AUTOR: JULIA ŚWIERCZYŃSKA
Ostatnio moje media społecznościowe raz po raz wypełniają się zdjęciami uśmiechniętych znajomych z czasów dzieciństwa. Ktoś zaczyna doktorat, ktoś się zaręcza, kolejny chwali się ślubem, a inny karierą, która mnie doprowadziłaby do zawału jeszcze przed trzydziestką. Patrzę na to wszystko z mojego wynajmowanego mieszkania, w którym nie działa na przemian albo woda albo prąd i zastanawiam się, co jest ze mną nie tak. Czemu wciąż nie mogę napisać głupiej magisterki, kiedy moi rówieśnicy w tym czasie wiodą już zupełnie dorosłe życie, a na dodatek są z niego zadowoleni?
Wiedząc, że nic tak nie pogarsza humoru jak porównywanie się do innych, parę tygodni temu wreszcie postanowiłam usunąć z telefonu społecznościowe apki. Zostawiłam sobie do dyspozycji tylko forum Reddit. Tam nie ma moich znajomych, tylko ciekawostki językoznawcze i nowinki z popkultury czy polityki, które urozmaicają mi poranną jazdę autobusem. Tak przynajmniej mi się wydawało. Okazuje się jednak, że polscy forumowicze, zamiast o kaucjach za butelki, od kilku tygodni dyskutują o pewnej bardzo zdolnej siedemnastolatce.
Nie podam tu jej nazwiska, bo nie mam czasu ani ochoty odpowiadać na ewentualne pisma przedsądowe. Jak to się mówi w internecie – kto ma wiedzieć, ten wie. Dość powiedzieć, że pewna dziewczyna w młodym wieku ma już takie portfolio, że większość z nas może jej pozazdrościć. Mnóstwo projektów badawczych w dziedzinie medycyny, konkursów, nominacji, występ na konferencji TEDx, a co najbardziej zaskakujące… Srebrny Krzyż Zasługi od obecnego prezydenta. To wszystko, oczywiście, zostało na przestrzeni ostatniego roku skrupulatnie zrelacjonowane przez media głównego nurtu. A teraz redditorzy zarzucają medialnemu przekazowi kłamstwo i jeszcze twierdzą, że mają na to kwity.
Nie chcę tu oceniać, czy osiągnięcia tej nastolatki są prawdziwe, a jeśli tak, to na ile. Po pierwsze dlatego, że NAPRAWDĘ nie mam teraz czasu na pozwy. Po drugie dlatego, że po ludzku żal mi tej dziewczyny, która, o ile w ogóle kłamała, to, ze względu na wiek, na pewno nie działała sama, a raczej pozostawała pod czyimś silnym wpływem. Do tego sytuacja, w której krytykuje cię (słusznie czy nie) i obraża pół internetu, nie może być łatwa, zwłaszcza dla kogoś tak młodego. Ten tekst nie jest próbą demaskacji, serio.
Ta sprawa nasunęła mi jednak kilka przemyśleń, którymi, Drodzy Czytelnicy, chciałabym się z Wami podzielić. Pierwsze jest dość banalne i nie będę się przy nim długo zatrzymywać, obiecuję. Mianowicie: w mediach, w tym tych społecznościowych, można wykreować naprawdę wszystko. Ja sama najlepiej pamiętam o tym, kiedy widzę na feedzie zdjęcia celebrytów, influencerów i milionerów, ale trochę zapominam, gdy chodzi o moich własnych znajomych. A przecież dzisiaj każdy z nas jest kuratorem własnej marki osobistej. Na jednym ślubie robi się kilkaset fotografii, a na Insta oglądamy potem może dziesięć z nich i na żadnej suknia panny młodej nie jest brudna od rosołu. Wiem, wiem, oczywista oczywistość, a jednak warto czasem zaserwować sobie, tak w ramach przypomnienia, kubeł zimnej wody i powtórzyć to, co już niby wiemy.
Drugie przemyślenie: system, w którym żyjemy, nie oszczędza nikogo. Często wydaje mi się, że gdybym tylko była trochę bogatsza, trochę zdrowsza, trochę mądrzejsza, ładniejsza i szczuplejsza, to miałabym u stóp cały świat, doktorat, cztery własnościowe mieszkania oraz, rzecz jasna, bajecznie bogatego męża. Wiem, to brzydkie myśli, bo i tak los dał mi więcej, niż przeważającej części mieszkańców tej planety. Tej zdolnej siedemnastolatce też się (przynajmniej na pierwszy rzut oka) poszczęściło – jest młoda, mądra, ambitna, pochodzi z dobrej rodziny, która ją wspiera. Do tego ma własną platformę oraz przychylność mediów. A też zaliczyła ostatnio twarde lądowanie. Niektórym sprawia to pewnie satysfakcję, ale u mnie wywołuje obawy. Skoro nie ona, to kto? Jeśli nie tej dziewczynie, która jest idealnym wytworem neoliberalizmu, to komu z nas ma się w tym życiu coś udać? Czego jej zabrakło? Odpowiedniej płci? Czy ludzie aż tak się wyżywają, bo chodzi o młodą kobietę, a nie mężczyznę? Nie wiem, choć się domyślam.
Trzecie przemyślenie dotyczy opłakanego stanu polskich mediów. Podkreślę znowu, nie chcę tu rozstrzygać, czy promowały kłamstwa czy prawdę. Tylko szkoda, że teraz, gdy szambo się wylało, nie potrafią obronić ani siebie, ani tej dziewczyny, którą tak chętnie wzięły na sztandary.
Czwarte, i ostatnie, przysięgam, przemyślenie: mogłabym zacząć lepiej się reklamować. Mogłabym być córką koleżanki czyjejś starej. W końcu “redaktorka naczelna największego czasopisma studenckiego w kraju” brzmi dumnie. “Łączy prowadzenie kilkudziesięcioosobowej redakcji ze studiami magisterskimi” robi wrażenie. Niedaleko stąd do “przyszłości polskiego dziennikarstwa” albo innych takich medialnych frazesów. Tylko, że rzeczywistość pozbawiona jest tego blichtru.
W rzeczywistości piszę ten tekst na dzień przed deadlinem, leżąc w zmiętej pościeli. Trochę boli mnie brzuch, mam nieco przetłuszczone włosy, bo brakuje mi czasu by porządnie je umyć. Otaczają mnie torby i walizki, bo niedługo się przeprowadzam. I moim jedynym marzeniem jest, żeby w nowym lokum działały w końcu i prąd i woda, najlepiej równocześnie.

