Autor: Tymoteusz Wójcik
Stany Zjednoczone Ameryki kojarzą nam się głównie z ich największymi miastami takimi jak Los Angeles, Nowy Jork czy Las Vegas, ewentualnie dużymi, dzikimi krajobrazami takimi jak Yellowstone, Wielki Kanion czy Dolina Śmierci. Dosyć często twórcy, a także sami widzowie spoza USA zapominają o wioskach, a także małych miastach w strefie. Z tą tematyką i wyjątkową atmosferą małomiasteczkowości powraca po raz kolejny Brad Ingelsby, twórca Mare z Easttown. Czy jest to kolejna trudna, ale jakże ujmująca przeprawa przez mrok, który może ukrywać się w każdym z naszych sąsiadów? Sprawdźmy.
Co nowego w Pensylwanii
Serial Grupa zadaniowa opowiada historię dwóch ojców. Każdy z nich zmaga się ze swoimi demonami przeszłości, jeden próbuje im przebaczyć, a drugi się zemścić. Pierwszy jest agentem FBI, który wiele lat wcześniej odszedł z kapłaństwa, drugi za dnia pracuje w zakładzie oczyszczania miasta, a nocami jest złodziejem. Ich losy zostają splecione w pewnego rodzaju grze, w której jeden musi złapać drugiego, a jednocześnie każdy z nich chce zadbać o swoją rodzinę, albo to, co z niej zostało. Obaj mają również swoje rodziny w zawodzie. Czy będą mogli im w pełni zaufać? Czy odnajdą prawdziwych siebie, którzy zaginęli wiele lat wcześniej?
Czerń, biel i szarość bohaterów
Po raz drugi, jeżeli chodzi o filmografię Ingelsby’ego, wrażenie robią między innymi kreacje postaci. To nie są zwykli bohaterowie kryminałów z drobnymi wadami i wieloma zaletami, którzy pokonują swoje problemy z uśmiechem na twarzy, albo przekąsem w słowach. Tutaj stróże prawa to prawdziwi ludzie z krwi i kości, którzy ledwo radzą sobie ze swoimi prywatnymi problemami, a mimo to próbują dzień w dzień zbawiać świat. Ich zalety dostrzegalne są dopiero po czasie, a uwydatniają się one na zupełnie niespodziewane sposoby. Z kolei druga strona medalu – złodzieje i gangsterzy są zniszczalni również w trakcie fabuły, a nie tylko na jej koniec, dodatkowo nie są ludźmi przesiąkniętymi złem do szpiku kości (a przynajmniej nie wszyscy). Bohaterowie w Grupie zadaniowej są jednocześnie słabi za sprawą swoich wad, a jednocześnie silni dzięki innym osobom, z którymi współpracują. Inną już kwestią jest, czy potrafią to docenić. W produkcji podkreślono bardzo wyraźnie wartość rodzinnych więzów, a także potrzebę przebaczenia, nawet najgorszych przewinień. To właśnie osoba, która nie może przebaczyć, cierpi najbardziej, a nie ten, który zawinił. Twórcy starają się uchwycić niuanse życia i wyjątkowo dobrze im to wychodzi, pomimo na pierwszy rzut oka, sztampowej i płaskiej konwencji serialu kryminalnego, kreując tym samym pełnych, wielowymiarowych bohaterów.
Dwóch ojców, jeden cel, różna droga
Brad Ingelsby powraca po raz kolejny z wątkiem skomplikowanego rodzicielstwa i problemów z nim związanych. Mierzy się z trudnymi tematami, które wplata w wątki kryminalne. To nie przestępstwa są dla głównych bohaterów tych produkcji najmroczniejsze, a niestety codzienność ich życia. Grupa zadaniowa jako serial ma znacznie pozytywniejszy wydźwięk (lepiej ze mną rezonujący) niż mroczny charakter Mare z Easttown. Obie te produkcje naprawdę szanuję i doceniam, ale to ta będąca tematem tego artykułu jest dla mnie o poziom wyżej. Dodatkowo do dużych zalet produkcji zaliczyć trzeba, znanego z serialu Ozark, Toma Pelfreya. Elementem wspólnym jego kreacji aktorskich w obu serialach jest ich tragizm. Im bardziej chcą lepszego życia i wzmocnienia więzi z rodziną, tym upadają jeszcze bardziej. Mimo wszystko jednak, w tej naprawdę zażartej rywalizacji członków obsady pierwsze miejsce zdobywa Marka Ruffalo, który jest najjaśniejszą gwiazdą tego serialu. W szczególności imponuje mi wielowymiarowość jego postaci, jej zmagania z sobą. W niedługim czasie po zakończeniu omawianego serialu obejrzałem po raz kolejny pierwszą i drugą część Iluzji w ramach maratonu. Mark Ruffalo gra tam teoretycznie podobną postać agenta FBI. Jest to jednak bardzo mylne skojarzenie, ponieważ jest on zupełnie inny od Toma w Grupy zadaniowej. I nie mam tutaj na myśli, tylko tego, że jeden przebacza, a drugi się mści. Są to zupełnie inne charakterologicznie postaci, plus ta z serialu jest znacznie głębiej prześwietlona, można w niej wręcz zanurkować. Grupa zadaniowa to misternie stworzona układanka, w której pomimo pozornie spokojnego początku, nie ma zbędnych scen.
Piękne są roślinne Stany
Pochwalić trzeba też warstwę dźwiękową i wizualną. Jest to serial oddziałujący na widza na wielu płaszczyznach, które grają jak jedna orkiestra, na rzecz wspólnego dobrze zagranego koncertu. Niektóre z tych elementów dostrzegam nawet dopiero teraz, jakiś czas po skończeniu serialu. Mianowicie pisząc tę recenzję słucham soundtracku z Grupy zadaniowej, zauważając przy tym, że jest to w pewien sposób soundtrack idealny. Nie wyróżnia się on zbytnio podczas seansu, wyłącznie ubarwiając widoczne na ekranie wydarzenia, natomiast słuchając go już bez obrazu, nadal oddziałuje on na nasze emocje. Kolejnym elementem tej układanki jest wszechobecna w serialu natura Stanów Zjednoczonych, która, chociaż wydaje się nam taka codzienna, bo jest podobna do tej polskiej, to jednocześnie w sposób udany współgra tematycznie z wiodącymi motywami serialu.. Grupa zadaniowa nie jest typowym serialem kryminalny, w którym najważniejsza jest zagadka. To produkcja, w której właśnie prywatne życie agentów i złodziei gra pierwsze skrzypce, a pościgi i śledztwa lawirują gdzieś na obrzeżach. Serial składnia do walki z naszymi własnymi demonami, do podejmowania rozsądnych decyzji, które to nie wrócą do nas jak bumerang. To historia o tym, że dbanie o rodzinę, charakteryzuje się czymś troszeczkę innym, niż nam może się wydawać. O tym, że miłość to przebaczenie i że, ja to my, o tym, że nic nie jest czarno białe, a co najwyżej szare i nie można o tym zapomnieć.

