Prawdziwy ból – podróż donikąd

Autor: Alicja Adamek

Jednostka może doświadczać personalnego bólu lub też dzielić to doświadczenie z innymi poprzez wspólną przeszłość. Rodzinne historie często są skomplikowane, a powrót do korzeni może nierzadko wywołać głębokie doświadczenia emocjonalne. Prawdziwy ból jest filmem, który miał realny potencjał na rozgłos, szczególnie w Polsce. Jednakże jest on zupełnie inny niż można by było się tego spodziewać. To co dostaliśmy przypomina bardziej oderwane od rzeczywistości sentymentalne rozważania, skupiające się na uniwersalnych, wewnętrznych rozterkach ludzi, niż opowiadanie o traumie pokoleniowej polskich Żydów związanej z Zagładą.

Fabuła filmu opiera się na podróży do Polski dwóch kuzynów – Amerykanów pochodzenia żydowskiego – w celu odkrycia swoich korzeni. Główni bohaterowie są kompletnymi przeciwieństwami – Benji (Kieran Kulkin) ucieleśnia archetyp impulsywnego idealisty, natomiast jego kuzyn David (Jesse Eisenberg) skłania się bardziej ku racjonalnemu pragmatyzmowi. Oś fabuły obraca się głównie wokół tego pierwszego, który opowiada historię własnego bólu, walki z samym sobą oraz zmagań z osobistą przeszłością i traumą. Co ciekawe, problemy te nie dotyczą tragedii Holokaustu, a sam film podchodzi do tematu Zagłady raczej powierzchownie. Podróż bohaterów przebiega przez Warszawę po Lublin, które zostały uchwycone w wyjątkowy sposób. Ukazywane są zarówno piękne kadry centrum stolicy, jak i mniej reprezentatywne zakamarki miasta. Niestety, mimo że film został nakręcony w Polsce, to kraj nadwiślański pozostaje jedynie niemym tłem dla wewnętrznych rozterek bohaterów. Wątek różnic kulturowych jest zupełnie pominięty, a sam język polski można usłyszeć tylko raz. Co ciekawe, w filmie ukazane zostały mniej popularne miejsca, czego przykładem jest ukazanie obozu koncentracyjnego w Majdanku zamiast w Auschwitz. Jednakże, mimo tego zabiegu, twórcom nie udało się nawiązać więzi zrozumienia z polską widownią, ani stworzyć atmosfery, sprzyjającej głębszym, bardziej osobistym emocjom.

Prawdziwy ból, choć obiecuje głęboką refleksję, pozostaje nużący. Mimo krótkiego seansu, film staje się chwilami monotonny, a elementy komediowe są bardziej kiczowate niż zabawne. Natomiast rola Polski zostaje ograniczona do funkcji tła emocjonalnych problemów bohaterów. Powtarzająca się scena na lotnisku, która zaczyna i kończy film, sugeruje, że w życiach bohaterów nic się nie zmieniło, a wspólna podróż była jedynie chwilowym oderwaniem od codziennego cierpienia w którym żyją.