węglu czy gazie. W Unii Europejskiej pojawiają się wręcz obawy o zbyt niskie ceny chińskich produktów tego sektora.Warto jednak podkreślić: produkcja nie jest celem samym w sobie, lecz narzędziem do realizacji celów społecznych. Nie chodzi o to, by produkować więcej energii z węgla, ale by produkować więcej energii w ogóle – po to, by ludzie mieli niższe rachunki, a gospodarka była bardziej zrównoważona.
Dajmy szansę produkcji
Wzrost produkcji był dla ludzkości zarówno błogosławieństwem, jak i źródłem problemów. Z jednej strony pozwolił wydźwignąć miliardy ludzi z ubóstwa, z drugiej – przyczynił się do dewastacji środowiska. Przyszłość, w której produkujemy więcej i lepiej, jest możliwa. Oczywiście, nie powinniśmy dążyć do wzrostu w każdej dziedzinie – np. zwiększania produkcji paliw kopalnych. Ale większa, czystsza i mądrzejsza produkcja jest drogą do rozwiązania wielu wyzwań naszych czasów. Świat naturalny stawia przed nami mniej barier, niż nam się wydaje. Przyszłość, w której rozwój jest możliwy bez destrukcji, leży w zasięgu ręki.

