Autor: Julia Szymikowska
Po tegorocznej premierze filmu Chopin, Chopin! w reżyserii Michała Kwiecińskiego w przestrzeni publicznej wybuchła dyskusja o zarządzaniu ogromnymi budżetami kinowych produkcji. Wielokrotnie można było natknąć się na głosy, że polscy filmowcy nie potrafią odpowiednio nadzorować dużych wydatków, co w konsekwencji przekłada się na mierny efekt końcowy. Heweliusz w reżyserii Jana Holoubka stanowi kontrprzykład w tej dyskusji. Pięcioodcinkowy miniserial jest bowiem jednym z najlepszych polskich obrazów zrealizowanych w XXI wieku.
Produkcja zawiera w sobie elementy kina katastroficznego, psychologicznego oraz thrillera politycznego. Każdy z tych aspektów jest wyważony, dobrze zarysowany na poziomie scenariusza oraz dosadnie przedstawiony na ekranie dzięki wybitnej obsadzie. Realistyczne ukazanie tragicznych wydarzeń z 1993 roku zapewne nie byłoby możliwe, gdyby nie decyzja o zrealizowaniu nagrań w specjalnym studiu w Belgii. To właśnie tam twórcy postanowili sfilmować sceny ewakuacji części załogi promu. Z wywiadów z aktorami biorącymi udział w zdjęciach za granicą można usłyszeć, że praca w basenie była bardzo wymagająca fizycznie, jednak każdy z nich miał świadomość, że biorą udział w wyjątkowym przedsięwzięciu, co w pewnym stopniu rekompensowało zmęczenie.
Heweliusz to również wieloletnia i niezakończona walka rodzin ofiar z nieugiętym systemem organów państwa. Wdowy i sieroty mierzące się z żałobą jednocześnie były zmuszone do walki o sprawiedliwość oraz oczyszczenie dobrego imienia zmarłych. Symbolem tych zmagań są chociażby postacie grane przez Magdalenę Różczkę oraz Justynę Wasilewską. Przyszłość rodzin ocalałych również nie rysowała się w jaskrawych barwach, ponieważ traumatyczne doświadczenia ojców i mężów odciskały piętno na relacjach z najbliższymi. Ten wątek jest ukazany w serialu za pomocą relacji bohaterów granych przez Michalinę Łabacz oraz Konrada Eleryka.
Jednak Heweliusz to nie tylko wariacja na temat dramatycznych wydarzeń na morzu, ale także próba rozprawienia się z wieloma hipotezami na temat wypadku. Do konfrontacji punktów widzenia organów państwowych i rodzin poszkodowanych dochodzi na posiedzeniach izby morskiej. Uosobieniem walki o prawdę jest postać nieugiętego mecenasa Ignacego Budzisza (w tej roli Jacek Koman), który zderza się z wyrachowaną postawą urzędników państwowych. Jedyną nadzieją ocalałych i pogrążonych w żałobie jest niejednoznaczna postać kapitana Piotra Bintera (Michał Żurawski). To on jest członkiem izby, która obrała sobie za cel oczyszczenie armatora z zarzutów, a jednocześnie na własną rękę stara się ustalić fakty z feralnej nocy.
Podobnie jak w produkcji Holoubka z 2022 roku zatytułowanej Wielka woda, jego najnowszego dzieła nie należy traktować jako serialu dokumentalnego. Kasper Bajon jedynie inspirował się rzeczywistymi wydarzeniami, na podstawie których stworzył rdzeń scenariusza. Jedynymi prawdziwymi postaciami sportretowanymi w Heweliuszu są kapitan Andrzej Ułasiewcz, jego żona Jolanta oraz córka Agnieszka. Kobiety zdecydowały się na współpracę z reżyserem, dzięki czemu Holoubek mógł wykorzystać ich nazwisko oraz miał dostęp do archiwalnych nagrań rodzinnych. Postać Bintera jest fikcyjna, jednak posiada elementy wspólne z biografią Bolesława Hutyry. Mężczyzna nie był związany z tragedią promu, jednak – tak samo jak Binter – sprzeciwiał się działaniom swoich pracodawców w Stoczni Gdańskiej i również zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w wypadku samochodowym.Heweliusz to serial zrealizowany z ogromnym rozmachem, co już od pierwszych minut pozytywnie zaskakuje widza. Ponury klimat potęgują niebieskie filtry nałożone na kadry, scenografia natomiast realistycznie oddaje rzeczywistość lat dziewięćdziesiątych. Pozycja ta swoją fabułą wciąga odbiorcę mimowolnie i trzyma go w napięciu do ostatniej sceny. Serial nie ogranicza języka narracji do określonego widza ー zainteresowani mogą nim być fascynaci historii jak i ci, którzy bardziej cenią sobie tematykę społeczną.

