Tekst: Piotr Matusiak
Zapewne każdy miał kiedyś jakąś styczność z „Chłopami”, najsłynniejszą powieścią Władysława Reymonta, która przyniosła swojemu autorowi rzadki zaszczyt w formie Nagrody Nobla. Mimo to, większości współczesnych czytelników „Chłopi” kojarzą się raczej negatywnie – zapewne dlatego, że ową opasłą, trudną w odbiorze dla współczesnego czytelnika powieść programowo omawia się w szkołach od pokoleń, a przymusowość tego doświadczenia odbiera czytelnikom sporą część przyjemności płynącej z obcowania z literaturą. Teraz, gdy na ekrany kin weszła nowa adaptacja powieści w reżyserii polsko-brytyjskiego małżeństwa Welchmanów, należy sobie zadać pytanie: czy udało im się ową długą, skomplikowaną historię przedstawić w formie atrakcyjnej dla współczesnego odbiorcy?
„Chłopi” są drugim pełnometrażowym obrazem Welchmanów po „Twoim Vincencie”, czyli animowanej biografii Vincenta van Gogha z 2017 r. Oba filmy zostały zrealizowane w charakterystycznej dla twórców formie, tj. w całości składają się z ręcznie namalowanych obrazów olejnych, z czego „Twój Vincent” jest pierwszym filmem w historii kina stworzonym w ten sposób. „Chłopi” to więc zaledwie drugie tego typu dzieło na świecie. Na potrzeby filmu ponad stu artystów namalowało ręcznie 40 tys. obrazów.
Fabularnie „Chłopi” skupiają się na zaledwie jednym z wielu wątków powieści Reymonta, a mianowicie na historii Jagny Paczesiówny (w tej roli Kamila Urzędowska), młodej mieszkanki wsi Lipce, która zostaje przymuszona do ślubu ze starym Maciejem Boryną (Mirosław Baka), najbogatszym z mieszkańców Lipiec. Jagna jednocześnie romansuje z synem Macieja, Antkiem (Robert Gulaczyk), który z kolei swoją relację z Jagną musi ukrywać przed żoną, Hanką (Sonia Mietielica). Fabuła obejmuje rok z życia wsi Lipce, rozpoczynając się jesienią, a kończąc latem. Czas akcji filmu nie jest dookreślony co do roku, ale można domniemywać, że rozgrywa się on we wczesnym XX w., przed wybuchem I wojny światowej.
Choć standardowo recenzje filmów rozpoczyna się od rozważań na temat fabuły, w wypadku „Chłopów” wypadałoby się jednak skupić na warstwie wizualno-estetycznej, gdyż to w nią weszło najwięcej pracy twórców i to ona była najważniejszym aspektem promocji filmu. Podobnie jak w wypadku „Twojego Vincenta”, stoi ona na jak najwyższym poziomie. Podczas gdy obrazy składające się na poprzedni obraz Welchmanów z oczywistych względów imitowały twórczość samego van Gogha, Chłopi nawiązują do sztuki realistycznej, w szczególności zaś do płócien Józefa Chełmońskiego. W film wplecione zostały liczne dzieła tego malarza, takie jak „Babie lato”, „Kuropatwy” oraz „Bociany”. Trzeba zaznaczyć, że w „Chłopach” konwencja filmu malowanego wydaje się mniej ograniczająca dla twórców niż w wypadku „Twojego Vincenta”, w którym niejednokrotnie dało się zaobserwować m.in. przedłużające się kadry przedstawiające jedno miejsce lub stosunkowo rzadkie zmiany punktów, z których widz obserwuje akcję filmu. I chociaż taki zabieg jest zrozumiałym poświęceniem i minimalizacją i tak kolosalnej pracy artystów-malarzy pracujących nad produkcją, to rzeczą niesłychanie pozytywną jest znaczne ograniczenie jego użycia w „Chłopach”. Dzięki temu cały obraz wydaje się bardziej żywy i mniej statyczny, co ułatwia widzowi immersję w świat przedstawiony. Przed premierą „Chłopów” złośliwi niejednokrotnie zarzucali produkcji, że wygląda jak imitujący obrazy filtr nałożony na materiał live action. I chociaż na niewielkim ekranie telefonu bądź komputera można było mieć takie wrażenie, na wielkim kinowym ekranie nie można mieć wątpliwości, że każdą klatkę dzieła starannie i pieszczotliwie namalowała ludzka ręka. „Chłopi” świetnie oddają wygląd i klimat wczesnodwudziestowiecznej wsi. Bezbłędnie oddane są architektura i kultura okresu, a widz chwilami ma wręcz wrażenie, że czuje zapach zbutwiałych desek, dymu, ziół i wnętrz chłopskich chat. Ostatecznie warstwa estetyczno-wizualna Chłopów imponuje widzowi i wprawia go w zachwyt. Jest ona fundamentalną częścią tożsamości tego obrazu i jednym z głównych powodów, dla których warto się wybrać do kina.
Czymże jest jednak film bez historii? Tu kulał „Twój Vincent”, bo za lwią część dramaturgii i emocji w historii z pierwszego filmu Welchmanów odpowiadały fakty, prawdziwa historia niezrozumianego przez świat artysty. Scenarzyści owego dzieła nie zaniedbali historii van Gogha i nie stworzyli fabuły, którą można nazwać słabą, jednak zdecydowanie nie należała ona do silnych stron „Twojego Vincenta”, który był filmem broniącym się głównie warstwą wizualną. Tego samego nie można powiedzieć o Chłopach. Opowieść, choć znacznie uboższa niż w powieściowym oryginale, zachwyca i przemawia do widza. Welchmanom udało się więc przetłumaczyć arcydzieło Reymonta na język bliższy współczesnemu odbiorcy, zafascynować go tą przestarzałą historią sprzed ponad stulecia. A przynajmniej pozornie przestarzałą, bo historia Jagny jest tak naprawdę niezwykle uniwersalna, chociaż niektórym może się wydać reliktem swojej epoki. Jest to bowiem historia o walce z oczekiwaniami rodziny i społeczeństwa, o wyborze między tym, co słuszne a tym, czego chcemy, o tym jak złe słowo i plotki potrafią zniszczyć ludzkie życie. Wszystkie te motywy są nam doskonale znane, bo z tego typu problemami spotykamy się w zasadzie codziennie. Dlatego też, mimo że w Chłopach są one pod płaszczykiem tradycji i hierarchii społecznej wczesnodwudziestowiecznej wsi, świetnie przemawiają do współczesnych widzów. Z tego względu historia angażuje widza emocjonalnie na zdecydowanie wyższym poziomie niż większość adaptacji klasyków polskiej literatury.
Warstwy wizualną i fabularną bezbłędnie wspomaga muzyka. Odpowiedzialny za nią jest przede wszystkim Łukasz Rostkowski, znany szerzej jako L.U.C., który dotąd nie miał wiele wspólnego z muzyką filmową i folkową. Poza nim wśród twórców ścieżki dźwiękowej „Chłopów” znajdziemy m.in. Laboratorium Pieśni, wybitny zespół folkowy, reprezentujący relatywnie nowy, współczesny, nurt w polskiej muzyce ludowej, do którego zaliczyć można także m.in. zespoły Percival i Żywiołak. I właśnie tego typu uwspółcześnioną muzyką folkową delektują się nasze uszy podczas seansu. Wybór tego typu muzyki był świetnym ruchem ze strony twórców. Z jednej strony oddaje ona atmosferę wsi przełomów XIX i XX w., z drugiej zaś – przemawia do współczesnego odbiorcy, który najczęściej pozostaje raczej niechętny bardziej „klasycznym” formom muzyki ludowej.
Gra aktorska w filmie wypada poprawnie. Wszyscy dobrze i wiarygodnie odegrali swoje role, ale żadna z kreacji nie dominuje pozostałych i trudno powiedzieć, że któryś z aktorów skradł uwagę widowni. Może na pewne wyróżnienie zasługuje Kamila Urzędowska, wcielająca się w filmie w postać Jagny.
„Chłopi” to wyjątkowy film na tle zarówno rodzimej, jak i światowej kinematografii. Unikalny styl wizualny, będący owocem tytanicznej pracy ogromnej ilości artystów, połączony z ponadczasową fabułą i miłą dla ucha muzyką, zapewnia widzowi niezapomniane doświadczenie, katharsis.

