AUTOR: Alicja Adamek
Wydaje mi się, że temat pandemii jest już przewałkowany na każdy możliwy sposób. Obwinialiśmy lockdown za wszystkie tragedie tego świata. Rzucaliśmy mądrymi hasłami, chcąc pokazać jego wpływ na gospodarkę, strukturę zatrudnienia czy nawet demografię. Co odważniejsi doszukiwali się nawet podejrzanych interesów w przemyśle farmakologicznym, próbując powiązać pandemię ze światowym spiskiem. Krótko mówiąc – pandemia była dla nas tematem numer jeden długo po jej zakończeniu. Ciężko zliczyć ilość artykułów, komentarzy i innych wypowiedzi powiązanych z tym tematem. Chcieliśmy pokazać coraz to nowe prawidłowości, coś na co nikt wcześniej nie wpadł. Wtedy wydawało mi się, że to jakaś forma konkursu na to kto doszuka się najbardziej poruszającego opinię publiczną powiązania. Uważam, że w tej kategorii wygrało badanie związku pandemii z samotnością dzieci i młodzieży. W tamtym momencie nastąpił jakiś przełom. Wylało się wtedy tysiące opinii i potencjalnych rozwiązań problemu. Mam wrażenie, że myśl o tej zależności jest gdzieś ciągle z nami. W mojej ocenie jest to godne skandalu uproszczenie. Taki ciąg myślowy wprowadza nas do myślenia zerojedynkowego o zależności izolacji z chorobami psychicznymi. Ja uważam natomiast, że jest to coś o wiele głębszego. Nie zachorowaliśmy jako społeczeństwo, lecz diametralnie zmieniliśmy swoją postać. Co jeśli to, co się wydarzyło nie nosi nazwy jednostki chorobowej, ale stało się integralną częścią nowego pokolenia? Jeżeli nie ma już powrotu do społeczeństwa sprzed pandemii, to skąd mamy wiedzieć, że współczesna “choroba” nie jest już nową normalnością. Że nie jesteśmy gorsi, lecz inni. Wydaje mi się, że niektóre nasze mechanizmy są typowe dla społeczeństwa postpandemicznego, odpowiadają wprost na jego potrzeby i starają się leczyć traumy.
Bywając w kinie, moją szczególną uwagę zawsze przykuwają plakaty. Jeśli film ma swój plakat wystawiony w Kinie Muranów, to automatycznie odczuwam do niego pewien respekt. Pomagają oczywiście pozytywne oceny na Filmwebie i średnia powyżej sześciu gwiazdek, choć nie jestem właściwie pewna na ile jest to jakiś wyznacznik. W każdym razie, w mojej subiektywnej ocenie laika, jest teraz w kinach dużo dobrych produkcji. Szczególnie atrakcyjny wydaje się horror. W moim otoczeniu jest to gatunek cieszący się największym zainteresowaniem. Wydaje mi się, że ludzie teraz kochają filmy grozy. Ja także lubię dzisiejsze horrory. Uważam, iż komponują elementy symboliki z prymitywnym, ludzkim strachem. Moje zamiłowanie do tego gatunku zauważyłam dopiero po pandemii. Być może był to akt desperacji, aby w końcu wyjść gdziekolwiek, zaznać trochę kultury i rozrywki. A może i nie. Może była to zbiorowa tendencja, na którą nie miałam wpływu, a której posłusznie się podporządkowałam. W każdym razie, moje wizyty w kinie z pewnością wspomogły trend oglądalności horrorów, który jest obserwowany od kilku lat.
Co podobało się nam w pandemii? Lekcje zdalne i praca hybrydowa zaczęły być naszym życiem codziennym, to wielu pasowało. Nie spotkaliście się ze stwierdzeniem, że takie rozwiązanie jest dla niektórych wybawieniem? A więc: przymusowa izolacja czy święty spokój? Zastanawiam się natomiast czy można powiedzieć, że tęsknimy za tym wszystkim. Stwierdzenie, że oglądamy więcej horrorów z powodu pandemii może wywołać jedynie lekki uśmiech na twarzy. Ale co jeśli jest w tym co najmniej pół ziarna prawdy? Jeśli jest to po prostu zmyślona bzura, to dlaczego w dzisiejszych horrorach tyle jest elementów, związanych z pandemią? Substancja (2024) pokazuje chęć powrotu do pracy za pomocą podejrzanego medykamentu. Nie widzicie tutaj automatycznie szczepionek i pandemicznych zwolnień z pracy? A może przemówi do was argument bezpośredniego nawiązania do epidemii w równie głośnej produkcji Nosferatu (2025)? Niewykluczone, iż jest to już naciąganie rzeczywistości. Ale ponownie – co, jeśli nie? Nie chcę oczywiście wchodzić tutaj w polemikę pod tytułem “co autor miał na myśli”, bo jak powszechnie wiadomo, jest to szkolna praktyka pod klucz, a sztuka nie daje się rozumieć w tak prymitywny sposób. Wiadomo – wcześniej też widzieliśmy takie elementy w kinach. Wydaje mi się, że teraz częściej sięgamy po takie zabiegi. Może dlatego, że je znamy z życia sprzed kilku lat. Innym wątkiem jest sam wzrost zainteresowania horrorem. Na taki pandemiczny trend jest nawet wiarygodny argument: siedzieliśmy w domu, więc mieliśmy czas oglądanie większej ilości filmów, również horrorów. Jednak moja sceptyczna natura, każe mi wchodzić w polemikę z takim rozumieniem rzeczywistości. Dopatruję się w tym szerszej tendencji. Nasuwa się oczywiście sprawa zaburzeń psychicznych, których częstotliwość występowania jak wiadomo wzrosła w związku z lockdownem. Osoby, które zmagają się z problemami psychicznymi często szukają kontrolowanych sytuacji odczuwania strachu przez takie rozrywkowe formy jak filmy grozy. Ale tak jak już wcześniej starałam się to przekazać, pandemiczne zaburzenia można traktować także w postaci zbiorowej traumy, która przekształciła jego strukturę, tworząc z nas zupełnie inne społeczeństwo. Czym mogłoby się ono charakteryzować? Pierwszy na myśl przychodzi mi lęk. Nie jest to lęk paniczny, lecz stan nieustannego napięcia i niepewności. Uważam, że przez to staramy się szukać jakiś wentyli, dróg ujścia ciężkich emocji.
Czy można więc twierdzić, iż próbujemy osiągnąć takie katharsis poprzez seans filmu grozy? Czy zamieniliśmy przerażające obrazy z telewizyjnego dziennika na fikcyjne twory? Może chcemy odciąć się od tamtej rzeczywistości, aby społeczeństwo same sobie nie wydawało się dzisiaj chore? Chcemy zostawić to wszystko i zacząć od nowa, ale to stałe napięcie, wyuczone przez sytuację zagrożenia życia sprzed kilku lat nie daje nam spokoju. Albo właśnie chcemy oswoić ten lęk, karmiąc go kolejnymi obrazami grozy? Może jednak medyczny zapach żelu antybakteryjnego jest czymś, czego już nigdy nie zmyjemy ze swoich rąk.

