Gdy robię film, to ja jestem jego pierwszym widzem

Rozmawiamy z Karolem Chwierutem, niezależnym reżyserem filmowym, o jego najnowszym filmie „Prawda24”, promocji w dobie internetu i fake newsach.


Rozmawia: Janek Wyrzykowski

Karol Chwierut – dwudziestotrzyletni reżyser, scenarzysta, twórca filmów. Pierwszy raz miałem przyjemność rozmawiać z nim w grudniu 2020 r., gdy razem z Marią Ludwisiak prowadziłem serię wywiadów z młodymi filmowcami do „Kuriera Sobieskiego” (wydanie grudzień/styczeń 2021). Od samego początku tamtej rozmowy, czułem, jak wielkim pasjonatem tworzenia filmów jest Karol, jak wiele pozytywnej energii bije od niego, gdy opowiada o swojej pasji. Z tego też powodu, gdy pod koniec wywiadu Karol przyznał, że zaczyna prace nad filmem pełnometrażowym, uprzejmie, lecz stanowczo, zacząłem go nakłaniać, by odezwał się, gdy skończy prace i film będzie wychodził. Karol obiecał, że się odezwie. Nie wiedziałem, czy szczerze, czy po prostu chciał, żebym dał mu spokój. Okazało się, że szczerze. Chwilę przed premierą jego pełnometrażowego debiutu pt. Prawda24, spotkałem się z Karolem, by porozmawiać o filmach, algorytmie TikToka, teoriach spiskowych i recenzowaniu toalet.

Janek Wyrzykowski: Kiedy rozmawialiśmy ostatnim razem, ponad trzy lata temu, powiedziałeś, że rozpoczynasz pracę nad filmem pełnometrażowym, i że scenariusz do niego to najlepsze, co w życiu napisałeś. Powiedziałeś też, że więcej na tamtą chwilę nie zdradzisz. Teraz wiemy już, że chodziło o mający premierę 30 stycznia film Prawda24. Czy podtrzymujesz swoje słowa?

Karol Chwierut: Na pewno w tamtym momencie to było najlepsze, co w życiu napisałem. Teraz napisaliśmy już lepsze rzeczy od tamtego czasu. Tak czy siak, nadal jestem dumny z tego, co wtedy stworzyliśmy. Mieliśmy narzucone różne ograniczenia – głównie czasowe i finansowe.

To było w trakcie pandemii, więc nie mogliście też zgromadzić dużej ekipy.

K: Ekipa to jedno, ale też wiedzieliśmy, że jeżeli chcemy zrobić film pełnometrażowy, to będziemy mieć wszystko ograniczone – aktorów, ekipę, liczbę lokacji – a mimo wszystko film musi się jakoś dać oglądać, coś musi z tego płynąć. Wydaje mi się, że udało się nam to osiągnąć.

Co w twoim życiu się zmieniło od czasu naszej ostatniej rozmowy?

O Boże…

Mówiłeś wtedy, że studiujesz grafikę, ale to „tylko zasłona dymna”.

Tak powiedziałem? (śmiech) Lepiej bym tego teraz nie ujął. Grafiki już nie studiuję, udało mi się tam zdać pierwszy rok. Pytasz, co się zmieniło? Kiedy powstawał film, to było trzy lata temu, mieliśmy zgromadzone kilka filmów krótkometrażowych, parę reklamówek i to było właściwie tyle. Przez ostatnie trzy lata, mimo, że Prawda24 to był mój główny projekt, zrobiliśmy jeszcze szereg różnych innych produkcji, które nasz warsztat niesamowicie posunęły do przodu, podobnie jak Prawda24. To jest pierwsza sprawa. Druga sprawa – kiedy wtedy rozmawialiśmy, to był grudzień 2020, prawda? Ja wtedy chyba nawet nie miałem skończonych 20 lat, miałem 19. Teraz mam skończone 23. Byliśmy wtedy dziećmi.

Miałeś wtedy tyle lat, ile ja mam teraz.

O kurczę. Ale, gdy patrzę z perspektywy, byliśmy wtedy totalnymi dziećmi i porwaliśmy się na kręcenie filmu pełnometrażowego. Kiedy patrzę na to tera,z z refleksją, to było tak szaleńcze i tak pozbawione myślenia, że to jest cud, że ten film w ogóle wyszedł. To jest cud, że z tego zarodka, który wtedy mieliśmy, coś wyszło, bo scenariusz został zmieniony jeszcze niezliczoną liczbę razy, nawet na etapie montażowym – zmienialiśmy fabułę w trakcie montażu. Uznawaliśmy to, co chcieliśmy zrobić wcześniej, za nie najlepszą możliwą wersję filmu – stać nas na coś lepszego. Zmienialiśmy wtedy historię w procesie postprodukcji. Mogliśmy to zrobić dzięki temu, że przez lata nabraliśmy doświadczenia. Co się jeszcze zmieniło? Wydaje mi się, że ludzie zaczęli nas inaczej odbierać. Mam na myśli mnie, Pawła Kasterskiego – operatora, i Kubę Ormańca – aktora. Bo to ten skład był niezmienny od samego początku projektu, inni ludzie się przewijali. Przez te trzy lata, ludzie zaczęli nas coraz bardziej brać na poważnie. Kuba Ormaniec gra teraz normalnie w serialach, ma większą rolę w Na sygnale, jego kariera posunęła się do przodu. Kariera Pawła również, był DOP-em (szefem zdjęć – przyp. red.) na planie serialu bardzo dużej platformy streamingowej. U mnie zresztą też. Nie mam już problemu ze znalezieniem pracy jako filmowiec, dzięki Prawdzie24 bardzo też rozszerzyłem siatkę kontaktów, co ułatwi mi produkcję kolejnego projektu.

Wspomniałeś, że oprócz Prawdy24 przez ostatnie trzy lata pracowałeś też nad innymi projektami, nagrywałeś krótkie metraże. Który projekt był najważniejszy, który najbardziej cię rozwinął?

Największym wyzwaniem był film Balkon, w którym połączyliśmy nagrania in real life (nagrania aktorskie – przyp. korekt.) z elementami animacji, takich trochę kreskówkowych. To, co najbardziej wyciągnąłem przez te trzy lata, to praca z ekipą. Pracowałem na różnych planach np. filmówki warszawskiej. Zobaczyłem jak bardzo różni się praca na planie z zespołem kilku-, a siedemdziesięcioosobowym. To jest znacznie większa presja, coś zupełnie innego.

Plan zdjęciowy Prawdy24 ruszył w styczniu 2021. Przy okazji naszej rozmowy, chwilę przed jego startem, uchyliłeś mi rąbka tajemnicy, na temat tego, jak film będzie wyglądał. Większość jego fabuły ma mieć miejsce w jednym mieszkaniu – jak rozumiem to był ten plan zdjęciowy.

Tak, przez pierwsze dwa tygodnie, nagrywaliśmy główną część materiału, w jednym mieszkaniu. 90 proc. filmu jest nagrana właśnie w tej lokacji, 90 proc. fabuły odbywa się w tym miejscu – mieszkaniu głównego bohatera. Film opowiada o aktorze, który nie może znaleźć żadnej roli, ze względu na swoją wadę wymowy. Jedyne co może, to nagrywać casting tape’y i wrzucać je do internetu. Pewnego razu, trafia w jego ręce scenariusz, w którym pewna postać mówi, że żydzi pociągają za sznurki, jesteśmy marionetkami w rękach władzy – generalnie – teorie spiskowe. Materiał zostaje upubliczniony w internecie, wychodzi z niego mały viral, ale nie z powodu tego, że jest świetnym aktorem, tylko z tego , że ludzie wierzą, że on to mówi naprawdę. On to widzi i myśli sobie – hmmmmm, mi w sumie nie zależy na byciu wielkim aktorem, mi zależy na sławie i bogactwie. Zaczyna coraz głębiej i głębiej wjeżdżać w te teorie spiskowe, tworząc filmy pod publikę i jedynie dla zdobycia rozgłosu. W trakcie filmu widzimy, jak bohater wpada w rabbit hole i zaczyna sam wierzyć w teorie spiskowe, w które z początku wierzyła tylko postać, którą grał. Główny bohater w swoim mieszkaniu – to nagraliśmy w styczniu 2021 r. Następnie przez kolejne osiem miesięcy – strzelam, bo też do końca nie pamiętam – nagrywaliśmy sceny w innych miejscach. W teatrze, w lesie, z większą liczbą aktorów. To nagrywaliśmy sukcesywnie, kiedy mieliśmy czas. Później nastąpiła postprodukcja, w której jak już wspomniałem, też nastąpiło kilka zmian fabularnych.

Mimo wszystko, z tego co pamiętam z naszej ostatniej rozmowy, to co wtedy mówiłeś nam o fabule tego filmu, jest spójne z tym, co jest efektem finalnym. Co więc się zmieniło?

Core (podstawa, esencja – przyp. red.) filmu był od początku taki sam. Zmieniły się intencje postaci pobocznych, kolejność scen, sporo z nich zostało wyciętych. Gdyby ktoś zobaczył wersję – nazwijmy to – „reżyserską”, która była sklejona jako jeden z pierwszych draftów montażowych, to powiedziałby może, że to są drobne zmiany. Dla mnie są one ważne, bo budują sens całego filmu, który moim zdaniem podkreśliliśmy najlepiej, jak tylko mogliśmy.

Czego nauczyłeś się w trakcie pracy nad filmem?

Najważniejsza jest praca z aktorem. Wszystko inne staje się sprawą drugorzędną. Jeżeli aktor czuje się niepewnie, niekomfortowo z jakiegoś powodu, albo nie do końca wie, co ma grać, to wtedy nie jest dobrze. Przy okazji pracy nad Prawdą24, utwierdziłem się w tym przekonaniu.

Film porusza tematykę fake newsów i dezinformacji. Dlaczego zdecydowałeś się na poruszenie tej tematyki?

Główny bohater naszego filmu jest w dużej mierze zlepkiem wielu prawdziwych ludzi. Najbardziej widać w nim Alexa Jonesa – teoretyka spiskowego ze Stanów. Na początku lat dwutysięcznych, gdy zaczynał swoją karierę, jego newsy były rzetelne. Wbijał szpilę w niewygodne miejsca, ale starał się dążyć ku prawdzie. Cała jego działalność jest udokumentowana. Wydaje mi się też, że nigdy nie miał swojego show w telewizji, zawsze działał na własną rękę. Patrząc na jego karierę widać, jak z biegiem lat, staje się coraz bardziej zwariowany. Jego teorie, które sam zaczyna wymyślać dla „klików”, są coraz bardziej odstrzelone. To wszystko miało kulminację przy masakrze Sandy Hook. To byłstrzelanina, w którym zginęło kilkadziesiąt osób. Miał miejsce w 2012 r.. Przy tej okazji, Alex Jones pomyślał, że świetnym pomysłem będzie, gdy wszyscy są pogrążeni w żałobie, podważyć autentyczność tego wydarzenia. Mówił, że ciała są podłożone, rodzice, którzy udzielają wywiadów to opłaceni aktorzy przez rząd i tak dalej. Fani Alexa Jonesa uwierzyli mu oczywiście i zaczęli nękać rodziców zastrzelonych dzieci, chodząc pod ich domy, pikietując, mówiąc, że kłamią, napędzali dalej tę machinę. Gdy poznałem to zdarzenie, stwierdziłem, że to niesamowity pomysł na film, który warto zgłębić. To była pierwsza inspiracja. Później zorientowaliśmy się, że taka tematyka filmu, pozwoli nam na nagranie go z małą ekipą i z małym budżetem. Możemy nagrać film, którego zdecydowana większość opiera się na jednym aktorze w jednej lokacji – możemy zgłębić proces wpadania w rabbit hole teorii spiskowych i jak wpływa na psychikę i otoczenie bohatera, relacje z innymi ludźmi i tak dalej.

Jak wspomniałeś, znaczna część filmu ukazuje psychikę i przemianę głównego bohatera. Czy jako scenarzysta filmu utożsamiasz się z bohaterem którego napisałeś, jeśli tak, to na jakiej płaszczyźnie?

Tak, utożsamiam się z nim, ale nie pod względem fascynacji teoriami spiskowymi. Gdy piszesz scenariusz o jednej postaci przez nie wiadomo ile miesięcy, to mimowolnie niektóre rzeczy, które cię definiują, zostają przeniesione na postać. Ubiorę to w słowa tak, żeby za dużo nie zdradzić. Ja się utożsamiam z tą postacią na płaszczyźnie postawienia się drugiej osobie, postawienia na swoim, zrobienia czegoś wbrew komuś, by tej osobie coś udowodnić. Udowodnić, że jest się coś wartym i że to, co się robi, ma sens.

Czyli sam nie jesteś zafascynowany teoriami spiskowymi. A masz jakąś ulubioną? Nie chodzi mi o to, że w nią wierzysz, ale że podoba ci się ze względu na jej konstrukcję albo oryginalność.

Na pewno Bohemian Grove jest interesująca. Poza tym, teoria, że 9/11 było ustawione przez CIA. Pizza Gate też jest bardzo ciekawa.

Film będzie miał premierę na platformie Entertainmint.com. Czy mógłbyś przybliżyć czym jest ta platforma i jak wyglądała wasza współpraca?

Muszę w takim razie opowiedzieć całą historię, co się działo po nagraniu filmu. To też bardziej rozjaśni, skąd taka długa przerwa od końca produkcji do publikacji. Film nakręciliśmy „na zajawce”, nie mieliśmy podpisanego żadnego dealu, nie mieliśmy żadnego domu produkcyjnego, który stał za nami. Nie chcieliśmy, żeby wiele miesięcy naszej pracy wylądowało po prostu na YouTubie, więc kiedy film był skończony, starałem się o jakąś dystrybucję. Zacząłem chodzić po dystrybutorach w Polsce i każdy po kolei mówił: Sorry, ale my się kinem arthouse’owym nie zajmujemy albo tu nie ma żadnych znanych aktorów; tu za mało się dzieje. Myślę, że większość z nich, nawet tego filmu nie obejrzała, tylko zobaczyli zwiastun i powiedzieli: nie ma znanych aktorów, nie chcemy tego.

Trzeba było obrać inną drogę. Pomyśleliśmy wtedy: co by było, gdyby taki gość jak Alan Biernat – bohater naszego filmu – naprawdę istniał i wrzucał takie treści do internetu?. I dokładnie to zrobiliśmy. Nagrałem z Kubą Ormiańcem, który przedstawiał się jako Alan Biernat, serię TikToków. Robiłem wtedy sporo rzeczy na TikToku i wiedziałem, jak zachowuje się algorytm, jak można go wykorzystać. Opowiem na przykładzie. Braliśmy temat zapalny, dajmy na to aborcję, i nagrywaliśmy jeden filmik, w którym Kuba jako Alan opowiada na jej temat totalnie z „lewej strony” czyli np.: jakim cudem aborcja jest w Polsce nielegalna, absolutne średniowiecze. Gdy wrzucasz takiego TikToka, on się podsuwa grupie docelowej, która ma poglądy lewicowe, ludziom, którzy się z nim zgadzają – tak działa algorytm. Ci ludzie wchodzą z nim w interakcję, piszą komentarz, dają followa. Wtedy podsuwa im się filmik, który został wrzucony zaraz po tym – taki, w którym na ten sam temat Kuba jako Alan wypowiada się kompletnie z „prawej strony”, czyli: aborcja to zabójstwo… itp. Wtedy ludzie są zaskoczeni, myślą sobie ej, zaraz, gościu, przed chwilą mówiłeś coś zupełnie odwrotnego, o co ci chodzi?, przez co piszą bardzo długie komentarze, wchodzą na profil i sprawdzają inne filmy, i konto ma jeszcze więcej interakcji. Maszyna się napędza. Robiliśmy tak dla każdego tematu, nagrywaliśmy filmy, po dwóch stronach spektrum przekonań, żeby wzbudzać kontrowersje i prowokować ludzi do większej aktywności. W ten sposób na polskim TikToku mamy w tym momencie sto tysięcy followów, a na anglojęzycznym prawie czterysta tysięcy. Łącznie prawie pół miliona. W tym momencie, kiedy zebraliśmy już taką bazę potencjalnych widzów, z dystrybutorami była zupełnie inna rozmowa. Zbiegiem okoliczności pracowałem wtedy w pewnym start-upie. Pojechałem z tym start-upem na rundę inwestorską do Dubaju i tam poznałem Mitcha Lowe’a. Powiedziałem mu, że mam film i chciałbym zdobyć dystrybucję. On zaproponował Entertainmint. Pochodziliśmy jeszcze trochę po innych wydawcach, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na współpracę właśnie z Entertainmint. Jest to nowa platforma, która wystartowała bardzo niedawno, nie ma jeszcze dużej bazy klientów. Entertainmint nie ma systemu subskrypcji, można tam wypożyczyć lub kupić filmy. Nasz film, w pierwszym kwartale tego roku, dla widzów anglojęzycznych będzie też dostępny na platformie Tubi.

Bardzo mnie zaciekawiła forma promocji, o której powiedziałeś. Jak wyglądały reakcje ludzi na filmiki które wstawialiście, jak wyglądały komentarze? Czy ludzie łatwo się orientowali?

Było sporo potężnych komentarzy. W momencie, kiedy ludzie się czują nieco wykiwani, bo dają followa jakiejś osobie po obejrzeniu jednego filmiku, myśląc, że znają jej poglądy i że te poglądy są tożsame z ich własnymi – szczególnie, gdy bardzo są do tych poglądów przywiązani – mają miejsce pewne zgrzyty, głównie między ludźmi w komentarzach. Niektórzy domyślali się, że coś jest nie tak, że to jest jakiś projekt, ale w tysiącach komentarzy, ani razu nikt nie podniósł głosu, że to może być promocja filmu. Dzięki temu, teraz, gdy ludzie obejrzą film, będą mogli pomyśleć, że jest on w dużej mierze o nich. Że oni sami zostali zmanipulowani przez takiego człowieka.

Czy jest jakaś sytuacja, która najbardziej zapadła ci w pamięć przy okazji promocji?

Mam jedną. Tych TikToków do zrobienia były dziesiątki, więc nie miałem możliwości zmontować ich sam. Zatrudnialiśmy montażystów, głównie po znajomości. Mieliśmy pewnie pięciu lub sześciu różnych. Przy okazji próby zrekrutowania jednego montażysty z warszawskiej filmówki, gdy pisałem z nim na Messengerze i ustalaliśmy szczegóły, on powiedział: weź mi od razu podeślij link, jak ma wyglądać efekt finalny. A ja mu nie powiedziałem, że to ma być promocja do filmu, bo to był dopiero początek naszej znajomości. Wysłałem mu link do profilu i dostałem od niego taką odpowiedź: pie*dol się, ty proputinowski śmieciu, spłoń w piekle. Zanim miałem szansę mu wytłumaczyć, o co chodzi, to mnie zablokował.

Idealista.

Jako że świat filmowy jest wąskim gronem, dwa lata później spotkaliśmy się na planie. Pamiętałem go z nazwiska, ale on mnie nie. Podszedłem do niego i pokazałem mu te wiadomości. Pamiętam, że on się mnie wtedy bardzo przestraszył. Myślał pewnie, że mogę mieć w stosunku do niego przemocowe zamiary. Wytłumaczyłem mu wtedy, że to były TikToki do promocji filmu. Był bardzo zaskoczony.

Takie nowatorskie formy promocji, tworzenie bazy widzów przez angażowanie ludzi w mediach społecznościowych są coraz częstszą praktyką. Wspomniałeś, że znasz się na TikToku i takim rodzaju promocji. Pogadajmy trochę o tym. Jak sądzisz, w jaką stronę dalej będzie zmierzać promowanie filmów i ogólnie marketing w mediach społecznościowych?

Nie jest żadną tajemnicą, że atencja ludzka jest teraz największą walutą. To jest to, o co się wszyscy biją. Atencja jest coraz bardziej rozbita, masz tyle opcji dojścia do szeroko pojętego klienta. Trudno za tym nadążyć, trudno się połapać, trudno jest rozgryźć te algorytmy, żeby wiedzieć, jak trafić do odbiorcy. To, co jest moim zdaniem kluczem, i to, co się u mnie sprawdza, to niezdradzanie od początku, co jest produktem. Trzeba zwabić widza w inny sposób, przeważnie przez danie mu rozrywki lub jakiejś wiedzy. W ten sposób relacja nawiązana jest z odbiorcą nie poprzez produkt. Dopiero później można mu coś sprzedać. Czekaj, pokażę ci, czym się ostatnio zajmuję… wpisz sobie w wyszukiwarkę Bragas TikTok.

Wiem, co to jest.

Wiesz, co to jest?

To są te nakładki na toaletę, tak?

[Karol wyjmuje z plecaka nakładkę na deskę toaletową Bragasa i mi wręcza.] Masz przedpremierowo, bo mamy taki problem, że sprowadziliśmy na początku tylko tysiąc i nam się wyprzedały w dwadzieścia cztery godziny. Teraz czekamy na kolejne.

Wow. To twój produkt? Widziałem to na Instagramie. Świetne, jak na to wpadłeś?

Tak, mój i kolegi. Widziałeś na Instagramie? Tam te wyświetlenia są zerowe w porównaniu do tego, co mamy na TikToku. Tam mamy prawie 10 tys. obserwujących. À propos tego, jak na to wpadłem, to wczoraj, jadąc samochodem, pomyślałem, że jak kiedyś mi odbije, to zrobię o tym film. Na razie jeszcze nie jestem na poziomie robienia autobiografii. W każdym razie, historia jest taka – miałem kiedyś taki problem, że musiałem bardzo często chodzić do toalety. W pewnym momencie zaczęli się już ze mnie koledzy trochę śmiać. Ja im wtedy zacząłem tłumaczyć, że ja jestem koneserem, ja mogę im wszystko opisać, jaka jest temperatura deski, jaka ilość miejsca na nogi, jaki papier itd. Uznałem wtedy, że super pomysłem będzie nagrywanie TikToków, gdzie będę chodził po Warszawie i recenzował toalety, ale też świetnie by było, gdybym mógł podpiąć do tego jakiś produkt, tak, żeby w konsekwencji móc na tym zarobić. Czyli najpierw był pomysł, żeby robić recenzje toalet, a później dopiero, żeby to zmonetyzować. Pierwszym pomysłem było sprzedawanie bokserek, ale zdaliśmy sobie sprawę, że to jest produkt, który nie rozwiązuje żadnego realnego problemu. Jaki więc produkt można połączyć z recenzjami toalet? Jechałem wtedy do Warszawy z kolegą nagrywać TikToki i w końcu wymyśliliśmy – przecież problem jest taki, że ludzie boją się siadać na desce – i nie jest to dziwne. Rozwiązanie właściwie nie istnieje – te rossmannowe nakładki są fatalne, przemakają, rozpadają się, dlaczego nie ma dobrych? Teraz już są dobre.

Na pewno przetestuję. Wracając do tematu. Zastanawiam się nad pewną kwestią. Jesteś filmowcem, robisz filmy pełnometrażowe i w tym najbardziej się spełniasz. Czy uważasz, że dużym problemem jest to, że ludzie nawykli tak bardzo do shortime contentu, że mogą mieć problemy w skupieniu się na dłuższej formie rozrywki? Czy sądzisz, że branża filmowa może na tym ucierpieć albo z tego powodu jakoś ewoluować?

To już jest problem. Jak się spojrzy, ile zarabiały filmy w kinach dwadzieścia lat temu i porówna z tym, ile zarabiają teraz, różnica jest duża. Szczególnie widać to przy filmach dla dzieci. Niektórzy mówią, że filmy dla dzieci są teraz gorsze, że scenarzyści się nie starają. Ja się z tym nie zgadzam. Problem polega na tym, że to [Karol wskazuje na swój telefon] jest ciekawsze. Jakby dać małpie film w kinie albo dwie godziny TikToka, zawsze wybrałaby TikToka. Różnica jest taka, że po dwóch godzinach TikToka, masz umysł, jakby ktoś ci tam kosiarką przejechał przez niego. Najciekawsze jest to, że po tych dwóch godzinach, nie jesteś w stanie powiedzieć, co właściwie obejrzałeś. To jest jak narkotyk – było ci dobrze. Jednak po dwóch godzinach scrollowania nie jesteś w stanie powiedzieć, jakiego TikToka widziałeś pięć TikToków temu. Nie jesteś w stanie podać trzech dowolnych TikToków, opowiedzieć co na nich było. Pamiętasz ostatnie dwa, maksymalnie ostatnie trzy, a co dopiero te, które widziałeś godzinę temu. Jak oglądasz filmy, które wymagają jakiegoś przemyślenia, poszerzasz swoje horyzonty, stajesz się lepszym człowiekiem, dowiadujesz się czegoś. Przede wszystkim, po obejrzeniu wiesz, co widziałeś. Teraz, moim zdaniem, społeczeństwo bardzo dużo traci, bo filmy, z których płynęła pewna wiedza, nie są już robione, bo nie zarabiają na siebie. Nie ma już blockbusterów, które nie są franczyzowe. Wiesz, filmy Spielberga na przykład, to były blockbustery, a nie powstawały raczej sequele. Nie ma Listy Schindlera 2. Tak samo, filmy Finchera, Fight Club czy Siedem, by w naszych czasach nie powstały. Nawet ostatnio Diuna od razu została tworzona jako seria. Wszystko musi być franczyzą. Filmy, które mi się najbardziej podobają, nie są już tworzone, bo studia nie dają na nie budżetu. Nie ma się w sumie, co dziwić, po co mają ryzykować dwieście milionów na film Scorsesego, który się raczej nie zwróci, jak można zrobić za to dwa Marvele, które zwrócą się na pewno. Oczywiście nie chodzi mi o to, że mam coś do Marveli albo popcorniaków, te filmy zawsze były i spełniają swoją funkcję, ale przez to, że mniej ludzi chodzi do kina w ogóle, ostatnimi czasy tworzone są jedynie takie właśnie Marvele. Wracając jeszcze do filmów dla dzieci: wiesz, dziecko nie szło samo do kina. Szło z rodzicem. Zanim poszli do kina, albo nawet włączyli coś w telewizji, to ten film czy program, musiał się wydawać atrakcyjny dla dorosłego. Ponadto, musiał spełniać pewne kryteria. Gdy mama popatrzyła z kuchni na to, co dziecko ogląda, to myślała okej, to jest t,o co dziecko powinno oglądać, to jest odpowiednie dla jego wieku, poziomu rozwoju. Teraz, gdy dziecko się przykleja do tableta, to rodzic nie widzi, co ono tam ogląda, a ono ma dostęp nie do paru programów, tylko do całej wiedzy ludzkości. Bóg wie, gdzie te dzieciaki wchodzą. Ja jestem z tego pokolenia, które pamięta życie bez mediów społecznościowych.

Ja już nie pamiętam, a są między nami tylko trzy lata różnicy.

Wiesz, pierwszy telefon dotykowy miałem w szóstej klasie podstawówki.

To by się zgadzało, ja od trzeciej. Masz jakiś pomysł, jak można by rozwiązać ten problem, że ludzie rezygnują z dłuższej rozrywki na rzecz TikToka itd.?

Szczerze powiedziawszy, (i mam nadzieję, że jestem w błędzie), to filmy, jakie znamy, niedługo staną się wymarłą formą. Właściwie, nie wymarłą, to złe słowo. Staną się niszową formą rozrywki. Będą tym, czym opera i teatr. Taką rozrywką nie na co dzień. Myślę, że to nie jest problem dla kina arthouse’owego, takiego, jakie ja robię – ono może być kierowane do mniejszej publiczności i tego „problemu” wcale nie trzeba rozwiązywać. Wiesz, powiem tak: gdy kręcę film, to ja jestem jego pierwszym widzem. W pierwszej kolejności to mi ten film musi się podobać. Widz go zobaczy, poświęci na niego dwie godziny i to jest najprawdopodobniej koniec jego interakcji z tym filmem. Dla mnie to są trzy lata życia. Dlatego ten film musi się przede wszystkim mi podobać. Prawda24 właśnie taka jest, jest bliska mojemu sercu.

Kilka luźnych pytań na koniec. Masz jakiś film lub serial, który chciałbyś polecić?

Mam dwie rzeczy do polecenia, jedną bardziej niszową, dla koneserów, film Siedzący Słoń. To chiński film, trwa cztery godziny. Geneza jego powstania też jest bardzo ciekawa, jeśli ktoś jest zainteresowany, to warto poczytać o reżyserze – Hu Bo. Ten film na pewno jest w moim Top 5 , ale rozumiem, że może być nie dla wszystkich. Dla szerszej publiki, mogę polecić The Office – zacząłem ostatnio oglądać, nigdy wcześniej nie oglądałem. Jest cudowne. Naprawdę, serial idealny.

Jaka jest twoja najbardziej kontrowersyjna opinia na temat jakiegoś filmu?

Drive jest totalnym dnem. Nie potrafię ani jednej dobrej rzeczy powiedzieć na jego temat. To jest moja najbardziej kontrowersyjna opinia. Może jeszcze jakaś pozytywna, że wszyscy czegoś nie lubią, a ja lubię. Słyszałem pogłoski, że Ted jest słaby. U mnie ma specjalne miejsce w serduszku.

Na sam koniec. Jakie masz plany na przyszłość, które chciałbyś nam zdradzić?

Planujemy pod koniec roku plan zdjęciowy filmu pełnometrażowego w Stanach. Mamy pół planu zdjęciowego w Los Angeles, pół w Las Vegas. Mam nadzieję, że nic się nie wykrzaczy i plan się odbędzie, na razie wszystko wskazuje na to, że będzie dobrze. Oprócz tego, będę się oczywiście dalej zajmował Bragasami. W tym momencie robimy tylko sprzedaż B2C (business to customer – w tym przypadku chodzi o sprzedaż bezpośrednią – przyp. red.) i robimy ją tylko przez TikToka. Wyprzedaliśmy wszystko, co mieliśmy w 24 godziny. Nie mieliśmy żadnej płatnej promocji w mediach społecznościowych, a kolega, z którym to robię, pracuje w agencji marketingowej, w której się właśnie taką promocją zajmuje. Będziemy też jednak działać w tym kierunku. Kolejna sprawa to B2B (business to business – czyli umowy zawierane pomiędzy przedsiębiorstwami. W tym przypadku chodzi o sprzedaż produktu innym przedsiębiorcom, a nie klientom indywidualnym – przyp. Red.). Dlaczego nie ma w toaletach publicznych takich nakładek? Powinny być normalnie dostępne w kawiarniach, barach itd. Chcemy sprzedawać Bragasy takim właśnie biznesom.  Dążymy też do tego, żeby w drogeriach, oprócz tych beznadziejnych nakładek, które przemakają, były dostępne nasze Bragasy. To są dwa projekty, które są teraz dla mnie najważniejsze i będę starał się je pogodzić ze sobą. Mam jeszcze jakieś shorty, które bym chciał zrobić, ale to jest szybka sprawa – jak poczujemy, że pora je zrobić, to zrobimy.

Wielkie dzięki za rozmowę.