Jak gonić marzenia i nie zwariować?

Wywiad z Filipem Zarębą

AUTOR: Zofia Oleksiak

Zapominamy o tym, że bliscy ponoszą koszty naszej gonitwy za marzeniami — mówi Filip Zaręba. Jest jednym z najciekawszych nazwisk wśród polskich aktorów młodego pokolenia. Widzowie mogą kojarzyć go z serialu “1670” czy filmu “LARP. Miłość, trolle i inne questy”. Poza ekranem jest też związany z teatrem, muzyką i szeroko pojętą autorską twórczością. Rozmawiamy o presji, pasji, marzeniach i porażkach.

Zofia Oleksiak: Zacząłeś larpować? Uważasz, że aktorstwo to larpowanie?

Filip Zaręba: Nie zacząłem larpować, bo nie mam na to niestety przestrzeni i czasu. Ale myślę, że te dwie rzeczy rzeczywiście mają dużo ze sobą wspólnego. Różnica jest taka, że LARP jest zabawą; robisz to dla siebie i wobec siebie nawzajem. A jeśli aktorstwo cię cieszy i jest dla ciebie zabawą, to naprawdę błogosławieństwo. Ale jednak robimy to głównie dla widzów. 

Nie dla pieniędzy?

Ja nie lubię w ogóle nazywać mojego grania chodzeniem do pracy. Bardzo lubię to, co robię. Przede wszystkim jest dla mnie zabawą. Czasami tego szukam, nawet jakichś mikroelementów, które sprawią, że poczuję ten fun. Oby każdy w swojej pracy mógł znaleźć radochę.

Jak się czujesz z tym, że medialnie okrzyknięto cię twarzą pokolenia Z?

Czuję na sobie presję, oczywiście. Zacząć z takiego wysokiego C, to jest zdecydowanie wyzwanie. Ale na pewno jestem dumny z siebie, przynajmniej staram się być. Z tego, że się nie poddałem. Kocham spełniać się artystycznie: aktorstwo, piszę muzę, chcę kręcić filmy. 

Od kiedy robisz muzę?

W sumie tak, że ją wydaję, to od liceum. Rapowy band nazywał się KMS. Śmieszne są te piosenki, ale były szczere, takie nasze. Potem zacząłem tworzyć już solo. Piszę piosenki do spektakli. Egzamin z drugiego roku był na OFF-ie, na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Ja do tego spektaklu napisałem 10 piosenek. Jara mnie robienie muzy, ale nigdy nie myślałem o niej mainstreamowo. Zawsze są to jakieś takie strumienie świadomości. Traktuję tworzenie bardzo terapeutycznie. Przepracowuję w ten sposób różne etapy w moim życiu. 

Większy fun daje ci robienie muzyki czy aktorstwo?

Jestem ADHD-owcem, więc obydwie rzeczy dają mi silne bodźce, trochę na innym pułapie. Nie jestem w żadnej wytwórni muzycznej, wydaję to głównie dla siebie. Chciałbym grać na Narodowym, jak Quebonafide, ale myślę, że mam jeszcze na to czas. Będę grał na Dniach Buska-Zdroju, mojego ukochanego miasta. Jestem do niego bardzo przywiązany. Totalnie moje miejsce na Ziemi, gdzie czas zwalnia i mogę robić, co mi się podoba. Wszyscy się znają. 

Chciałbyś być najlepszy w jakiejś dziedzinie?

Tak. Chciałbym robić najlepszą robotę, ale myślę, że nie da się osiągnąć tego stanu, jeśli się nie przegra i jeśli nie da się sobie przyzwolenia na porażkę. Moim zdaniem najlepsze role w aktorstwie powstają, kiedy umie się wyłączyć krytyka wewnętrznego. Ogólnie, to chciałbym być też jak najlepszym człowiekiem, który zawsze znajduje czas na bliskich, jest empatyczny i słucha więcej, niż mówi. Ja mam z tym czasami problem. Paradoksalnie myślę, że właśnie aktorstwo uczy mnie empatii. 

Zdarzają ci się porażki?

Oczywiście, mam pewien strach, że ludzie o mnie zapomną. Myślę, że to generalnie zmora aktorów, którym się coś udało. Sukces jest chwilowym momentem; potem szał opada i trzeba sobie z tym radzić. Na szczęście pracuję na etacie w teatrze w TR Warszawa i pracuję nad wspaniałymi spektaklami ze wspaniałymi ludźmi. W tym roku premierujemy “Strach przed Lataniem” Weroniki Szczawińskiej i “Bardzo długa i powolna katastrofa tramwaju numer 26” Julki Nowak. Myślę, że to będą teatralne hot take’i

Akceptujesz przestoje w karierze?

Dzięki przestojom w karierze mam więcej czasu dla moich bliskich, o których często zapominam w gonitwie za marzeniami, jak Marty Supreme.

Myślisz, że największe role masz już za sobą?

Nie można osiadać na laurach. Ja mam małe doświadczenie zawodowe. Mimo, że zagrałem w wielkich rzeczach, to nic nie wiem. Myślę, że rolę, z której będę w pełni dumny, zagram dopiero po 50-tce.

Dlaczego po 50-tce?

FZ: Muszę nauczyć się dystansu. Często widzę rzeczy, które mógłbym zrobić lepiej. A czasami trzeba to puścić. Dużo też zależy od podejścia i potrzeby widza. Są osoby, które hejtują “Wichrowe Wzgórza”, a mi się na przykład podobał ten film. Strasznie mnie wzruszył. Byłem na nim trzy razy w kinie. 

Myślisz, że trzeba przeżyć podobną historię, żeby zrozumieć ten film, czy wystarczy empatia?

Chciałoby się powiedzieć, że wystarczy empatia. W społeczeństwie mamy zakodowany hejt na rzeczy, które wydają się z obrazka czymś błahym. Mimo wszystko ja bym trochę inaczej przedstawił tę historię. W swojej pracy skupiam się na kontrastach. 

Co daje ci teatr, czego nie daje ci film – i odwrotnie?

Teatr daje mi poczucie większej mocy aktorskiej, na zasadzie, że mogę więcej reżyserować siebie. Spektakl ciągle się zmienia, ewoluuje. Paradoksalnie, teatr jest bardziej prawdziwy. Dzieje się na żywo. Zaczynasz grać i zapominasz o tym, że grasz. Wkręcasz się w to i lecisz. A w filmie pędzisz do właściwego dubla. Z kolei tu są o wiele większe zarobki i większa siła przebicia w społeczeństwie. Obydwa media są cudowne. Kocham teatr i kocham film. W liceum i na studiach nakręciłem dwa pełnometrażowe filmy. Co prawda, amatorskie. Będę też reżyserował musicale.

Jakie jest twoje największe marzenie?

Mieć studio filmowe i założyć rodzinę. Będę obsadzał aktorów i aktorki, którzy kończą szkoły teatralne i nie mają pracy, a mają dużą zajawę do robienia kina. Mieć córkę Alę i syna Franciszka. No, ale do tego długa droga. Świat byłby piękniejszy, gdyby każdy to skumał, żeby wymagać więcej od siebie, niż od innych. Chcę otworzyć knajpę w Busku-Zdroju “Stary Numer”, gdzie specjałem śniadaniowym będzie tost z chorizo, czterema rodzajami pieprzu, jajko sadzone, rukola i olej z pestek dyni. Chciałbym zagrać u Smarzowskiego, u Holoubka.

Co byś powiedział ludziom w swoim wieku?

Nie poddawajcie się. Spotykajcie się ze swoimi bliskimi. Zamknijcie oczy i pomyślcie, że tak naprawdę w tym waszym dorosłym ciele, siedzi to samo małe dziecko, które bardzo lubi się bawić, dużo się śmieje i kocha życie. Złapcie je mocno i siedźcie razem z nim. Warto.