Raz mnie widzisz, a teraz już nie?

Uwielbiamy wielkie powroty, ale z każdym kolejnym sequelem nasze wymagania rosną. Poprzednie części serii „Iluzja” postawiły poprzeczkę wyjątkowo wysoko. Niespodziewane zwroty akcji, znakomite CGI, wizualny przepych i magia na miarę Davida Copperfielda. Tego oczekiwaliśmy od Rubena Fleischera, ale czy dowiózł to do końca?

Autor: Szymon Dec

Gdy w internecie porównywane są poszczególne elementy serii Iluzja, popularny jest mem „konia z Gry o Tron”. Artysta zaczyna od misternych detali, a kończy na koślawych kreskach, gdy zaczyna mu brakować czasu lub weny. Dwie pierwsze części Iluzji były właśnie jak ten mistrzowski szkic. Najnowsza odsłona staje przed znacząco utrudnionym zadaniem. Musi nam udowodnić, że magia i forma serii się nie wyczerpała, a całość ciągle trzyma w napięciu, gdy zgasną światła.

Fabularny szkielet trzeciej części to zderzenie pokoleń. Stara grupa Jeźdźców otrzymuje wsparcie trójki młodych magików. Tajemnicze stowarzyszenie „Oko” ponownie zabiera nas w emocjonującą podróż, nawiązującą do poprzednich części, a jednocześnie wprowadzającą nową generację iluzjonistów. Wszyscy zostają wysłani na misję przeciwko bezwzględnej i skorumpowanej CEO spółki górniczej. 

Film wyraźnie dzieli się na dwa akty, przy czym pierwszy skupia się niemal wyłącznie na wprowadzeniu nowych bohaterów. Ich największym atutem jest hipnotyzująca dynamika i wyjątkowa gra aktorska. Doskonale odnajdują się w świecie magii, a chemia między nimi a „starą gwardią” jest niezaprzeczalna. Warto tu zaznaczyć, że powrót oryginalnych Jeźdźców był z pewnością najmocniejszym punktem programu.

Niestety, tak duża liczba postaci na pierwszym planie wprowadza spory chaos. Co prawda nie utrudniało to zrozumienia fabuły, ale wiele scen sprawiało wrażenie teatralnie wyreżyserowanych i sztucznych. Co gorsza antagonistka okazuje się postacią papierową, napisaną nad wyraz powierzchownie i pozbawioną głęb, a pi. Ponadto, sama motywacja jej działań jest zupełnie niezrozumiała i pozbawiona logiki.

Po mocnym i trzymającym w napięciu wstępie, tempo wyraźnie spowalnia. Najbardziej spektakularne wizualnie sekwencje zostały ograniczone praktycznie wyłącznie do pierwszej połowy seansu. W miarę rozwoju fabuły, staje się ona boleśnie przewidywalna i pozbawiona plot-twistów, do których przyzwyczaiły nas poprzednie części. Nieszczęścia dopełnia finał, który okazuje się zwyczajnym nieporozumieniem. Zamiast niezwykłego punktu kulminacyjnego, dostajemy wyjaśnienie intrygi od którego równie dobrze mogliśmy zacząć cały film.

Produkcję próbuje w końcówce uratować oprawa muzyczna. Wykorzystanie utworu Lady Gagi w połączeniu z dynamicznym montażem tworzy świetny rytm, który odwraca chociaż na chwilę uwagę od dziur w scenariuszu. I choć same sztuczki magiczne wydają się przerysowane, to praca kamery skutecznie nadrabia te braki, serwując nam prawdziwą wizualną ucztę.

Iluzja 3 (a właściwie Now You See Me: Now You Don’t) to dzieło specyficzne. Jako samodzielny film jest naprawdę ciekawy i świetnie wpisuje się w ramy współczesnego blockbustera, jest głośno i dynamicznie. Jednak jako dopełnienie serii, zawodzi pozostawiając spory niedosyt i rozczarowanie.  To poprawne kino akcji, ale jako kontynuacja bajki o magii niestety tylko przeciętniak.