Autor: Lucjan Leszczewicz
Jedyny kontakt z innymi ludźmi Fran doświadcza w pracy, gdzie panuje wręcz rodzinna atmosfera. Wszyscy dobrze się znają i chętnie wchodzą ze sobą w dyskusję na różne tematy. Mimo to Fran niechętnie nawiązuje relację z resztą współpracowników, a każda próba interakcji jest dla niej niezręczna oraz zbędna. Tym co pomaga jej oderwać się od codziennej monotonii i arkuszy kalkulacyjnych jest rozmyślanie o własnej śmierci.
W Czasem myślę o umieraniu nie zobaczymy drastycznych scen. Wizje głównej bohaterki zamiast niepokoju tworzą atmosferę spokoju i wyciszenia. Obserwujemy w nich głównie jak martwa Fran leży w lesie lub znajduje się w podziemiach budynku, w którym pracuje, a w jej stronę powoli pełznie wąż. To właśnie za pomocą tych wizji główna bohaterka wypełnia pustkę, która ją otacza jak i wprowadza się w stan wewnętrznego spokoju. Jej dzień składa się z ciągłej rutyny praca—dom. Biuro jest miejscem, w którym narażona jest na kontakt z innymi ludźmi, co wywołuje u niej widoczny niepokój. Pozostanie w domowym zaciszu zamienia ten dyskomfort w uczucie pustki. Śmierć przez to przestaje być czymś strasznym, a samo myślenie o niej w filmie ukazano jako uzupełnienie obecnej egzystencji Fran. Pytanie, czy jako urozmaicenie nudnej codzienności śmierć potrafi być wystarczająca?
Kiedy w biurze pojawia się nowy pracownik, życie antyspołecznej Fran ulegnie zmianie. Robert stanowi przeciwieństwo głównej bohaterki – jest towarzyski, lubi zagadywać innych pracowników i nie boi się kontaktu z drugim człowiekiem, lecz niczym w komedii romantycznej to właśnie cichutka Fran wzbudzi w nim szczególne zainteresowanie swoim odizolowaniem się od reszty. Popęd ku śmierci zacznie rywalizować z potrzebą miłości i bliskości z drugim człowiekiem. Fran mimo izolacji od innych potrzebuje Roberta. Samo pogodzenie się z własną śmiercią i rozmyślanie nad nią nie jest wystarczające do wypełnienia pustki. Fran nie chce popełnić samobójstwa. Jak sama przyznaje chodzi o samo wyobrażenie bycia martwym – jest to fantazja, która kiedyś się spełni w jakieś formie i przyniesie jej wieczny spokój, jednak ważne jest również to co dzieje się tu i teraz.
Rachel Lambert, reżyser/ka (forma do wyboru, obie poprawne) stara się podkreślić wagę bliskości drugiego człowieka w życiu każdej jednostki, również tych, które zdają się nie wykazywać takich potrzeb. Swoją opowieść zaczyna ironicznym spojrzeniem na wymuszanie sztucznego wytwarzania rodziny w miejscach pracy. W biurze, w którym pracuje główna bohaterka widać widoczny nacisk na relację koleżeńskie. Odejście jednego z pracowników stwarza pretekst do zorganizowania imprezy pożegnalnej w trakcie czasu pracy. Natomiast nowy pracownik poznaje resztę zespołu przez wspólne podzielenie się tym, jakie jest jego ulubione jedzenie. Fran jako jedyna trwale opiera się wszelkim tym zabiegom traktując swoją pracę z chłodnym podejściem, w przerwach fantazjując o swojej śmierci. Część satyryczna zaczyna się jednak rozpadać, kiedy cały ciężar opowieści przenosi się na emocje głównej bohaterki. Fran grana przez Daisy Ridley jest postacią, w której wszelkie lęki i wyizolowanie społeczne zostało skrajnie wyolbrzymione, wytwarzając tym samym karykaturę osoby z zaburzeniami lękowymi. Minimalna ekspresja aktorki oraz nieliczne linie dialogowe mają służyć do wyrażania skrajnych emocji – od niepokoju do zakochania. O niej samej nie wiemy tak naprawdę za wiele. Robert stara się jak może, by znaleźć wspólny temat do rozmowy, jednak jedyne zainteresowanie Fran oscyluje wokół własnej śmierci. Dziwne zachowanie i rozmyślanie o własnej śmiertelności miało wystarczyć do zbudowania postaci, z czego sam wątek fantazji Fran nie został w pełni wykorzystany. Film nie tłumaczy skąd pojawiło się u głównej bohaterki jej niecodzienne zainteresowanie i wyizolowanie. Fran ma być dziwna dla samej dziwności, pragnąc zbliżenia się właśnie do Roberta z równie nieznanych przyczyn. Sprawiło to, że w historii o ludzkich uczuciach i o tym, jak ważne jest dzielenie się nimi z innymi, zabrakło po drodze człowieka.


