Autor: Dawid Szczęsny
Przygotowując się do pisania tego artykułu, szukałem filmiku z wykładem Jordana Petersona – jeszcze z czasów jego świetności – na temat tego, jak błędy przybliżają nas do zamierzonego celu. Poszukiwania spełzły na niczym– do tego stopnia, że sam nie jestem pewien, czy to nagranie rzeczywiście istniało, czy też był to jedynie wytwór mojej wyobraźni. Co jednak stało się motorem napędowym tego artykułu? Można powiedzieć, że jest to pewna forma wytłumaczenia samemu sobie, wystąpieniu przed sobą jako autorytet, że przecież błąd to nic strasznego.
Mam wrażenie i śmiem twierdzić, że nie jestem w tej obserwacji odosobniony. Żyjemy w społeczeństwie, które może nie tyle wypycha sukces na piedestał, ile usilnie stara się ukrywać jakiekolwiek formy porażki. Jest to do pewnego stopnia naturalne, każdemu błędowi towarzyszy wstyd, czasami może nawet smutek, gniew i irytacja. Podświadomie więc staramy się zapomnieć o popełnionym faux pas. Tym łatwiej jest zapomnieć o błędnej decyzji, im mniejsze konsekwencje niesie ona za sobą – przyjechałeś/aś na późnym żółtym? Nic się nie stało – no, chyba że widzisz w lusterku czerwono-niebieskie odbicia i słyszysz charakterystyczny dźwięk syreny. Kortyzol skutecznie pozbawia nas szybkiego przejścia do porządku dziennego po popełnionej przez nas nieprawidłowości. Są też jednak błędy, kolokwialnie mówiąc, innego gabarytu. Takie, które potrafią rzutować na całe życie lub całkowicie je zmienić. Niestety, wobec nich też można zastosować pewną uniwersalną i brutalną prawdę – problemy powstałe w wyniku tych błędów nie są niezwykłe ani nowe. Może nam się wydawać, że jedynie my doświadczamy tak poważnych konsekwencji i jesteśmy w pewien sposób niezwykli. Prawda jest jednak taka, że wszystkie te doświadczenia miały już kiedyś miejsce, mają miejsce równolegle do naszych, lub dopiero się wydarzą. Nie oznacza to, że nie mamy prawa przeżywać, żałować, czy cierpieć – pokazuje to jednak pewne wzorce w działaniu ludzi i w pewien sposób pozwala na wytchnienie –nie mamy na swoich barkach ciężaru pioniera.
Mierżą mnie zamieszczane jeszcze jakiś czas temu w mediach społecznościowych widniały obrazki z treścią w stylu Nie żałuję żadnej z podjętych decyzji. Nie znam takiego człowieka, który byłby w stanie w pełni utożsamić się z takim stwierdzeniem. I właśnie to poczucie żalu jest kolejną reakcją na błąd – człowiek żałuje, że postąpił w ten, a nie inny sposób. Tutaj jednak chciałbym zrobić zwrot w pozytywnym kierunku i przywołać przysłowie, którego nauczyłem się od swojego promotora – Gdybym wiedział, że się przewrócę, to bym usiadł. Pozwolę sobie wrócić do ostatniego zdania wstępu, błąd jest tylko jedną z konsekwencji decyzji, drugą jest powodzenie, a oba te skutki są źródłem doświadczeń.
Jeśli pobłądzicie chwilę w internecie i traficie na strony o wychowaniu dzieci, to na pewno znajdziecie artykuły mówiące wręcz o potrzebie zapewnienia dziecku warunków, w których może popełniać błędy. Pomocni okazują się tu być mityczni amerykańscy naukowcy, tym razem z Uniwersytetu w Michigan. Przeprowadzili oni eksperymenty, właśnie z udziałem dzieci – dokładny opis procedury można znaleźć na stronie MSUToday. Ja pozwolę sobie jedynie na krótkie streszczenie. Siedmiolatki miały za zadanie uczestniczyć w grze komputerowej polegającej na łapaniu zwierząt, które uciekły z zoo, za pomocą wciśnięcia spacji w odpowiednim momencie – była to więc prosta zabawa oparta na zręczności. Jednak nawet przy niej naukowcy byli w stanie zaobserwować, że jeśli dziecko popełniało błąd, wzrastała wówczas aktywność jego mózgu, co skłaniało je do przeanalizowania tego błędu.
Jaki jest więc morał? W imię wspaniałego samorozwoju należałoby się rzucić w wir popełniania błędów wszelkiej maści i rodzaju? Nie, przynajmniej ja nie radzę. Odwołam się tutaj jeszcze do jednego autorytetu bardzo mi bliskiego. Strappare Lungo i bordi (Oderwij wzdłuż linii), włoski serial animowany, z którego też pochodzi tytuł artykułu, urzekł mnie nie tylko sposobem prowadzenia narracji, lecz także samą historią – i właśnie w niej zawiera się motyw życia przedstawionego jako linia na kartce papieru, wzdłuż której należy odrywać. Bardzo szybko jednak oczywistym staje się, że nie da się tego zrobić idealnie. Nagle pojawiają się pęknięcia w innych miejscach niż byśmy chcieli i prowadzą nas w zupełnie inne miejsca niż początkowo planowaliśmy. I jest to niewątpliwie moja ulubiona analogia dotycząca życia. Błędy są nieuniknione, są wynikiem działań człowieka, a przez to stają się w pewien sposób potrzebne zmieniając się w bodziec do zmian. Życie jako suma doświadczeń wymaga próbowania nowych rzeczy, a pomyłki i potknięcia będą nam towarzyszyły zawsze, więc, zamiast ich unikać, lepiej nauczyć się z nich korzystać.

