Autor: Maciej Bystroń-Kwiatkowski
League of Legends należy do tych tytułów, z którymi nawet jeśli nie miało się bezpośredniego styku, to z pewnością chociaż raz się o nich słyszało. I nic dziwnego, gdyż popularny LoL należy do grona największych gier na świecie – miesięcznie do pozycji wypuszczonej przez Riot Games loguje się średnio 130 milionów unikatowych użytkowników, zaś w szczycie potęgi LoL-a liczba ta sięgała nawet 180 milionów.
Przez ponad 15 lat pracownicy Riotu rozwijali nie tylko mechaniki gry, ale także rozbudowywali fikcyjne uniwersum świata nazwanego Runeterra, skąd pochodzą wybieralni bohaterowie. Wraz z każdą nową postacią w grze, Riot przesuwał granice wiedzy o Runeterze, zaś gracze łakomie pożerali każdy rzucany im okruch informacji o ulubionych postaciach. Powstały oryginalne utwory muzyczne z teledyskami, a nawet całe zespoły złożone z bohaterów LoL-a oraz komiksy prezentujące nowe przygody. Nic więc dziwnego, że prędzej czy później musiała również nadejść adaptacja tego świata na małym lub dużym ekranie.
Arcane dokonało jednak czegoś znacznie bardziej imponującego niż wyłącznie zadowolenia fanów LoL-a – pod każdym względem przebiło growy pierwowzór i stało się własną marką, rozpoznawalną nawet pośród grona osób nieświadomych istnienia Ligi Legend, łączącą pokolenia poprzez przedstawienie pięknej historii dwójki sióstr w mieście postępu pełnym nierówności i niesprawiedliwości, ale również poświęcenia, przyjaźni i miłości.
WITAJCIE W PILTOVER
Pierwsze prace nad Arcane ruszyły jeszcze w 2015 roku, a oficjalnie serial został ogłoszony 4 lata później, w trakcie organizowanych przez Riot wydarzeń z okazji dziesięciolecia League of Legends. Musiały jednak minąć jeszcze kolejne 2 lata, zanim pierwszy sezon Arcane ujrzał wreszcie światło dzienne w listopadzie 2021 r. W międzyczasie francuskie studio Fortiche, twórcy serialu, urosło z 15 do niemal 300 osób i otworzyło dwa nowe studia, projekt kilkukrotnie przechodził duże zmiany fabularne, a do kolejnych castingów zatrudniano łącznie 4 różnych dyrektorów poszukujących idealnych aktorów głosowych dla wykreowanych bohaterów.
Aż do stworzenia Arcane sposób rozwijania przez Riot uniwersum LoLa można określić dwoma słowami: bogaty chaos. Obsada League of Legends składa się obecnie z ponad 150 bohaterów – od samego początku głównym sposobem poznawania ich historii były krótkie notki dołączone w menu gry oraz nieco dłuższe opowiadania na stronie internetowej. Skąpa metoda kreacji pozostawiała jednak wiele do życzenia pasjonatom tego świata, nierzadko zresztą udostępniane informacje mieszały się , wzajemnie sobie zaprzeczając. Wraz z ogłoszeniem w 2019 roku, Arcane miało stać się pierwszą próbą dużego zagłębienia się w Runeterrę poprzez opowieść o początkowych losach wybranych postaci.
Tym sposobem trafiamy do wielkiego miasta Piltover i Zaun. Pierwsza dzielnica, nie bez kozery nazywana Miastem Postępu, jest bogatym centrum handlu, nauki, i kultury, które dba o nieustanny rozwój technologii w celu zapewnienia mieszkańcom lepszego jutra. Zaun natomiast stanowi jego lustrzane odbicie w krzywym zwierciadle – to ponura dzielnica zdefiniowana przez biedę, toksyczne ścieki i opary, a także uliczne rządy chemicznych baronów i gangów. Całość utrzymana jest w steampunkowym klimacie, a różnice między dzielnicami widać już chociażby w wykorzystanej palecie barw. W Piltover dominuje biel, brąz i błękit – w Zaun zieleń, czerń i fiolet.
W takim otoczeniu poznajemy dwie siostry – Violet oraz Powder – wychowywane po śmierci rodziców z rąk piltoveriańskiej milicji przez honorowego Vandera, jednego z liderów Zaun. To o losach ich oraz towarzyszących im osób opowie Arcane. Historię o świecie przepełnionym polityką, walką o władzę i korupcją. O poświęceniu, kształtowaniu i zachowaniu własnej tożsamości, zachowaniu rodzinnych więzi. O niebezpieczeństwach wynikających z niekontrolowanego, gwałtownego postępu, nieoglądającego się na tych, którzy nie nadążają. Przede wszystkim jednak o tym, że czasami nawet zrobienie wszystkiego, co w naszej mocy, może nie wystarczyć do osiągnięcia celu.
Tutaj kończy się część artykułu omijająca spoilery. Zachęcamy do samodzielnego zapoznania z Arcane przed dalszą lekturą.
OBIETNICA POSTĘPU
Chociaż w pierwszym sezonie do znawców historii Runeterry nierzadko puszczano oko, wstawiając znaki i symbole pochodzące ze wszystkich regionów fikcyjnego kontynentu, skala pierwszych 9 odcinków nie była duża i bardzo wyraźne ograniczała się do głównego motywu, a więc historii Violet/Vi oraz Powder/Jinx w podzielonym, dualistycznym mieście. Całość miała dosyć realistyczną atmosferę – opierała się głównie na zmaganiach bohaterów i ich walce z własnymi demonami, podczas gdy wątki fantastyczne, zwłaszcza cudowna fuzja technologiczno-magiczna nazywana hextech, odgrywały rolę raczej motoru napędowego niż pierwszoplanowej fabuły.
Drugi sezon natomiast nie ograniczał się w swoich elementach fantasy. Znacznie więcej czasu przeznaczał na wdzierającą się do Piltover & Zaun magię, a główną osią fabularną uczynił działania przesiąkniętego mocą hextechu Viktora, dążącego do unicestwienia wszelkiego życia w imię chwalebnej ewolucji poprzez asymilację żywych istot w jeden, zbiorowy byt kontrolowany przez niego niczym rój. Fabuła mocno się skomplikowała, ale…
Jest to moment, w którym, nakreśliwszy podstawowe ramy, można przejść do sedna – a więc genialnej implementacji zasady „jakość, nie ilość”.
Na każdy odcinek twórcy Arcane mieli nie więcej niż 50 minut, więc chcąc stworzyć rozbudowaną historię z niepłytkimi bohaterami, musieli znaleźć oryginalne rozwiązanie. Udało się. Każda scena pokazana w Arcane ma znaczenie, pcha fabułę do przodu, lecz jednocześnie dodaje nam kontekstu o bohaterach. Sceny rozłożone w czasie, na które w zwykłym serialu przeznaczono by całe, osobne odcinki, tutaj przedstawiono w postaci montażu pojedynczych kadrów z oryginalnymi utworami muzycznymi w tle. Tutaj co prawda należy się drobna krytyka, gdyż zwłaszcza pierwsza z trzech części drugiego sezonu czasami jest przeładowana teledyskami fabularnymi, ale nie wpływa to na ogólny odbiór serialu, gdyż zaraz po nich następują sceny, które wciskają w fotel.
Fortiche postawiło przed sobą nie lada zadanie – skutecznie przenieść środek ciężkości między sezonami. Pierwszy jest zdecydowanie wolniejszy, więcej czasu poświęca na zapoznanie nas z bohaterami i ich dokładne zaprezentowanie – na dzieciństwo protagonistów przeznaczono aż trzy odcinki z dziewięciu! Drugi narzuca znacznie szybsze tempo, w związku z czym spędzamy mniej czasu z szerszą gamą postaci (ekranowy czas Vi, najczęściej przedstawianej widzom bohaterki, spadł ze 127 do 83 monit). Nie obserwujemy już ich każdej chwili, omijając najczęściej etapy fizycznego przedostawania się z jednego miejsca do drugiego, natomiast jesteśmy świadkami wszystkich sytuacji, gdzie “dzieje się akcja”. Ponieważ jesteśmy już zaznajomieni ze światem przedstawionym, Arcane nie pozostawia nam chwili na odpoczynek, a jednocześnie zrozumiale tłumaczy złożone arkana magii w sposób przyjazny nawet dla sezonowego fana fantasy. Tworząc Piltover & Zaun, Fortiche wykorzystało pełnię elementów oferowanych przez hybrydowy gatunek steampunk fantasy, co przełożyło się na realistyczny świat z nieprostolinijnymi bohaterami, pełen fantastycznych wynalazków i stworzeń.
Różnice dynamiki między sezonami są zauważalne, przez co część osób oczekująca opowieści równie wolnej, skoncentrowanej ściśle na małym gronie postaci, może poczuć się rozczarowana. Patrząc jednak na to, jakie założenia musiało przyjąć Fortiche, a więc wyżej wspomniane przeniesienie środka ciężkości z historii skoncentrowanej na bohaterach na historię skupiającą się na fabule, można śmiało stwierdzić, że zadanie wykonali wzorowo, a całość świata Arcane stale wciąga każdym swoim elementem.
MÓJ NAJLEPSZY WRÓG
Jednak kreacja świata to tylko jeden aspekt – najmocniejszą stroną Arcane od samego początku byli jego zróżnicowani bohaterowie i ich przeżycia. W szerokim wachlarzu znalazło się miejsce dla reprezentanta każdej grupy społecznej, dzięki czemu każdy widz będzie mógł wybrać własnego ulubieńca.
Mamy więc różowowłosą Vi, zbuntowaną, wierną i lojalną dziewczynę z Zaun, której na każdym kroku los odbierał ludzi, a dla których ochrony była w stanie zrobić wszystko, nawet dołączyć w szeregi milicji odpowiedzialnej za śmierć jej biologicznych rodziców. Jinx, a więc starsza Powder, pokazuje destrukcyjne skutki poczucia porzucenia przez całe najbliższe otoczenie wywołane przez przekonanie, że wiecznie się bliskich krzywdziło.
Historia naukowców Jayce’a, Viktora i Heimerdignera przestrzega nas przed ślepym postępem, niekontrolowanym dążeniem do stanu perfekcji – zmusza do pytań o jego sens i naturę. Czy ostateczne rozwiązanie wszystkich równań nie uczyni świata pustym, pozbawionym snów i marzeń?
Zemsta prowadząca do fanatyzmu, z którego jest już prosta droga do autorytaryzmu to motywy historii Caitlyn, córki wpływowej rodziny z Piltover. Nie jest ona w stanie w stanie uniknąć uprzedzeń do sąsiadów z Zaun, nawet mimo darzenia wyższym uczuciem jednej z jego mieszkanek. Chociaż Caitlyn z pierwszego sezonu była wrażliwą dziewczyną o nieco naiwnym sercu pełnym dobroci, klątwa fanatyzmu potrafi skorumpować w odpowiednich okolicznościach nawet najlepszego człowieka.
Jest wreszcie i Ekko, kierowany zasadą „czasem zrobienie kroku naprzód oznacza pozostawienie kilku rzeczy za sobą”. Arcane udała się rzadka sztuka – sprawiło, że motyw alternatywnej rzeczywistości był wykreowany bez zarzutów. Odcinek, w którym Ekko na własne oczy może przekonać się o świecie, gdzie żadnemu z jego przyjaciół nie stała się krzywda, jest trzecim najwyżej ocenianym (9,6) na portalu IMDB. Zresztą Arcane jest jedynym w historii IMDB serialem, którego wszystkie odcinki jednego sezonu są ocenione powyżej 9.
Pełna charakteryzacja tak wielu postaci i satysfakcjonujące zakończenie ich historii w zaledwie 18 odcinkach stanowiło ogromne wyzwanie, któremu Fortiche i Riot sprostały. Z naprawdę drobnymi wyjątkami, po seansie Arcane nie odczuwa się braku należytych wyjaśnień – każdy bohater przechodzi swoją drogę w odpowiedni sposób.
POMALUJ ŚWIAT NA NIEBIESKO
Ani świat, ani bohaterowie nie ożyliby, gdyby nie studio Fortiche i ich przepiękna forma animacji, łącząca style 2D i 3D, rysowanie odręczne, a nawet wykorzystanie do jednej sceny techniki rysowania węglem! Czarna kreska tej ostatniej oddawała nastrój pogrzebu zabitych w zamachu lepiej niż jakiekolwiek słowa.
Sceny animowane są w 24 klatkach na sekundę, natomiast towarzyszące im efekty w 12, co w połączeniu daje zalety zarówno realizmu, jak i kreskówkowości, jednak poważny ton nie ginie w konwencji animacji. Jak w większości dużych animowanych produkcji, artyści odgrywali scenariuszowe scenki na żywo i wybierali najlepsze ujęcia na podstawie późniejszej analizy.
Fortiche wniosło jednak do Arcane również swój własny, charakterystyczny styl, czyli pracę kamery imitującą tę z filmów live action, dzięki czemu wydaje się, że kamerzysta rzeczywiście stoi tuż obok wydarzeń z ekranu. Do stosowanych zabiegów należy filmowanie z ręki, które poprzez drżenie ekranu dynamizuje ruch i pozwala na większą swobodę. Kamera jest również często „zaczepiana o obiekt”, podążając za nim i przedstawiając scenę z jego perspektywy.
Wykorzystywana technika ma także aspekty symboliczne. Ekko konstruuje urządzenie pozwalające mu cofnąć się w czasie o 4 sekundy. Jednocześnie scena, w której w pełni może wreszcie cieszyć się chwilą, tańcząc z alternatywną, zdrową wersją ukochanej przez niego Powder, jest animowana w 4 klatkach na sekundę. Ot, easter egg łamiący serce.
Pozostaje kwestia muzyki. Stawiając zarówno na oryginalną ścieżkę dźwiękową, jak i współpracę ze znanymi artystami z całego świata (w tym m.in. Imagine Dragons, PVRIS, Stromae, Denzel Curry, Twenty One Pilots i Sting), Fortiche trafił w dziewiątkę i pół. Wykorzystanie rzeczywistych muzyków wpasowało się w świat przedstawiony, chociaż, jak wyżej wspomniałem, czasami widz mógł odczuć już przesyt prawdziwymi artystami – stąd te pół punkta mniej. Żadnych zarzutów nie można mieć natomiast do oryginalnego soundtracku, nadającego duszy Piltover i Zaun, a wyróżnić należy zwłaszcza Raya Chena i jego kompozycje na skrzypcach.
W KOŃCU NIE POMYLILIŚCIE IMIENIA
Nareszcie otrzymaliśmy adaptację gry wideo, która poziomem nie tylko wyróżnia się pośród innych prób przeniesienia gier na ekrany telewizorów, ale wręcz pretenduje do miana jednego z najlepszych seriali wszechczasów. Arcane jest obowiązkową pozycją dla fanów League of Legends, entuzjastów animowanych produkcji, niedzielnych oglądaczy seriali, wielbicieli kina fantasy i science-fiction, dla widzów młodszych i starszych, słowem – dla każdego. Nie da się bowiem przejść obojętnie koło produkcji, która zdecydowanie zapisze się w historii małego ekranu. Każdy wydany dolar z 250 milionowego budżetu był właściwie wykorzystany i nie powinno zaskakiwać, że kolejne seriale na podstawie gry Riot Games są już w produkcji. Jeśli utrzymają poziom Arcane, to my, jako widzowie, możemy się tylko cieszyć.

