Autor: Piotr Matusiak
Czasy świetności wampirów jako budzących strach bohaterów horrorów dawno przeminęły. Sami krwiopijcy co prawda mają się świetnie: wszak lata 90. to okres popularności Wywiadu z wampirem i Draculi Francisa Forda Coppoli, potem przyszły Underworld i Zmierzch, a dziś na Netfliksie sukcesy święcą kolejne sezony Castlevanii. We wspomnianych dziełach wampiry rzadko jednak przedstawiane są jako wywołujące przerażenie monstra, częściej są piękne, inteligentne, elokwentne, nierzadko – romantyczne. W obecnej popkulturze wampir stał się walczącym z wilkołakami i łowcami bohaterem akcji lub czułym kochankiem i partnerem romansowym dla głównych bohaterów naszych opowieści. Krótko mówiąc – nie boimy się już wampirów, lecz je romantyzujemy.
W ostatnich latach miały miejsce próby przywrócenia krwiopijcom ich dawnej chwały – chociażby za pośrednictwem filmów takich jak Demeter. Przebudzenie zła oraz Miasteczko Salem. Owe obrazy dokonały tego jednak z mało imponującym skutkiem. Czy Nosferatu Roberta Eggersa odmieni ten trend i sprawi, że na widok wampirzych kłów znów poczujemy grozę?
Twórca Czarownicy oraz Lighthouse odpowiada za reżyserię i scenariusz owego najgłośniejszego filmu gotyckiego ostatnich lat. Nosferatu jest remakiem swojego imiennika, niemieckiego obrazu niemego z 1922 roku pt. Nosferatu: Symfonia grozy i z tej racji, tak samo jak Symfonia, jest on adaptacją powieści Dracula Brama Stokera. Podkreślić jednak należy, że Eggers w dużej mierze skorzystał z nomenklatury filmu z 1922 roku, tak więc książkowy hrabia Drakula stał się hrabią Orlokiem, Jonathan Harker – Thomasem Hutterem, Renfield – Knockiem, i tak dalej. Za muzykę odpowiada Robin Carolan, który wcześniej współpracował z Eggersem przy okazji Wikinga, za zdjęcia zaś Jarin Blaschke – autor kinematografii do wszystkich poprzednich filmów reżysera.
Fabuła Nosferatu rozgrywa się w XIX wieku w fikcyjnym niemieckim miasteczku Wisburg oraz leżącym w Transylwanii zamku hrabiego Orloka. Głównymi bohaterami są młody notariusz Thomas Hutter (w tej roli Nicholas Hoult) oraz jego małżonka Ellen (Lily-Rose Depp). Pierwsza część filmu skupia się na podróży Huttera do Transylwanii, który ma tam pośredniczyć w umowie sprzedaży posiadłości w Wisburgu hrabiemu Orlokowi (Bill Skarsgård). Druga część obrazu opisuje pobyt owego wampirzego arystokraty w miasteczku i jego wpływ na mieszkańców Wisburga. Poza wspomnianymi bohaterami w filmie wystąpili także Aaron Taylor-Johnson jako Friedrich Harding, majętny przyjaciel Thomasa, Emma Corrin jako Anna, żona Friedricha, oraz Willem Dafoe jako profesor von Franz, ekscentryczny naukowiec i okultysta, odpowiednik książkowego van Helsinga.
Fabuła, choć odbiegająca znacznie od książkowego pierwowzoru, porywa i dobrze napisana. Błyszczą świetnie napisane i zagrane główne postacie, w szczególności na uznanie zasługują Hoult i Dafoe. Przedstawienie samego Orloka jest zdecydowanie nietypowe dla współczesnych wampirów – nie jest to dystyngowany, przystojny arystokrata, lecz powoli rozkładające się truchło przywrócone do życia za pomocą niepojętej i plugawej mocy. Rzecz jasna taka charakterystyka tytułowego bohatera dzieła (wszak nosferatu jest jednym z określeń na wampira) wynika bezpośrednio z faktu, że jest ono remake’iem filmu z 1922, który w ten właśnie sposób przedstawił transylwańskiego hrabiego.
Na szczególną uwagę zasługuje warstwa wizualna obrazu. Tworząc Nosferatu, Eggers wybrał charakterystyczny styl i estetykę dla swego dzieła. Jest to film mroczny, miejscami wprost czarno-biały, ale też niezwykle przyjemny dla oka dzięki projektom kostiumów i scenografii oraz kompozycji kardów. Dzięki temu każda klatka filmu może spokojnie służyć jako tapeta dla komputera lub obraz powieszony na ścianie.
Należy jednak spytać: co z warstwą horrorową? W końcu znany siedmiogrodzki arystokrata już od lat rzadko pojawia się na ekranie w kontekście kina grozy, a adaptacje takie jak Dracula z 1992 skupiały się przede wszystkim na samej fabule dzieła i elementach romantycznych – horror spychano na dalszy plan. Trudno się dziwić, na przestrzeni dekad, które upłynęły od premiery powieści Stokera, Hollywood i inne ośrodki filmowe konsekwentnie tworzyły coraz bardziej przerażające, groteskowe i odpychające filmy grozy, przy których XIX-wieczny horror gotycki nie jawi się już jako coś budzącego strach u odbiorcy.
Mimo to Eggers rozegrał warstwę horrorową filmu bardzo zgrabnie. Choć trudno na nim umrzeć z przerażenia, to każdorazowe pojawienie się postaci Orloka na ekranie budzi napięcie i niepokój – najlepiej jest to widoczne w sekwencji, w której Thomas spędza pewien czas w transylwańskim zamczysku sam na sam z upiornym hrabią. Wydaje się, że Eggers uczynił Nosferatu na tyle strasznym, na ile mógł bez naruszania fundamentów tej historii i przekształcania jej w coś zupełnie nowego, niezwiązanego nijak ani z powieścią Stokera, ani z filmem z 1922 roku.
Nie oznacza to jednak, że Nosferatu w całości pozbył się charakterystycznej dla współczesnego kina romantyzowania wampirów. Robi to jednak w sposób wyjątkowy i charakterystyczny: relację Orloka oraz Ellen, którą możemy obserwować już od pierwszych scen filmu, przedstawia nie jako piękną miłość, lecz jako chorobliwą obsesję, w której postacie uwięzione są bez opcji wyjścia, a która zagraża bezpieczeństwu i życiu zarówno dwójki zainteresowanych jak i osobom wokół nich. Takie przedstawienie wampirzego romansu bez wątpienia jest zaletą filmu, które przywraca postrzeganie wąpierza jako potwora z jednoczesnym ukazaniem mitu romantycznego wampira w krytycznym świetle.
Muzyka w Nosferatu jest klimatyczna i dobrze oddaje atmosferę historii, acz nie posiada szczególnie wyróżniających się motywów, do których widz chciałby wracać po seansie. Na szczególne wyróżnienie zasługują za to zdjęcia. Odpowiedzialny za nie Jarin Blaschke współpracował z Eggersem przy każdym z jego filmów, co widać – Nosferatu jest widocznie efektem zgodnej współpracy reżysera i operatora.
Ostatecznie choć najnowszy film o transylwańskim krwiopijcy nie jest na pewno największym dziełem ostatnich lat, jest to bez wątpienia godna uwagi wariacja na temat klasycznej powieści Stokera – zwłaszcza w kontekście dominujących przedstawień wampirów w kulturze XXI wieku.
Ocena: ⅘

