Raniące ostrze miłości

Recenzja filmu W niewoli uczuć, reż. John Cromwell, 1934

Raniące ostrze miłości

Recenzja filmu W niewoli uczuć, reż. John Cromwell, 1934

Autor: Przemysław Tworek

Film, który Bette Davis uczynił gwiazdą, udowadnia, że współcześnie dostrzegane kłopoty niebezpiecznych i “toksycznych” uczuć nie są wynalazkami ostatnich lat, lecz odwiecznym obliczem miłości raniącej i okrutnej. Osadzony w mglistym Londynie dramat pastwi się nad głównym bohaterem, który nie może opuścić pułapki pożądliwości, a zarazem zmysłowo i erotycznie naświetla żywiołową złość i manipulację przymusowej wybranki jego serca.

Rok 1934 był w Hollywood przełomowy – główny cenzor Ameryki, niejaki Hays, dążył do zwiększenia obostrzeń obyczajowych w krajowych produkcjach. Filmowcy robili co mogli, aby wyrobić się ze zdjęciami do czasu ogłoszenia nowego kodeksu cenzury. Z szansy tej skorzystał najwyraźniej także niezbyt jeszcze znany reżyser John Cromwell, przygotowując dzieło wręcz nasiąknięte szlachetnym, zmysłowym erotyzmem, któremu daleko od prostych rozbieranych sztuczek współczesnych filmowców.

Kto trafia do tytułowej “niewoli uczuć”? Najprościej rzecz ujmując – Philip Carey (świetnie sportretowany przez Lesliego Howarda, znanego głównie z roli Ashleya Wilkesa w Przeminęło z Wiatrem). Carey opuszcza Paryż, gdzie próbował swoich sił w karierze malarza i wraca do Londynu, – tam zaczyna studiować zgoła odmienną dziedzinę – medycynę. Młody Anglik jest człowiekiem wrażliwym, kulturalnym i pracowitym, zawstydzonym jednak z powodu swojej niecodziennej przypadłości – stopy końsko-szpotawej. Podczas studiów medycznych Carey przypadkowo poznaje bladą, szczupłą i anemiczną kelnerkę herbaciarni – Mildred (w tej roli znakomita Bette Davis). Szybko i obsesyjnie zakochuje się w niej, mimo że Mildred jest dla niego manipulująca i złośliwa. Między Carey’em a młodą kobietą wytwarza się żelazna więź, która popycha obojga do wyniszczenia. Choć młody praktykant medyczny kilkukrotnie próbuje wyjść na prostą, Mildred powraca do jego życia, nawiedza go niczym widmo i za każdym razem triumfuje, owijając się wokół Carey’a jak trujący bluszcz…

Toksyczność to – w rozumieniu współczesnego języka – główny temat filmu, opartego zresztą na powieści W. Somerseta Maughama z 1915 roku. Bette Davis i Leslie Howard tworzą niesamowity duet: on – zachowawczy i spokojny, ona – cyniczna i złośliwa. Szczególnie rola Davis serwuje widzom niemałą dozę przeżyć – gniew Mildred, jej przenikliwe, pełne pogardy spojrzenia balansują pomiędzy złudą anielskiego piękna a żywiołowością niepohamowanej złości. Międzywojenni krytycy nie kryli oburzenia, gdy Davis nie otrzymała za swą rolę złotej statuetki.

Mimo wszystko zdaje się jednak, że najmocniejszą stroną filmu jest jego nastrój, gęsty i ciężki jak londyńska mgła, świetnie radzący sobie z obrazowaniem uczuć bohaterów. Cielesność dzieła, choć zawoalowana, zdaje się zupełnie czytelna: szorstka, blada i gniewna Mildred występująca na tle nagich aktów autorstwa jej wielbiciela, Careya, nie pozostawia widzowi zbyt wielu złudzeń.

Do minimalnych wad filmu należą drobne uproszczenia fabularne i okazjonalne dłużyzny, ale mimo to W niewoli uczuć pozostaje filmem niesamowicie aktualnym; być może nawet zbyt przeraźliwie aktualnym dla nowoczesnego pokolenia, wchodzącego w skomplikowany świat miłosnych przeżyć. 

9/10