Order orła jakiego?

Felieton o najpiękniejszym wyrazie twarzy.

Autor: Maciej Bystroń-Kwiatkowski

Uśmiech. Jest to tak prosta rzecz, niepozorna czynność wywołująca w nas szczęście. Uśmiechamy się każdego dnia, by wyrazić radość i przekazać ją innym. Widok uśmiechniętej osoby jest jednym z najpiękniejszym na świecie.

I chociaż wszystkie uśmiechy są pozornie tym samym – kolokwialnie mówiąc, szerokim bananem na twarzy – to za każdym z nich kryje się inna historia. Uśmiecham się rano po przebudzeniu, gdy cieszę się na nadchodzący dzień. Z czułością uśmiecham się na myśl o mojej dziewczynie. Z przyjemnym, nostalgicznym uśmiechem przypominam sobie mój dom rodzinny i potoczny banan staje się jeszcze większy, gdy mama wysyła mi życzenia miłego dnia. Z trochę mniejszym uśmiechem idę na zajęcia i w drodze przeglądam najnowsze wiadomości ze świata, ale nie pogarsza to mojego nastroju, a wręcz przeciwnie – pomaga utrzymać mi dobry humor.

Bo uśmiech właśnie tym jest – nie tylko służy nam za sposób ekspresji wewnętrznych emocji, ale także jest narzędziem do poprawnego nastrojenia zachwianych emocji. Kiedy jest mi smutno, uśmiecham się z nadzieją na lepsze. Zresztą dotyczy to nie tylko smutku – pierwszą oznaką, że żal, złość, melancholia czy stres minęły, są te lekko rozciągnięte kąciki ust, uniwersalny znak tego, że czujemy się lepiej.

Patrząc więc na ogromne znaczenie uśmiechu w życiu codziennym, postanowiłem przyjrzeć się wykorzystaniu uśmiechu w kulturze – szukanie przykładów nie było dużym problemem. 

W Diunie (2021) już pierwsza kwestia granego przez Oscara Isaaca Leto Atrydy brzmi Uśmiechnij się, Gurney, czego niestety bohater nie bierze sobie do serca w przeciwieństwie do książkowego pierwowzoru i pozostaje markotnym gburem. Żywot Briana (1979) kończy się sceną próby pocieszania ukrzyżowanego Briana rozpoznawalną piosenką Always Look On The Bright Side of Life, głoszącą, że gdy zapomnimy się śmiać i uśmiechać, to życie staje się zgniłe. Uśmiechał się także Rick Blaine do Ilsy Lund w jednej z najbardziej pamiętnych scen Casablanki (1942), tak jak ona wcześniej uśmiechała się, prosząc Sama o zagranie słynnego, pięknego i wzruszającego As Time Goes By. Każdego dnia uśmiecha się też Hirayama w kapitalnym Perfect Days (2023), chociaż wielu w jego sytuacji czułoby przygnębienie. Tak samo zresztą uśmiecha się Scarlett O’Hara na koniec Przeminęło z wiatrem (1939), wypowiadając znane zdanie tomorrow is another day, nie poddając się, mimo tego, że utraciła wiele. O polskiej Podróży za jeden uśmiech (1971) tytuł mówi sam za siebie. Pogodność, miłość, tęsknota, melancholia, radość, pocieszenie, wzruszenie, nadzieja, smutek, przygoda, przyjaźń… zależnie od kontekstu ten jeden prosty wyraz twarzy może reprezentować nieskończenie wiele emocji. Czy więc przesadą będzie nazwanie uśmiechu jedną z najważniejszych rzeczy w ludzkim życiu?

A przecież wspomniałem tylko filmy. Ileż to powstało utworów starających wywołać się uśmiech na naszych twarzach lub też po prostu o nim mówiących. Kiedy się uśmiechamy, uśmiecha się z nami cały świat, śpiewał przecież Louis Armstrong. 

No i w końcu w literaturze wielki Shakespeare napisał: Można nosić na ustach uśmiech i być łotrem.

Czy więc są ludzie, którzy wykorzystaliby tak cenną rzecz jak uśmiech do celów wypaczonych? Sprowadziliby uśmiech do groteski, w której nie ma być on narzędziem do wyrażenia całej kanwy emocji, ale jakąś smutną alternatywą dla niespełnionych marzeń czy obietnic? Przecież na pewno była premier nie powiedziałaby, że może i nie mamy jeszcze praworządności, ale przynajmniej ludzie się uśmiechają? No, chyba że…

Rozczarowującym jest to, co możemy obserwować pośród byłej opozycji, a rządzącej dziś koalicji, do której na stałe przylgnęło już miano “uśmiechniętej Polski”, zresztą tak jak i do ich wyborców. Nie chodzi o to, że Prawo i Sprawiedliwość było jakkolwiek lepsze, bo ich powrót do władzy byłby ostatnią rzeczą, którą chciałbym ujrzeć, ale nie jest to usprawiedliwienie dla bierności koalicyjnego rządu Donalda Tuska, realizującego politykę wydrążoną z konkretnego programu, ale za to promującą uśmiech, radość i bycie fajnym. Wątpliwości wokół kredytu 0%? Ale przynajmniej Platforma wypuszcza spot wiążący PiS z Putinem, gdzie Zbigniew Ziobro zanosi się złowrogim śmiechem niczym Szkieletor z animowanego He-Mana (1983). Szymon Hołownia i reszta Trzeciej Drogi na wzmiankę o aborcji reagują gorzej niż na hasło “Trzaskowski 2025”? Ale hej, uśmiechnijmy się, przecież Marszałek Sejmu rzuca zabawne bon moty na youtube’owych transmisjach z posiedzeń izby niższej. O Lewicy nawet nie można zbyt wiele powiedzieć, bo jej samej zostało już tylko uśmiechać się, robiąc dla swoich wyborców dobrą minę do złej gry.

Rozczarowanie jest właśnie tą jedną z niewielu emocji, która nigdy się z uśmiechem nie wiąże. I to właśnie rozczarowanie towarzyszy nam, kiedy była premier Ewa Kopacz w odpowiedzi na pytanie o zakończenie stosowania przez Komisję Europejską procedury z art. 7 wobec Polski tłumaczy nam, że to dzięki temu, że od października ludzie na ulicach się więcej uśmiechają, a nieszczęśliwy człowiek się nie uśmiecha. Rick Blaine by się nie zgodził.

Najgorsze jest to, że ciężko nawet podnieść głosy krytyki, gdyż w odpowiedzi – domniemanej, bo rząd z niezrozumiałego powodu wciąż nie ma rzecznika – usłyszymy zawsze jak nie my, to PiS. Będziemy wiecznie upupiani, sprowadzani do roli ludzi, którzy nie muszą rozumieć co dzieje się w ich kraju – wystarczy, że zaufają swoim liderom, uśmiechną się i dzięki temu poczują się lepiej. Ludzi, których politycy tacy jak Robert Biedroń potrzebują, by dostać się do Parlamentu Europejskiego, by tam dalej mogli zabiegać o przestrzeń do uśmiechania się. A że w tym czasie zabraknie mieszkań, związków partnerskich, sensownego programu nauczania w szkołach podstawowych i liceach, sekularyzacji państwa i opodatkowania Kościoła… za PiSu też by tego nie było, a w dodatku nie mielibyśmy powodów do uśmiechu. 

A ja bym jednak chciał się uśmiechać z tych przyczyn, o których pisałem na samym początku. Rzeczy, które naprawdę szczerze ten uśmiech wywołują. Polityka, choćby nas bardzo starano się o tym przekonać, nie jest jedną z nich. Patrząc jednak na jej realia, rozumiem, jak naiwne i idealistyczne może zdawać się to podejście, więc na koniec zaproponuję rozwiązanie. Skoro PiS skompromitował rozdając na prawo i lewo Order Orła Białego, najwyższe polskie odznaczenie państwowe, to może w jego miejsce ustanowić Order Orła Uśmiechniętego?