Autor: Ignacy Michalak
Pięć lat musieli czekać widzowie na najnowszy film Jana Komasy. Mająca premierę na Warszawskim Festiwalu Filmowym produkcja, pokazywana również w ramach American Film Festival, obiecywała syntezę kina polskiego i amerykańskiego. Jego poprzednie dzieło Salę Samobojców. Hejter, opowiadające historię niespełnionego studenta prawa z prowincji, odczytywano dwuznacznie – zarówno jako przestrogę przed narastającą radykalizacją skrajnej prawicy w Polsce, jak i krytykę zadufanych w sobie liberalnych wielkomiejskich elit. Natomiast hollywoodzki debiut Komasy, Rocznica, jawi się jako swoisty rewers Hejtera.
W bogatym domu na amerykańskich przedmieściach, małżeństwo waszyngtońskich elit – Ellen (Diane Lane) i Paul (Kyle Chandler) świętuje 25. rocznicę ślubu. Ona – wyznawczyni zdroworozsądkowego progresywizmu i wykładowczyni na należącym do Ligi Bluszczowej Uniwersytecie Georgetown, on – serce rodziny i dobrze prosperujący restaurator. W uroczystościach towarzyszą im ich dzieci: cięta jak brzytwa komiczka Anna (grająca w Opowieści Podręcznej Madeline Brewer), ambitna prawniczka Cynthia (Zoey Deutch) oraz najmłodsza córka, zafascynowana mikrobiologią i introwertyczka Birdie (McKenna Grace). Sielankę celebracji zakłóca przybycie syna Josh’a (Dylan O’Brien), nieudanego pisarza powieści science fiction oraz czarnej owcy rodziny wraz z jego nową partnerką – Liz (Phoebe Dynevor). Ta, jak się okazuje, jest byłą studentką Ellen, poddaną przez nią ostracyzmowi na uczelni za napisanie pracy o “antydemokratycznych” zapędach, która propagowała w Stanach system jednopartyjny. Narastające przez całą uroczystość napięcie między matriarchą rodziny a byłą podopieczną staje się przewodnim motywem filmu, ujawniając hierarchie władzy oraz konflikt między przekonanym o swojej prawości liberalnym establishmentem a populizmem rosnącym wśród odrzuconych przez niego mas.
W strukturze Rocznicy wyraźnie dostrzegalna jest inspiracja dramatami Czechowa. Kolejne spotkania bohaterów organizowane z okazji rocznic funkcjonują niczym wiwisekcja rodzinnych relacji, w których stopniowo spiętrzają się konflikty. Splecione są one z narastającymi w całym kraju nastrojami autorytarnymi promowanymi przez partię Zmiany, której liderką jest Liz. Dla pełnego zrozumienia historii równie istotne jest zarówno to, co pokazuje się na ekranie, jak i wydarzenia, które mają miejsce pod naszą nieobecność.
Jak sam reżyser przyznaje, pomysł na film, którego akcja pierwotnie miała rozgrywać się w Polsce, zrodził się w jego głowie jeszcze przed premierą Bożego Ciała. Dostawszy zielone światło od Hollywoodzkich producentów podczas kampanii oscarowej w 2020 r., scenariusz został przepisany na amerykańskie realia przez Lori Rosene-Gambino – i właśnie w tym ruchu leży lwia część problemów filmu. Tkwiąc w rozkroku pomiędzy kinem amerykańskim a europejskim, Rocznica nie potrafi zdecydować, czy chce być poważnym studium stanu współczesnej Ameryki czy też alegorią dojścia do władzy ruchów faszystowskich i nazistowskich w dwudziestoleciu międzywojennym.
Polski osad historii widoczny jest też w skupieniu osi konfliktu na autorytaryzmie zamiast wojnach kulturowych. Obrazuje to pewien paradoks błędnego odczytania współczesnego klimatu politycznego Stanów Zjednoczonych przez zniekształcone przez polską perspektywę zwierciadło. Równie absurdalne w tym kontekście jest też powstanie trzeciej partii zrzeszającej Amerykanów ponad podziałami. Zawodzi także trzeci akt, który postanawia porzucić jakąkolwiek niejednoznaczność historii na rzecz wybuchowego, acz płytkiego catharsis, wykazując tym samym brak politycznej autorefleksji. Zasadniczo Rocznicę można pozytywnie postrzegać jedynie w kategorii dystopijnego kina science fiction. Pomimo kulejącego już na poziomie samego pomysłu scenariusza, film oferuje solidnie napisane dialogi i całkiem trzymającą w napięciu pulpową fabułę, wzmocnioną rzetelnym aktorstwem ze strony starych wyjadaczy Hollywood. Choć daleko mu do oscarowego poziomu Bożego Ciała, Rocznica broni się jako film znaleziony pod przypadkowym postem na Reddicie o propozycjach dystopijnego kina. Niemniej pozostaje pytanie – czy lepszym dla Komasy nie byłoby przypadkiem pozostanie w Polsce i nakręcenie Rocznicy w rodzimych realiach?

