AUTOR: Katarzyna Jaguś
Zerknęłam na telefon, by upewnić się, w którą ulicę mam skręcić. W powietrzu unosił się kuszący zapach świeżego pieczywa. Mimo starań, nie udało mi się stwierdzić, która z piekarni jest odpowiedzialna za umilenie mi dnia. W mgnieniu oka przywołałam wspomnienia z urokliwych uliczek Paryża. Byłam tam jeszcze nie tak dawno temu, a mimo to poczucie nostalgii woła mnie swoim błagalnym głosem. Żąda powrotu. Jestem pod wrażeniem mojej umiejętności znalezienia, w każdej pojedynczej chwili, jakiegoś punktu zaczepienia, który pozwoli mi zanurzyć się w odmęty przeszłości. W każdym miejscu, które kiedykolwiek odwiedziłam, zostawiłam po sobie pragnienie cofnięcia się do „lepszych czasów”. Nawet, jeżeli były najgorsze.
Zdarza mi się szukać momentów niewartych zapomnienia częściej niż tych wartych zapamiętania. Z nostalgią wspominam pewien podły czas, z utęsknieniem myślę o dramatycznych momentach i szukam ich odpowiedników w czasie teraźniejszym. Chyba uparłam się, że ten czas mam wspominać tak samo. Czyli jak? Z gorzkim posmakiem na języku, ale jednak oddałabym wszystko, żeby do niego wrócić. Mogłabym krzyczeć, żalić się do bóstwa, w które wierzysz, aby jeszcze raz przechadzać się tymi samymi ścieżkami, rozmawiać z osobami, których imion nie pamiętam. Mogłabym ponownie zrobić tę samą głupią – żenującą wręcz – rzecz i nie poczułabym żadnej odpowiedzialności, żadnych konsekwencji. Stałabym w parku, w cienkiej kurtce, zbyt cienkiej na tę pogodę, ale zbyt ładnej, żeby zostawić ją w domu i śmiałabym się z tego, co nas śmieszyło, kiedy byliśmy nastolatkami. Czuję, że spełniam mój cel, gdy z tym samym utęsknieniem patrzę na mój mały świat sprzed pięciu, jak i sprzed dwóch lat. Jakże satysfakcjonujące jest odgrywanie scen przeszłości. Zapalenie świeczki o tamtym zapachu, wsłuchanie się w muzykę z tamtego, ulotnego momentu mojego życia. Co ciekawe, ten moment, do którego lgnę, każdego dnia odnosi się do czegoś innego.
Nie do opisania jest chwila, w której przenoszę się w czasie i znikam. Nie zrozumcie mnie źle – to, co dzieje się teraz, jest równie pięknie, bo jest moim życiem. To ciągle moja egzystencja, tylko w innej rzeczywistości. Często bawię się teraźniejszością tak samo, jak przeszłością. Każdy element układanki jest już wspomnieniem, zanim zdążę go dopasować. Każdy oddech jest ziarnkiem piasku na rozległej plaży, które będę wielbić nawet na starość.
Przyznam się, czasami boli mnie ta ulotność, ale zawsze docieram do tych samych wniosków. W trudniejszym czasie, przejście obok skateparku, będąc ubrana w koszulę, sprawia, że powietrze staje się zbyt gęste na głęboki wdech. Ale zastanówmy się – czy to nie piękne? Ile żyć mogę przeżyć podczas jednego istnienia! Jak mogłabym nie płakać ze szczęścia, skoro kiedyś to ja zdzierałam kolana przez upadki z rampy, a teraz przechodzę obok tego miejsca w bardziej lub mniej schludnym stroju. Może kiedyś znowu przejdę obok, tym razem zastanawiając się, jak poprosić o podwyżkę w pracy. W odległej przyszłości pojawię się tam przypadkiem, gdy moje myśli pochłonie dylemat, co przyrządzić wnukom na podwieczorek. Nie będę mogła się zdecydować między budyniem a ciasteczkami z kawałkami czekolady, więc usiądę na ławce i obejrzę, jak jeździ zbuntowana młodzież. Usłyszę krzyki ekscytacji oraz przekleństwa pod nosem i wtedy, dziwiąc się sama sobie, wzruszę się. Na pewno zakręci mi się łezka w oku. Szybko ją otrę, bo to nie czas na płacz, poza tym jestem już taka dorosła.
Usłyszałam tysiąc razy, że jestem marzycielką. Mówiono mi to w przypływie złości, z uznaniem, z pogardą, ale nieraz z dumą. Różnym tonem, w różny sposób. Tyle rad, każda jest inna. Podobno muszę zejść na ziemię, ale podobno też moja siła tkwi w przekombinowanym, oderwanym od rzeczywistości umyśle. Na razie zstąpię z chmur i dokończę mój spacer. Idę na spotkanie z przyjaciółką, więc nie wypada mi się spóźnić. Potem wrócę do domu i dokończę pisać. Przez godzinę poczuję najwyższą formę spełnienia, będę wdzięczna swoim myślom, przelewając je na papier. Nadal niezrozumiały jest dla mnie komfort, który daje mi odepchnięcie się od powierzchni, zawieszenie się w czasie i przestrzeni, snucie refleksji bardziej lub mniej udanych. Nie potrzebuję go rozumieć. Nie jest to ważne, dopóki mogę się tym z kimś podzielić. Na przykład z tobą. I chociażbym miała przeżyć tysiąc żyć w ciągu kilkudziesięciu lat, niech ta jedna rzecz nigdy się nie zmieni.


