Od wakacji w Bieszczadach do studia jogi

Rozmowa z Marią Dziekońską, studentką na Uniwersytecie Warszawskim i właścicielką „Błoga Yoga Studio”.

Rozmawiała: Zofia Oleksiak

Od października 2025 roku na warszawskim Powiślu powstało nowe studio jogi, prowadzone przez 22-letnią studentkę dziennikarstwa i medioznawstwa UW. Chciała stworzyć otwarte i przyjazne miejsce dla wszystkich. „Jak nie teraz, to kiedy?” – mówi Maria Dziekońska, właścicielka „Błoga Yoga Studio”.

Zofia Oleksiak: Skąd pomysł na założenie studia jogi?

Maria Dziekońska: Decyzję podjęłam w Bieszczadach. Jeszcze podczas moich pierwszych studiów – psychologii, którą rzuciłam po miesiącu – wysłałam CV do warszawskiego studia jogi. Dostałam się na recepcję. Po pół roku pracy zrobiłam kurs. I wiesz co, właściwie nie wiem skąd to mi się wzięło. Nigdy wcześniej nie ćwiczyłam jogi. Zaczęłam te trzy lata temu. W domu coraz częściej praktykowałam medytację. Potrzebowałam tego. Wiedziałam, że zrobiłam zły krok z pójściem na psychologię. I wtedy skupiłam się na swoim wnętrzu, bo było ze mną dość słabo psychicznie.

Zły krok z psychologią – żałowałaś, że rzuciłaś?

Żałowałam, że zaczęłam w ogóle ją studiować. Czułam się przytłoczona – psychologia to jednolite studia magisterskie. Musiałabym zostać w Polsce jeszcze pięć lat, a wtedy też bardzo chciałam wyjechać. Ale zostałam. Zaczęłam pracować w tym studiu, chodziłam na ich zajęcia, przebywałam z osobami, które były zainteresowane jogą. W końcu zrobiłam kurs. Później miałam trochę przerwy od jogi – skończyłam tam pracować i trochę mi się odmieniły plany. Jogę robiłam sobie sama w domu, albo na wyjazdach ze znajomymi. Wtedy wpadłam na założenie własnego studia. Finalnie jednak wróciłam do poprzedniej pracy. Czyli tak właściwie to się wzięło, szczerze ci powiem, znikąd.

Decyzja podjęta w Bieszczadach? Co to znaczy?

Byłam na wakacjach w Bieszczadach. Wtedy przechodziłam kryzys, bo nie wiedziałam po co mam zrobić ze swoim życiem. Prowadziłam ćwiczenia jogi dla ludzi, sama ćwiczyłam, zaczęłam o niej rozmawiać z innymi. Chciałam skorzystać z rządowego programu “Wsparcie w starcie”, musiałam napisać biznes plan. Za pierwszym razem w ogóle nie dostałam finansowania. To było w tamtym roku. Teraz wniosek pomogła mi napisać osoba zajmująca się pozyskiwaniem dofinansowania. Stwierdziłam, że wolę uzyskać pomoc i zrobić to profesjonalnie. Wiemy, jak te wszystkie wnioski unijne wyglądają, ile to jest papierkowej roboty

A dlaczego akurat joga?

To właśnie joga pomogła mi odnaleźć siebie. Poznałam siebie. I po prostu bardzo ją lubię. Pomyślałam – dlaczego by nie dzielić się tym z innymi. A że jestem też bardzo komunikatywna i lubię pracę z ludźmi, to stwierdziłam, że otwarcie takiego studia będzie fajną opcją. Co więcej, bardzo nie chciałam pracować dla kogoś. Wcześniej przez siedem lat dawałam korepetycje z angielskiego. Strasznie się wypaliłam i nie chciało mi się już jeździć do tych wielu klientów. Gdybym miała być instruktorką jogi w różnych studiach, skończyłoby się tak samo. Chciałam wszystkich zebrać w jednym miejscu. Stwierdziłam, że otworzę coś własnego.

Masz dopiero 22 lata, wydaje mi się, że był to bardzo ambitny plan. Otworzyłaś studio razem z mamą, tak?

Razem z mamą i jej siostrą. Bardzo mi pomogły w organizacji. Dwadzieścia dwa lata… Tak, rzeczywiście. Ale jak nie teraz, to kiedy? Po co mam to odwlekać? Spróbowałam. Wiem, że mogłabym w tym czasie wyjeżdżać, kupić sobie vana i podróżować, co jest w ogóle moim planem gdzieś tam na przyszłość, ale też muszę mieć na to pieniądze. Po co miałabym męczyć się pracując u kogoś, skoro może mi wypalić własny biznes? Jak wyjdzie, to ekstra. Nie boję się. Jestem bardzo optymistyczną osobą. Początki wiadomo, że są ciężkie. W Warszawie jest ogrom innych studiów jogi i jest ogromna konkurencja, ale też mamy fajne miejsce. Bo jesteśmy na Solcu, na Powiślu i nie ma tu niczego podobnego w promieniu trzech kilometrów. 

W jakim wieku przychodzą do ciebie ludzie?

Różnie. Jest rozstrzał od 20 do 60 lat, a ci młodzi to nie tylko moi znajomi. Wiadomo, że przyciągam przyjaciół, żeby praktykowali sobie tutaj jogę. Ale przychodzą też osoby spoza mojego bliskiego kręgu, co uważam za naprawdę spory sukces na start.

O tym pomyślałam. Może się wydawać, że młodzi ludzie aktualnie to tylko labubu i matcha.

Właśnie nie! To wśród młodych jest mocna samoświadomość, żeby zadbać o siebie. Uważam, że w tych czasach skupienie się na swoim wnętrzu jest bardzo potrzebne. Szczególnie, jak teraz jesteśmy tak przebodźcowani ze wszystkich stron. Fajnie mieć takie miejsce i wiedzieć, że coś się dzieje, jakieś warsztaty, gdzie możesz mieć chwilkę dla siebie.

Chyba tak na nas wpłynęła pandemia, nie?

Tak. Właściwie, pierwszą styczność z jogą miałam dokładnie podczas covidu. Samorozwój był jakimś efektem tej izolacji, wiadomo.

Nie boisz się tego wyzwania? Mówiłaś mi, że pracujesz po dwanaście godzin dziennie.

Już nie. Było tak rzeczywiście na początku, że moja głowa latała codziennie na pełnych obrotach. Razem z mamą i jej siostrą byłyśmy w studiu mniej więcej od 7 rano do 21. Teraz zrobiłyśmy sobie zupełnie wolne wtorki, trzeba było wszystko trochę zrównoważyć. Dzięki temu, że nie spędzamy tu już tyle czasu, nasza praca stała się bardziej efektywna. Odpoczynek też jest ważny. Później byłoby wypalenie, spadek formy. Dobrze, że szybko otworzyłyśmy oczy. W ogóle moi przyjaciele bardzo mi pomagają. Bez ich wsparcia nie dałabym rady. Warto mieć takich ludzi.

A może boisz się wypalenia? Przez to, ile czasu musisz poświęcać na prowadzenie zajęć, nie martwisz się, że ta joga ci po prostu zbrzydnie?

Może… Znaczy, nie, nie boję się tego. Mam to gdzieś z tyłu głowy. Wiesz, ja robię teraz po naście godzin jogi w tygodniu. Prowadzę większość zajęć w studiu. Ale joga jest też bardzo różnorodna. Jak uczyłam angielskiego, to ciągle tego samego. Gramatyka, gramatyka, gramatyka. Cały czas to samo. W jodze możesz dużo odkryć. Czuje się ją i w głowie i w ciele.

Planujesz się dalej szkolić?

Niedawno ukończyłam kolejny kurs jogi. Na razie nie mam czasu. Ale na pewno planuję. Mówię właśnie o tej różnorodności. Mogę iść na kurs oddechu, jogi nidry, jogi dynamicznej…  Jest naprawdę masa tego. Dlatego nie boję się wypalenia w jodze. Gdybym miała tylko jedną klasę i robiła w kółko te same ćwiczenia, to wiadomo, że mnie by to wymęczyło. Ale dopóki zachowuję różnorodność, jest dobrze.

Sama wymyślasz ćwiczenia, czy masz już gotowe schematy, które stosujesz?

W głowie rodzi mi się bardzo dużo pomysłów. Aż czasem jestem zdziwiona. Wiem, że to jest moja rzecz w życiu, którą odkryłam, bo idzie mi to w parze z naturalnością. Jeśli na przykład nie mam czasu na przygotowanie zajęć, to po prostu idę z flow i to wychodzi. Klienci wychodzą zadowoleni. Ale mam też książkę w studiu. Jest tam zestaw ćwiczeń, jakbym chciała się zainspirować. Wiadomo, czasem obejrzę coś na YouTube, czy pójdę na zajęcia do innych instruktorów. Wiesz, zaczęłam uczyć dopiero w tym roku. Skoczyłam na głęboką wodę, więc na razie dużo się inspiruję i chłonę pomysły z różnych źródeł. 

Jakie masz plany, poza kolejnymi kursami?

Chciałabym pojechać do Indii, najlepiej za dwa lata. Do tego czasu chcę zostać jeszcze na miejscu z biznesem, żeby wszystko rozkręcić, a później chciałabym wyskoczyć do Indii na kursy. Namawiam też moich znajomych.

A co ci się najbardziej podoba w tym wszystkim? Co cię pcha do działania?

To, że widzę, jak ludzie chcą o siebie dbać. Zawsze kończymy praktykę jogi z rękoma na sercu. Dziękujemy sobie za czas dla siebie, swojemu ciału. Później jest jeszcze głęboki  wdech i wydech. Widzę, że pomagam ludziom i to jest właśnie super w pracy instruktorki. Lubię, jak jest dużo osób na zajęciach. Później rozmawiamy – przy herbatce, przy kawce. To też jest super, taka społeczność. Chciałabym, żeby ludzie mieli tutaj swoje bezpieczne i komfortowe miejsce. Żeby zawsze mogli tu przyjść na zajęcia, czy do strefy relaksu, zamiast siedzieć samemu w domu. Żeby czuli się jak w domu. Już teraz dużo osób mówi, że czują tę rodzinną atmosferę. Nic dziwnego, skoro prowadzę to z mamą i ciocią, to wiadomo, że jest rodzinnie. Poza tym, jesteśmy ciepłymi osobami, taka energia od nas bije. I właśnie to chcemy przekazywać innym – ciepło oraz poczucie wspólnoty i bezpieczeństwa.