Autor: Piotr Matusiak
Jedną z najważniejszych postaci w historii Anglii jest bez wątpienia królowa Elżbieta I Tudor – córka równie istotnego króla Henryka VIII, której rządy zapamiętane zostały jako złoty wiek jej królestwa. Elżbieta zakończyła rozpoczętą przez ojca reformację protestancką w Anglii i rozpoczęła kolonizację Ameryki. W jej królestwie tworzyli tacy artyści jak William Szekspir czy Christopher Marlowe. Umierając, Elżbieta pozostawiła po sobie potężne państwo, które w kolejnych wiekach stać się miało imperium.
Początek rządów Królowej Dziewicy był jednak trudny – i to ten właśnie okres wzięli na warsztat reżyser Shekhar Kapur i scenarzysta Michael Hirst w swoim filmie z 1998 roku pt. Elizabeth. Opowiada on o młodości Elżbiety i jej pierwszych latach na tronie Anglii. W tytułową monarchinię wcieliła się Cate Blanchett. W obrazie wystąpili także Geoffrey Rush jako sir Francis Walsingham, szef tajnych służb i prawa ręka królowej, Christopher Eccleston jako książę Norfolk, spiskujący przeciwko tronowi katolik, Richard Attenborough jako William Cecil, bliski współpracownik tytułowej bohaterki, Kathy Burke jako Maria Tudor, poprzedniczka Elżbiety, James Frain jako Álvaro de la Quadra,spiskujący przeciwko Elżbiecie hiszpański ambasador, John Gielgud jako Papież Pius V, Vincent Cassel jako Henryk Walezy oraz Joseph Fiennes jako sir Robert Dudley, kochanek Królowej Dziewicy. Za zdjęcia odpowiadał Remi Adefarasin, za montaż zaś – Jill Bilcock. Film był nominowany do siedmiu Oscarów, z których wygrał jednego – za makijaż, a także zdobył pięć nagród BAFTA z dwunastu, do których był nominowany.
Sama fabuła stoi na dobrym poziomie. Elizabeth nie jest największym arcydziełem swojego gatunku, ale nie nudzi też widza, który z zainteresowaniem śledzi historię protagonistki. Plusem filmu są liczne intrygi i spiski powstające na królewskim dworze – czynią one seans zdecydowanie ciekawszym. Satysfakcjonujący jest także rozwój głównej postaci, która przechodzi długą drogę od młodej, niezorientowanej w polityce kobiety do potężnej władczyni oraz wybitnej polityczki, jaką została zapamiętana przez historię. Nieuniknionym była potrzeba skondensowania wielu wydarzeń historycznych, co skutkowało wieloma niezgodnościami fabuły z prawdą historyczną. O ile część tych rozbieżności jest usprawiedliwionym uproszczeniem wydarzeń na rzecz jakości opowieści, inne są zgoła niezrozumiałe, a ich wprowadzenie przez twórców wydaje się pozbawione sensu.
Historia przedstawiona jest w Elizabeth w niezwykle stronniczy sposób. W filmie postacie wyznania anglikańskiego jawią się jako w oczywisty sposób bohaterowie pozytywni, podczas gdy katolicy są bez wyjątku nikczemnikami, fanatykami i okrutnikami. Obrywa się także Francuzom, którzy, zgodnie z obowiązującymi stereotypami, pokazani są jako ludzie zniewieściali i rozwiąźli seksualnie. Oczywiście oba te przedstawienia wpisują się w sposób, w jaki te grupy funkcjonują w świadomości historycznej Anglików. Demonizacja narodu bądź wyznania jest zresztą standardem w filmach historycznych, podobnie jak gloryfikacja nacji i religii reprezentowanych przez głównych bohaterów obrazu. Wypada jednak o tym wspomnieć, gdyż premiera Elizabeth spotkała się z oburzeniem w kręgach angielskich katolików, grupy tradycyjnie zmarginalizowanej i przez stulecia prześladowanej na Wyspach.
Dość rozczarowująca jest też scenografia. Film w całości rozgrywa się w średniowiecznych zamczyskach lub na angielskich łąkach – widz może odnieść wrażenie, że twórcom zabrakło budżetu na lokacje i nakręcili całość w jednej potężnej twierdzy i jej okolicy. Powraca tu kwestia niezgodności historycznych w filmie, bowiem władcy z dynastii Tudorów zamieszkiwali piękne renesansowe pałace zamiast ponurych kamiennych fortec, które w ich czasach były już wiekowe. Ostatecznie kwestia ta, chociaż zauważalna, nie wpływa w znaczący sposób na odbiór filmu.
Wiele dobrego można powiedzieć o grze aktorskiej w filmie. Świetnie spisuje się Cate Blanchett w roli tytułowej Elżbiety Tudor. Bardzo wiarygodnie odgrywa ona postać Królowej Dziewicy, dzięki czemu widz jest w stanie polubić monarchinię i sympatyzować z nią w walce z licznymi spiskowcami ukrywającymi się na jej dworze. Niezgorzej sprawdza się także Joseph Fiennes jako kochanek królowej, sir Robert. Reszta obsady prezentuje także poziom co najmniej bardzo dobry.
Całość dopełnia muzyka autorstwa Davida Hirschfeldera. Stoi ona na bardzo wysokim poziomie ułatwiając widzowi immersję w świecie XVI-wiecznej Anglii, stanowi połączenie między brzmieniami z okresu a współczesną muzyką filmową.
Elizabeth zdecydowanie nie jest żadnym wiekopomnym arcydziełem ani pozycją obowiązkową dla kinomanów. Jest jednak filmem dobrym, który bez wątpienia zaskarbi sobie sympatię niejednego widza i entuzjasty historii – oczywiście pod warunkiem, że ten drugi przymknie oko na liczne w obrazie niezgodności z historyczną prawdą, lecz w kinie historycznym jest to niestety standard, na który musimy się godzić.
Ocena: 4/5

